Dziedziniec

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down

Dziedziniec

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 1:47

Wielki dziedziniec, czy też może raczej - wielki trawnik z kilkoma kamiennymi ławkami. Rośnie tu parę drzew, a jedno z nich szczególnie upodobali sobie uczniowie - jest potężne, rozłożyste.
Po środku stoi dziwna rzeźba, której żadne pokolenie hogwartyczków nie zdołało jeszcze rozszyfrować. Podobno jest to atom, ale pewności nikt nie ma...
Z tego dziedzińca bezpośrednio można dostać się do sali od transmutacji.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Audrey Sheridan on Sob 1 Maj - 18:38

Kto by pomyślał - już maj. Niedługo wszyscy piątoklasiści przystąpią do SUM-ów, w tym także i Audrey... która dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie otworzyła ani jednej książki, aby się do nich przygotować. Owszem, była inteligentna ale czy sama inteligencja wystarczy, by dostać się na przynajmniej kilka przedmiotów w zaawansowaniu? Przecież rodzice nigdy nie wybaczą jej, jeśli obleje pierwsze w życiu egzaminy, a ona sama udowodni im, że mają rację nie wierząc w nią i krytykują każdy nawet najmniejszy krok.
Ściskając w ręce podręcznik do transmutacji, udała się w miejsce w którym ponoć najlepiej uczy się tego przedmiotu - jeśli wierzyć Krukonom, którzy de facto mogą się uczyć gdzie popadnie - czyli na dziedziniec transmutacji. Kot na swoich króciutkich nóżkach kuśtykał na nią, pomiaukując cichutko.
Sheridan skierowała się w stronę jednej z ławeczek, by przysiąść na chwilę z silnym przyrzeczeniem pouczenia się.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Alex Grant on Sob 1 Maj - 19:13

Sam też powinien przygotowywać się do egzaminów, ale póki co nie za bardzo mu się spieszyło. Wolał spożytkować ten czas inaczej. Pijąc i ćpając z kumplami. Teraz w sumie miał od nich przerwę i poszedł się przejść na błonia. Nogi same go przywiodły na Dziedziniec Transmutacji. Wchodząc rozejrzał się uważnie po okolicy. Kiedy natrafił na rudą czuprynę wzrokiem, uśmiechnął się pod nosem. Miał nadzieje że dziewczynie już przeszło. Wtedy nie mógł już złapać Audi, a przecież miał jeszcze te trzy życzenia. Już nawet wymyślił coś nowego, żeby chociaż trochę jej wynagrodzić swoje zachowanie z tamtego dnia. Tak, panicz Grant miał wyrzuty sumienia i źle się czuł z tym co jej zrobił. Chociaż nie przyznałby się tym przed kimkolwiek, to jednak nie zmieniało tego co czuł teraz. To wszystko było dla niego takie nowe... Dlatego był zły na dziewczynę. Wzbudzała w nim uczucia których nie powinien mieć.
Przysiadł się obok niej i wyciągnął rękę do kociaka, tak jak to robił ostatnio. Pogłaskał go po łebku, uśmiechając się pod nosem.
- Chodź ze mną do Pokoju Życzeń. – powiedział łagodnie.
Mimo ze patrzył na kota zwracał się do Audrey co powinna wiedzieć. Przecież kota nie będzie chciał zabierać do Pokoju Życzeń. Nie miał po co.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Audrey Sheridan on Sob 1 Maj - 19:28

Przeszło - dobre sobie. To, że Audrey nie pokazywała po sobie, że ostatnie życzenie Granta wywarło na niej jakikolwiek wpływ i powróciła do swojego zwyczajowego życia, wcale nie oznaczało, że tak było naprawdę. Skrzywdził ją, zniżył do poziomu dna i to naprawdę odbiło się na jej psychice. Nie płakała i nie dała po sobie poznać, że ją to ruszyło, jednakże gdy tylko zostawała sama, nie musząc obawiać się wścibskich spojrzeń innych, dawała upust kumulowanym w sobie emocjom. Jednakże była osobą honorową, jak na Gryfonkę przystało i miała zamiar spełnić te pozostałe trzy życzenia, nieważne ile będzie ją to kosztowało.
Odsunęła się, gdy usiadł obok niej na ławeczce jednakże nie zaprotestowała gdy pogłaskał jej kota. Miała niezwykłą ochotę wzdrygnąć się, jednakże całe szczęście udało jej się powstrzymać ten odruch.
- To twoje kolejne życzenie? - zapytała chłodno. Jeśli nie, to Audrey zwyczajnie nie miała zamiaru spełniać żadnej innej jego prośby. Trzy życzenia i będzie mogła się od niego uwolnić.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Alex Grant on Sob 1 Maj - 19:50

Spodziewał się ze będzie na niego cały czas wściekła. Spodziewał się też że mogło ją to wszystko skrzywdzić. Pewnie dlatego tak bardzo żałował wszystkiego co zrobił wtedy w dormitorium. Poniosło go. Jednak od tego już nie było odwrotu. Stało się. Zniszczył ich relacje na dobre o ile kiedykolwiek były w miarę takie normalne. Kątem oka zauważył jak się od niego odsuwa kiedy się przysiadł. Skrzywił się lekko. No tak, a co by innego? Liczył na to ze uśmiechnie się do niego i powie „Cześć, Grant. Jak dobrze cie widzieć.”? Nie, na coś takiego nigdy nie liczył. Zresztą nie zależało mu nigdy na tym.
- Dobra, skoro tak. Moim kolejnym życzeniem jest abyś poszła ze mną do Pokoju Życzeń i zjadła ze mną kolacje. – powiedział spokojnie.
Skoro musiał używać życzeń do tego żeby przebywała w jego towarzystwie to proszę bardzo. To już trzecie... Potem się coś jeszcze wymyśli.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Audrey Sheridan on Sob 1 Maj - 20:01

Zniszczył i owszem, nie było od tego odwrotu, chyba że Alex postara się naprawić wyrządzoną jej krzywdę, co z całą pewnością będzie trudne i jedno przepraszam, nawet najbardziej szczere, nie wystarczy. Audrey wiedziała, że chłopak nie będzie w stanie się na to zdobyć, więc nawet nie sądziła, by kiedykolwiek miała mu wybaczyć to, co jej zrobił.
Nago? miała to pytanie na końcu języka, jednakże całe szczęście udało jej się powstrzymać od zadania go. Jeszcze podsunęłaby Grantowi pomysł, w końcu może jest jakaś szansa, że wcale nie chce źle dla niej? Jakby po tym, co stało się ostatnio w jego dormitorium mogła jeszcze w to uwierzyć. Nie miała pojęcia, o co tak właściwie mu chodzi, ale skoro to było jego trzecie życzenie, to pójdzie z nim.
- Więc chodźmy - powiedziała sucho, biorąc kota na ręce, podnosząc się z ławki i kierując w stronę siódmego piętra, nawet nie patrząc, czy Grant idzie za nią.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Dorian Garwin on Sob 13 Lis - 15:50

Dokończywszy żuć zwędzonego z Wielkiej Sali tosta oraz otrzepawszy dłonie o ubranie, Dorian minął salę transmutacji i, krocząc zielonym trawnikiem, ruszył ku kamiennym ławkom. Mijając po drodze kilku znajomych uczniaków, a także starając się pamiętać o konieczności zakupienia nowych rolek pergaminów, sięgnął do torby, wyjmując z niej podręcznik do historii magii. Wojny trytonów, o, to jest dopiero temat!
Dookoła panował gwar, zielonym dziedzińcem co rusz ktoś przechodził, zmierzając do zamku lub do Hogsmeade, a tymczasem mroźne powietrze szczypało w policzki, zmuszając mieszkańców Hogwartu do osłaniania się ciepłymi szalami. Cóż, Dorian podejrzewał, że kilkoro z nich miało twarze zaróżowione nie ze względu na anomalie pogodowe, a zabawę w Wielkiej Sali, jednak nie była to jego sprawa i nie zamierzał w to wnikać. Oficjalna wersja była zaś następująca: minął październik, a z nim wyjące wiatry i ulewne deszcze, nadszedł listopad, zimny jak oblodzone żelazo, z silnymi mrozami w każdy poranek i lodowatymi powiewami kąsającymi odsłonięte dłonie i twarze. Zdecydowanie.
Rozsiadłszy się okrakiem na kamiennej ławce oraz położywszy tomiszcze przed sobą, zagłębił się w ulubionej lekturze, starając nie zwracać uwagi na panujący dookoła mróz oraz harmider, a także starając nie nucić żadnej z piosenek Kretów, które zasłyszał podczas zabawy i które do tej pory nie mogły wylecieć mu z głowy.
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Esme Gregory on Czw 25 Lis - 0:01

Esme uwielbiała zimę chyba najbardziej ze wszystkich pór roku. Śnieg, mróz i ostre słońce – wszystko to sprawiało, że poprawiał się jej i tak zazwyczaj dobry humor. Niestety, wyglądało na to że nie wszyscy podzielają jej entuzjazm – ludzie zginali się niemal wpół, żeby ukryć twarze przed kąsającymi podmuchami, wszyscy opatuleni w grubsze płaszcze i czapki lub szaliki. Co prawda zdaniem Esme nie było jeszcze tak zimno, ale niektórzy wyraźnie byli piecuchami.
Może właśnie dlatego Esme, wychodząca właśnie na dziedziniec, zbierała zaskoczone spojrzenia. Dość wysoka dziewczyna, ubrana co prawda cieplej niż na co dzień, ale nie za bardzo, minęła grupkę drugoklasistów i stanęła niemal na środku dziedzińca. Uczniów, którzy nasłuchali się w domach o stereotypach związanych ze Ślizgonami mógł ten widok poważnie zaszokować. Esme nabrała powietrza w płuca bardzo energicznie i już po chwili, zyskując parę wytknięć palcami, robiła kółka wokół rzeźby. Niektórzy uczniowie nie wiedzieli chyba zbytnio co zrobić. Patrzyli po sobie, niezdecydowani, ale w końcu większość ludzi wróciła do swoich zadań, szczególnie że Esme nie miała chyba zamiaru zamienić się w wilę i biegać ciekawiej.
Panna Gregory zrobiła jeszcze parę przysiadów, pobiegała parę minut dłużej (tym razem po całym trawniku), a potem wróciła do kamiennej ławki, przy której zostawiła swoją torbę, usiadła, wyjęła książkę jak gdyby nigdy nic i zaczęła czytać.
avatar
Esme Gregory
Dorosły

Liczba postów : 13
Czystość krwi : czysta
Skąd : Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Clayton Darcy on Czw 2 Gru - 16:05

Do takich ludzi należał właśnie Clayton. Choć zazwyczaj nie miał nic przeciwko białej pierzynce, malowniczo zdobiącej zamkowy kalendarz, kiedy przychodziło co do czego (a dokładniej ich pani kapitan po ostatniej porażce zarządzała kolejny trening, zupełnie nie zważając na warunki pogodowe) szczerze nienawidził pruszącego śnieżku, mroźnych podmuchów wiatru i ostrego słońca. Ach, o wiele lepiej latało się podczas jesiennej szarugi, kiedy to skryte za chmurami słoneczko nie raziło go w oczy i łatwiej było dostrzec znicza! Sam pomysł częstszego ćwiczenia może nie wydałby mu się zły, gdyby ustalane i rzekomo pasujące wszystkim terminy nie wytrącały go zupełnie z życia towarzyskiego i szkolnego. Nie miał już zupełnie czasu dla swojej dziewczyny, przez co zupełnie zapomniał jak ona wygląda (przynajmniej tak sobie wmawiał, by nadać sytuacji jeszcze więcej dramaturgii), a napięcie wręcz zżerało go od środka. Przyjaciół również zaniedbywał, ale im przynajmniej udawało się dokopać do niego w Pokoju Wspólnym, kiedy zawalony natłokiem podręczników starał się napisać kolejne wypracowanie na eliksiry. O organizowaniu epickich bib, mowy nawet nie było, bo i Clayton nawet nie miał czasu na pozbieranie własnych myśli.
Właśnie wracał z treningu, ściskając w zmarzniętej dłoni ukochaną miotłę. Choć na szatę do gry narzucił płaszcz, a szyję owinął szalikiem w barwach Gryffindoru, nie dało się ukryć, iż taka pogoda zupełnie mu nie odpowiadała. Dlatego też, przedzierając się przez dziedziniec, podświadomie zauważył dziewczę, które jakby nigdy nic czytało książkę i najwyraźniej nie zdawało sobie sprawę z mrozu.
- Nie zimno ci, Esme? - zapytał podchodząc do Ślizgonki, którą przecież kojarzył z lekcji. Ciekawość najwyraźniej przezwyciężyła chłód.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Esme Gregory on Czw 2 Gru - 21:36

Esme uniosła głowę. Miała nieco czerwony od zimna nos, owszem, ale wyglądała na zadowoloną. Na głowę napadało jej trochę śniegu, ale dziewczyna najwyraźniej nie miała zamiaru go strzepywać. Małe białe płatki opadały na włosy, tworząc przyjemny kontrast z ciemnymi puklami. Claytona za to Esme rozpoznała od razu - naprawdę, nie było to trudne. Ktoś mający ponad dwa metry wzrostu wyróżnia się, czy tego chce, czy nie. Zamknęła książkę. Entuzjastycznie.
- Och, cześć! Nie, wcale. Dlaczego? - spytała zaskoczona. Przesunęła się na ławce i zaczęła energicznie klepać miejsce obok siebie. - Spieszysz się gdzieś? Może usiądziesz? Siadaj, siadaj. Co tam? Z treningu? - kontynuowała wesoło, wciąż na jednym tchu, obrzucając jeszcze Claytona dłuższym spojrzeniem. Dopiero później przymknęła się, choć nie na długo.
- Może jak napada więcej śniegu, to zorganizują kulig - powiedziała po chwili konspiracyjnym tonem, jakby właśnie dzieliła się ultra tajną informacją. Oczy błysnęły jej lekko i można było już właściwie domyśleć się, że Esme na kuligu będzie pierwsza, prawdopodobnie nawet przed końmi. Dziewczyna przeciągnęła się silnie, wyciągając splecione ręce nad głowę i poprawiła się na ławce, patrząc na (jeszcze nie do końca) rozmówcę ciekawsko.
avatar
Esme Gregory
Dorosły

Liczba postów : 13
Czystość krwi : czysta
Skąd : Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Clayton Darcy on Pią 3 Gru - 0:55

- Bo na dworze jest jakieś minus trzydzieści, moja droga - powiedział z uśmiechem, po czym oparł miotłą o ramię i zaczął rozgrzewać zmarznięte dłonie. Spojrzał krytycznie na wskazane przez nią miejsce. Chociaż nie uważał własnych pośladków za zbyt seksowne (po raz kolejny udowadniając, że zupełnie nie zna się na męskiej urodzie, zwłaszcza, że płeć piękna twierdziła odwrotnie) nie miał ochoty ich sobie odmrozić na kamiennej ławeczce. Wszak musiała ona być jeszcze zimniejsza, niźli temperatura powietrza! Zaśmiał się jednak uroczo i postarał odpowiedzieć na wszystkie jej pytania. - Jedynie tam, gdzie jest ciepło. Dziękuję, postoję. Miejsca siedzące pozostawię innym białogłowom przechadzającym się po dziedzińcu - gdyby jeszcze takowe znalazły się w pobliżu - Owszem, z treningu. Choć muszę przyznać, że czuję się nieswojo w zfeminizowanej drużynie - Dziwnym trafem, dwa lata temu skład prezentował się inaczej - równowaga płci była zachowana. A teraz w szatni odnosił wrażenie, że dziewczęta cały czas się w niego wpatrują. Co za bałwan wymyślił szatnie koedukacyjne?
- Kulig? - powtórzył - Toż to mugolski wynalazek! Ślizgonka, która pragnie zorganizować coś mugolskiego... no, no. To już nie jesteście anty? - Clayton miał swoje zdanie na temat mieszkańców Slytherina. Ze względu na własngo starszego brata, niestety niezbyt przychylne.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Esme Gregory on Pią 3 Gru - 1:23

Esme przewróciła oczami. Tym, że Clayton nie usiadł, nie przejęła się specjalnie (bo i czym się tu przejmować?), przesunęła się jedynie na wcześniej zajmowane przez siebie miejsce. Słuchała Claytona z uwagą, nie przestając się uśmiechać ani na chwilę. Plotki głosiły, że parę osób widziało pannę Gregory w złym humorze lub też wściekłą, ale naprawdę trudno było sobie wyobrazić Esme bez uśmiechu na twarzy. Gdy chłopak wspomniał o ilości panien w drużynie Gryffindoru, szatynka tylko łagodnie mruknęła coś pod nosem. O Claytonie słyszało się dużo, był rozpoznawalny. Szkoła była pełna osób, których głównym celem w życiu było mówienie o tym kto z kim, gdzie i dlaczego, a Esme potrafiła słuchać. I jeśli ktoś mógł myśleć, że panicz Darcy wstydzi się paru dziewcząt, to..
Roześmiała się na jego następne słowa. Uniosła dłoń z wyciągniętym palcem w górę.
- Może zacznijmy najpierw od czegoś innego. Co jest we mnie w ogóle ze stereotypowego Ślizgona?
Spojrzała wesoło, wyzywająco.
- Nie licząc szalika – dodała jeszcze. – I nie martw się! Jestem pewna że dużo w Slytherinie osobników anty. Ogólnie anty. A jeśli szukasz jakichś makiawelicznych postaci, to jesteś chyba w dobrym miejscu – Pokiwała głową, jakby potwierdzając swoje słowa, cały czas w wyraźnie dobrym humorze. Żartowała? Koloryzowała? Kto wie. Zależy chyba jak na to spojrzeć. Fakt faktem że w Pokoju Wspólnym pojawiała się zazwyczaj wieczorami, gdy naprawdę większa część osób miała inne rzeczy do roboty niż siedzenie z książką i kubkiem gorącej, słodkiej herbaty. – A kulig to świetna zabawa. W Irlandii nie ma za wiele śniegu, więc nie mam zamiaru przepuszczać okazji, żeby się tu nim należycie nacieszyć, bo „Ślizgonce nie wypada”. Albo co.
avatar
Esme Gregory
Dorosły

Liczba postów : 13
Czystość krwi : czysta
Skąd : Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Clayton Darcy on Nie 5 Gru - 13:38

Właściwie, uśmiechająca się Ślizgonka to nic nowego. Ostatnio spotykał na pęczki takich, które uważały, że Tiara nie słusznie przydzieliła je do Slytherinu, a ich zachowanie znacznie odbiegało od utartego stereotypu. Clayton szanował wszystkie kobiety, może to za sprawą uosobienia, może wychowania, jednakże patrząc na te "miłe Ślizgonki", jakoś nie mógł uwierzyć w czystość ich intencji i zwyczajnie trzymał na dystans. Wszak w jego opinii, każdy mieszkaniec domu węża jest taki sam. Tu nie chodziło o to, że Clayton wstydził się dziewcząt, bo tak nie było. Każdy czuł by się dziwnie, będąc odosobnionym przypadkiem w szatni koedykacyjnej, gdzie reszta drużyny uważnie lustruje go wzrokiem. Z tego też powodu, przestał z szatni.
Skrzywił się, słysząc jej pytanie. Szczerze nie znosił takich sytuacji, bo nie wiedział jak ma pogodzić swoje poglądy z zachowaniem właściwym przy białogłowie.
- Nie wiem. Przejdźmy do kolejnego pytania - powiedział, uśmiechając się do dziewczęcia. Jeśli takie właśnie miała podejście, to musiała mieć spore problemy w Pokoju Wspólnym czy też dormitorium, a nigdy nic takiego nie obiło mu się o uszy. - W dobrym miejscu? Czyli mimo wszystko, jesteś ogarnięta pragnieniem dążenia do władzy nie zważając na konsekwencję i starasz się być lwem i lisem w jednym ciele? - zapytał rozbawiony, nie bardzo wiedząc, co ma sądzić o jej wypowiedzi. Z tego wszystkiego wetknął jedynie dłonie głębiej do kieszeni spodni. Ta temperatura była zdecydowanie niższa, od dopuszczalnej!
- Tu akurat nie mogę zaprzeczyć, choć w Irlandii czasem pojawia się śnieg - zauważył. Ach, sam wspominał, jak w dzieciństwie uwielbiał zjeżdżać na sankach i zawsze marzyła mu się trasa z klifu, na zamarznięte morze....
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Esme Gregory on Pon 6 Gru - 11:14

Esme nigdy nie zastanawiała się nad decyzją Tiary. Święcie wierzyła że byłaby tą samą osobą zarówno w każdym innym domu. Przecież i tak nie mogła nic z tym zrobić, a nawet gdyby mogła, to skąd niby miałaby wiedzieć co będzie dla niej najlepsze? Pod płaszczykiem bagatelizowania wszystkiego Esme bywała naprawdę praktycznym stworzeniem, które nie rozmyślało nad rzeczami których nie mogło zmienić. Panna Gregory miała w swoim słowniku słowo "niemożliwe". Za to rzeczy w jej zasięgu eksploatowała jak szalona.
Nie spodziewała się odpowiedzi na swoje pytanie i gdy jej nie uzyskała, uśmiechnęła się tylko lekko. Musiała przyznać że było to głupie pytanie, jedno z tych na które nie można dać poprawnej odpowiedzi i tylko dobre, stare "Nie wiem" przybywa z pomocą.
Lwem i lisem w jednym ciele! Uśmiechnęła się. Potem wstała z ławki - chłopak wyglądał na trochę zmarzniętego i może lepiej byłoby nie sprawiać, że odpadną mu ręce albo nos, bo za długo stał na przejmującym mrozie, rozmawiając z Gregory. Gdyby coś takiego miało miejsce, damska część Hogwartu - w dużym procencie - nie dałaby chyba Esme spokoju.
- Nie wiem - odpowiedziała śpiewnie, pakując książki do swojej torby. Uśmiechnęła się pod nosem leciutko. Dla niej, tak jak ona to widziała, w Gryffindorze też było parę osób "anty". Jedna właśnie z nią rozmawiała. Zachowała to jednak dla siebie. Może dlatego, że była ze Slytherinu (a więc była dwulicową bestią) - a może po prostu nie chciała Claytona urazić. - Na razie nie zdarzyło mi się nikogo otruć, żeby zmniejszyć konkurencję na eliksirach i zdobyć lepszą ocenę. Zjeżdżać na sankach prosto na mistrzów quidditcha z innych domów też nie planowałam, żeby wykluczyć ich z rozgrywek. Ale..
Zarzuciła torbę na ramię i poprawiła szalik.
- Bycie lwem i lisem naraz to naprawdę dobra opcja, czy jesteś w Slytherinie, czy nie. Tak uważam - powiedziała dość (jak na nią) poważnie. Pochyliła się i nabrała śniegu w dłonie, po czym zaczęła już bardziej energicznie. - Owszem, jest, jest, ale śnieg w Irlandii nie wytrzymuje długo. Na mniejszych wysepkach już zupełnie. Sanki mogą jeszcze się przysłużyć, ale coś takiego jak kulig..? Prawdziwy kulig? - Esme podrzuciła śnieżkę. - Chciałabym to zobaczyć.
avatar
Esme Gregory
Dorosły

Liczba postów : 13
Czystość krwi : czysta
Skąd : Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Clayton Darcy on Nie 12 Gru - 15:58

A jednak decyzja Tiary zasadniczo wpływała na życie uczniów. Clay zwyczajnie nie wierzył w brak podziałów między domami, czy też stereotypowości zachowań. Nie, dla niego przynależność do któregoś z domu warunkowała charakter. Może wyniósł to z domu, może takie poczucie wykształciło się w nim przez lata uczęszczania do Hogwartu. Tak czy siak, nie przepadał za Ślizgonami i nie był w stanie nic z tym zrobić. Nie wierzył w prozumienie między podopiecznymi Slytherina i Gryffindora - przez wieki nikomu się to nie udało, teraz raczej nie będzie inaczej.
Zapewne tak, choć Clay był typowo monogamicznym okazem samca, oddanym jednej kobiecie. Będącej Krukonką, warto dodać. W każdym razie, większość dziewcząt w szkole niestety do niego wzdychała, na co nie mógł nic poradzić.
- W takim razie, plus dla ciebie - uśmiechnął się do dziewczęcia - Moim zdaniem to oznacza dwulicowość i oszukiwanie ludzie. A dążenie po trupach do celu, jeszcze nikogo do niego nie doprowadziło - Wzruszył ramionami, konfrontując z nią swoją opinię.
Zmarznięty przełożył miotłę na drugie ramię i owinął szyję szczelniej szalem w barwy Gryffindoru. Na sam widok Esme biorącej do ręki śnieg, zadrżał z zimna.
- W takim razie, zapraszam do Belfastu - skłonił się delikatnie - Jednakże teraz, droga Esme, jeśli pozwolisz będę kontynuował swoją wędrówkę do pokoju wspólnego, gdyż trening mnie wyczerpał - Uśmiechnął się do dziewczyny, po czym oddalił się w stronę wieży Gryffindoru.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 27 Paź - 23:48

Spadek temperatury w przeciągu ostatnich kilku dni zdawał się być na tyle dotkliwy, że większa część braci uczniowskiej nie miała najmniejszego zamiaru wyściubiać nosa z ciepłych zamkowych murów. Od dłuższego czasu Pokój Wspólny Ślizgonów aż pękał w szwach, a o miejsce przy kominku toczyła się zażarta walka, niekiedy podsycona nawet ofiarami cielesnymi. Jednakże właśnie z powodu braku chęci nastoletnich adeptów magii do migracji na teren błoni bądź dziedzińca, Sophie postanowiła spędzić tam dzisiejszy wieczór. Przed wyjściem na chłodne, październikowe powietrze opatuliła się szczelniej kaszmirowym szalikiem w odcieniu butelkowej zieleni, narzuconym na gustowny szary płaszczyk.
Potrzebowała chwili odpoczynku, chwili dla siebie, chwili bez snucia dalszych planów zawładnięcia światem, chwili bez nieustannie trajkoczących do jej ucha dam dworu, które zdawały się oczekiwać, że za chwilę zacznie sprawiać cuda jak to miała w zwyczaju Amelia. Cóż z tego, że Golightly praktycznie wychowała ją na swój wzór i podobieństwo? Dashwoodówna doskonale wiedziała, że niezależnie od tego, jak mocno będzie się starać, nigdy nie dorośnie do pięt uprzedniej Królowej. Co wcale nie oznaczało, że nie spróbuje - bo czyż Sophie zawsze nie osiąga tego, co aktualnie jej się uwidziało?
Z niemym westchnieniem opadła na jedną z dziedzińcowych ławeczek, wydobyła z hiszpańskiej, czarnej, skórzanej torebki ostatnio czytaną książkę i zagłębiła się w lekturze. Wreszcie w niezmąconym spokoju.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Vanessa Blue on Pią 28 Paź - 0:36

Vanessa Blue miała dosyć nic-nie-robienia-w-swoim-dormitorium, więc postanowiła się trochę przewietrzyć. Co z tego, że było trochę zimno? Nic trudnego - wyjęła z szafy jaskrawoczerwoną kurtkę i zarzuciła ją na siebie razem z białym, kaszmirowym szalikiem. Przechodząc korytarzem, zastanawiała się, gdzie pójść - złamać regulamin i wybrać Zakazany Las, czy tym razem być grzeczną dziewczynką i zadowolić się dziedzińcem? Szczerze mówiąc, gdyby była w lepszym nastroju i nie było jej tak zimno, z pewnością wybrałaby Las. Ale w tych okolicznościach wolała usiąść sobie na ławce i popatrzeć w gwiazdy.
Kiedy wyszła na dziedziniec, zamarła. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy nie wrócić z powrotem do pokoju wspólnego. Otóż okazało się, że na dziedzińcu siedział nie kto inny jak Sophie Dashwood. Sophie była chyba najbardziej rozpoznawalną dziewczyną w szkole. Dlaczego? To proste. Przez większość uczniów była uważana za sobowtóra Amelii Golightly, o której Vanessa zdołała już się nasłuchać niemało.
Mimo, że w złośliwości Vanessa mogła jej dorównywać, nie chciała mieć zatargów z panną Dashwood. Do odważnych świat należy, pomyślała panna Blue, po czym zaczęła iść w stronę Sophie.
Vanessa stanęła przy ławce zajmowanej przez Ślizgonkę.
- Hufflepuff kłania się przed Slytherinem - odezwała się teatralnie. - Jestem Vanessa Blue. Przedstawiam się, jakbyś nie słyszała nigdy plotek o mojej złośliwości i wścibstwie. Znowu coś spiskujesz przeciwko nam, szlamom, czy może czytasz jak otruć połowę Hogwartu? Mogę usiąść, czy nie zniżysz się do mojego poziomu?
Panna Blue spojrzała prosto w oczy Sophie, pragnąc z nich wyczytać, czy może nie przegięła. Ale czy nie powiedziała prawdy?
Uśmiechnęła się do Sophie, czekając na odpowiedź.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 28 Paź - 16:22

Cóż, nadzwyczaj ciężko byłoby jej pretendować do roli sobowtóra Amelii, zwłaszcza że pod kątem powierzchowności różniły się niczym ogień i woda. Z resztą, zawsze po kryjomu ubolewała nad faktem, że nie może się poszczycić delikatnymi rysami twarzy i złocistymi puklami tak jak Golightly - ona wraz z hiszpańskimi genami utrzymała również typową hiszpańską urodę, odznaczającą się oliwkową cerą i ciemnymi włosami o barwie gorzkiej czekolady. Nie, za sobowtóra dawnej Królowej Pszczół z całą pewnością nie mogła uchodzić. Ona była jej pełnoprawną następczynią, odziedziczywszy po niej całą świtę, wszystkie przywileje i obowiązki oraz pewnego rodzaju szacunek.
W złośliwości? Oj, gdzież tam! Każdy, kto kiedykolwiek zamienił z Sophie choć dwa zdania mógł poręczyć, że w całym jej szesnastoletnim życiu z tych herbacianych usteczek nigdy nie wytoczyła się żadna złośliwość - chyba, że tak cudownie zawoalowana słodyczą, iż nawet najczujniejszy mógł ją uznać za szczery komplement. Sophie tak samo jak i Amelia walczyła nie zjadliwością i ironią, a delikatnością i dziewczęcością, co zawsze stawiało ją na zwycięskiej pozycji. Jeśli chciała komuś dopiec, to przecież nie wprost! To wszak uwłaczałoby jej miejscu w szkolnej hierarchii.
- Przykro mi, nie miałam przyjemności - odpowiedziała z przymilnym uśmiechem, taktownie zamykając książkę. - Ale nawet gdyby, z pewnością nie dałabym im wiary. Doprawdy Vanesso, wydajesz się być uroczą osóbką i trudno mi uwierzyć, że ktoś mógłby mówić o tobie w tak paskudny sposób. Jest mi niezmiernie miło poznać cię - odpowiedziała, wciąż uśmiechając się do niej przyjaźnie. Założyła za ucho kosmyk długich, ciemnych włosów i zachęcająco poklepała miejsce obok siebie na ławeczce. - Dios mío, no! - zawołała po hiszpańsku, jak gdyby zdziwiona, że tak niedorzeczny pomysł mógł przyjść do głowy dzierlatki - To, że jestem Ślizgonką wcale nie oznacza, że jestem złem wcielonym! Doprawdy, przykre, że tak sądzisz. Osobiście uważam, że nie ma znaczenia, jaką barwę kto nosi na szacie. Nie powinniśmy się przez to nawzajem dyskryminować. - A że w głębi duszy sądziła odmiennie, to już zupełnie inna bajka, którą dane będzie poznać jedynie wybranym. Całej reszcie nigdy nie dała powodu, by mogli przypuszczać coś innego, pozostając w ich oczach nienagannie czystą wojowniczą o pokój w zamku. - A czytam najnowszą powieść jednego z hiszpańskich pisarzy, jednakże obawiam się, że nie dysponuję egzemplarzem en inglés, lo siento.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Vanessa Blue on Pią 28 Paź - 16:52

Mówiąc szczerze, przemowa Sophie zbiła Vanessę z tropu. Z na wpół otwartymi ustami usiadła obok Ślizgonki i w dalszym ciągu słuchała jej wypowiedzi.
Gdy skończyła, przez dłuższy czas nikt nic nie mówił.
- Hm... - mruknęła jedynie Vanessa.
Siedząc w ciszy, rozmyślała nad tym, że po raz pierwszy jej kpina i hardość nie podziałały. Przegrała. A z czym przegrała? Ze słodką dziewczęcością? Pokręciła powoli głową.
Ona urocza? Doprawdy, jak bardzo Sophie się myliła! Kiedy tak sobie myślała o swojej mniemanej słodyczy, nie mogła zrobić nic innego, jak wybuchnąć śmiechem.
Nie miała też wyjścia. Sophie wydała jej się całkiem sympatyczna - jeśli mogła to tak nazwać - więc będzie musiała po prostu grać dalej w grę, w której to Dashwood ustalała zasady.
- Ja? Niby ja jestem urocza? - zaśmiała się, nieco się rozluźniając. - O, tutaj z pewnością się mylisz. A co do reszty... przepraszam. Myślałam, że jesteś po prostu kolejną Ślizgonką, która będzie sobie ze mnie stroić żarty i obmawiać za plecami. Zresztą... pozory mylą, prawda?
Uśmiechnęła się lekko, odwracając głowę i zaglądając prosto w ciemne oczy Sophie. A może los sprawi, że będą miały całkiem dobre stosunki? A może panna Dashwood będzie tylko udawać miłą dziewczynę, a w duchu tylko się z niej naśmiewać?
Trudno, pomyślała Blue, nic się nie osiągnie, dopóki nie zrobi się pierwszego kroku.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 28 Paź - 17:15

W zaistniałej sytuacji nazwanie rozmówczyni "uroczą istotką" mogło mieć tylko jedno zadanie - wprawić w zakłopotanie i uzmysłowić drobną pomyłkę. Bo czyż Vanessa nie podeszła do niej z kłami, dość bezpodstawnie aczkolwiek nie do końca nieprawdziwie czyniąc z niej prawie, że drugą Katarzynę Medycejską? Oczywiście, nigdy nie zniżyłaby się do tego, by odpłacać pięknym za nadobne. I choć to właśnie w Hiszpanii narodziło się powiedzenie "ogniem i mieczem", ona zdecydowanie wolała bardziej pokojowe i dyplomatyczne metody. Oficjalnie. Bo wszystkie zatargi rozwiązywała rękami kogoś innego i tak, aby być ostatnią osobą, którą można by o to oskarżyć. Brzmi znajomo?
Niewątpliwie posiadała dar zjednywania sobie ludzi i tylko to pozwalało jej wytrwać w szkolnej dżungli czy utrzymać się na szczycie szkolnej hierarchii.
- Rzadko się mylę, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi - odpowiedziała, porozumiewawczo puszczając do niej perskie oko - Co więcej, jestem przekonana, że nie taki diabeł straszny jak go malują. I to w każdym wypadku. A jeśli chodzi o Ślizgonów... to my zdecydowanie nie jesteśmy przeciągnięci złem do szpiku kości. Owszem, zdarza się kilka przypadków, których jeszcze nie udało mi się utemperować, ale to smutne, że ludzie wyrabiają sobie o nas opinię bazując jedynie na wyskokach kilku jednostek - Jak na zawodowego demagoga przystało, wygłosiła właśnie niebywale przekonujące orędzie o walce przeciwko dyskryminacji. I choć w rzeczywistości rzygała takimi poglądami, zdecydowanie bardziej służyły jej reputacji, niźli rasizm.
Sophie starała się żyć w dobrej komitywie ze wszystkimi. Zawsze znalazła dobre słowo, zawsze obdarzyła uśmiechem. Nigdy za to nie zdradziła tego, co o kimś myśli w rzeczywistości. Owszem, zdarzały się osoby, które mimo wszystko postanawiały mieć z nią na pieńku, ale nie od tego miała ludzi, żeby ich widowiskowo i boleśnie nie usadzić we właściwym miejscu. Jednakże w związku z jej obecną rolą, zazwyczaj nie zawracała sobie głowy przelotnymi znajomościami. Przeprowadzi przyjazną konwersację i wróci do swojego świata - marne szanse, by zapamiętała imię Vanessy. Ale taka już kolej rzeczy.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Vanessa Blue on Pią 28 Paź - 20:39

Vanessa uśmiechnęła się.
- Wiesz... a może to się ciągnie już od wieków, od czasów Salazara Slytherina? - zapytała Puchonka, wcale nie oczekując odpowiedzi.
Próbując odzyskać dobry humor, zapatrzyła się w gwiazdy. Były ich miliony - a może nawet miliardy - małe, świecące punkciki, które tworzyły przeróżne konstelacje. Gdzieś na niebie dostrzegła Mały i Duży Wóz. Ale czy teraz miała lekcję astronomii czy rozmawiała z Sophie?
Mówiąc szczerze, nie wiedziała, o czym ma z nią rozmawiać. Były całkiem inne - Sophie wszystkie sprawy załatwiała z zimną krwią i na tak zwane "słodkie kłamstwa", a Vanessa bardzo szybko się denerwowała, a wszelkie rzeczy załatwiała siłą i ciętym językiem. I gdzie one miały wspólne punkty? Z pewnością nie nadawały się na przyjaciółki.
- Wiesz, tak się zastanawiam... - zaczęła, marszcząc brwi. - Co ty tu właściwie robisz?
Obwiązała się lepiej swoim białym szalikiem, czekając na odpowiedź Ślizgonki.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Sob 29 Paź - 14:20

Z całą pewnością w teorii Vanessy istniało ziarnko prawdy - kto wie, może nawet ziarno? Jednakże podłoże konfliktu było aż nazbyt osobiste i najwyraźniej swe podłoże miało właśnie w czarach czterech założycieli Hogwartu. I nikogo nie powinno dziwić, że problem ten istnieje nadal. O czym mowa? O czystości krwi, oczywiście! Bo czyż rody magiczne od wieków nie uważały, iż edukacja w tej placówce powinna należeć się jedynie tym, którzy na to zasługują? W głębi duszy Sophie całą sobą popierała takie stanowisko - jednakże doskonale zdawała sobie sprawę, że obnoszenie się z własnymi poglądami nie przyniosłoby jej poklasku. Zwłaszcza, gdy jej pozycja wciąż była niepewna. Czyżby właśnie dlatego zmuszała się do konwersacji ze szlamą miast obrzucić ją obelgami, jak uczyniłaby to spora większość jej domu? Bez wątpliwości, opinia jest najważniejsza.
- Osobiście uważam to za nazbyt podkolorowaną historię, rozpowiadaną przez dążących do zatargów między domami - wzruszyła ramionami.
Gwiazdy w Anglii? Nic bardziej niedorzecznego. Zachmurzenie spowodowane paskudną pogodą i zanieczyszczeniami industrialnymi sprawiały, iż przez większą część roku gwiazdy skrywane były za gęstymi chmurami, a kiedy wyjątkowo przedzierały się przezeń nie mogły się nawet umywać do zapierającego dech w piersiach nieba w Hiszpanii.
- Czytałam - odpowiedziała jak zwykle grzecznie i z czarującym uśmiechem.
Na przyjaciółki? O nie, co to to nie. Same rozważania na ten temat są już zbyt niedorzeczne. Sophie - oficjalnie - może i propagowała równość między czarodziejami i mugolakami, jednakże nigdy nie pozwoliłaby, by w jej towarzystwie przebywał ktoś pochodzący z mugolskiej rodziny.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Vanessa Blue on Sob 29 Paź - 16:19

Vanessa łypnęła spod oka na Sophie, teraz już doskonale wiedząc, co mała wyprawia. Zgrywała grzeczną, ułożoną dziewczynkę i wyrażała neutralne poglądy, aby umocnić swoją słabą pozycję w społeczeństwie Hogwartu. Z pewnością była taka sama jak inne Ślizgonki. Będzie jej trudno dorównać pozycji Amelii...
Kiedy przez tę jedną chwilę mogła obserwować niebo ozdobione gwiazdami, czuła się nieco lżej. Trochę ją przybiło to, że w końcu gęste, czarne chmury zakryły uwielbiane przez nią niebo. Wiatr również przybierał na sile, a Vanessa nabrała ochoty, aby porozmawiać z kimś nieco bardziej... optymistycznym?
- Wiesz, tak jakoś mi... zimno - powiedziała. Uśmiechnęła się złośliwie i pomyślała, że panny Dashwood już nic nie może bardziej schłodzić. - Szczerze mówiąc, mam również ochotę na gorącą czekoladę. Więc, proszę mi wybaczyć, ale udam się do gniazda skrzatów.
Vanessa wstała, po czym uśmiechnęła się lekko do kamiennej twarzy Sophie.
- To cześć - mruknęła, pragnąc jak najszybciej oddalić się od Ślizgonki.
Kiedy weszła do zamku poczuła, że wiele się nauczyła z tego spotkania. Ale naukę tę wolała zachować dla siebie.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 6 Lis - 21:06

Elodie przysłoniła usta ręką, kiedy ziewając, wyszła na dziedziniec. Podeszła do jednej z kamiennych ławek i usiadła, wbijając ręce w kieszenie zielonego płaszcza. Dla innych wychodzenie na dwór i siadanie na lodowatych ławkach było naprawdę głupim pomysłem. Na dodatek wtedy, kiedy potwornie chciało się spać. Jednak nie dla tej piętnastoletniej Ślizgonki. Zresztą dla wszystkich jej zachowanie było dziwne, więc co dziwnego mogła jeszcze zrobić? Chyba nic. Ach, była taka jedna rzecz... mogła zachowywać się normalnie.
Siedząc samotnie na dziedzińcu w taki mróz przez chwilę zastanowiła się, czy nie dołączyć do innych w Wielkiej Sali, gdzie było ciepło i przytulnie. Mimo to zaraz stwierdziła, że chodzenie tam nie największego sensu. Tylko hałas i dziecinne przepychanki... to zdecydowanie nie dla Elodie. Larousse zdecydowała się zadowolić tymi zimnymi ławeczkami i wszechobecnym chłodem. Miała tylko nadzieję, że zaraz przyjdzie ktoś tak samo dziwny jak ona i rozpocznie rozmowę.
- Fajnie by było - powiedziała do siebie na głos i wyjęła z kieszeni pudełko Fasolek Wszystkich Smaków. Wyciągnęła pomarańczową i od razu się skrzywiła. - Łuueee, marchewkowa!
Potrząsnęła lekko głową, jakby chciała pozbyć się obrzydliwego smaku z ust, po czym utkwiła wzrok w jednej z wież zamku.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 17 Lis - 20:03

Nawet pomimo błyszczącej odznaki prefekta, która od zaledwie kilku miesięcy dumnie prezentowała się na jej szacie, wciąż uparcie odmawiała spożywania posiłków w wyznaczonych ku temu porach. Zupełnie nie potrafiła zrozumieć mentalności Brytyjczyków, a tym bardziej przywyknąć do ich sposobu żywienia. Ciężkie śniadania, wczesne kolacje... jej żołądek buntował się już przed samym przebywaniem w Wielkiej Sali w tym czasie. Szkoda tylko, że w ostatnim czasie, jej obecność była tam niezbędna, bo kiedy, jeśli nie podczas posiłków można się najlepiej zaprezentować?
Czasami jednak chęć posiadania choć chwili świętego spokoju okazywała się silniejsza od torturowania się mdlącymi zapachami, wypełniającymi szkolną jadalnię i właśnie w takich momentach, starała się znaleźć od niej jak najdalej, wzbudzając tym samym zdrową ciekawość dotyczącą powodów jej nieobecności wśród braci uczniowskiej. A że dziedziniec transmutacji zazwyczaj świecił pustkami (czyżby miało to jakiś związek z nasuwającymi się niemiłymi skojarzeniami, dotyczącymi przedmiotu wykładanego przez profesor McGonagall?), to właśnie tu postanowiła przeczekać czas posiłku.
- Wiesz, że przyswajanie takiej ilości cukru o tej porze jest niezdrowe - zapytała, choć pytanie to o wiele bardziej przypominało stwierdzenie. - Nie na kolacji? - Z uśmiechem usiadła na ławeczce, tuż obok Elodie.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach