Dalien Chamberlaine

Go down

Dalien Chamberlaine

Pisanie by Dalien Chamberlaine on Wto 13 Lis - 14:23

1. Imię/imiona: Dalien Dominic
2. Nazwisko: Chamberlaine (właśc. Travers)
3. Data urodzenia: 11 maj 1955 rok
4. Status: przeciętny
5. Czystość krwi: czysta
6. Dom w Hogwarcie: Ravenclaw
7. Zawód: Auror
8. Opis charakteru:
Jaki właściwie jest Dalien? On sam nieraz zadawał sobie to pytanie, jednak odpowiedź z każdym kolejnym, przeżytym dniem zdawała się być bardziej zawiła, bardziej niezrozumiała, bardziej kłopotliwa. Jego osobowość, kształtowana od momentu narodzin, nadal nie przybrała konkretnej formy, zmieniając się pod wpływem coraz to nowszych doświadczeń. Samobójcza śmierć matki, wyjazd do Hogwartu, pierwsze zwycięstwa i porażki, pierwsze miłości, ślub jego byłej z jego ojcem, wydziedziczenie, śmierć ojca. Wszystko. Nawet z pozoru nic nie znacząca sprzeczka w pracy jest w stanie pokazać całkiem nowy punkt widzenia. Natura człowieka zmienia się przy tym, jak w kalejdoskopie, sprawiając że nie można odnaleźć swojego prawdziwego ja. Przywdziewa się rozmaite maski, kamuflując własną osobowość w obawie przed obdarciem z jedynej, prawdziwie własnej rzeczy, jaka jeszcze pozostała. Człowiek sam siebie skazuje na wymarcie, pozbawiając się człowieczeństwa; wypruwając się z emocji; stając się kimś, kim nigdy nie chciał być. Zaś jak jest z Dalienem? Czy wyzbył się tego, co było w nim najlepsze, jedyne i niepowtarzalne? Czy może zachował to w pełni i teraz doszlifowuje, by wydobyć z siebie tą iskrę, która czyni go niepowtarzalnym? W jego mniemaniu już dawno przestał być tym beztroskim dzieciakiem pełnym młodzieńczego zapału do robienia najdziwniejszych głupstw. Już dawno przestał uważać, że wystarczy chcieć, by cokolwiek się spełniło. Przestał wierzyć, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Nie stał się jednak zgorzkniałym człowiekiem. To jeszcze nie ten wiek, by bez przeszkód mógł narzekać na to, co przynosi mu życie. I chociaż „za darmo” dostał od niego kilka porządnych kopniaków, nadal nie jest w stanie powiedzieć, że przeżył na tyle dużo, by móc raczyć innych swoimi mądrościami. Człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, a on nie zamierza nikomu ułatwiać tej ciężkiej podróży przez życie. Samemu zapracował na to, co posiada, nieraz biorąc cholerne nadgodziny, zaharowując się jak wół, nie otrzymawszy w nagrodę nawet zwykłego „dziękuję”. Z jakiej więc beki miałby podawać obcym ludziom na tacy przepis do osiągnięcia pełni sukcesu? Zresztą, trudno mówić tu o jakimkolwiek sukcesie. Ciężko bowiem nazwać klitkę na obrzeżach Londynu, w której mieszka się od kilku lat, co wieczór zapijając problemy Ognistą i wypalając przy tym paczkę jakiegoś magicznego badziewia zakupionego w nieuczęszczanej prawie części Pokątnej za szczyt sukcesu. Bo gdy życie tak bardzo kopie w dupę, gdy już myślisz, że osiągnąłeś kompletne dno, nagle okazuje się, że nie jesteś nawet w połowie spadania. I wówczas nie pozostaje ci nic innego, jak tylko zaciśnięcie zębów i podniesienie się. Trudne i mozolne powrócenie do namiastki życia, to tej iluzji, którą karmi się każdego co dnia. Zaś Dalien, nie będąc pewnym, czy jest wystarczająco pełny silnej woli, czy może daje sobą manipulować, to powstaje, to upada, zatracając się w tym błędnym kole, zapominając o priorytetach, o przyjemnościach, o zdrowym rozsądku. Pozostając od ośmiu lat samotnym, niczym rozbitek na bezludnej wyspie, zaczyna wariować. W jego życiu już jakiś czas temu panowanie rozpoczęła melancholia, roztargnienie i ogromny żal za winy, których on przecież nie popełnił. Niczym Chrystus bierze na siebie odpowiedzialność za grzechy całego świata, katując samego siebie, by odkupić wolność, godność oraz wolną wolę. Nie w jego rękach leży zbawienie świata, lecz tym gestem chciałby zbawić chociażby siebie. Wszak nie ma już nikogo, kogo także mógłby uratować. Albo nie chce, by ktoś taki zjawił się w jego życiu. To byłby przejaw egoizmu, zbyt dużego, jak na kogoś, o tak dobrym sercu, tak wykształconego i zdającego sobie sprawę z faktu, iż nic nie jest białe albo czarne. Chamberlaine to duży chłopiec, zaznajomiony z tajemnicą świata – człowiek to największa szuja, jaka kiedykolwiek pojawiła się we wszechświecie, może poza samym Bogiem, więc z premedytacją, zdając sobie sprawę, że posiada wolną wolę, wybiera nie to, czego się od niego oczekuje, a to, czego chce on sam. I chociaż wie, jak wielką ma władzę, jak wysoko mógłby zajść, że bez trudu mógłby na powrót zdobyć majątek, oczyścić nazwisko i roznieść w drobny pył gniazdko uwite przez Czarnego Pana, to jednak wbrew wszystkiemu, nawet wbrew samemu sobie, coraz bardziej zapada się w tym gównie, w które wepchali go życzliwi i pełni dobrych chęci ludzie.
9. Opis wyglądu:
Wszystko jest bez znaczenia. Różne twarze, miliony masek, gesty, niczym czeki bez pokrycia. Wszystko wystudiowane, dopięte na ostatni guzik, by przypadkiem nie popełnić faux pas. Perfekcyjny wygląd, tysiące fałszywych uśmiechów i wielka gra. Ideały. Marzenia. A pośród tego gówna znalazł się on. Dalien Chamberlaine. Dalien Dominic Travers. Mężczyzna z dobrymi manierami i nienagannym wyglądem, by przypadkiem nikogo nie urazić swoją obojętnością i totalnym wyjebaniem na tak prozaiczne sprawy, jak ogólna prezencja. Lecz detale to wróg wszystkich mężczyzn. Bez dobrej, kobiecej ręki nie potrzeba Sherlocka, by odkryć to, co z pozoru niewidoczne. Niedbale zawiązany krawat, koszula niestarannie włożona w spodnie, pianka do golenia za uchem, niedbale ułożone włosy. Zdradza go wszystko, niczemu już nie może ufać.
Gdy mimochodem przegląda się w lustrze, widzi człowieka przegranego. Spoglądają na niego intensywnie niebieskie, zmęczone oczy. Wzrok prześlizguje się po kruczoczarnych włosach, których kosmyki sterczą niemal we wszystkie strony, pomimo usilnych prób przygładzenia ich, na chwilę zatrzymuje się na fioletowych sińcach pod oczyma, by przejść dalej na spierzchnięte usta. Niezdrowo wystające obojczyki świadczyć mogą o sporadycznym spożywaniu jakiegokolwiek jedzenia. Zjeżdżając niżej, aż ku samym stopom, jest jeszcze gorzej. Ongiś zapewne wzdrygnąłby się, widząc tak zaniedbanego mężczyznę, lecz w chwili obecnej nawet na to nie starcza mu sił. A może to przyzwyczajenie? Ośmioletnie przebywanie w towarzystwie samego siebie, wyniszczanie się. Doprowadzenie do tego, że w lustrze nie widzi już Daliena, a dwudziestodziewięcioletniego mężczyznę o wzroście niemal stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów i wadze tak bardzo nieadekwatnej do tego wzrostu, że momentami przykro na niego patrzeć.
Gdyby chociażby ubiorem próbował z tym walczyć, może ogólne wrażenie byłoby inne. Niekoniecznie lepsze, ale właśnie inne. Ale zdawać by się mogło, że jemu już na niczym nie zależy. Koszule, t-shirty, nieprzyzwoicie schodzone dżinsy i ciężkie buty. Długi, ciemny płaszcz; szalik niedbale zarzucony na szyję. I rezygnacja w oczach, w postawie, w aurze bijącej od niego.
Doskonały przykład autodestrukcji.
10. Rodzina:
Travers. Nazwisko powszechnie budzące w społeczności magicznej szacunek i strach. Nazwisko zobowiązujące do pewnych określonych zachowań i otwierające furtkę przyszłej kariery. Dalien zrezygnował z niego dobrowolnie, odcinając się w ten sposób od całej przeszłości. Wszak, gdy poza macochą nie posiada się nikogo, trudno mówić o jakiejkolwiek rodzinie. Matka, zbyt pochłonięta pracą, całym sercem miłująca swoje magiczne roślinki, w końcu została przez nie zabita. Oczywiście wszystko zdarzyło się przypadkiem, nikt nie zawinił, bo przypadki chodzą po ludziach i nawet najlepsi czasem odnoszą porażki. Ta była wyjątkowo bolesna i trwała w skutkach. Szczęście w nieszczęściu, że mały Dalien z mamusią miał mało kontaktu i w chwili obecnej z pamięci nie potrafiłby wygrzebać żadnego wspomnienia z nią związanego. Inaczej sprawa ma się z Warnerem. Dwudziestoośmioletni mężczyzna przechodzi załamanie nerwowe i depresję. Nie potrafił odnaleźć się w domu i w pracy, nie potrafił zająć się trzyletnim synkiem. Przesiadywał całymi dniami w swoim gabinecie, próbując pogodzić się ze śmiercią żony. Aż pewnego dnia mu przeszło, a wszystko wróciło do normy. Do czasu, gdy Dalien skończył edukację w Hogwarcie. Serce Warnera zdobyła dawna miłość młodego Traversa, piękna Georgiana O’Bailey. W niekrótkim czasie doszło do zaślubin, a życie Daliena wywróciło się do góry nogami. I o ile już wtedy oddalił się od ojca i macochy, zmieniając nazwisko na Chamberlaine, to wydziedziczenie na tydzień przed śmiercią Warnera przeważyło szalę. W chwili obecnej Dalien, poza przeszłością, nie ma nic wspólnego z „rodziną”.
11. Historia postaci: Zbyt bolesna, by w ogóle o niej wspominać.
12. Wyniki OWUTEM-ów:
Transmutacja – Zadowalający
Obrona Przed Czarną magią – Wybitny
Zaklęcia – Wybitny
Zielarstwo – Powyżej Oczekiwań
Starożytne Runy – Zadowalający
Numerologia - Zadowalający
Eliksiry – Powyżej Oczekiwań
13. Popiera: Zakon Feniksa
avatar
Dalien Chamberlaine
Auror

Liczba postów : 4
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach