Ruchliwy korytarz

Go down

Ruchliwy korytarz

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 1:04

Korytarz, na którym przez dziewięćdziesiąt procent czasu jest pełno ludzi. Można pokusić się o stwierdzenie, że najbardziej ruchliwy ze wszystkich korytarzy w Hogwarcie. Dlaczego? Najpewniej z powodu jego położenia - hol, Wielka Sala, główne wyjście, plus tablica z ogłoszeniami.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Alex Grant on Pią 28 Maj - 0:49

Teraz nie było tu za wiele ludzi. Dlaczego? Bo było juz dobrze po ciszy nocnej i wszyscy leżeli grzecznie w łóżeczkach. No dobra nie wszyscy. Grant na przykład wyszedł sobie na nocny spacerek. Kot i tak nie dawał mu spać więc co za różnica czy leży na materacu czy łazi po zamku? Tylko punktów, ale na punkty miał totalnie wyjebane. Także przechadzał sie po zamku, a teraz postanowił wreszcie wrócić do dormitorium. Własnie w tym celu przechodził opustoszałym korytarzem. Ręce miał jak zwykle w kieszeniach, a w ustach papierosa. Totalnie wyjebane na wszystko.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Seth Carter on Pią 28 Maj - 1:09

A Seth znalazł się tu przypadkiem. W sumie, był pijany. Więc nie bardzo wiedział co tu robi i po co przylazł. I chuj, będzie miał dużo szczęścia jak wróci do dormitorium. A jak nie, to prześpi się w pokoju wspólnym. Picie było o tyle niefajne, że nie zawsze pijany wracał do swojego łóżka.
Mniejsza w to, od niedzieli pił nieprzerwanie, więc praktycznie nic do niego nie dochodziło. Tak dla rozluźnienia, bo niedługo przecież egzaminy. W swoim całym życiu może dwa razy zachował się poważnie, tak jak sytuacja nakazywała. Raz na testach w piątej klasie. Przyszedł na nie i w ogóle, a drugi raz na pogrzebie kota, który urządziła ciotka.
Szedł więc teraz korytarzem, dopóki nie natknął się na Granta. - A ty co? Spać nie możesz? - spytał w swym mniemaniu wyraźnie i stanął z rękoma w kieszeniach oczekując odpowiedzi.
avatar
Seth Carter
Dorosły

Liczba postów : 399
Czystość krwi : czysta.
Skąd : cambridge

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Alex Grant on Pią 28 Maj - 1:15

To że Carter był pijany to akurat żadna nowość tak szczerze. Dziwniejsze było to, ze na testy w piątej klasie przyszedł w miare w stanie normalnym. I na pogrzeb kota? A Białej nie lubił... Apropo tego futrzaka to w momencie kiedy Grant zauważył przyjaciela, kot rzucił mu się na plecy. Syknał cicho i ją złapał stawiając na podłodze. Ona oczywiście zamias spokojnie poczekać na niego zaczęła latać po korytarzu łapiąc niewidzialne stworzenia. Wywrócił oczami i spojrzał na pijaka. - Coś tak jakby. - odparł stając przodem do chłopaka. Dopalił spokojnie papierosa i wyrzucił go zagniatając butem. - A ty czemu pałętasz się po nocy? - zapytał jakby go to interesowało. Widzac jednak stan chłopaka nie sądził, że otrzyma jakieś konkretne informacje. Zawsze jednak można spróbować, prawda?
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Seth Carter on Pią 28 Maj - 1:21

Carter dostrzegł kota i uśmiechnął się złośliwie pod nosem - kici kici skurwysynieee - mruknął do siebie, bo kot z pewnością tego nie usłyszał. No chyba że był jakiś strasznie napakowany super mocami to wtedy, ale nie sądził żeby gryfońskie dziecko zrobiło coś takiego temu czemuś co było biale. Cholernie niepraktyczne swoją drogą, Seth tak doszedł do wniosku, jakby była czarna to by się wolniej brudziła. Albo wcale. Złapał kota i spojrzał na właściciela. - Ja? Chuj, drogi do łóżka szukam - mruknął zajęty trzymaniem wysoko kota. Swoje dwa metry i wyciągnięta ręka to było dość sporo. Był ciekaw czy kot spadnie na cztery łapy. Kiedyś nie spadł, ułomny. Ciekawe czy z tego wyrósl? Żeby to sprawdzić puścił kota i szybko go złapał gdy ten jeszcze był w amoku - Kurwa, ile on ma żyć jeszcze? - Spytał, zastanawiając się teraz co jeszcze można mu zrobić żeby w końcu zdechł. Pociągnął go za wąsa narażając się na drapnięcie po ręce.
avatar
Seth Carter
Dorosły

Liczba postów : 399
Czystość krwi : czysta.
Skąd : cambridge

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Alex Grant on Pią 28 Maj - 1:26

Widzac jak Carter się zbliża do zwierzaka ledwo stłumił westchnięcie. Znowu się zaczyna dręczenie kota? Cudownie. - Oddaj ją. - poprosił w miare grzecznie. Nie, kocica nie miała żadnych super uzdolnień. Póki co Grant starał się ją wyszkolić aby przynosiła mu fajki, jointy, wódkę i inne przydatne rzeczy typu skarpetki. Z marnym skutkiem niestety. - Droga do łóżka jest bardzo prosta. Idź za głosem serca. - powiedział rozbawiony zastanawiając się co mu odpierdala że rzuca takimi tekstami. Wolał się jednak za długo nad tym nie zastanawiać, tylko po prostu iść spać. To najlepsze wyjście w takich sytuacjach. - Ona? Długo, ma ledwo kilka miesięcy a ma dożyć nawet 12 lat. - oparł wyciągając rękę po kota. Oczywiście Białej się nie spodobało pociągnięcie za wąsy więc podrapała Cartera.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Seth Carter on Pią 28 Maj - 1:32

Głupi kot. Cholernie głupi. Za to drapnięcie wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie, po którym na ciele kocicy pojawiły się dwie czarne plamy. Zaklął pod nosem, drapiąc się różdżką po głowie. - Coś nie wyszło, miała być czarna - stwierdził zdumiony swoim nagłym odkryciem i skrzywil się bardziej. - Wygląda jak krowa - dodał jeszcze, dla bezpieczeństwa chowając różdżkę do tylnej kieszeni spodni. Chujowy ten kot. - Wujek Carter nauczy cię muczeć - Powiedział do kota i postawił ją na ziemi. No dobra opuścił. Rzucił czy coś, sprawdzając czy jednak na pewno nie umie spadać na cztery łapy. Nie umiała. Kucnął obok - Muuuu, zrób tak - rozkazał kotce dając jej wcześniej próbkę jak powinna to robić. - Chujoooowa - Mruknął widząc jak kot robi kilka kroków do tyłu. Znowu ją złapał. - Myślisz, że za głosem serca dojdę do swojego łóżka? - Spytał Granta, samemu się nad tym zastanawiając. Gdyby spytał o drogę do wódki, to odpowiedź kumpla bardziej byłaby na miejscu. A tak chuj, nie wiedział czy bardziej kocha Ognistą czy własne łóżko. - Dwanaście lat? Oj, wujek Carter nauczy cię żyć góra rok - powiedział do kota podnosząc ją wysoko i obserwując dokładnie. Krowa!
avatar
Seth Carter
Dorosły

Liczba postów : 399
Czystość krwi : czysta.
Skąd : cambridge

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Alex Grant on Pią 28 Maj - 1:38

Wywrócił oczami. To było jasne, że kocica się będzie bronić przed czymś takim. To tak jakby Cartera ktoś dla zabawy pociągnął za chuja. Dobra, moze nie dokładnie, ale pewnie podobnie. Musiało ją zaboleć więc nie ma co się dziwić. Kiedy wyciągnał różdżkę juz chciał chwycić za swoją. Na kocie jednak pojawiły się tylko czarne plamy. Pokręcił lekko głową. - Póki co próbuje ją nauczyć aby mi przynosiła fajki, jointy i inne tego typu rzeczy. Wujek Carter ze swoim muczeniem musi poczekać. - powiedział do chłopaka. On zabije ją jak tak dalej pójdzie. Nie za bardzo to się podobało Grantowi. Mimo wszystko polubił tego sierściucha i nie chciał aby Seth go zabijał. A po kolejnym upadku pewnie tak będzie. - Nie wiem... Najwyżej cie zaprowadze, albo po prostu pójdziesz za mną. - wzruszył ramionami i podszedł do niego. Patrzył chwile na kota a potem przeniósł wzrok na Cartera. - Skoro tak, to nie zrzucaj jej po raz kolejny. Nie przeżyje nawet pięciu minut. Oddaj już ją. - powiedział po raz kolejny prosząco. Spojrzał w góre na kota i pokręcił lekko głową. - Teraz powinna się wabić Krowa.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Seth Carter on Pią 28 Maj - 1:43

- Spoko, nie zabije jej dzisiaj - stwierdził, bez zamiaru oddawania kotki. wyciągnął jednak różdżkę i rzucił zaklęcie po którym kotka lewitować zaczęła. Nudziło mu się, no i byl pijany. To niefajna mieszanka.
Zaczął zataczać kółka różdżką a kot robił to samo. Jednak po piątym kole, Carter poczuł że i to go nuży więc po prostu puścił różdżkę w dół, a kot znowu zaliczył glebę. Nie zabije jej teraz, zrobi to jak Grant nie będzie widział. Żeby nie płakał. W końcu czego oczy nie widzą to sercu nie żal, czy jakos tak. E tam, nieważne. Kot był chujowy, ale ile można czerpać frajdę z rzucania nim o podłogę? Musi znaleźć sobie inne zajęcie. Odpalił fajkę. - Chuj, idziemy do dormitorium tędy? - Spytał gdy już odpalił papierosa i rozejrzał się po korytarzu. To na serio była droga do domu? W sensie łożka?
avatar
Seth Carter
Dorosły

Liczba postów : 399
Czystość krwi : czysta.
Skąd : cambridge

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Alex Grant on Pią 28 Maj - 1:48

Widząc jak kot zalicza kolejną glebę skrzywił się lekko. Oczywiście za każdym razem kotka miauczała żałośnie. Własnie tego nie mógł znieść Grant. Nienawidził kiedy zwierzaki takie dźwięki wydają, bo wiedział, że wtedy coś jest nie tak. Wziął biało-czarnego kota na rece i pogłaskał uspokajająco. Poza tym nawet jak zabije ją jak on nie będzie widział, nie trudno będzie się domyslić co się z kotem stało. Albo Carter albo Ollie, chociaż bardziej prawdopodobny byłby ten pierwszy. - Idziemy tam w dół. - wskazał mu drogę. Czasem miał wrażenie, ze Carter kiedy jest pijany schodzi do poziomu dziecka któremu trzeba wszystko tłumaczyć. A jeszcze dziwniejsze było to że Leks lubił jak tamten był w takim stanie. Zabawnie wtedy było.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Seth Carter on Pią 28 Maj - 1:54

Czy zabawnie to jeszcze zależy dla kogo. W ogóle, Carter doszedł do wniosku, w tym swoim pijanym światku poczynił zdumiewające odkrycia że tak na serio to Grant jest mientki tak, na serio mientki, już nawet nie miękki. Użalał się nad tym kotem i dbał żeby żył i w ogóle. Jak jakaś baba. Albo jakby to dziecko co najmniej było. I to odkrycie zaskoczyło Cartera, który nawet zachowując się jak dziecko - w domyśle Granta oczywiście, bo Seth całe życie myśli że jest dorosły - nie dba tak o nic.
Nieważne. Spać! Pijaństwo to dobra sprawa, ale zawsze po tej pierwszej fazie upojenia, przychodzi druga, która jest mniej fajna bo się wtedy zamula. - To idziemy pachole z krową. Ej, ona potrzebuje takiego dzwonka. Żeby robić dzyń dzyń jak będzie chodzić! i łańcucha. I trawy... Oliver ma trawę - stwierdził w zamyśleniu mając w głowie plan doskonały.
avatar
Seth Carter
Dorosły

Liczba postów : 399
Czystość krwi : czysta.
Skąd : cambridge

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Ariel de Marmaid on Pią 6 Lip - 15:41

Hogwart. Miejsce każdego dnia inne, każdego dnia zaskakujące w inny sposób. Wszyscy, którzy zostali dopuszczeni do zaszczytu studiowania tu, powinni czuć się nad wyraz szczęśliwi. Już mugole uważali swój świat za piękny, co by było gdyby otworzyć przed nimi wrota malowniczych ogrodów i zwierząt jak ze snu? Zapewne wielu by to zachwyciło, wielu przeraziło, a jeszcze inną grupę skusiło do podjęcia czynów mających na celu zniszczenie tego kruchego świata. Z tegoż powodu dostęp do poznania tajemnicy mają nieliczni. Nie każdy, rzecz jasna, z tego korzystał, jak na przykład Ślizgoni, ale wszędzie zdarzały się osoby odstające od reszty. Długowłosy rudzielec, pozbył się jednak takich myśli i lekkim krokiem ruszył się ku sali wejściowej. Była w wyśmienitym humorze, ponieważ kilkanaście godzin temu pożegnała swa kochaną rodzinkę i była wolna na następne miesiące. Każdy powrót do tego miejsca był przez nią niezmiernie wyczekiwany, niemal z zapartym tchem odliczała kolejne dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Nie ma co się temu dziwić. Czuła, że tak naprawdę to tu był jej dom. Bo niby tamtą willę z ludźmi bez serca można tak nazwać? No, nie bardzo. Oni cieszyli się, iż się jej pozbywają i vice versa. Oglądanie codziennie niezadowolonej twarzy ciotki Lucy albo słuchanie ciągłych przechwałek Rachel na pewno nie należały do zajęć przyjemnych. Tu mogła się choć trochę otworzyć. Uchylić chociażby odrobinę mosiężne drzwi swego serca i zatopić się w przyjemnym uczuciu zrozumienia. Owszem, nie miała wielu przyjaciół, ale ci, którzy byli w jej sercu odznaczali się wielką wartością. Nie oddałaby ich bez walki, jak na prawdziwą Gryfonkę przystało. Na jej usta wpłynął łagodny uśmiech rozbawienia. Przypomniała sobie swój pierwszy dzień, jak to bała się że przyznają ją do Slytherinu przez jej okropne, dziecinne zachowanie. Potem nie była zadowolona z wyboru tiary, bo wolała należeć do tych najmądrzejszych. Jednakże już po kilku miesiącach rozbudziło się w niej uczucie dumy. Należała do najlepszego ze wszystkich domów, nawet jeśli czasami irytowały ją czyjeś głupie żarty. Sama nie jeden raz musiała powstrzymać się by nie zrobić komuś małego psikusa, musiała być więc tolerancyjna w stosunku do innych. Ach, życie w Hogwarcie było wszystkim co miała i wszystkim, co pragnęła mieć. Na zawsze żyć tą sielanką, poznawać magię coraz lepiej, w końcu pokazać wszystkim, że ona mimo swego pochodzenia może wybić się do czołówki. Nie myślała nigdy o potrzebach przyziemniejszych jak założenie rodziny, czy chociażby posiadanie chłopaka. Nie miała zamiaru niczego pospieszać, poza tym sądziła że została stworzona na osobę bez miłości, taki los. Jej rodzice zginęli dawno, a od nikogo innego nie miała szansy otrzymać tego uczucia. Przyzwyczaiła się do tego. Gorzej by było, gdyby poznała smak ciepła rodzinnego, a potem jej go odebrano. Tak to mogła przynajmniej trwać w nieświadomości, jak to jest potrzebne i... wspaniałe. W ten sposób smutek sprawiała jej tylko jedna myśl — jest to jej przedostatni rok w tym miejscu. Później nie wróci już tu, nie spotka się z nowymi zabawnymi osobami, nie podręczy noworocznych, nie zazna smaku rywalizacji o puchar domów. Jeśli dobrze jej pójdzie to zwiąże się z magią, ale to nie to samo, co atmosfera tutaj. Cóż, musiała przyznać sama przed sobą, iż będzie tęskniła za wszystkim. Definitywnie.
Odgoniła od siebie przyszłą wizję, dziś był jej pierwszy dzień i chciała się nim nacieszyć! Zatrzymała się przed schodami do szkoły, by przymrużyć oczy i spojrzeć za siebie. Obrzuciła spojrzeniem dziedziniec, gdzie pełno było uczniów z różnych klas, acz nikogo znajomego nie ujrzała. Trudno, trzeba będzie do nich posłać sowy. Obróciła się z powrotem, gwizdnęła na bagaże, które dzięki jakiejś magicznej sile same za nią wędrowały, po czym ruszyła do przodu. Wchodząc, rozpięła lekko narzucony płaszczyk i odrzuciła łagodnie falujące włosy do tyłu. Ukazała rządek równych ząbków, na widok dobrze sobie znanej sali wejściowej.
Witaj znów, Hogwarcie! — odezwała się do siebie cicho, głosem niemal pieszczotliwym.
Przeszła kawałek, zatrzymując się przy jednym z obrazów by lekko skinąć duchowi na przywitanie. Chociaż była tu już kilkakrotnie i spędziła wiele czasu na odkrywaniu tajemnych przejść, dalej nie mogła zdobyć się na to, by zignorować postacie magiczne. Miała wrażenie, że jakby to zrobiła, to jej pobyt tutaj okazałby się być zwykłym snem. Obudziłaby się w swym przykrym świecie bez mocy, bez przyjaciół, bez wszystkiego co ważne. Dlatego z szacunkiem traktowała wszystko, co dotyczyło czarodziejskiego świata. No, może oprócz Irytka, acz na szczęście jak do tej pory go nie widziała.
Przekrzywiła lekko głowę, wodząc wzrokiem za postaciami niewidzianymi dawno. I za tymi, których widziała pierwszy raz. Ciepło pochodni, którą miała po lewej stronie, dodawało jej otuchy, ale nie chciała jeszcze zmierzać ku wieży. Może przypadkiem natrafi na kogoś interesującego? Albo chociaż znajomego, no.
avatar
Ariel de Marmaid
Uczeń

Liczba postów : 4
Czystość krwi : 1/4 czystości.
Skąd : Omagh, Hrabstwo Tyrone, Północna Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Jason Castlereage on Pią 6 Lip - 16:00

Całkiem ciepły, marcowy wieczór. Jason lubił ciepłe, marcowe wieczory. Zresztą, czego on nie lubił? Jako wieczny optymista, romantyk i chłopak, który twardo stąpa po ziemi, cieszył się chyba z wszystkich rzeczy, jakimi obdarzał go los. Teraz wracał z kolacji w Wielkiej Sali, uśmiechając się od ucha do ucha. Dla niego dzień się jeszcze nie skończył. To zawsze w nocy działo się najwięcej ciekawych, interesujących i niezwykłych rzeczy. Nielegalne spotkania w klasach, tajemnicze schadzki zakochanych Gryfonów i Ślizgonów, ciche sprzeczki Puchonów i Krukonów. Jason był dobrym obserwatorem i widział o wiele więcej, niż ta szara masa uczniów, krążąca w kółko po ruchliwym korytarzu. Jedno mu się rzuciło w oczy i wcale szare nie było - ruda czuprynka wysokiego dziewczątka stojącego na końcu korytarza, rozglądająca się bystrym wzrokiem we wszystkie strony. Znał ją. Często widywał ją w wieży, gdy późnym wieczorem siedziała przy kominku i drobną rączką ubezpieczoną w pióro zamaszyście pisała po jasnym pergaminie, jakby w ogóle nie zauważała świata obok siebie. Uśmiechnął się. Po raz pierwszy w historii Hogwartu w ruchliwym korytarzu znajdowały się jedynie dwie osoby. Jason podszedł do niej i oparł się o ścianę tuż za nią.
- A ty czemu nie w wieży? - spytał, krzyżując ręce na piersiach. Była do niego odwrócona tyłem, ale mimo tego, doskonale rozpoznawał jej sylwetkę. Ariel. Oczy i uszy tej szkoły w końcu przecięły drogę słodkiej bestyjki, mającej zaszczyt przebywać w szeregach niebieskich. - Ariel, tak?
Wolał się upewnić. Mimo wszystko, zagadał ją pierwszy raz w życiu. Na szczęście nie brakowało mu pewności siebie.
avatar
Jason Castlereage
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Bristol

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Angel Rackharrow on Wto 18 Wrz - 20:03

Wszystko ostatnio układało się nie tak, jak powinno. Nauka szła Angelowi fatalnie, nie dogadywał się z członkami drużyny, co przekładało się na ich wyniki meczowe, w dodatku podobno w domu też nie układało się najlepiej, o czym ojciec musiał go uświadamiać. Jakby brakowało mu jego własnych problemów. Miał nadzieję, że przynajmniej w Hogwarcie będzie mógł trzymać dystans od domowych spraw, niesnasek i innych, przykrych rzeczy. Jakby na dokładkę, ostatnie spotkanie z Haerowen rozbudziło w nim na nowo poczucie winy względem Gillian. Gdyby tylko mógł, gdyby potrafił, rzuciłby to wszystko w cholerę i przestał się przejmować, ktoś jednak chciał, by jego sumienie nie mogło zaznać odrobiny spokoju. I choć Rackharrow zdawał sobie sprawę, że wina niemal wcale nie leżała po jego stronie, do tej pory nie może pozbyć się wrażenia, iż mógł zrobić coś więcej, a przynajmniej zakończyć tą znajomość z twarzą nie odsuwając się w cień, nie uciekając jak tchórz.
Ściskając w ręku miotłę i zostawiając na posadzce błotniste ślady, zapomniał o odłożeniu sprzętu do quidditcha na miejsce. Szedł sprężystym krokiem w stronę Wielkiej Sali, w które kolacja powoli dobiegała końca. Zorientował się o swoim gapiostwie w momencie, gdy minęła go spora grupka Krukonów wracająca już z kolacji. Przystanął, opierając się głową o chłodny mur. Kiedyś te wszystkie troski go zabiją, tego był pewny w stu procentach, zaś jedynym lekarstwem byłoby chyba tylko usunięcie duszy lub wzięcie kilku porządnych lekcji totalnego olewatorstwa na wszystko od kogoś, kto jest w tym prawdziwym mistrzem. Problem stanowił fakt, że Anioł nie potrafił być dupkiem, jak niektórzy, tym samym rujnując stereotyp prawdziwego Ślizgona.
avatar
Angel Rackharrow
Dorosły

Liczba postów : 59
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Wto 18 Wrz - 21:50

Nie tak, jak powinno? Całe życie Dwerryhouse'a było nie tak, jak powinno. Począwszy od narodzin w tej przebrzydłej familii po całe katastrofy rodzinne. Niesnaski wśród krewnych Anioła były niczym w porównaniu z problemami, z jakimi zmagał się Phoenix i jego najbliżsi. Pozornie najbliżsi, więzy krwi do czegoś zobowiązują. Do szacunku, miłości. W większości i tak sra na wszystkich, jedynie Daytonowi i Alaine oddaje tyle, ile winien jest za to, co dla niego zrobili. Ot, list na kilka miesięcy z wiadomością, że jeszcze żyje, z podkreślonym słowem "jeszcze" (większość tych listów składała się z owych dwóch słów i ewentualnego podpisu, choć i bez niego zorientowaliby się, kto jest nadawcą - ma bardzo charakterystyczne pismo).
A mimo tych wszystkich smutków i żali, w jego życiu ostatnio wydarzyło się coś nader pięknego! Otrzymał zawiadomienie z Azkabanu, że jego ojciec ledwo dogorewa i możliwe są ostatnie odwiedziny. Papier naznaczony pieczęcią poznał ciepło płomieni ogniska. Patrzył zachłannie, jak zamienia się w popiół i cieszył się, że nic się z niego nie odrodzi. Dla Griffina nie było ratunku, on nie był feniksem. Czy w ogóle ktoś się nim przejął? Nie, został skreślony. Nie był ważny, dopóścił sie zbrodni niewybaczalnej, która zaważyła na przyszłości jego dzieci. I na psychice Phoenixa. Gdyby juz miał go odwiedzić, najpewniej zabiłby go na miejscu. Ewentualnie patrzył, jak zwija się w mękach i umiera powoli, powolutku. Widziałby ulatujące z niego kawałki duszy. Jak bardzo by chciał...
Kolację w Wielkiej Sali spędził, jak zwykle, samotnie. Leniwie poruszał szczęką, obserując wszystkich naokoło. Aż w końcu zmęczył go tłum i gwar, więc postanowił wyjść, lecz los się na niego uwziął i wszyscy najgłośniejsi Krukoni pociągnęli go ze sobą. Hałas go ogarnął, przyćmił na chwilę umysł, przytępił koncentrację. Nie wiedział jak znalazł się obok Rackharrowa, nie mniej jednak wiedział, że stracił kontrolę.
Nie był też jednak człowiekiem niekulturalnym. Odezwać się wypada, szczególnie do kapitana, co by przypadkiem nie wyjebał z drużyny.
- Dopiero po treningu? - rzucił, zerkajac z góry.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Ruchliwy korytarz

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach