Dziedziniec

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 14:53

Syk zapalniczki był ledwo słyszalny dla jego uszu, wiatr niósł dźwięki inne, niż te, które nie powinny być słyszalne.
Tony'ego nie frapowała rola intruza, cichego obserwatora, który miał spijać kolejne słowa z ust znajdujących się nieopodal niewiast. Nie miał w zwyczaju słuchania rozmów, które nie należały do niego samego, kuriozalnie jednak podobne dysputy nader często trafiały do jego uszu. Zwykle jednak nie znajdowały ujścia - nie traktował spraw tych jako źródło informacji, którymi miał raczyć się niebawem cały zamek. Przeciwnie wręcz, milczenie wydawało się mu odpowiednie, bynajmniej nie przez sumienie, które miało szeptać o tajemnicach.
Ludzie, którzy mieli tajemnice, nie przekazywali ich innym.
Nie wierzył w przyjaźń i zaufanie, w jakieś dziecięco irracjonalne uczucia, zbyt idealne, by mogły wydawać się prawdziwe. Nawet Moe nie wiedział wszystkiego - nie wiedział nic właściwie, bowiem Ślizgon nie należał do osób przesadnie wylewnych. Nie czuł potrzeby informowania całego otoczenia o własnym stanie - emocjonalnym, czy też fizycznym.
Może to było przyczyną jego parsknięcia śmiechem.
Nie podobna było zarzucić mu braku empatii, sam bowiem mógł postawić się na podobnym miejscu. Ekshibicjonizm był jednak czynem tak mu obraźliwym, że aż nieprzyjemnie w tym wszystkim śmiesznym. Rutherford nie odczuwał potrzeby ukrywania swego zdania, nie zwykł jednak dzielić się nim niepytanym.
Sylwetka rudowłosego dziewczęcia pojawiła się przed jego oczami na chwilę przed tym, gdy na powrót zagłębił się w lekturze. Chwilowo zapomniał o obecności jej rozmówcy - ten przecież pozostawał wciąż w ukryciu, Tony zaś nie będzie grał żadnego poszukiwacza. Jakkolwiek jednak dziewczę, które zapewne niegdyś mignęło mu na szkolnych korytarzach, teraz czaiło się za drzewem. Niepodobna mu było stwierdzić, jak rozpoznała w nim Ślizgona - nigdy nie afiszował się swoją przynależnością do domu Salazara - po zajęciach nie zwykł nosić szkolnych szat. Przyjmijmy jednak, że odznaka prefekta - zawieszona na pole marynarki - zawierała jakieś zielone akcenty, których mogła dopatrzyć się Puchonka.
Milczała jednak, Tony więc nie zabrał głosu. Ciemnymi stalówkami patrzył się w jej oczy, w spokoju zaciągając papierosem.
Mogła mówić, jeśli czuła taką potrzebę.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 15:34

To jednak nie na jej nerwy. Nie była w stanie usiedzieć już ani minuty dłużej. Przeraźliwie blada na twarzy, powoli zsunęła się, bo tak to można nazwać, z ławki i przeszła do pozycji stojącej. Kurczowo złapała za szal i mając nadzieję, że kawałek materiału w razie czego ją obroni, zrobiła tych kilka niezbędnych kroków do przodu.
Stała teraz tuż obok Lily, ale prezentowała się zdecydowanie mniej zachęcająco. Twarz, która jeszcze chwilę temu była blada jak ściana, pokryła się rumieńcem, a błękitne oczy wpatrywały się w nieznajomego z niemym strachem. Oczywiście, należało jeszcze dodać artystycznie rozwichrzone włosy i proszę bardzo, modelka jakich mało. Całe szczęście, że zdecydowaną dominację w tej sytuacji przejęła Lily. Od Elle nie wymagano absolutnie niczego, mogła po prostu stać w milczeniu, a jedyny pożytek z niej był taki, że poręczyłaby jako świadek w przypadku nagłego morderstwa.
Miała wrażenie, że stoją już tak równą godzinę. Była jakby obok tego całego wydarzenia, bo jakżeby inaczej. Gdzie Elle i przejęcie inicjatywy w rozmowie. W tej chwili nie mogła się nawet ruszyć, bo zapewne skończyło się to spektakularną stratą równowagi.
Zaczęła się zastanawiać, co ona tutaj tak naprawdę robi. Dekoracji przecież nie potrzebowali, a nie była w stanie wykonać jakiegoś bardziej ludzkiego ruchu. Rachityczna sylwetka Elle mogła wzbudzać jedynie przygnębienie. Bo nie śmiech. Ktoś tak absolutnie odrębny już nie bawił. Ona niczego nie grała, nie pozowała na nieśmiałą dziewczynkę. Elle Attwood to po prostu ewenement, który wzbudza albo sympatię albo niechęć. Nie ma półśrodków.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 15:57

Wiedziała, że Elle jest przerażona, jeszcze zanim ta do niej podeszła. Lily patrzyła w oczy Ślizgonowi. Nie bała się go, jednak towarzystwo Puchonki dodawało jej pewności siebie, więc postanowiła się odezwać jako pierwsza.
-Podzielisz się?- zapytała wskazując na paczkę papierosów, jednocześnie przybliżając się do jasnowłosej, gdyby chłopak chciał im coś zrobić. Lily wiedziała, że jeśli Wąż by je zaatakował Elle nic nie zrobi, więc czerwonowłosa wolała się mieć na baczności. Wyczekująco patrzyła na chłopaka. Z jego oczu przerzuciła wzrok na książkę jaką czytał, jednak kiedy była pewna, że nie zna tego tytułu, oczęta jej przerzuciły się na Elle. Lily miała nadzieję, że ta nie boi się aż tak bardzo, bo w końcu to ona wpakowałą ją w towarzystwo Ślizgona.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 16:11

Nie było w tej sytuacji nic niecodziennego i dzikiego, czegoś nienormalnego, co sprawiałoby, że Tony mógłby postawić się w sytuacji dziewcząt. Stojące blisko siebie wydawały się nieco płochliwe, zupełnie jakby jeden fałszywy gest miał sprawić, że uciekną.
To nie była jednak kwestia, która miała przesądzić o słuszności jego wyborów. Podejmowanie ich pod jarzmem czyjegoś spojrzenia nie dekoncentrowało Rutherforda, nie widział bowiem nic nadzwyczajnego w postępowaniu pod czyimś okiem. Nie potrzebował tłumu i widowni, brawa mogły sprawiać, że czułby się nieco perplexed (jestem gotów się kłócić, że nie ma na to ładnego odpowiednika w języku polskim, więc sobie chwilowo pozwoliłem), jednakże nie miał okazji postępować inaczej.
Nie ma innego świata.
Słowa rudowłosej dziewczyny zdziwiły Tony'ego - emocja ta znalazła ujście w mimice jego twarzy. Nie potrzebował niczego udawać i kryć. Spokojnym gestem odłożył książkę - skoro już padło pytanie, wyjawię, iż była to Księga listów pewnego żyda o powszechnie raczej znanym nazwisku - i sięgnął do kieszeni po paczkę mugolskich papierosów.
- Smacznego. - Słowa te wydały się mu nieco komiczne, delektowanie się smakiem tytoniu można było postrzegać w granicy groteski. Ręki z pudełkiem nie wysunął jednak daleko przed siebie, wciąż trzymał przy ciele; dziewczęta zdawały się stać dalej, niż zasięg jego ramion.
Dopiero teraz mógł spojrzeć na twarz - wydało się - rozmówczyni ów marnej poetki. Spojrzenie utkwił w jej twarzy, nie sztyletując jej jednak wzrokiem. Jeśli patrzyły na niego, jak na dzikiego węża, mogły mieć rację - nikt go wszak nie oswoił - jednakże stereotypy wydawały się tu grać raczej rolę marnego komika, niźli głównego bohatera.
Kąciki jego ust nie zadrgały w uśmiechu. Znał imię nowoprzybyłej, ale nie potrzebował go wymieniać. Papieros, którego trzymał w dłoni, tlił się wąskim strumieniem dymu, chwilowo jednak nie potrzebował jego obecności.
Albo potrzebował jeszcze bardziej.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 16:28

Wreszcie poczuła się odrobinę swobodniej. Składało się na to wiele złożonych czynników, jednak dominujące okazały się dwa, fakt, że Lily częściowo zasłoniła ją, czym przekazała niemy komunikat, że zaciśnięte piąstki Elle nie będę musiały być dzisiaj wykorzystywane w żadnym agresywnym uniesieniu i to, że Ślizgon, którego, jak się okazało kojarzyła z widzenia, zdawał się nie zwrócić uwagi na jej przybycie. Czego więcej jej było potrzeba? Wzięła głęboki oddech, pierwszy w ciągu tych kilku minut.
Pytanie Lily sprawiło, że na twarzy Elle pojawił się grymas niezadowolenia. Błyskawicznie próbowała go zatuszować, co jednak zakończyło się z marnym skutkiem. Po prostu nie umiała kamuflować emocji, z jej twarzy dało się czytać jak z otwartej księgi.
Zapach papierosów przyprawiał ją o mdłości. O ile odległość między nią, a Ślizgonem sprawiała, że ten przykry zapach był praktycznie nieodczuwalny, to w przypadku Lily, jej nozdrza z pewnością nie pozostaną obojętne na tak intensywne bodźce. Niestety, nigdy w życiu o nic nie poprosiła i tak było tym razem. Niech sobie palą. Elle odpłynie w tym mglistym obłoku do innej krainy.
Gdy książka spoczęła na trawie, subtelnie przekrzywiła głowę i zerknęła na okładkę. Miała ochotę przewertować wolumin, jednak na chęci się skończyło. W geście bezradności, opuściła ręce wzdłuż ciała i wbiła wzrok gdzieś przed siebie.
Elle odczuwała napiętą atmosferę. Tak, jakby ta dwójka uważnie miarkowała każde słowo, by przypadkiem nie powiedzieć za wiele, nie wykazać słabości. To zarazem dziwne i normalne. Normalne dla młodego pokolenia, które stara się zdominować słabsze egzemplarze, a dziwne dla Elle, której maska zawsze leżała na ziemi, podeptana przez lokalną faunę. Mimo wrodzonej nieśmiałości i niepokoju, zawsze lubiła grać w otwarte karty, bez żadnych iluzji. Świat trzeba odbierać pierwotnymi bodźcami, bardzo naturalnie, bez zbędnych udziwnień.
Delikatnym wzdrygnięciem wyrwała się z zamyślenia i nieśpiesznie spojrzała na swych rozmówców. Ciekawe, czy skończy się na zdawkowych słówkach, czy wywiąże się jakaś rozmowa, pełna ironii, symboli, niedomówień. Lubiła się temu przysłuchiwać i marzyła, by choć raz być jej aktywnym uczestnikiem.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 16:30

Lily nie miała zamiaru uciekać. Martwiła się tylko o Elle, nie chciała zostawić jej samej, nie w tej sytuacji. Czerwonowłosa była pełna podziwu, chłopak wytrzymał jej spojrzenie. Niewiele było takich ludzi, przynajmniej nie w jej domu. Coś jej mówiło, że są bezpieczne, więc ruszyła w stronę wyciągniętej ręki Ślizgona. Z paczki wyciągnęła jednego papierosa. Teraz doskonale widziała tytuł książki, jednak nic on jej nie powiedział, bo Puchonka jej nie znała.
-Pożyczysz zapalniczkę?- zapytała. Oczywiste było, że mogła użyć prostego zaklęcia, jednak nie chciała. Patrzyła na chłopaka wyczekująco. Przyjrzała się mu dokładnie i ujrzała odznakę prefekta błyszczącą na piersi.
-Jak to jest, że prefekt pali?-

Sora za krótkie posty, następne będą dłuższe.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 16:56

Tony nie przebywał w innej krainie, w świecie, gdzie bezsprzecznie królowały udawane gesty. Nie zwykł grać na scenie tego ogromnego teatru, nie potrzebował mówić słów, które nie należały do niego. Jeśli ludzie, którzy obserwowali jego egzystencję, odnosili podobne wrażenie - nie było to jego zmartwienie. Rutherford nie miał w zwyczaju przesadnego zwracania uwagi na postronnych. Choć był obserwatorem, określenie to przylgnęło do niego raczej na zasadzie przypadku - nigdy nie wyczekiwał, nie szukał.
Wszystko po prostu znajdywało się na jego drodze.
Dziś - podobnie. Nie było mu potrzebne sztyletowanie się na spojrzenia z rudowłosą. Rzadko kiedy odnajdywał w tym rozrywkę, odwrócenie wzroku nie oznaczało dla niego porażki. Nie potrzebował prowadzenia takich gier, gier - wydawało się mu - na tyle infantylnych, że możliwych do wykreślenia ze spisu rozrywek zapewniających człowiekowi jakąkolwiek egzystencję.
Kiedyś, kiedy zapłonęła żyrafa, mogli jeść mięso i kroić mięso. Srać mięso, rzygać mięso.
Był po części takim mięsem, mięsem, które formowało się w szczupłych dłoniach o palcach pianisty. Nigdy nie grywał na fortepianie, jeśli chodziło o muzykę, wolał pozostać widzem, niźli twórcą. Nie każdemu było pisane odnaleźć się w niektórych dziedzinach sztuki, zdaje się, że młodsza odeń dziewczyna powinna zyskać podobną wiedzę.
Tony nie lubił kaleczenia słów.
- Jest w środku - odparł bez większych emocji w głosie, wzrok na chwilę spuszczając z szóstoklasistki, która pozostała przy drzewie. Cisza była znacznie bardziej intrygująca niż nawał niepotrzebnych słów. Nie był aktorem, który spełniał kolejne zachcianki. Pełne ironii i sarkazmu dyskusje nie były tym, bez czego nie mógł egzystować, nie miał też zmieniać tego przyzwyczajenia dla krótkiej chwili rozrywki.
Pytanie, które padło z ust rudowłosego dziewczęcia, sprawiło, że kąciki ust Tony'ego zadrgały w imitacji uprzejmego uśmiechu. Więcej w nim było personalnego rozbawienia, niż rzeczywistej emocji.
- Staję w innym miejscu twojej osobistej hierarchii przez posiadanie odznaki na piersi?
Pomimo tego, że swoje słowa kierował do osoby, która znajdowała się przy nim, to nie jej obecność sprawiała, że czuł pewnego rodzaju napięcie. Zmusił się, by nie kierować spojrzenia w kierunku drzewa, nie chciał jednak niemych widzów rzekomego przedstawienia. Nie oczekiwał bogatej dyskusji, nie potrzebował jednak rozpraszających uwagę czynników.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 17:09

Dziewczyna spojrzała w stronę Elle, miała nadzieję, że nie poczuła się urażona tym, że na chwilę od niej odeszła. Chyba nie, skoro jeszcze nie poszła. Miła wrażenie, że Puchonka uważnie przysłuchuje się ich rozmowie. Grey to nie przeszkadzało, w sumie to czuła się raźniej ze świadomością, że dziewczyna jest niedaleko. Jej ręka jeszcze raz powędrowała w stronę paczki papierosów, by chwilę tam pogrzebać i wyciągnąć zapalniczkę. Podniosła ją w stronę papierosa i odpaliła. Kiwnięciem głowy podziękowała i wrzuciła zapalniczkę z powrotem do paczki. Ręka z papierosem powędrowała do ust. Dziewczyna zaciągnęła się mocno, by po chwili wypuścić tytoniowy dymek swymi ustami. Chciała podejść do Elle, ale coś ją powstrzymało. Dziewczyna chyba nie lubiła zapachu tytoniu, a Lily nie chciała zmuszać jej do chłonięcia go, więc została na miejscu. Zauważyła, że na jej pytanie chłopak się uśmiechnął, jednak zamiast jej odpowiedzieć sam zapytał. Dziewczyna bez wahania mu odpowiedziała:
-Nie mam osobistej hierarchii, a co do odznaki to stereotyp o niektórych prefektach jest taki, iż sami się źle zachowuję, a inne biedne dzieci katują szlabanami i odbieraniem punktów. Nie chcę sugerować, że taki jesteś, ale trafiłam już na różnych typków.-
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 17:13

Gra toczyła się dalej. Paczka papierosów stała się nicią porozumienia między przedstawicielami dwóch, można powiedzieć, zwaśnionych domów. Papieros z teatralnego rekwizytu stał się postacią pierwszoplanową. To wokół niego toczyła się cała fabuła. Elle najlepiej czuła się w roli widza, który po prostu się przygląda, nie ingerując w splot wydarzeń. Obserwowanie jest zazwyczaj bardziej owocne w plonach, niż rozpraszanie się słowami. Elle miała możliwość rozszyfrowywania, pozornie nic nie znaczących gestów, uśmiechów, które stanowiły tylko tło dla rzeczywistej intencji. W końcu jednak światła zgasną, kurtyna opadnie i zatrze się granica między widzem, a aktorem. Attwood miała nadzieję, że nastąpi to możliwie jak najpóźniej. Z dziecięcą naiwnością wierzyła, że nie będzie musiała angażować się w rozmowę, że pozostanie we własnej piaskownicy, bez konieczności dzielenia się zabawkami. Chociaż podobało jej się to, że mimo dystansu, poniekąd uczestniczyła w tym spektaklu, możliwe, że rzekomym. Lepszego rozwiązania nie mogła sobie wymarzyć.
Akcja ruszyła dalej. Już ułamki sekundy dzieliły Lily od podpalenia papierosa, a Elle od utraty możliwości swobodnego oddychania. A gdyby tak wytracić jej z rąk tę piekielną używkę? Pokusa była ogromna, jednak jak najbardziej to przezwyciężenia.
Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc pytanie chłopaka. Gdy zdała sobie z tego sprawę, jej policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej, co wprawiło ją w stan ogromnej konsternacji. Zaczęła wiercić się niespokojnie, niczym małe, zestresowane czymś, dziecko. Niech ktoś palnie ją w łeb i ukróci jej cierpienia, skoro tak ma się męczyć, walcząc sama ze sobą. Bo tak naprawdę tylko na wewnętrzną walkę człowiek nie zna antidotum.
W końcu udało jej się doprowadzić się do początku. Przyglądając się jej uważnie, można było dostrzec w oczach dziewczyny iskierkę satysfakcji. Oni tu sobie rozmawiają, a jej udało się wygrać ważną bitwę.
Do jej nozdrzy dostał się dym papierosowy. Na szczęście, była to tak mała dawka, że praktycznie nie zrobiło to na niej wrażenie. Dobrze, że coś kazało Lily zostać na miejscu. Miała nadzieję, że to nie jest niezadowolona mina. Ach, przeklęta mimika.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 17:27

Rola obserwatora Elle - wszak kojarzył jej imię z twarzą, nie jeden raz minęli się w sali od transmutacji - sprawiała, że czuł się usadzony w roli aktora w spektaklu, którego nie chciał kontynuować. Stojąc gdzieś nieopodal, miała możliwość wtargnięcia dalej, niż znajdująca się obok niby-poetka, której przypadkowe rymy wydawały się czymś porównywalnym do wierszy wielkich. Tony nie mógł znieść podobnego traktowania, nieświadomości samej rudowłosej w hipokryzji, jednakże to nie jego zadaniem było uświadomienie jej w podobnych czynach. Nie był żadnym nauczycielem, nie porywał się również na gesty, które nie leżały w jego intencji. Komentarze, czy niekontrolowane parsknięcia śmiechu - jak w tym przypadku - mogły się wyrwać spod kontroli.
Podobnie jak uśmiech na twarzy widza. Widza, który nie miał prawa obserwowania.
Papieros, którego palił, zdążył już spłonąć - zginął więc gdzieś pod butem z wysoką cholewą, Rutherford zaś powoli, prawie że leniwie, przeniósł spojrzenie na dziewczę stojące obok.
- Każdy człowiek ją posiada - odparł niegłośno, mimochodem, prawie że lekceważąco, wszak nie zwykł przykładać większej wagi do podobnych wymiany informacji. Nie rozmów, ona chciała jedynie wiedzieć - wiedzieć coś, co powinien wiedzieć każdy mający odrobinę pojęcia o człowieczeństwie. Hipokryzja ludzi, klapki na oczach - to były rzeczy, które istotnie bodły jego godność. Nigdy nie stał wyżej, czasami jednak miał wrażenie, że patrzy na ludzi z innego poziomu.
Jakby sami, świadomie, spychali siebie jeszcze niżej.
- Właśnie to robisz.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 17:47

Zdarzało jej się bywać na wielu mugolskich spektaklach. Wręcz na pamieć nauczyła się czytać z ich twarzy i gestów. Każdy najdrobniejszy ruch przypisany jest do konkretnego komunikatu. Tak, Elle Attwood doskonale interpretowała język ciała, stawiający wielokrotnie o wiele trudniejsze wyzwania, niż chociażby chińskie pismo. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Tony wie. Wie, co właśnie robi i jaka rola została jej przypisana. Nie pozostawiał złudzeń fakt, że nie jest z tego zadowolony. Tym razem Elle również nie umiała, a może nie chciała tego zmieniać. Kto chciałby wstawać z wygodnego fotela i zamienić go na twardy taboret? Głupiec. A więc dziewczyna nie zrezygnuje z obserwowania.
Jednak zdecydowała się na dość radykalny ruch. Zmniejszyła dystans dzielący ją i dwójkę rozmówców o całe dwa kroki. Nie wymawiając ani słowa, powiedziała więcej niż oni do tej pory. Włączyła się do rozmowy, przerwała spektakl. Widz znalazł się tuż obok sceny. Tylko wytrawni aktorzy nie dadzą się wyprowadzić z równowagi i zagrają dalej tak, jak chce widz. Bo czyż nie taka jest rola artysty?
Już pożałowała tego jakże odważnego wyczynu. Co ją podkusiło, by odrobinę podejść? Całe szczęście, że dzielił ją jeszcze krok od tej dwójki. Jednak nie zmienia to faktu, że teraz o wiele trudniej będzie jej się schować. Spuściła wzrok w dół, z uwagą wpatrując się w swoje buty. Zapomniała o tym, że jeszcze przed chwilą było jej przeraźliwie zimno. Szal zsunął się na ziemię, a ona nie była w stanie go podnieść. Czy w tej chwili stała się aktorką, czy to nadal poczynania widza? Trudne pytanie.
Spojrzała na Lily. Z twarzy koleżanki zniknął lęk i niepewność, co napawało Elle otuchą. Jej słabość i kruchość została stłamszona pewnością siebie rudowłosej, co w rezultacie nie dawało wcale takiego strasznego efektu. Dobrze, że nie była tu sama. Wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Zostałaby aktorką ze spalonego teatru.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 18:31

Zdaniem dziewczyny na jej oczach odbywała się jakaś reakcja pomiędzy Ślizgonem i Elle. Lily nie chciała się w to mieszać, więc kontynuowała rozmowę.
-Może ja w takim razie inaczej kataloguje ludzi. Naprawdę nie chciałam Cię obrazić.- powiedziała z pokorą. Po chwili zauważyła, że Elle się poruszyła. Obróciła głowę w jej stronę i zobaczyła, że jasnowłosa stoi bliżej nich. Posłała jej szeroki uśmiech. Uwagę jej przykul brak szalika. Rozejrzała się i zobaczyła go na ziemi. Powoli podniosła i podała Elle. Oddaliła się od niej kawałek, by móc bez przeszkód wypalić papierosa, po czym niedopałek rzuciła na ziemię i zdeptała. Powróciła do rozmowy i zapytała:
-A jak wygląda twoja hierarchia?
- Była tego naprawdę ciekawa. Ślizgoński tok myślenia wydawał się nad wyraz interesujący. Z niecierpliwością czekała na odpowiedź.


Ostatnio zmieniony przez Lily Grey dnia Pią 6 Kwi - 20:04, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 20:01

Mieli więc coś wspólnego. Teatr - mieszanina gestów i emocji, właściwie niemożliwych do określenia jakimkolwiek słowem. Dźwiękiem. Czasami obraz, ruch, wystudiowane słowa mówiły więcej, niż jeden czyn. Czasami uśmiech bolał bardziej, niż łzy. Kiedy Tony przebywał w Londynie często udawał się do gmachu teatru. Szekspir, bezapelacyjnie brytyjski mistrz, mówił do niego ze sceny. Rzadziej - ale wciąż tak często, jak mógł sobie na to pozwolić - znajdywał sztuki w innym języku, który opanował równie dobrze, co angielski. Wraz z Moe'em zdarzało się im czasem teleportować do samego Paryża, by tam pozostać cichymi obserwatorami.
Nigdy jednak nie stał na deskach.
To nie było jego miejsce i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. To Rutherford był widzem, z daleka kontrolującym całą sytuację i będącym jednocześnie nienazwanym reżyserem. Tymczasem to Puchonka pokonywała kolejne kroki ich dzielące, sprawiając, że równowaga została wytrącona bardziej, niż byłaby w stanie to uczynić jakimkolwiek innym gestem.
Na pewno nie słowem. Nie chciał słyszeć tembru jej głosu.
Wzrok skupił więc na rudowłosej dziewczynie, która zdawała się zabawiać go jakąś marną imitacją rozmowy. Jej kolejne pytanie wprawiło Tony'ego w szczere rozbawienie. Jak mogła pytać o coś, czego i tak by nie zrozumiała, czego nie pojęłaby ze swojego miejsca? Chcąc go rozumieć, trzeba było nim być, nie pytać o kolejne słowa.
Nie w tej skórze.
Na to, jak patrzył na ludzie, składało się całe życie. Każde, małe doświadczenie, kiwnięcie głową, niepotrzebny uśmiech czy nauka, którą dostał od losu. Niepodobna było komukolwiek pytać - zaglądać w rejony psychiki tak prywatne, a tak niezrozumiałe zarazem. Mogła chcieć usłyszeć puste słowa - Tony jednak nie pozwalał im opuszczać ust.
- Nie usiądziesz we mnie - pokręcił głową, rozbawiony. - Jak bez tego chcesz pytać? Skoro nie potrzebujesz zrozumienia, to czego innego? Nie dam ci kolejnych słów, które będziesz mogła połączyć i rzucić w przestrzeń. Słyszałem wystarczająco wiele, by nie chcieć tego więcej.
Ślizgoni, widocznie, potrafili być agresywni przy uśmiechu i spokojnej pozie, z książką przy boku. Tony jednak nie utożsamiał się z zielenią, jedynie obecność Elle drażniła jego zmysły.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 20:10

Życie to nie teatr. Tutaj możemy napisać scenariusz, jak chcemy je zagrać, ale nie zawsze się on spełni. Czasami trzeba będzie improwizować, a i tak, nie mamy wtedy pewności, czy na pewno dobrze to zrobiliśmy. Nie ma próby generalnej, nie ma żadnej próby, by poćwiczyć tą grę, grę życia, grę bycia sobą. A Lily? Lily całe życie improwizowała. Popełniła wiele błędów, niektórych już nigdy nie naprawi. Nieważne jak bardzo chciałaby grać kogoś innego, to zawsze będzie sobą. Ludzie byli, by potem zniknąć. Dlatego nie prowadziła hierarchii. Bo po co? By dopisywać do tej listy ludzi, a potem ich skreślać? Bez sensu. Ona żyje chwilą, tym co/ kogo ma w tej chwili. Próbowała być miła, pociągnąć rozmowę. Jeśli on tego nie chciał, to już nie jest jej winą.
-Kto powiedział, że chce w Tobie usiąść.- powiedziała cicho.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 20:34

Twarz Elle pokryła się nienaturalną bielą. Nadmiar emocji sprawił, że nie tylko ciężko jej było się odezwać, ale nawet zapanować nad koordynacją własnego ciała. Przez chwilę uwierzyła, że jest silna, zapanuje nad sceną i aktorami. Że jako widz może rościć sobie prawa do pełnej kontroli nad sytuacją. Jednak tak nie było. Z wyrazem dezaprobaty dla siebie samej, malującym się na jej twarzy, ostrożnie usiadła na ziemi i zaczęła machinalnie skubać źdźbło trawy. Nie spojrzała na Ślizgona, umknęła wzrokiem niczym spłoszona łania. Ten niby nienadzwyczajny gest sprawił, że poczuła się gorzej. Chciała opuścić teatr, dość gry na dzisiaj. Poddała się, czy wiedziała, kiedy zejść ze sceny niepokonaną? Raczej to pierwsze. Obserwacja wymagała ogromnego skupienia, a ją znów ogarnął irracjonalny lęk. Nie mówiąc nic, miała wrażenie, że za bardzo się otworzyła. Milcząc, powiedziała o sobie więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Jej ideały otrzymały moralnego kuksańca, czas pogodzić się z tym, że nie jest w stanie współpracować z ludźmi, nawet dystansując się. Dziecko, którym mentalnie była, nie gra, a jednak ona dostosowała się do sytuacji scenicznej, wchłonęła ją jak gąbka. Pierwotne instynkty każą odsunąć się na drugi plan, dlatego ukryła pod szalem dolną cześć twarzy. Jednak oczy mówiły same za siebie. "Nie chcę już dłużej obserwować. Bycie widzem to najtrudniejsza rola."
Dobrze, że rozmowa trwała nadal. Przynajmniej mogła sobie spokojnie pomyśleć nad żałosnością swojej lichej konstrukcji, zarówno fizycznej, jak i duchowej. Bo kto to widział, poddawać się tylko przez wsłuchiwanie się w słowa? Biały szal, powiewający na wietrze, był symbolem jej słabości. Oby Lily zajęła całą uwagę Tony'ego.
Słowa chłopaka spowodowały, że na jej ustach znów pojawił się uśmiech, tym razem szerszy i nieskrywany. Zabrzmiało to tak teatralnie, że znów ożył w niej entuzjazm. Może nie była na przegranej pozycji? Może nikt nie zauważył, że bycie widzem okazało się dla niej za trudne? Uniosła głowę i spojrzała na dwójkę rozmawiających. Czas zacząć akt drugi, proszę państwa.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 21:41

Zbyt wiele działo się poza sceną, by mógł w pełni skupić się na tym, gdzie powinien się znajdować. Nie stał wszak dumnie, nie kulił się też w sobie, pozycji nie zmienił od początku tej lichej dyskusji. Zbyt daleko jednak zaszedł, by miał teraz zbyć ją jedynie milczeniem.
- Nikt.
Nikt wszak nie mówił, ale gesty i pierwotne chęci czasem dobitniej świadczyły o jakichkolwiek słowach.
Niecodzienna była mu ta sytuacja, jednakże niewiele miało to wspólnego z czerwonym kolorem, który majaczył mu przed oczyma. Rzekomo odważnie patrząc w oczy, nie widział w rzeczywistości, bo to nie obrazy miały stać przed nim. Wyczulony słuch i poza niewinnej, nieśmiałej; obecność Puchonki niebywale drażniła jego zmysły.
Nie mogła być obserwatorem.
Zbyt dokładnie było widać pozę, maskę, którą przywdziała na twarz - nikt, kto prawdziwie czuł, jak udawała, że czuje, nie mógł siedzieć w ten sposób. Z kolejnymi słowami i sekundami ciszy.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 21:56

Była za młoda, by ogarnąć ogrom świata. Nie mogła zrozumieć wiele rzeczy, może też nie chciała. Jednak jakkolwiek by się nie postarała, to niema wymiana zdań między Elle, a Tonym była nie dla niej. Nie potrafiła zrozumieć tej ich gry. Niby grała całe życie, podążając wyznaczoną przez rodzinę ścieżką, jednak w tej chwili surowe wychowanie i zasady, poszły w cholerę. Bunt, o tak w Hogwarcie chwilami była aż nad wyraz widoczny. Na dobre jej to nie wyszło. Człowiek z pozoru zimny nie ma przyjaciół, bo czy ktoś kiedykolwiek próbował zaryzykować kontakt z nią? Nie. Dobrze, że chociaż dzięki Elle powoli odkrywa na światło dzienne swą prawdziwą twarz.
-No właśnie.- rzekła spokojnie.
Dziewczyna dotychczas rozpuszczone włosy związała gumką w kucyk i usiadła na ławce. Ciekawiło ją jak dalej się sprawy potoczą, jednak to nie ona będzie pociągała za sznurki. O nie.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 22:09

Sytuacja zaczęła obierać tory, które nie spodobały się Elle. Prysła bariera między sceną, a widownią, emocje zmieszały się ze sobą, stanowiąc mieszankę, która w każdej chwili może wybuchnąć. Myśli kołatały w jej głowie, jak szalone. Pozornie banalna rozmowa zrobiła na niej ogromne wrażenie, za sprawą całej, niewypowiedzianej na głos otoczki. Zamaszystym ruchem zerwała źdźbło trawy i zaczęła je obracać między palcami, jakby to była najważniejsza rzecz w jej życiu. Już nie ma czego obserwować, sama stała się częścią przedstawienia.
Nagle zerwała się z miejsca i kurczowo zacisnęła dłonie na szalu. Był to mały akt buntu z jej strony, po raz pierwsze milczenie wiązało się dla niej z wewnętrznym niepokojem, wręcz dyskomfortem. Wbiła wzrok w Ślizgona. Z jej oczu mógł wyczytać wszystko, co grało w jej duszy. Strach, niepewność, pragnienie przerwania tej gry. Jednak to tylko milczący manifest. Nadal nie była w stanie wprowadzić pragnień w czyny.
Przeniosła wzrok na Lily. Miała nadzieję, że ta coś teraz powie, by odwrócić uwagę od jej żenującego spektaklu.
Nadal stała, w absolutnym bezruchu. Marzyła, by móc się stąd ewakuować, a jednocześnie coś kazało jej zostać na miejscu. Dlaczego los postawił na jej drodze Tony'ego Rutherforda, który przejrzał ją, wyłapał jej słabości i teraz bez skrupułów mógł je przeciw niej wykorzystać? Przecież taka właśnie była ślizgońska natura. Cieszyli się, widząc, że ktoś słabnie, poddaje się. A Elle miała już po prostu dosyć. Jeżeli milczenie jest złotem, to w tej chwili, wolałaby być uboga.
A teraz Lily postanowiła odsunąć się na dalszy plan. Wyciągnęła w jej stronę rękę, jakby chciała ją zatrzymać, ale nawet nie musnęła jej palcem. Po prostu stała za daleko, by ją dosięgnąć.
- Lily. - spojrzała na nią, wręcz błagalnie. Nawet nie zauważyła, że w końcu wydała z siebie głos. Milczenie zbytnio ją torturowało, by móc to dalej ciągnąć. Jej głos brzmiał niepewnie, ale czaiła się w nim nutka czegoś absolutnie intrygującego.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 22:22

Mieszanka. Czasami trzeba zrobić nagły zwrot akcji, jednak w tym wypadku był on nieodpowiedni. Jakkolwiek sytuacja mogła jej się nie podobać, nie mogła zawieść Puchonki. Dziewczyna powoli wstała. Spojrzała na Elle. Chciała skończyć, tak się dziewczynie zdawało. Ruszyła w jej stronę. Po drodze spojrzała na Ślizgona, z leżącej nieopodal paczki wyciągnęła jednego papierosa.
-Tak na drogę.- rzekła chowając go do kieszeni spodni.
Miała nadzieję, że jasnowłosa nie ma jej niczego za złe. Podeszła do niej i stanęła obok niej, a jednocześnie przed nią, chciała choć trochę ją osłonić, co miała nadzieję podniesie ją na duchu. Pomyślała, że zaczęła się od durnego pisaniu wiersza, a skończyło na spotkaniu z Wężem. Ciekawy dzień. Jednak jakikolwiek by nie był, pod pewnym względem mógł zostać zapisanym w pamięci do tych dniu udanych.
-Jak chcesz możemy iść.- szepnęła tak cicho, że tylko Attwood mogła ją usłyszeć.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Sob 7 Kwi - 1:45

Skoro uciekały, nie będzie ich powstrzymywał. Niech zabierają papierosy i kolejne puste gesty. Jemu zostać mogą jedynie niewypowiedziane słowa i martwe spojrzenia niewinnych twarzy.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Sob 7 Kwi - 10:19

Nie mogła uciec. Owszem, bała się przeraźliwie, ale nie to w tej chwili było najważniejsze. Po raz pierwszy próbowała zwalczyć swoją naturę. Trudno, najwyżej tego pożałuje i będzie odczuwała lęk przed ludźmi do końca życia. Jednak dopóki tego nie sprawdzi, nie odejdzie. Widz nie może opuścić przedstawienia, to obraza dla aktorów. To oni kończą.
Wszyscy dookoła zawsze się nią opiekowali. Cierpiała mentalne katusze, gdy za każdym razem nie umiała wypowiedzieć na głos zapewnienia, że da sobie radę. Wolała skinąć głową i dać się porwać. Czas temu zaradzić, bo kiedyś nadejdzie taki czas, że nie będzie żadnej pomocnej ręki i będzie musiała poradzić sobie sama.
Zerknęła na Lily, długo zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Zostańmy. - szepnęła w końcu. Tembr jej głosu pokazywał, że wymówiła to słowo z nie lada wysiłkiem. W końcu nie na co dzień wyrażała własne zdanie w jakiejkolwiek sprawie. Z powrotem usiadła na trawie. Oby to była dobra decyzja, oby to był przełom w jej życiu, który sprawi, że choć odrobinę w siebie uwierzy.
Dlaczego została? Coś kazała płochliwej łani właśnie tutaj zrobić swoją kryjówkę. To w tym miejscu przez chwilę poczuła iluzję bezpieczeństwa, której tak łapczywie potrzebowała. Nie może teraz tak po prostu odejść i zostawić tyle niedomkniętych spraw.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Nie 8 Kwi - 20:10

W tej chwili wszystko zależało od Elle. Chce zostać, zostają. Skoro zostają nie ma co marnować tego papierosa. Wyciągnęła go z kieszeni spodni, przy okazji odsuwając się od Puchonki. Z drugiej kieszeni różdżkę, której koniec przytknęła do papierosa i szepnęła:
-Incendio.
Kiedy ten już się zapalił, magiczny patyk powędrował z powrotem do kieszeni, a papieros do ust. Dziewczyna mocno się zaciągnęła. Nie powinna tyle palić, rak ją kiedyś dopadnie. Jednak uzależnienie to nic przyjemnego. Zmusza nas do rzeczy, których czasami nie chcemy robić. Jednak nikotyna dla Lily była bardzo przyjemna. Najwyżej przedwcześnie umrze. W tym wieku nie bała się śmierci. Zresztą kto się tym tutaj przejmował. Do niedawna śmierć w postaci Czarnego Pana czaiła się wszędzie. Według niej wiele się nie zmieniło. Może to i źle, że tak myśli, może dobrze. Nie jej o tym decydować. Różni są ludzie i każdy ma inne zdanie. Leniwie usiadła na trawie i zaciągała się papierosem.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Nie 8 Kwi - 23:56

Mogła odejść.
Tony nie będzie rozpamiętywał, układał na kolejnych półkach, porządkował i segregował. Nie należał do tego grona ludzi, większą przyjemność sprawiała mu obserwacja i spokój, niźli przesadny zainteresowanie sprawą. Fascynację w jego umyśle wywołać mogło mało rzeczy, a zachowanie Puchonki - choć frasujące - nie stanowiło rzeczy aż tak ciekawej.
Nie oczekiwał od nich niczego. Mogły odejść, pozostawiając uśmiech na jego twarzy - uśmiech pełen niezrozumienia, bowiem zachowanie rudowłosego dziewczęcia wydawało się mu niebywale infantylne.
Co z nią robisz, przemknęło mu przez myśl, ale nie wypowiedział tych słów na głos. Spojrzeniem przebiegł po twarzy Puchonki, jednak nie zatrzymał się na niej ani na chwilę - zawiesił wzrok gdzieś na trawie, koło siedzącego rudzielca, który psuł mu obraz.
Wszystko powinno wyglądać przyjemnie.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pon 9 Kwi - 1:21

Półki, a na nich zakurzone bibeloty w postaci ludzi i ich zachowań, czynów, myśli. Cudze życie nie jest ciekawe, nie zawsze. A jej półka? Jej półka była biała i pusta. Oprócz drobinek kurzu nic się tam nie znajdzie. Czyli jej życie też nie było ciekawe. Było leniwe i powolne. Parę wzlotów, parę upadków. Nic nadzwyczajnego. Po prostu było, tak jak miliony innych żyć.
Dziecinność. Czasami była potrzebna. By zapomnieć. By móc się oderwać od tego świata, gdzie każdy próbuje być dorosłym, gdzie każdy mówi jak mamy żyć i co mamy robić, a ona? Ona chciała być wolna. Chciała robić to, na co miała ochotę. Żyć bez zobowiązań. Jak ptak. Móc latać i wzbijać się w powietrze. Co za ironia. Dlaczego ludzie nie mają skrzydeł, dlaczego ptaki mogą latać same, a my tylko na miotle lub zwierzętach...
Może jednak powinna skończyć z paleniem. Skończyć z dziwną filozofią. Ale nie potrafiła. Bez tego była jak ryba bez wody. Ze swoich ust wypuściła dym. Psuła widok jeszcze bardziej, a może urozmaicała go dymem, przebijającym się pośród rudych, obecnie już potarganych kłaków, które zwą się włosami.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Wto 1 Maj - 14:37

Chyba zniknęli z kolejnymi podmuchami wiatru.

może innym razem
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach