Sala numer jedenaście

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 28 Lut - 20:59

Nawet jeśli nie chciał się takiego zadania podjąć, to niestety nie miał innego wyboru, bowiem Rose już podświadomie wybrała sobie właśnie jego na pomocnika. Ale lepiej, że jak na razie ani jedno ani drugie nie zdaje sobie sprawy z tego, iż ich dosyć płytka jak na razie znajomość prędzej czy później nabierze głębi.
I po raz drugi chyba powtórzę, Roselyn nie potrzebowała pocieszania, pocieszanie czy litowanie się to były uczucia, których w życiu by nie zaakceptowała w stosunku do swojej osoby. Potrzebowała wsparcia, kogoś, kto nie pozwoli jej zawrócić w połowie drogi, a Joel idealnie się do tej roli nadawał. I nawet nie musiał mówić, sam jego wzrok zmuszał Ślizgonkę do posuwania się na przód i zakazywał cofać się w tył.
Joelowi niestety nie dane było skrywać swojego problemu, ale poradził sobie z nim o wiele lepiej niż to zrobiła Rose. Zaakceptował swoją ułomność i znalazł sposób na zwalczanie jej - quidditch. Na boisku mógł się wyładować, dzięki czemu raz, że był dobrym graczem, a dwa, nikt poza boiskiem raczej nie ucierpiał z jego winy. Nie było sensu obchodzić się z nim jak ze zgniłym jajkiem, zapewne tego by sobie nie życzył. Nieco postrzeleni ludzie nie lubili, gdy traktowało się ich jak innych, a tak niestety postępowała większość społeczeństwa. Być może dlatego też zaakceptował i polubił panienkę Hepburn, ponieważ traktowała go całkowicie normalnie, nawet czasem przy tym ryzykując, gdy zbytnio się zapędzała w drażnienie chłopaka.
Kochanka, uwielbiam to określenie. Nie było aż tak idiotyczny jak dziewczyna i tak słabe jak koleżanka. Tak, Rosie mogła być uznana za kochankę Joela i absolutnie by jej to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że warto było zyskać taki przydomek dla kolejnych podobnych chwil.
Pozwolił jej mówić, ale co miała mówić? Rosie brakowało słów. Poza tym bała się, że powie coś nie tak, tym samym burząc atmosferę, jaka obecnie unosiła się wokół nich. Unosząc się do pozycji siedzącej, wtuliła się w wciąż rozgrzane ciało Joela, wargami muskając jego ramię. W końcu zebrała się w sobie i ponownie spojrzała Krukonowi w oczy mówiąc:
- Dziękuję.
Czy dziękowała za niesamowity seks, za jego obecność czy po prostu za ogół, to już pozostawiam do pańskiej interpretacji.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Nie 28 Lut - 21:14

Raczej niewiele jest takich osób, które już na początku znajomości stwierdzając, w którym kierunku będzie ona zdążać. Czasami jest to nazbyt oczywiste, a w innym wypadku określenie kierunku zajmuje trochę czasu. Sprawa Roselyn i Joela była jeszcze bardziej skomplikowana. Chyba sami nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Ślizgonka oczywiście z początku pragnęła zemsty, jednak zapominała o tym coraz częściej. W przypadku Edwardsa zaczęło się od zwykłej ciekawości. Niewiele dziewczyn było w stanie zaintrygować go tak, jak brunetka. I proszę. Nie więcej jak po 3 spotkaniach zostali kochankami. Czy ktoś był to w stanie przewidzieć? Chyba tylko pewna 2 narratorów.
Pocieszenie to była za mocne słowo w definicji Hamleta. On nie miał zamiaru nad nikim się litować. Nad nim samym też nikt się nie zlitował. Wsparcie bardziej mu odpowiadało. W tym nie był taki najgorszy. Na boisku reszta drużyny zawsze mogła na niego liczyć. Był w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Szatyn miał tylko nadzieję, że to działa również poza boiskiem. Na razie nie wyglądało na to, aby Roselyn wsparcia potrzebowała, więc zostawmy to na inny raz.
Przygarnął ją do siebie, znajdując odpowiedź na każdy czuły gest. Pytanie dziewczyny nie dawało mu jednak spokoju. Mimo wszystko odczuł pewną satysfakcję słysząc podziękowanie. Własną wdzięczność wyraził drobnym pocałunkiem. Zaraz potem schylił się, zbierając z podłogi ubrania. Część podał Roselyn, resztę wciągnął na siebie.
- Bal się skończył. Powinniśmy wracać - oznajmił zapinając klamrę paska.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 28 Lut - 21:25

Dwójka narratorów o spaczonych umysłach i preferencjach, ale nie o nich mówimy, więc lepiej ten temat porzucić.
Wsparcie poza boiskiem działało mniej więcej na zasadzie tego na boisku, więc Joel nie będzie miał specjalnych trudności w wykonywaniu powierzonego mu zadania, ale faktycznie mamy jeszcze do tego momentu trochę czasu i najlepiej będzie porzucić rozważania na ten temat. W końcu i tak nic lepszego nie wymyślimy niż to, co wyniknie samo z siebie, prawda?
Prawdę powiedziawszy opuszczanie sali i ramion Joela było ostatnią rzeczą na jaką Roselyn miała ochotę, ale chłopak nie pozostawił jej wyboru. Z niechęcią sięgnęła po swoją bieliznę i sukienkę i ubrała się, celowo nie zakładając biustonosza, który to po chwili wylądował w joelowej dłoni.
- A to zostawię Ci na pamiątkę. - zamruczała kokieteryjnie, składając krótki pocałunek na szyi krukona. No, właściwie to był nie tylko pocałunek, bowiem dziewczę zostawiło w ten sposób dosyć wyraźny ślad na skórze Edwardsa. - Dobranoc kotku, do zobaczenia niedługo. - dodała jeszcze, poprawiając zmierzwioną fryzurę i odchodząc w kierunku drzwi. Przez ramię jeszcze rzuciła przeciągłe i jakże uwodzicielskie spojrzenie w kierunku kochanka, tak jak to robią piękne panie na czarno-białych filmach, po czym opuściła pomieszczenie, zostawiając Joela samego. W końcu niestosowne było by wychodzili razem, ktoś jeszcze mógłby ich zobaczyć i stałoby się oczywiste, co też robili sami w sali.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Pon 1 Mar - 19:35

Niestety, magiczna noc powoli dobiegała końca, podobnie jak Walentynkowy Bal. Dalsze pozostawanie w opuszczonej klasie znajdującej się w pobliżu Wielkiej Sali nie byłoby zbyt rozsądne. Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że panienka Hepburn pełniła dość ważną rolę w popularnym konkursie na przebranie. Dziwne, że jeszcze nie zaczęto jej szukać. Dobrze, że jeszcze nie zaczęto jej szukać lub robiono to na tyle nieumiejętnie, że Joel i Ślizgonka mieli dla siebie sporo czasu. Ten jednak musiał się kiedyś skończyć, ale przynajmniej wykorzystali go umiejętnie. Podobna okazja mogła się niezbyt szybko powtórzyć.
Na szczęście parka niezbyt przejmowała się przyszłością. Ich zniknięcie z potańcówki nie mogło pozostać niezauważone. Sama Roselyn wzbudziła wystarczająco wiele sensacji. To wystarczy na podłoże dla tysiąca plotek, które tylko zaostrzy fakt, iż Hamlet wybiegł za dziewczyną. Możemy być jednak pewni, że będą one z pewnością mniej bezpodstawne, niż większość uczniów Hogwartu mogła przypuszczać.
- Dobranoc - powtórzył za brunetką Joel odprowadzając ją wzrokiem do drzwi. Kiedy na korytarzu rozległ się stukot szpilek Ślizgonki, chłopak zważył w dłoni fikuśny biustonosz. Nie był pewien, co powinien z nim zrobić. Słyszał co nieco o bieliźnianych trofeach, jednak sam nigdy nie planował założyć takiej kolekcji. W tym wypadku był zmuszony upchnąć stanik do kieszeni kurtki i czym prędzej pogrzebać go na dnie kufra. Odczekał znaczącą chwilę, po czym sam wymknął się z sali.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Czw 15 Gru - 11:41

Jako że chłopak potrzebował chwili spokoju po naborze nowych do drużyny, a nauka goniła niemiłosiernie przed świętami postanowił odwiedzić nieużywaną salę numer jedenaście. Ubrany był tak jak zwykle w zwykłą szkolną szatę, w związku z tym, że pogoda nie raczyła dzisiaj pozwalać na długie i monotonne spacery a chłód Grudnia dawał o sobie znaki.
Sala jak zwykle była pusta. Położył więc swoje książki na jednej z ławek samemu siadając tak żeby było mu wygodnie opierając się o ścianę. Jak zwykle ostatni krok w zabraniu się za naukę był najtrudniejszy. Po głowie chodziły mu myśli o tym jak niedługo będzie musiał gonić za zniczem w całkiem przebudowanym składzie widząc nowego szukającego Puchonów. Miał tylko nadzieję że w tym roku uda im się wywalczyć to co naturalnie im się należy czyli puchar domów.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Czw 15 Gru - 21:07

A wszyscy tylko o tym Quidditchu, pfe! Nawet jej brat postanowił sprzymierzyć się przeciwko niej i od kilku dni zamęczał ją szczegółami dotyczącymi rozpoczynającego się sezonu. Mini zupełnie nie potrafiła zrozumieć, co ludzie widzieli w tym sporcie - mnóstwo zamieszania wokół grupki ludzi, latających w kółko za piłkami, których ona nawet nie rozróżniała. Oczywiście, jej niechęć nie miała nic wspólnego z tym, że przez całą swoją karierę w Hogwarcie nie nauczyła się latać - pierwsza lekcja latania okazała się na tyle traumatycznym przeżyciem, że na kolejnych już się nie pojawiła.
Jednakże to nie bezsensowny sport sprowadził ją w okolice parteru. Joanne, na chwilę obecną, odnalazła swoje powołanie w rozlicznych protestach w imię słusznych spraw (nie do końca wiedziała jeszcze, jaka powinna być jej hierarchia, ale pracowała nad tym) i planowała przyłączenie się do jednej z pikiet. Przeciwko dyskryminacji czarodziejów i czarownic pochodzenia mugolskiego, bo to z całą pewnością była właśnie słuszna sprawa. Zwłaszcza, w obliczu całego zamieszania związanego z szowinistyczną publikacją tego profesora, którego nazwiska nawet nie pamiętała. I tym właśnie sposobem, z naręczem pustych brystoli, milionami flamastrów i innych przyrządów malarsko-kreślarskich pojawiła się w sali numer jedenaście, w której teoretycznie miała być sama.
Ale niestety, nie można mieć wszystkiego.
- Przeszkadzam? - zapytała, rozkładając swoje rzeczy na jednej z ławek.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Sob 17 Gru - 11:28

Może dlatego, że dla niektórych osób w szczególności interesujących się sportem było to jedyne ciekawe zajęcie w szkole, a przede wszystkim oderwanie się od monotonni i codzienności z nauką na czele. Nie każdemu rzecz jasna musi się to wydawać fascynujące czy chociażby ciekawe, takich ludzi Andre mimo tego że był kapitanem Gryfonów szanował, ale nie lubił wdawać się w dyskusje na temat tego sportu z jego sceptykami zwłaszcza, że nikt nie miał prawa komentować jego gustu i tego co lubił, a czego nie lubił robić.
To chyba byłoby zbyt piękne, gdyby tak wszystko szło po naszej myśli i znalazłoby się gdzieś miejsce pełne ciszy i spokoju, szczególnie w murach Hogwartu?
-Nie- Odpowiedział Gryfon patrząc na dziewczynę której imienia ani nazwiska nie kojarzył z zajęć czy domu. Jedyne co mógł o niej powiedzieć to że jest młodsza jako że na zajęcia z nim nie uczęszczała. -Znamy się?- Zapytał uśmiechając się kącikiem ust do dziewczyny.
Fakt, że ta klasa była dziwnym miejscem na spotkanie i rozmowy zupełnie mu nie przeszkadzał, tak samo jak to że dziewczyna była mu nieznajoma. Nie czuł się skrępowany, czy też zawstydzony.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Wto 20 Gru - 2:48


Oj, bez przesady! To prawie, jak stwierdzenie, że świat magiczny nie ma w sobie nic ciekawego, poza nauką i lataniem na miotle. A co z magicznymi szachami, grą w gargulki czy eksplodującego durnia? Ówczesna młodzież za interesującą uważa jedynie grę w Quidditcha, inne zajęcia traktując po macoszemu. To przykre, że na palcach można policzyć jednostki, które potrafią dobrze bawić się w sposób nieszablonowy i nie zakrapiany alkoholem czy miliardem papierosów. Byli młodzi, nie powinni się niczym martwić!
- To dobrze - odpowiedziała, siadając na zydelku i układając swoje przybory, nawet nie spoglądając na Gryfona. Zdążyła już przywyknąć do tego, że gdzie by nie poszła, zawsze jest młodsza. Najmłodsza z trojaczków najwyraźniej musiała się już pogodzić ze swoim losem. - Tak, spotkaliśmy się pewnego razu we śnie - odparła wesoło, choć z delikatnym przekąsem. - To niewiarygodne, że ostatnimi czasy ludzie zaczynają rozmowę tylko w ten sposób. Nagle to, że nie chodzi się po całej szkole i nie przedstawia się każdej napotkanej osobie stało się uznawane za dziwne, możesz to sobie wyobrazić? Chyba... że nie planowałeś zacząć w ten sposób rozmowy, tylko... nie wiem, coś... wtedy... kurcze, jak zwykle zbyt dużo mówię! - prychnęła, rumieniąc się nieznacznie i zdecydowanie zbyt szybko powróciła do swojej pracy. Panna z mokrą głową w całej swojej krasie!
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Sro 21 Gru - 15:54

Jest w tym trochę racji, ale to Quidditch jest najpopularniejszym sportem i o tym też nie wolno zapominać, inne gry mają swoje pozytywy, ale w popularności nie dorównują miotlarskiej grze. Jednym jest bawienie się z alkoholem itp a zupełnie czym innym wspomniany wcześniej sport. Przecież obie te rzeczy nie mają nic do siebie? Tym bardziej że każdy porządny sportowiec wie że lepsze wyniki otrzymuje się nie spożywając odurzających substancji.
-We śnie spotykam zazwyczaj rzeczy których spotkać bym nie chciał, ale Ciebie nie pamiętam zbyt dobrze.- Po jej... długiej wypowiedzi najpierw się lekko roześmiał pod nosem kręcąc głową po czym odpowiedział. -Właściwie to zamierzał się upewnić czy nie zamieniliśmy niegdyś kilku zdań. Byłoby to niemiłe gdybym nie przywitał się z Tobą po wcześniejszej rozmowie. Poza tym nie planowałem z Tobą rozmowy tym bardziej, że widzę, że jesteś zajęta. Jakbyś chciała pogadac sama byś ją zaczęła...- Powiedział wzruszając ramionami i zagłębiając się w lekturę książki którą zabrał ze sobą.
Nie przejmował się obecnością dziewczyny tym bardziej, że faktycznie oboje byli czymś zajęci skoro tutaj przyszli, nie chciał jej przeszkadzać i jego zdaniem skoro delikatnie mu dała do zrozumienia o braku chęci konwersacji, on nie będzie się narzucał.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Sob 24 Gru - 13:21

I trzeba się zastanowić dlaczego. Czy rzeczywiście Quidditch był pasjonujący i wszystkich interesowała banda osiłków, latających za piłką po boisku, czy też w dobrym guście było znać się na tym magicznym sporcie, więc wypadało uchodzić za fana i siedzieć na trybunach. Zapewne ziarnko prawdy znajduje się i w jednym i w drugim.
- W takim razie, to nie sny tylko koszmary. Sny powinny być na tyle przyjemne, żeby nie chciało się z nich budzić, a jeśli napotykasz w nich nielubiane osoby to raczej pragniesz wyrwać się z nich jak najszybciej - zauważyła delikatnie, pochylając się nad rozłożonym na ławce brystolem i zastanawiając się, co tak właściwie powinna na nim napisać. Nie miała doświadczenia w protestach, ale przecież kiedyś musiał być ten pierwszy raz! - Niekoniecznie. Mogłabym być personą na tyle nieśmiałą, że nigdy nie zaczęłabym rozmowy jako pierwsza, a ty musiałbyś mnie ciągnąć za język, bym odpowiedziała inaczej, niż monosylabami. Najprawdopodobniej szybko byś się znudził i na tym zakończyłaby się nasza znajomość - od razu wyskoczyła z kontrofensywą. Wcale nie dała mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na konwersację! Była po prostu sobą, a ludzie wykazywali dziwną skłonność do złego interpretowania jej słów i zachowania. W gruncie rzeczy, to dość przykre, bo z reguły wkładali ją do złej szufladki, z której potem nie potrafi wyjść.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Sob 24 Gru - 14:03

Może dlatego że to nie typowa banda osiłków? To że ktoś jest wysportowany to jedno, natomiast zręczność i zwinność wymagana w wielu sytuacjach w grze również gra rolę, nie tylko brutalna siła. Chyba nikt kto nie lubi Quidditcha na siłę nie idzie kibicować. Przecież dopingowanie swojej drużyny ma sprawiać przyjemność.
-Powiedziałem zazwyczaj, nie zawsze- Odpowiedział jej z uśmiechem na twarzy puszczając oczko. Jego o zdanie również nie miała co pytać, on nigdy nie brał się za tego typu akcje. -O to na pewno bym Cię nie posądził. Mówisz o wiele więcej niż ja i póki co wygląda na to jakbyś Ty ciągnęła mnie za język. Skąd wiesz co jest dla mnie nudne, a co stanowi ciekawe zjawiska?- Powiedział uśmiechając się delikatnie przyglądając się rozłożonym na jej ławce brystolom.
On bynajmniej tak odebrał jej przekaz. Może nie to chciała mu da do zrozumienia, ale cóż... Tak wyszło. Andre nie należał do osób szufladkujących inne osoby przy pierwszym kontakcie. W końcu opakowanie nie jest świadectwem produktu prawda? Poza tym największą przyjemność sprawia poznawanie innej osoby, tego jaka jest i co lubi. Później można decydować czy warto utrzymywać z nią kontakt czy też jest to niewskazane.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Sob 24 Gru - 14:34

Zdanie Andre w tym wypadku było bardzo subiektywne, gdyż był graczem. Zdanie Wilhelminy również, bo dziewczę szczerze nie znosiło tej gry. Pytanie brzmi, czy w takim wypadku obiektywna ocena jest możliwa? Również kwestia kibicowania może być sporna. Bo czy Jude nie ciągnął jej (i Janet przy okazji) na siłę na trybuny, zmuszając do obserwowania gry i dźgając w bok, gdy odmawiały zagrzewania do walki? Aż ciężko pomyśleć, że byli trojaczkami, bo czasami dzieliło ich niebo i ziemia!
- Unikasz generalizowania? - zapytała, chwytając marker i zaczynając wypisywać jedno z haseł, które właśnie wpadło jej do głowy. Kto wie, może spełni się w roli buntowniczki? Kupi sobie glany, zacznie ubierać się alternatywnie i propagować anarchię. - Pozwalam sobie zgadywać - odpowiedziała zupełnie szczerze, po raz kolejny nie przejmując się wydźwiękiem swoich słów. - A ty skąd możesz wiedzieć, że w głębi duszy nie jestem bezradną, nieśmiałą istotka, która jedynie zasłania się potokiem słów? Ha, i widzisz? Nigdy nie możesz być niczego pewnym!
Poznawanie też można podzielić na różne kategorie. Są tacy, którzy wymagają, aby wyłożyć im wszystko przy pierwszym pytaniu i wiercą dziurę w brzuchu zadając coraz bardziej wścibskie pytania, a są tacy, którzy wolą, gdy to przychodzi stopniowo, przy okazji, bez zbędnego pośpiechu.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Sob 24 Gru - 14:54

Oczywiście każde z nich miało mieć swoje własne zdanie i nie zapowiadało się żeby zmienić już wyrobione na konkretny temat, zatem po co zadawać sobie trud przekonywania się nawzajem skoro i tak nie ma to najmniejszego sensu? Kulturalna i miła dyskusja na jakiś temat oczywiście zawsze jest pozytywna, ale dążenie do niemożliwego to nie chyba nie jest dobry cel w życiu, nieprawdaż? Siostra Andre tak samo jak Joanne nie przepadała za tym sportem, mimo tego że jej brat był kapitanem rzadko pojawiała się na meczach o ile w ogóle na nie przychodziła robiła to raczej żeby zrobić przyjemność bratu, a na trybunach przebywała zazwyczaj maksymalnie pięć minut.
-Staram się być szczegółowy.- Odpowiedział wzruszając ramionami.
Odłożył książkę trzymaną w rękach i zaczął przyglądać się temu co dziewczyna pisze na swoich kartkach. Jakoś nigdy nie ciągnęło go w te klimaty i nie interesowały go sprawy ludzi protestujących, tym nie mniej ciekawy był dlaczego ludzi podejmują tę walkę z wiatrakami.
-Nie wiem, i nie zaprzeczam że taka nie jesteś. Przecież nie znam Cię na tyle dobrze.- Odpowiedział Gryfon wstając z ławki i przeciągając się. -Mogę wiedzieć co takiego właściwie Cię tu sprowadza?- Zapytał z ciekawością podchodząc do niej i uważniej przyglądając się wykonywanej przez nią pracy.
Dawson nie lubił ludzi którzy podają informacje o sobie na tacy nie zważając na to co pomyślą o nim inni ludzie. Przecież nie zawsze można ufać innej osobie nawet jeśli sprawia wrażenie osoby które na owe zaufanie zasługuje. Poza tym psuje to całą przyjemność z odkrywania drugiego człowieka. Trochę tajemniczości w znajomości jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Nie 25 Gru - 19:48

Tak już ten świat był skonstruowany - ludzie mieli różne poglądy na różne tematy i to właśnie sprawiało, że było ciekawie. Gdyby wszyscy lubili to samo, życie byłoby niewiarygodnie nudne! Wracając do Quidditcha, najwyraźniej dziewczęta wykazywały mniejszy zapał do tej gry, niźli chłopcy, co w sumie było zrozumiałe. Oczywiście, nie można zapominać o tych grających w drużynie, które pod tym względem niewiele różniły się od płci przeciwnej. Pasja to pasja, niezależnie od innych szczegółów.
- Jeden zero dla mnie - zachichotała radośnie i na chwilę oderwała się od swojego projektu, tylko po to, aby radośnie pokazać mu język. Może Janet miała rację i Joanne czasem naprawdę zachowywała się jak dziecko? - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - odparła w pierwszym odruchu. - A ostatnia osoba, która tak nade mną wisiała oberwała łokciem w brzuch. Chociaż to był Anthony, więc się nie liczy - wcale nie zabrzmiała groźnie, a wręcz przeciwnie. Żartowała sobie w najlepsze, zupełnie nie przejmując się tym, że jakimś cudem Andre może znowu ją źle zrozumieć. Ale cóż na to poradzić? Wilhelmina miała specyficzne poczucie humoru. - Nie, dobra. Tak poważnie to sprowadza mnie to - zamachała rękami nad swoją pracą.
Dokładnie. A nie wiedzieć dlaczego, w ostatnim czasie zapanowała dziwna moda na wymienianie się wszystkimi danymi teleadresowymi, szczegółami na temat gustów i rodziny przy pierwszym spotkaniu. Jakby nie było innych tematów do rozmowy, poza własną osobą.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Pon 26 Gru - 16:31

Niekoniecznie, przecież równie dużo kobiet co mężczyzn gra w profesjonalnych drużynach, nie można więc mówić o większym zainteresowaniu płci męskiej. O gustach się nie rozmawia, więc nie trzeba się rozpisywać dlaczego akurat na tym świecie chodzą osoby lubiące lub też nie ten sport. Każdy może mieć swoje zdanie.
-To dopiero początek.- Odpowiedział półgłosem Andre uśmiechając się kącikiem ust.
Niektórzy całe życie pozostają dziećmi. Szkoda, że w pewnym wieku niestety trzeba dojrzeć, a dziecinne spojrzenia na świat, który był wtedy o wiele bardziej kolorowy, odchodzi bezpowrotnie.
-Czyżby miała być to groźba?- Zapytał Andre unosząc do góry brwi ze zdziwienia jednocześnie uśmiechając się szeroko nie odchodząc jednak ani na krok. To chyba dobrze że nie cechowała ją umiejętność wtapiania się w tłum poprzez niewyróżnianie się niczym szczególnym?
-Kilka kartek brystolu i flamastry kazały Ci tutaj przyjść?- Odpowiedział roześmianym głosem.
Może dlatego, że niektóre osoby bardzo chciały być popularne i mieć tę świadomość że wszyscy naokoło ich znają. Jakby było to bardzo potrzebne człowiekowi do szczęścia, żeby idąc korytarzem być śledzonym wzrokiem przez ludzi których zna się jedynie z imienia... Też coś...
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Pon 26 Gru - 17:18

Oj tam, oj tam. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Poza tym, to też nie do końca prawda - wszak istnieje jedynie jedna profesjonalna damska drużyna Quidditcha w Wielkiej Brytanii, a w pozostałych kobiety stanowią zdecydowaną mniejszość. Może i w Hogwarcie więcej dzierlatek wykazywało pociąg do tej gry, jednakże niewiele z nich zamierzało związać swoje życie z grą i poświęcić się dla sportu.
- I tak wyjdzie na moje - zachichotała radośnie. Joanne nie zamierzała dorastać, dopóki nie będzie pewna tego, co chce robić w życiu. A że w chwili obecnej, jej plany na przyszłość zmieniały się z dnia na dzień, wciąż mogła cieszyć się beztroską i postrzegać świat w różowych barwach. Bo po co umartwiać się na siłę?
- Nie no, skąąąądżeeee - odparła swoim niewinnym tonem, trzepocząc rzęsami. Jeszcze wyszczerzyła ząbki w szerokim uśmiechu i doprawiła to wszystko chichotem.
- Nie tak dosłownie - wywróciła oczami - Idea mnie tu przyprowadziła. Idea i słuszna sprawa - odparła dumnie, prawie, że wypinając do przodu pierś niczym Gryfon.
Z drugiej strony, jeśli sądzili, że przedstawianie się każdej osobie zapewni im popularność, to musieli być niebywale naiwni. Przecież Joanne mogła powiedzieć na własnym przykładzie: nigdy nie zapamiętywała tych wszystkich narzucających się person. Nie potrafili jej wystarczająco zainteresować, by skupiła na nich swoją uwagę na dłużej.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Pon 26 Gru - 17:55

Za to drużyn gdzie przyjmowani są tylko mężczyźni nie ma ani jednej w całej Wielkiej Brytanii. O czymś to świadczy nieprawdaż? Niewielu mężczyzn wykazywało także chęci do gry w profesjonalnych drużynach. Nawet Andre, mimo że jest kapitanem nie planował rozpoczęcia gry na poważnie po ukończeniu Hogwartu.
-Aż taka bywasz uparta?- Zapytał dalej się uśmiechając.
To prawda nie ma sensu dojrzewać jeśli nie czuje się takiej potrzeby, przecież nie jest to ważne jak postrzegają Cię inni tylko czy jest się samemu szczęśliwym w swojej skórze i swoim życiu, takim jakim jest teraz.
-Rozumiem że mam nie przebywać blisko Ciebie?- Odpowiedział jej z równie szerokim uśmiechem, podchodząc jeszcze bliżej.
-To na prawdę bardzo szlachetne.- Przyznał przenosząc na kilka sekund wzrok z niej na stertę brystolu na ławce po czym z powrotem się jej przyglądał.
Andre nie miał w zwyczaju biegać po całej szkole i każdej napotkanej osobie się przedstawiać, to byłaby co najmniej oznaka choroby psychicznej, albo ataku jakiegoś schorzenia psychicznego. Jego popularność i tak już wzrosła wśród Gryfonów jak i całej szkoły kiedy został kapitanem szkolnej drużyny, to mu w zupełności wystarczyło, a czasem wręcz przeszkadzało.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Wto 27 Gru - 0:46

Oczywiście, że są. I daleko nie trzeba było szukać: przecież nawet w Hogwarcie wiadome było, że do drużyny Ślizgonów nigdy nie zostanie przyjęta żadna dziewczyna, niezależnie od tego, jak bardzo utalentowana by nie była. Ale zieloni to dziwna grupa.
- No co ty! Oczywiście, że jeszcze bardziej! - zachichotała radośnie.
Próba dostosowania się do oczekiwań innych to najgorsze z możliwych rozwiązań. Po drodze człowiek zatraca samego siebie, usilnie starając się stać takim, jakim chciały go widzieć osoby postronne. I w imię czego? Zaspokojenia czyichś oczekiwań?
- Pewnie. Wiesz, powinnam nosić tabliczkę z napisem: Uwaga! Wściekła Mini. Gryzę - oświadczyła i żeby podkreślić powagę swojej wypowiedzi nawet zaprezentowała mu stan swojego uzębienia w szerokim uśmiechu. Oczywiście, nie miała nic przeciwko temu, aby znajdował się w pobliżu. Zabawnie się z nim gawędziło!
- Nooo... ponoć Puchoni są bardziej prawi i szlachetni od Gryfonów, tylko się z tym nie afiszują - zauważyła, wypisując kolejne hasło, które niespodziewanie wpadło do jej głowy. No proszę, Andre pobudzał jej szare komórki do myślenia. Może kiedyś skończy te transparenty, jeśli Dawson będzie jej towarzyszyć?
Tak, sława to ciężki orzech do zgryzienia - Joanne będąc córką Elliota Blancharda coś na ten temat wiedziała. Skoro dla niej było uciążliwe posiadania ojca, uznawanego za żywą legendę kina magicznego, co ma powiedzieć sam pan tatuś?
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Andre Dawson on Wto 27 Gru - 12:40

Tak, jest taka drużyna, ale z pewnością nie można jej nazwać zawodową, a o takich przecież toczy się temat? Tym nie mniej zieloni są dziwną grupą, zwłaszcza jeśli pyta się o to gryfona nie można liczyć na inną odpowiedź.
-Ach te kobiety...- Westchnął tylko na jej stwierdzenie przewracając oczami.
Każdy człowiek ma jedno życie i powinien je przeżyć tak jak tylko chce, obojętnie co o tym myślą inni. Nie można zakładać sobie na ręce kajdanek, poza tym lepsza jest wolność, każda, niż klatka w szmaragdach.
-Mam się bać że zostanę pogryziony?- Zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu uważnie. -Chyba nie jesteś jednak aż tak groźna.- Stwierdził z radosnym uśmiechem na twarzy.
-Raczej pracowici i prostoduszni, a to my jesteśmy Ci odważni i szlachetni, coś Ci się pomyliło panno..?- W tym momencie uświadomił sobie że nie podał jej nawet własnego imienia mimo trwającej już jakiś czas rozmowy.
Może nie bardzo było im to potrzebne, jednak dziwnie się poczuł, kiedy nie przedstawił się drugiej osobie podczas rozmowy, trochę tak... Niekulturalnie. W sumie dobrze im się rozmawiało bez tego.
Póki co Dawson nie zamierzał stąd wychodzić, tym bardziej, że przecież on był tutaj pierwszy, więc czemu miałby ustępować?
Właśnie dlatego Andre nie zamierzał nigdy zostawać gwiazdą show-biznesu czy też politykiem na szczycie popularności, to nie byłoby życie w które potrafiłby się wpasować.
avatar
Andre Dawson
Kapitan

Liczba postów : 46
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joanne Blanchard on Sro 28 Gru - 1:55

W klatce nie pozwoliłaby się zamknąć nigdy i nikomu. Nie była stała w uczuciach, nie potrafiła skupić na czymś uwagi dłużej, niż przelotną chwilę. Szybko ogarniało ją przejmujące uczucie nudy i porzucała jedną czynność na rzecz innej. W gruncie rzeczy, wolność w szerokim tego słowa rozumieniu, stanowiła podstawę jej egzystencji. Chociaż wciąż szukała własnego ja, nie zniosłaby świadomości, że coś lub ktoś może ograniczyć jej swobodę wyboru. To jej życie, ona podejmowała w nim decyzje, a innym nic do tego.
- Masz być przerażony! Drżeć dniem i nocą ze strachu przed moimi kłami! - przytaknęła ochoczo, nie przestając chichotać. Andre poprawił jej humor i to całkiem znacznie. - Jestem bardzo groźna! Tak groźna, że nie potrafisz sobie nawet tego wyobrazić, tylko dobrze się maskuję - Jakoś nieszczególnie trapił ją fakt, że tak właściwie nie wie, z kim rozmawia. Konwersacja była przyjemna, po co nagle psuć ją podawaniem tak prozaicznych informacji?
- No chyba nie! Nie słuchałeś pieśni Tiary Przydziału, chłopcze! W Gryffindorze to jest męstwa cnota i do wyczynów ochota, a w Hufflepuffie mieszkają sami prawi, wierni i sprawiedliwi. To tylko stereotyp, że Gryfiakom należy się wszystko, co dobre - zauważyła, zamykając swoje markery i łaskawie obracając się na krzesełku w jego stronę.
avatar
Joanne Blanchard
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 1/2
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach