Pomost

 :: Jezioro

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Go down

Re: Pomost

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 23 Cze - 0:04

Znów tak samo wszystko się kończy. Miał już dość takich sytuacji.
- Sama mi to powiedziałaś. Powiedziałaś przecież, że mnie kochasz... - Spojrzał na nią. - A Czy widzisz też, że ja się tylko bawię? Że nie odwzajemniam tej miłości? Czy Ty chcesz takiej chorej relacji? Będziesz biegała za mną wiedząc, że tak czy inaczej to nie ma szans powodzenia? - Mówił spokojnie, opanowany. Musiał ją przekonać, musiał. Nie może pozwolić, żeby dalej to się ciągnęło tak jak dotychczas, bo kiedyś zrobi coś gorszego. Skoro był gotów ją uderzyć, skoro za każdym razem kończyło się to tak, że łamał ją i doprowadzał do takiego stanu. Mógł oczywiście zostawić ją samą, jak na wieży astronomicznej, ale teraz sytuacja była trochę inna. - Mogę Cię ochronić przed wszystkimi i przed wszystkim. - Powiedział stanowczo. - Nie mogę Cię tylko ochronić przed samym sobą. - Dodał. W jego głosie można było usłyszeć drżenie i bynajmniej nie drżał z zimna. Wiem, wiem, że to bez sensu. Przecież też nie jestem ślepy Lily! Przecież widzę co się dzieje, jak się zachowujesz! Czasem to jest w porządku, czasem jest super, ale potem przychodzisz na pomost, a ja Cię biję w twarz i robię wyrzuty nie wiadomo o co. Idealne zachowanie godne człowieka jakim jestem... doprawdy!
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Lily Grey on Sob 23 Cze - 0:11

To może czas zmienić zakończenie.
- Marny kłamca... - Powiedziała cicho, uśmiechając się zgryźliwie.
Nie przekona jej. Jest nachalna i głucha, głucha na to co w tej chwili mówił. Chociaż to bezsensu. Mógł ją zostawić, mógł sobie pójść.
- Wiem o tym. - Powiedziała równie stanowczo. - Zastanowiłeś się kiedyś, że mogę nie chcieć ochrony przed Tobą. - Ostatnie słowa były niedosłyszane przez jej kaszel.
Wszyscy widzą, wszyscy czują, wszyscy wiedzą, ale nikt tego nie zmieni. Ona nie postara się go unikać, a on nie przestanie miewać humorów i jej bić. Już mówiła ból nie jest taki straszny, już nie.


Ostatnio zmieniony przez Lily Grey dnia Sob 23 Cze - 0:42, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 23 Cze - 0:24

Wiedział dlaczego była tak niewrażliwa. Dom, który był przecież patologiczny nauczył ją tego. A on był po prostu kolejnym tyranem, kolejnym jej ojcem, który terroryzował ją, bił, poniżał. Skrzywił się, odwrócił wzrok. Był aż takim złym człowiekiem? Trudno. Czy był kłamcą? Wtedy, gdy chciał coś osiągnąć - z pewnością. Za dobrze go rozumiała.
- Nie dopuszczam takiej możliwości Lily. Przecież jej potrzebujesz. Nie rozumiem Cię. Nie wolisz być szczęśliwa? Bo ja wiem... wiem, że dobra... możesz coś czuć i przez to nie chcesz odpuścić. Właściwie to nie wiem, bo ja przecież nie czuję. - Powiedział zgryźliwie. - Ale wiesz co - zastanawia mnie Twoja tendencja do zadawania sobie bólu. W jakim celu? Dla zasady? - Nie mógł tego słuchać. Bolało go to, że tak mówi. Nie zdawała sobie JESZCZE sprawy do czego jest zdolny? Wczoraj ją ranił słowem, dziś ją uderzył, co zrobi jutro? Kiedyś może zrobić jej coś gorszego. Zrobi jej coś gorszego. Tylko dlatego, że okazywała mu uczucie. Czy to nie okrutne? Ale za to bardzo w jego stylu. Wykorzystywanie czyjejś słabości. No bo przecież miłość to siła, ale i słabość prawda?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Lily Grey on Sob 23 Cze - 0:33

Niewrażliwa, Lily? No tak, taka była. Wina ojca jakaś tu jest, jednak sama zdecydowała się, że taka będzie. Przynajmniej chciała taka być. Słaba, a jednocześnie tak silna. Gabriel w porównaniu do jej ojca był aniołem...
- Skąd wiesz czego potrzebuję? - Wrzasnęła oburzona. To znaczy próbowała wrzasnąć, jej struny głosowe jednak to utrudniły. - Z przyzwyczajenia. - Rzekła cicho.
Zdawała, wiedziała o tym wszystkim bardzo dobrze, aż za dobrze.
Wiatr wiał cicho, kołysząc wszystkim dookoła. Usypiało ją to, wszystko. Otrząsnęła się. Kichnęła. Jeszcze kataru jej brakowało.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 23 Cze - 1:08

Tego nie wiedział. Czuł się jak jej ojciec, którym tak bardzo się brzydził.
- Wiem, bo tu chodzi o mnie! - Był zły, ale tym razem inaczej, nie miał ochoty nic jej zrobić. - Nie chcę, żebyś takie właśnie przyzwyczajenia miała. Ze mną innych nie możesz mieć. Z resztą... tłumaczyć Ci nie muszę. - Denerwowało go to. Chciał, żeby go uderzyła. Dlaczego nie postawi mu się? Dlaczego mu nie odda? Dlaczego nie rzuci na niego jakiegoś zaklęcia, nie zrzuci z pomostu na lód, który może pęknie? Dlaczego po prostu siedzi i mówi TAKIE rzeczy? Nie rozumiał jej. Kompletnie jej nie rozumiał.
- Lily... może wracajmy już do zamku. Jesteś chora. - Powiedział to nie dlatego, że nie chciał już tutaj siedzieć, ale z troski. Kurwa - on miał skrupuły? Ostatnio naprawdę sam siebie zaskakiwał!
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Lily Grey on Sob 23 Cze - 1:15

Nie był jak jej ojciec i nigdy nie będzie,
Wzruszyła ramionami. - Może mogę... - Odpowiedziała tajemniczo.
Nie będzie nim. Nie zniszczy, nie zrani. Nie uderzy, nie sprawi bólu fizycznego. Woli katować ludzi psychicznie, tak wyrządza im większą krzywdę, ale nie jemu. Nie chce tego, nie...
- Jak chcesz to wracaj. Ja... Ja nie mam co tam robić. - Wzruszyła ramionami. Trzęsła się z chłodu, ale było jej gorąco. Rozpięła trochę swój płaszcz i kichnęła. Cholera. Kichanie i kaszlenie zostanie chyba jej ulubionym zajęciem, a przynajmniej takim, które będzie górowało na liście rzeczy, jakie robiła.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 23 Cze - 1:24

- Tu nie o mnie chodzi. Nie uciekam. Chodzi mi o to, że już jesteś chora, a jak posiedzimy tu jeszcze trochę, to się skończy zapaleniem płuc. Samej Cię nie zostawię, bo skończy się to tym, że jeszcze dostaniesz hipotermii... - Skrzywił się. Wiedział, że to głupio brzmi po tym co zrobił wcześniej, ale cóż... Złapał ją pod ręce i podniósł. - Proszę, chodź do zamku. Jeśli chcesz, możemy posiedzieć gdzieś razem, jeśli nie, to posiedzisz sama, ale w ciepłym. - Nie patrzył w jej oczy. Zawiódł przecież i teraz nie mógł w nie spojrzeć. Wiedział, że kiedyś będzie inaczej, kiedyś spojrzy w nie, kiedyś znów zada jej ból i zobaczy w nich smutek.
Chciał jakoś cofnąć czas, albo chociaż usunąć ślad z jej twarzy. Śnieg ciągle padał i dziewczyna miała całe włosy mokre. To się z pewnością skończy jakimiś cięższymi powikłaniami... Ależ ona jest uparta no! - No. Chodź. - Złapał ją za rękę i pociągnął. Nie był w stanie się do niej uśmiechnąć. Po prostu nie mógł. To byłoby jakieś totalnie nieszczere w tej sytuacji. Nienawidził hipokrytów, a przecież to co robił było tak jawną hipokryzją... Zawsze gardził ludźmi, którzy nie potrafią od początku do końca realizować swojej idei, czy wypierają się swojego zdania. Kolejne kilka dni pokazało, że on sam czasem ma z tym problemy...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Lily Grey on Sob 23 Cze - 1:38

- Aha. - Powiedziała tylko. Robiła się blada. Uczucie chłodu wróciło.
- Tylko zostań. - Powiedziała słabo. Mogła już iść, ale chciała towarzystwa. Czegoś ciepłego do picia też chciała. Potrzebowała ciepła, uczuć miłości.
Kiedyś spojrzy, ale nie wiadomo co w nich ujrzy. Nic nigdy nie wiadomo.
Nie cofnie czasu, nie da rady. Ślad da się usunąć, ale Lily chce, by on choć przez chwilę cierpiał, a ten znak ma mu o tym przypominać, ma czuć skruchę. Ma się poprawić choć na kilka dni, godzin, minut. Kichnęła. Zgarnęła swoje włosy do tyłu. Mokre.
- Zabierz mnie gdzieś. Gdzieś, gdzie jest ciepło. - Powiedziała drżącym głosem i poddała się chłopakowi.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Laila Desmet on Pią 6 Lip - 20:12

Pogoda z dnia na dzień robiła się coraz bardziej wiosenna, co oznaczało jednak opady deszczu zamiast śniegu i to w o wiele większych ilościach. Dodatkowo nigdy nie można było być niczego pewnym, słoneczny dzień zmieniał się w ulewę w parę minut. Mimo to Laila postanowiła wykorzystać chwilę słońca i z szerokim uśmiechem wyszła na dwór z torbą na ramieniu. Prawdopodobnie nie wyglądała najpiękniej, jej włosy już od samej wilgoci w powietrzu zaczęły się puszyć, a w połączeniu z wiatrem stworzyły jej na głowie coś o wiele gorszego niż zwykła szopa, dziewczyna jednak postanowiła się tym nie przejmować. Nie chciało jej się brać żadnych dodatkowych płaszczy czy parasolek, wystarczył jedynie cieplejszy sweter, w razie nagłego załamania pogody do szkoły było niedaleko.
Nie miała szczególnych planów co do spaceru, szła, gdzie poniosły ją oczy. Po błoniach kręciła się prawie pół godziny, aż trafiła nad jezioro i dobrze sobie znany pomost. Stanowił on idealne miejsce dla kogoś, kto chciał odciąć się od świata lub po prostu mieć na chwilę spokój. Dziewczynę interesowała akurat ta druga opcja i gdy usiadła wygodnie na samym krańcu mostu z torby wyjęła grubą książkę, zdecydowanie nie na tematy naukowe i zagłębiła się w lekturze zapominając o bożym świecie.
avatar
Laila Desmet
Uczeń

Liczba postów : 32
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Jason Castlereage on Pią 6 Lip - 21:34

Według Jasona było tak ciepło, że mógł sobie pozwolić na wyjście w samej bluzie. Przejechał po swoich ciemnych włosach dłonią, po czym dokładnie zlustrował niebo nad sobą. Prawie bezchmurne, co rzadko się zdarzało w Anglii. Uśmiechnął się, odetchnął pełną piersią, po czym zaczął iść po wilgotnej brei, która niegdyś była śniegiem, nie zważając na to, że nogawki jego dżinsów przemokły już do suchej nitki.
Z rękami w kieszeniach zaczął spacerować po błoniach bez celu. Cieszył się pogodą. Wiosna zbliżała się wielkimi krokami, a on jakoś nigdy nie lubił zimy. Jedyną osłodą był fakt, że w styczniu są jego urodziny. Mimo wszystko, zdecydowanie wolał wiosnę - wszystko się wtedy odradzało, ptaszki ćwierkały, kwiatki próbowały przebić się przez ostatki śniegu. Pierwsze przebiśniegi czy nawet ździebełka zielonej trawki. Pora roku w sam raz dla takiego romantyka, jakim był Jason.
Powoli zbliżył się do jeziora. Nawet sam nie wiedział, kiedy się poślizgnął i wylądował w śniegu, na dodatek przemieszczając się jeszcze o kilka metrów w dół, w kierunku pomostu. Mógł włożyć zdecydowanie inne buty. Trampki nie były najwyraźniej najodpowiedniejsze na taką pogodę. Spojrzał na dziewczynę, która zdawała się być całkowicie pochłonięta książką i zmieszał się. Narobił sporo hałasu. Jednak po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech - znał ją! Była to Laila, Krukonka z tego samego rocznika. Wyprostował się, po czym spróbował otrzepać się z resztek śniegu na swoim ubraniu.
- Co czytasz? - spytał bez żadnych wstępów, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Może nigdy nie miał okazji porozmawiać z nią sam na sam, ale zawsze mus być ten pierwszy raz, nie?
avatar
Jason Castlereage
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Bristol

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Laila Desmet on Pią 6 Lip - 22:07

Hałas? Nie, ona o żadnym hałasie nie wie, no a przynajmniej nie słyszała mimo, iż był tak blisko niej. Chyba powinna jednak zwracać nieco większą uwagę na otoczenie podczas czytania, bądź co bądź może się to skończyć nieciekawie. Już raz jakiś ślizgon w podobnej sytuacji wepchnął ją do jeziora, widać jednak Laila nie wyniosła wiele z tamtej lekcji. Jej nos już prawie dotykał kartek podczas pościgu pewnego czarodzieja przez rycerzy, gdzie samotny biedak mimo wielkiej wiedzy był skazany na porażkę, kiedy obok siebie usłyszała głos, ba, pytanie, na które zareagowała lekkim drgnięciem zaskoczenia i opuściła książkę na kolana. Podniosła wzrok na chłopaka stojącego nieopodal starając się odszukać go w pamięci, bo znać na pewno go znała. W pierwszej kolejności skojarzyła to, że są w tym samym domu, potem wspólny rocznik, na samym końcu zaświtało jej jego imię.
-A, nic szczególnego, typowa historia o rycerzach, czarodziejach i smokach - mruknęła pokazując mu nieco zawstydzona okładkę książki.
Już nie raz nasłuchała się komentarzy na temat czytania mugolskich książek, pochodzenie tej aż kuło w oczy, jednak co zrobić. Według niej czarodzieje nie mieli talentu do pisania fantastyki, może dlatego, że sami żyli w nieprawdopodobnym świecie.
Dopiero po chwili zauważyła nieco przemoczone ubranie jej towarzysza i spojrzała na niego pytająco.
-Wszystko w porządku? - zapytała z troską
avatar
Laila Desmet
Uczeń

Liczba postów : 32
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Jason Castlereage on Pią 6 Lip - 22:37

Jason przyglądał się uważnie dziewczynie. Gdy uświadomiła sobie jego obecność, drgnęła. Nie chciał jej przestraszyć, ale pewnie gdyby nagle dotknął jej ramienia i krzyknął "No, siema!", nie osiągnąłby lepszego efektu. Mogłaby od razu zwiać, bojąc się, że Castlereage to jakiś potwór z jeziora, a nie o to do końca mu chodziło. Chyba nikt nie chciałby mieć opinii dręczyciela niewinnych niewiast, prawda? Chłopak zatarł ręce i przysiadł obok Laili. Zerknął na okładkę z miną znawcy, jednak po chwili pokręcił głową.
- Nie, nie znam tego - powiedział, ciągle uśmiechając się szeroko. - Ale możesz mi kiedyś pożyczyć. Uwielbiam książki.
Spojrzał na nią z figlarnym błyskiem w oku. Jasonowi jakoś nigdy nie przeszkadzało, o czym była jakakolwiek książka - kiedyś, gdy tylko nauczył się czytać, brał do swoich małych, umorusanych rączek mugolskie bajki o Królewnie Śnieżce, Kopciuszku, a nawet Śpiącej Królewnie, po czym siadał obok swojej młodszej siostry i czytał jej na głos te bajki. Według Cathy były to bardzo piękne opowieści... no i mu nie bardzo przeszkadzało to, że czyta takie typowo dziewczęce bzdurki. Przynajmniej mógł poćwiczyć czytanie, więc tak dużo przy tym nie stracił. Teraz powiedzcie mi kiedyś, że Jason był złym bratem.
- Tak, w porządku - odpowiedział, machając ręką. - Od małej ilości wody nic mi się w końcu nie stanie...
Posłał jej jeszcze jeden uśmiech. Miał wspaniały humor... zresztą, jak zawsze.
avatar
Jason Castlereage
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Bristol

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Laila Desmet on Pią 6 Lip - 23:01

Od razu uciekła, aż tak strachliwa nie była, chociaż wrzask stawiający na nogi całą szkołę i okolice nie był wykluczony, dlatego też lepiej, że Jason postąpił jak postąpił.
Gdy chłopak zerknął na okładkę przysunęła książkę nieco bliżej niego, jednak jego est mówił jednoznacznie, że i tak wiele mu to nie pomogło. Skoro miała towarzystwo do lektury raczej nie powróci, dlatego też otworzyła torbę i włożyła do niej powieść.
- Nie ma sprawy. Gdybyś chciał coś więcej to mam całkiem sporą kolekcję, przynajmniej raz na miesiąc dostaję coś nowego, więc wybór jest dosyć duży, pewnie nie zdążyłbyś przeczytać wszystkich książek do końca roku - uśmiechnęła się szeroko. -Cóż, u krukonów to zamiłowanie jest raczej normalne, chociaż większość niestety oprócz podręczników nie bierze się za nic innego.
Szkolna biblioteka, mimo niewiarygodnego zaopatrzenia, jeśli chodzi o książki służące jedynie rozrywce jest raczej uboga. Gdyby nie prezenty od ojca Laila chyba umarłaby z nudów i tęsknoty za nowymi książkami. Chociaż ostatnio miała problem z ich przechowywaniem, gdyż miejsce w kufrze, szafce i pod łóżkiem powoli się kończyło, a jakoś musiała dotrwać do wakacji.
-Sama woda nie powinna zaszkodzić, ale raczej nie jest najcieplej, a to już jest nieciekawe połączenie - stwierdziła cicho.
Ech, chyba za bardzo się przejmuje, co zresztą robi zawsze, wszędzie i w stosunku do każdego. Czasami nawet się bała, że może to niektórych denerwować, jednak nic nie mogła już poradzić na to, że chciała dbać o wszystkich dookoła.
avatar
Laila Desmet
Uczeń

Liczba postów : 32
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Jason Castlereage on Pią 6 Lip - 23:19

Mhm, wrzask. Jason w ogóle nie lubił, gdy dziewczęta rozdzierały swoje delikatne gardziołka, a co dopiero dlatego, że chciał być miły i się przywitał... Tak, Castlereage mógł sobie pogratulować, iż wybrał takie wyjście, a nie inne. Nie chciałby zgorszyć do siebie takiego ładnego dziewczęcia, jakim była Laila, nawet jeśli ona sądziła coś zupełnie odwrotnego. Był nieco zaskoczony, że nie zwrócił na nią wcześniej uwagi - co jak co, ale wydawała się interesująca. Przynajmniej jemu...
- Nie wierzysz we mnie, co? Założymy się? - spytał, uśmiechając się łobuzersko. Po chwili pokiwał głową ze zrozumieniem. Skąd on to znał... - Krukoni już wyrobili sobie opinię, że wiecznie okupują bibliotekę, nawet jeśli pchają sobie do głów jedynie wiedzę z podręczników. Jednak zdarzają się takie ewenementy jak ty, czy ja, które wolą coś nieco bardziej ciekawego i luźniejszego od tego naukowego języka mądrali, prawda?
Roześmiał się. On również dostawał książki w ramach prezentu od ojca - w sierpniu, kiedy szedł zakupić podręczniki do szkoły. Pan Castlereage był bardzo rozrywkowym człowiekiem i zdecydowanie wolał, żeby jego syn został gwiazdą sportu, aniżeli jakimś gburem z okularami na nosie, który recytuje z pamięci przepis na Eliksir Wielosokowy. Na szczęście Jasonowi na razie udawało pogodzić się swoje zamiłowanie do książek z treningami quidditcha. Na razie.
- Jeśli tak bardzo boisz się o moje zdrowie, możemy iść do Pokoju Wspólnego - zaproponował, zerkając na swoją towarzyszkę.
Przebrałby się... potem posiedzieliby trochę przy kominku, prowadzając luźną pogawędkę... ewentualnie porobiliby coś innego.
avatar
Jason Castlereage
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Bristol

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Laila Desmet on Pią 6 Lip - 23:40

Oj dobrze, że zaznaczył, że ona ma nieco odmienne zdanie. W końcu można uważać się za niezbyt urodziwą siedząc z nosem w książce, w nieco za dużym swetrze i z włosami wyglądającymi jak szopa, o innych szczegółach nie wspominając. Z tą interesującą też by się nieco wykłócała, w końcu w szkole było pełno mądrzejszych od niej krukonek, bardziej przebojowych ślizgonek, milszych puchonek, o odważnych gryfonkach nie wspominając. na całe szczęście jednak na głos tego faktu nie poruszyli, inaczej mogłaby się zacząć bardzo długa dyskusja.
-Możemy, tylko o co? - biedak, nie wiedział jeszcze w co się pakuje. - Nie jest to najwspanialsza opinia, jednak chyba prawdziwa. Chociaż nie nazwę siebie ewenementem. To zwykła niechęć do nauki, z drugiej strony w naszym domu jest to dosyć niezwykłe - zaśmiała się.
Jej ojciec może tak rozrywkowy nie był, jednak nie wymagał samych wybitnych i przyszłej kariery naukowej, dawał córce wolną rękę, a że czasem trochę po marudził, od czegoś w końcu ci rodzice są.
-Byłoby świetnie, nie będę cię miała w razie czego na sumieniu - odetchnęła lekko.
Zerknęła w górę, niebo nie było już tak czyste jak wcześniej i istniało ryzyko, że dłuższe siedzenie tutaj będzie skutkować kompletnym przemoczeniem ich obojga oraz murowanym przeziębieniem, a na najbliższy czas miała raczej inne plany niż leczenie w łóżku. Poza tym kanapa w pokoju wspólnym zdecydowanie lepiej nadawała się na rozmowy niż twarde drewno, o ciepłym ogniu w kominku nie wspominając.
avatar
Laila Desmet
Uczeń

Liczba postów : 32
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Jason Castlereage on Sob 7 Lip - 0:04

Laila naprawdę była warta uwagi, nawet jeśli sama tego nie zauważała. Naprawdę. Poza tym Jason z każdą kolejną chwilą uważał, że łączy ich bardzo wiele rzeczy. Przeklinał siebie w duszy za to, że nie zwrócił na nią wcześniej większej uwagi. Przecież z tego mogłaby wyniknąć całkiem niemała przyjaźń. Albo coś więcej... Jak to dobrze, że panna Desmet nie mogła słyszeć myśli Jasona, ponieważ w innym razie jego policzki już dawno przybrałyby pąsową barwę.
- O co tylko zechcesz. Chociaż... mam propozycję. Jeśli wygram, to pójdziesz ze mną na randkę - uśmiechnął się chytrze Jason. Miałby nie skorzystać z okazji? No, proszę... Byłoby ciekawie. Jednak Castlereage wątpił, czy chce czekać, aż przeczyta wszystkie te książki pożyczone od dziewczęcia. Mógłby zabrać ją na jakieś ciacho już jutro, o ile by się zgodziła. - Czy ja wiem... z jednej strony lubię qudditch, z drugiej mógłbym siedzieć z nosem w książkach całe dnie.
Pokiwał powoli głową, po czym klasnął w dłonie i zwinnie podniósł się z pomostu. Podał rękę pannie Desmet.
- W takim razie zapraszam do zamku - uśmiechnął się szeroko, pomagając dziewczynie wstać. Jak na dżentelmena przystało, wziął jej torbę, żeby nie musiała jej nieść. Może nie była ciężka, ale liczył się sam gest, prawda? Posłał dziewczynie kolejny uśmiech, po czym zaczął iść w kierunku zamku, potem po schodach do zachodniej wieży i do Pokoju Wspólnego.

// Pokój Wspólny czeka ; )
avatar
Jason Castlereage
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Bristol

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Theodore Lansbury on Sro 11 Lip - 1:05

Z oddali wyłonił się cień. Cień, który powoli zaczął się zbliżać w kierunku pomostu, krocząc dumnie po wyznaczonej ścieżce. Była to średniego wzrostu postać, odrobinę - ale też i nie przesadnie - barczysta. W świetle księżyca można było mu się przyjrzeć nieco dokładniej: ubrany był w czarną bluzę z kapturem, która zasłaniała jego nieco przygnębioną twarz. Wydawał się być czymś zasmucony, ale najprawdopodobniej nie miał ochoty z nikim rozmawiać - pewnie dlatego przyszedł w puste miejsce w środku nocy, byle tylko nie trafić na żadnego z uczniów.
Theodore usiadł na - wydawać by się mogło - zniszczonym pomoście, chociaż tak naprawdę wiedział, że to tylko jakiś dziwny, na dodatek nieśmieszny, żart. Spojrzał się w ciemne i gwieździste niebo, próbując zapomnieć o wszystkich swoich problemach. Mimo że tak naprawdę nie wydarzyło się w jego życiu nic nadzwyczajnego, to ostatnich kilku dni nie miał prawa zaliczyć jako udanych. Chłopak głośno westchnął, ściągając kaptur z głowy, ukazując swoje lśniące, kruczoczarne i krótko ścięte włosy. Jego niebieskie i nieco już zmęczone oczy zaczęły pusto spoglądać w krystaliczną wodę, zupełnie bez powodu. Mimo wszystko lubił czasem popatrzeć w pustą i nieruszającą się przestrzeń, pomyśleć o przeszłych i nadchodzących wydarzeniach oraz oderwać się od rzeczywistości.
- Ehh... - jeszcze raz głośno westchnął i położył się na drewnianym pomoście, głowę opierając na końcówkach palców. Tym razem znowu spoglądał w niebo, na którym raz na jakiś czas pojawiały się coraz to nowe gwiazdy. Północ, księżyc w pełni, cisza, spokój. Czegóż chcieć więcej?
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 11 Lip - 1:52

Według Cassie ten dzień był długi i męczący.
Przez cały ranek błąkała się po korytarzu z zapuchniętymi od płaczu oczami, rozoranym policzkiem - co prawda teraz było widać jedynie czerwoną bliznę, ale jej rumiana buzia i tak przyciągała najwięcej spojrzeń postronnych - usta panny Hayes drżały, a cała jej osoba wydawała się bardzo zmizerniała. Teraz miała na sobie za duży, czarny sweter, sięgający dziewczęciu do kolan, czarne rajstopy i glany. Ciemnoblond loki tkwiły w nieładzie, a Cassie nie miała nawet siły, żeby się porządnie rozczesać. Czuła się, jakby problem gonił za problemem.
Wczoraj dostała sowę z domu - ojca czekało dochodzenie. A więc Robert Smith już wziął sprawy w swoje ręce. Panna Hayes wypłakała już swoje, ale ciągle była roztrzęsiona. W jej głowie powstawało wiele myśli, począwszy od tego, że niepotrzebnie zgodziła się na pójście na to przyjęcie z Gabrielem, a skończywszy na tym, iż musiała nieco zmienić swój wybuchowy charakterek i nie traktować ojca Gabriela w ten sposób. Gdyby nie Cassie, nie byłoby tego wszystkiego, a teraz pan Hayes nie musiałby się tłumaczyć przez Wizengamotem. A to wszystko wina Cassie.
Nie mogła zasnąć. Wyszła z zamku, nawet nie patrząc, gdzie idzie. Nie obchodziło jej to. Chciała uciec od wszystkiego. Od problemów, od Gabriela, Mary, Josha, od prac domowych, od dormitorium, od strachu. Strachu przed tym, co się stanie. A uciekają podobno tylko tchórze. Czyżby Cassie była tchórzem?
Nie zorientowała się nawet, gdy zawędrowała aż nad jezioro - no cóż, nadal by nie wiedziała, gdzie się znajduje, gdyby się nie poślizgnęła po stromym, wilgotnym zboczu jeziora i nie przewróciła się, wpadając na... no, właśnie, na co? Drgnęła, jakby ocknęła się z transu, po czym spuściła głowę i odgarnęła zbłąkany kosmyk włosów z oczu.
- Przepraszam? - powiedziała, chociaż zabrzmiało to bardziej jak pytanie, niż stwierdzenie. Odwróciła lekko głowę i zobaczyła chłopaka. Kojarzyła go z korytarzy. Był od niej starszy, na pewno.
Zadrżała. Nie tylko z zimna. Również ze strachu.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Theodore Lansbury on Sro 11 Lip - 2:25

Czas upływał, a Theodore wciąż leżał w bezruchu. Powoli zaczęło ogarniać go zmęczenie, a jego powieki z minuty na minutę stawały się coraz to cięższe. Z trudem próbował opanować sen, co przez pewien czas mu wychodziło, ale zdawał sobie sprawę, że dłużej tak nie wytrzyma. Mimo to, nie chciało mu się wracać do szkoły, bowiem tu mu było dobrze. Siedział w ciszy, spokoju, przy fajnej i orzeźwiającej ciało i umysł pogodzie, nikt mu nie przeszkadzał. Chłopak zignorował to, że leży na zwykłym, drewnianym pomoście i po prostu zamkną oczy z nadzieją, że niebawem ogarnie go sen. Przez ten czas jeszcze raz mógł przemyśleć o tym, co wydarzyło się w jego życiu, a nie należało do najprzyjemniejszych. Jego matka już od dwóch miesięcy bardzo ciężko chorowała i z dnia na dzień jej stan się pogarszał. Nikt nie wiedział dokładnie, ile zostało jej jeszcze czasu. Theodore wiedział jednak, że za pół roku, góra rok, jego życie wywróci się do góry nogami.
Po kilkunastu minutach w końcu udało mu się zasnąć. Przez sen czuł jednak, jak delikatny wiatr od czasu do czasu rozdmuchuje jego grzywkę. Czuł się jednak wolny, zupełnie odcięty od świata. To jeden z nielicznych momentów w tym roku, kiedy mógł się właśnie tak poczuć. Wszystko było pięknie, nawet z bardzo pięknie. W pewnym momencie poczuł na sobie jakiś ciężar, który z impetem uderzył w jego klatkę piersiową. Domyślił się, że to jakiś człowiek, ale mimo wszystko miał nadzieję, że po otworzeniu oczu okaże się, że to tylko dziwny sen. Nie mylił się jednak. Jego oczom okazała się dziewczyna, zresztą bardzo ładna. Widział jednak po niej, głównie po wyglądzie, że i ona nie miała za sobą udanych dni. Spojrzał na nią, po czym podniósł się z ziemi, a następnie uklęknął przy uczennicy, z którą nie miał wcześniej za wiele wspólnego. Theo jeszcze raz spojrzał na nią zapobiegawczo, mając nadzieję, że nie wydarzy się zaraz nic dziwnego, a następnie wyciągnął w jej kierunku swoją lodowatą dłoń, aby ta mogła się jej chwycić i z pomocą młodzieńca mogła wstać z przemarzniętego pomostu.
- Nic się nie stało. Chodź, wstawaj - powiedział, nieco od niechcenia, ale nie można mu się temu dziwić, wszak nigdy nie wiedział, jak rozmawiać i postępować z kobietami. Miał jednak nadzieję, że dziewczyna zaakceptuje jego pomoc, bo mimo wszystko nigdy nikomu nie życzył źle i nauczył się, by każdemu bliźniemu pomagać w potrzebie.
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Cassandra Hayes on Czw 12 Lip - 20:17

Organizm Cassie zdobył się jeszcze na wysiłek, żeby nienaturalnie blade policzki spąsowiały. Chłopak - niewątpliwie Puchon - był bardzo miły, chociaż panna Hayes przerwała mu święty spokój i ciszę, spadając na niego z całym impetem. Gdyby Ślizgonka była w pełni wypoczęta, a życie przemijałoby jej całkiem beztrosko, nakrzyczałaby na niego i nawtykała, że nie potrafi normalnie chodzić. A on... w porównaniu ze wszystkimi chłopakami, włącznie z Gabrielem, był istnym wzorem dobrych manier. Ujęła jego lodowatą dłoń, nie mogąc opanować drżenia. Przydałby się kubek gorącej czekolady, który ogrzałby mu ręce. Spojrzała chłopakowi w oczy, ale już po chwili spuściła głowę. Zrobiło jej się wstyd. Była niezdarą, która nie potrafiła nawet normalnie chodzić. Westchnęła, gramoląc się na nogi z pomocą chłopaka. Na szczęście, miała jeszcze nadzieję, że wszystko się ułoży, chociaż powiedzenie "Nadzieja matką głupich", w tej sytuacji znaczyło bardzo wiele.
- Przepraszam - powiedziała cicho jeszcze raz, odgarniając z twarzy zbłąkany, ciemnoblond lok. Objęła się ramionami, po czym wlepiła brązowe oczęta w swoje glany. To był bardo chłodny marzec.
Ach, Cassie zrobiłaby wszystko, żeby największym problemem w jej rodzinie była choroba ojca. Ona sama sprowadziła na nich kłopoty, przyjmując zaproszenie Gabriela na przyjęcie. Pannie Hayes przychodziło teraz jedynie od głowy, że wszystkie jej problemy były spowodowane przez tego Gryfona. Dochodzenie w sprawie jej ojca, wiele godzin płaczu, stracenie przyjaciółki. Na szczęście, tę ostatnią sprawę zdołała jakoś załatwić. Mary była jej najlepszą przyjaciółką i Cassie miała nadzieję, że zostanie tak... na zawsze. Może i tworzyli z Joshem zgraną paczkę, ale to właśnie Mary zasługiwała na nazywanie jej jedyną, najprawdziwszą przyjaciółką. Ostatnio ich kontakty się nieco popsuły, ale przyjaźń buduje się długo, a traci szybko. Czyż tak nie było? Tak samo z miłością. Cassie znała Gabriela od niedawna, więc w sumie nawet nie wiedziała, czy uczucie, którym go obdarzyła, można było nazwać miłością. To było chyba zbyt wielkie słowo w tej sytuacji. Dodatkowo, panna Hayes doskonale zdawała sobie sprawę, że Smith nigdy nie będzie jej zapewniał, jeśli chodzi o kwestię uczuć. Nie potrafił tego i właśnie to stawiało Cassie w nieco niekomfortowej sytuacji. Według niej, to był największy problem. A także to, że Gabriel był przystojny i większość uczennic z Hogwartu wlepiało w niego swoje rozmarzone oczy. Pytanie tylko, czy Gabriel będzie potrafił się ograniczyć do jedynie jednej partnerki. Nawet teraz nie zapewnił Cassie na sto procent, że są parą. Naprawdę nie wiedziała, co o tym myśleć.
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać łzy. Nie będzie płakać w towarzystwie tego chłopaka. Mimo wszystko, w brązowych oczach stanęły łzy. Za dużo zwaliło się na tę biedną, drobną dziewczynę. Zdecydowanie zbyt dużo.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Theodore Lansbury on Sob 28 Lip - 5:46

Chłopak zupełnie nie wiedział co robić. Po prostu stał i patrzył w stronę Ślizgonki jak wryty. Na jej kolejne "przepraszam" zareagował długim i wymownym milczeniem, bowiem nie wiedział jak się dalej zachować. Kontynuować dialog? Milczeć? A może po prostu sobie pójść? Już od dawna wiedział, że jest nieziemskim pierdołą, ale dopiero teraz dotarło do niego, jak wielkim. Musiał jednak przyznać, że obecność nowej osoby w miejscu, w którym chciał spędzić noc samotnie, niemało wytrąciła go z równowagi. Zupełnie nie spodziewał się tutaj innej żywej duszy, a na pewno nie oczekiwał, że ta inna dusza się o niego przewróci, co wywołało całkiem spory galimatias. Jedyne co mu pozostało to głębokie westchnięcie, które oznaczało tylko i wyłącznie jego bezradność. Mimo że mimo wszystko nie chciał wyjść przy innych ludziach na głupka, to i tak zdał sobie sprawę, że właśnie to zrobił. Dziewczyna na pewno również o tym wiedziała, bo nie trzeba być wybitnie mądrą personą, by dojść do takiego banalnego wniosku.
W pewnym momencie Theo zauważył w oczach Ślizgonki nagromadzające się łzy, co jeszcze bardziej wprawiło go w zakłopotanie i jeszcze mocniej ograniczyło ilość jego możliwych manewrów. O ile jeszcze przyjaciela potrafiłby podnieść na duchu, tak dziewczyny, która raptem kilkakrotnie mignęła mu na korytarzu, już pewnie niekoniecznie. Nie od dziś wiadomo, że chłopak w ogóle nie umie rozmawiać z kobietami, nie rozumie ich, boi się, a co dopiero mówić o ich pocieszaniu. No tak, jeszcze tego mu brakowało w tę pięknie zapowiadającą się noc, którą planował spędzić w osamotnieniu. Zastanawiało go jedynie, co mogło wywołać u nieznajomej nagły przypływ uczuć, którymi postanowiła łaskawie obarczyć jego skromną osobę - bo inaczej tego się nie da nazwać, skoro rozpłakała się tuż przed jego zdziwioną i bezradną facjatą. Już od pierwszego kontaktu widział, że coś ją trapi, że wygląda na zmęczoną i zarazem podłamaną. Prawdopodobnie również wpadła na podobny pomysł co Theo, by spędzić noc w osamotnieniu, uciec od swoich problemów. Chłopak całkowicie to rozumiał, wszak sam robił tak przynajmniej kilkanaście razy w miesiącu: uciekał jak najdalej od swoich problemów i nie miał najmniejszej ochoty dzielić się nimi z innymi.
Theo jeszcze raz spojrzał w stronę dziewczyny, tym razem nieco łaskawszym wzrokiem, który nie zawierał już tej samej bezradności i jednocześnie obojętności, jak przed kilkoma minutami. Wiedział, że jest ona, tak jak on, tylko żywą istotą, która najwyraźniej potrzebuje czyjejś pomocy. Nie mógł tak po prostu przejść obok tego obojętnie, to zupełnie nie w jego stylu. Nie był jednak pewny swoich działań i zamiarów, dalej nie wiedział co robić. Powiedzieć coś? Poklepać po ramieniu? Złapać za rękę? Przytulić? A może po prostu pójść na łatwiznę i po prostu, tak najzwyczajniej w świecie, skoczyć do wody, by zakończyć wszystkie te męczarnie? Najsampierw zdecydował się jednak zrobić krok do przodu, postawić lewą nogę nieco dalej niż prawą, aby podejść odrobinę bliżej dziewczyny. I co teraz? Drugi krok? Czy może obrócić się na pięcie i wycofać? A może wziąć nogi za pas i uciec?
Theo kolejny raz westchnął. Głęboki oddech pozwolił nieco dotlenić jego - i tak niedziałający poprawnie - mózg, zrelaksować się i trzeźwo pomyśleć o zaistniałej sytuacji. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak banalna z pozoru sprawa stworzy mu taki ogromny problem. Normalny człowiek na jego miejscu postawiłby sprawę jasno: zrobiłby jakiś krok i miał to z głowy, ale oczywiście nie on. On musiał zawsze zastanowić się kilkadziesiąt razy nad tym, czy aby na pewno mądrze czyni, czy jego działania nie przyniosą jakichś niekorzyści. No kurwa, decyzja po prostu na poziomie tego, czy odłączyć warzywo od respiratora...
Mimo wszystko zdecydował się na kolejny, teraz nieco większy krok. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie wygląda jak błazen, albo jakiś niedorozwój, który porusza się z prędkością jednego kroku na minutę. Uzmysłowił sobie teraz, jak może na niego patrzeć dziewczyna: czy on aby na pewno jest normalny? Może walczy z głosami w swojej głowie? A może po prostu ma rozdwojenie jaźni? A może naprawdę jest upośledzony, skoro stoi w miejscu jak jakiś pajac i od czasu do czasu uda mu się oderwać nogę od ziemi. "Idę, albo nie idę. Pójdę chyba. Albo nie" - tak to pewnie mniej więcej wyglądało. W końcu zdał sobie sprawę, że tak dalej być nie może, musiał w końcu podjąć jakąś decyzję, by w końcu zakończyć walkę, którą prowadzić od kilku minut... z samym sobą.
Theo w końcu wziął się w garść, wziął jeszcze jeden głęboki oddech i odważnie ruszył w stronę dziewczyny, obejmując ją swoim zimnym, aczkolwiek okrytym bluzą, ramieniem.
- Już, nie płacz. Nie wiem co się dzieje, ale będzie dobrze... - "chyba" - dodał pośpiesznie w swoich myślach, bo tak naprawdę wciąż nie miał zielonego pojęcia co ją trapi. Nawet nie wiedział czy dziewczyna oczekuje w ogóle jego pomocy, ale ostatecznie i tak zdecydował się zaryzykować, co było chyba najrozsądniejszym wyborem. Najwyżej każe mu spadać, ale to akurat żaden problem, i tak jest tylko nic nieznaczącą postacią na tym wielkim świecie...
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 7 Sie - 0:50

Cassie nie spodziewała się, że ten Puchon najpierw ją przytuli, a potem wymamrocze kilka niepewnych słów, które, mówiąc szczerze, podziałały na nią równie kojąco, jak gorąca kąpiel z wonnymi olejkami. Gdy objął ją swoim ramieniem, najpierw zesztywniała, a potem przylgnęła do niego, pozwalając własnym łzom wsiąkać w jego bluzę. Jeszcze niedawno w ten sam sposób zniszczyła koszulę Gabriela, zabawne. Czyżby życiowym celem panny Hayes było zmasakrowanie tylu męskich części garderoby, ile jest gwiazd na niebie? Niech się to dziewczę opanuje, bo niedługo już nikt nie będzie chciał jej przytulać.
Była tak bardzo pochłonięta sobą i wylewaniem tysiąca nowych łez naraz, że nawet nie zauważyła dziwnego zachowania Puchona. Jeden krok w tę, jeden kroczek w tę... co za różnica? Pewnego dnia i tak wszyscy spotkamy się w jednym miejscu i jakoś będziemy musieli się znosić. Wtedy kroczek w tę lub w tę stronę naprawdę nie zrobi nam już wielkiej różnicy. Chociaż gdyby zauważyła, jak Puchon toczy ze sobą wojnę moralną, najprawdopodobniej wybuchnęłaby śmiechem, a widząc jeszcze większe zakłopotanie na jego twarzy, śmiałaby się jeszcze głośniej.
Uspokoiła się na chwilę, ale jedynie po to, żeby wymamrotać żałosnym głosem:
- Nawet nie znam Twojego imienia.
Po tych krótkich pięciu słowach znowu zaczęła szlochać, ukrywając swoją okrągłą buźkę w bluzie chłopaka. Co jakiś czas, o ile chłopak miał dobry słuch, mógł usłyszeć "Nic nie będzie dobrze...", "To wszystko jego wina!", "Jestem głupia", "Tego już nie da się naprawić", "Cholerna czystość krwi i majątek" oraz wiele, wiele innych, bezsensownych zdań tego typu, które dla Puchona mogły nie mieć ze sobą nic wspólnego.
Po kilkunastu minutach Cassie uspokoiła się, ale nie odsunęła się od Puchona. Było jej trochę gorąco mimo temperatury panującej na zewnątrz, poza tym chłopak też nie działał jak przenośny kaloryfer, wręcz przeciwnie. Przenośna lodówka? W każdym razie, tak było jej całkiem dobrze.
- Jak się nazywasz? - spytała po chwili, zerkając mu niepewnie w oczy. Było jej trochę głupio, tak tu teraz normalnie stać i próbować prowadzić... hm, rozmowę. Rozmowę?
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Theodore Lansbury on Sob 25 Sie - 5:10

Theo przez dłuższy czas stał w bezruchu, robiąc w pewnym sensie jedynie jako przytulanka, ewentualnie jako materiał wsiąkający w siebie czyjeś łzy. Nie za bardzo mu to odpowiadało, bo czuł się niesamowicie skrępowany, na dodatek miał ograniczone pole manewru. W tym momencie nie mógł już uciec i zostawić biednej dziewczyny na pastwę losu, bo byłoby to po prostu niehumanitarne i niezgodne ze wszelkimi zasadami. No cóż, stało się, musiał po prostu stać w miejscu. Tyle dobrze, że przynajmniej nie musiał w tym momencie nic mówić, odpowiadać na żadne pytania - po prostu stał jak głupek i czekał na rozwój wydarzeń, nie wiedząc tak naprawdę o co chodzi, bo to dziwne mamrotanie z ust dziewczyny - szczerze mówiąc - nie za wiele mu mówiły.
Kiedy nieznajoma w końcu zadała mu pytanie, nie mógł już uciec. Tyle dobrze, że nie było ono skomplikowane i nie wymagało od niego większego myślenia - no cóż, przecież swoje imię doskonale znał... a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Theodore... - chrząknął, starając się jak najbardziej ukryć fakt, że nie za bardzo był skory do rozmowy. Miał jednak nadzieję, że dziewczyna nie odbierze tego źle, ot po prostu taka jego nieśmiałość, która nie pozwalała mu w normalny sposób porozumiewać się z płcią piękną. - Dla przyjaciół Theo - dodał na sam koniec, sam nie wiedząc po co, przecież i tak nie wiązał z tą osobą żadnej przyszłości, nie miał nadziei na żadną dłuższą znajomość - pomóc pomógł, ale prawdopodobnie nic więcej. Zresztą... jego wrodzona nieśmiałość nie pozwoliłaby mu na to, żeby z tej relacji wynikło coś więcej, niż tylko przelotne spotkanie nad jeziorem, które na dodatek odbywa się w grobowej atmosferze...
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Cathrine Charms on Sob 17 Lis - 13:56

Chociaż słońce powoli już zachodziło, Cathrine postanowiła wybrać się nad Jezioro. Szczerze mówiąc ucieszyła się, gdy okazało się, że na pomoście nikogo nie ma. Charms już od dawna planowała narysować widok, który było z niego widać. Niestety wszystkie próby kończyły się kiedy zauważała, że ktoś już zajmuje to miejsce. Z gracją weszła na pomost, zatrzymując się parę kroków przed jego końcem. Wzięła głęboki oddech przyglądając się pięknej scenerii. Po chwili usiadła i zaczęła szkicować. Ostatnio nie miała zbyt dobrego humoru, ponieważ wypracowanie z eliksirów nie wypadło tak dobrze jak by chciała. Przeklęta Daphne. Na szczęście tej Gryfonki, Cathrine spotykała ją tylko w wielkiej sali przy jej stole. Charms na pewno nie miała ochoty tam podchodzić. Kiedy zauważyła, że po raz kolejny myśli o tej idiotce szybko potrząsła głową i powróciła do pierwotnego planu. Rysunek ten postanowiła wysłać babci, ponieważ już od dawna prosiła ją ona o nadesłanie jakiegoś.
avatar
Cathrine Charms
Uczeń

Liczba postów : 34
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Dwayne Morison on Sro 21 Lis - 23:50

Chłopak po raz kolejny postanowił wyrwać się z murów zamkowych i poszwędać się po okolicy na tyle, na ile pozwolą mu oczywiście prefekci i ilość nakładanych na jego barki szlabany. Zauważając w oddali jedną ze szkicujących dziewcząt, w głowie Dwayne’a pojawiło się kilka pomysłów na uprzykrzenie życia jednej ze ślizgonek. Nie obchodziło go właściwie czy nadepnęła mu ona wcześniej na odcisk czy to jej przyjaciele, a może zupełnie obcy ludzie. Uśmiechnął się do swoich myśli, ostatecznie nie bedąc zdolnym do spłatania jakiegoś paskudnego psikusa. Nie, on tylko takie małe, niewinne.
Ostatecznie przycupnął niedaleko dziewczyny, drapiąc swój kościsty podbródek chudymi i długimi palcami, wystając głową zza trawy. Ostatecznie zaczął drugą dlonią manewrować w kieszeni, gdzie trzymał łajno bombę. Czy rzucić w nią? Nie…
Ostatecznie podniósł się i wszedł pośpiesznie na pomost, przeskakując kilka desek na jeden raz. Chwilkę wcześniej rzucił znalezione zaklęcie na ciche skradanie, aby za moment pochylić się przez ramię.
- Co rysujesz? – Zagadnął bardzo wesołym tonem, smagając jej szyję jednym z kilku piór wplecionych do jego włosów. Tak, chciał ją wystraszyć! Hihi.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Pomost

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach