Sala numer jedenaście

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Sala numer jedenaście

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 1:03

Nieużywana sala - dopiero w przyszłości zostanie przystosowana do nauczania wróżbiarstwa. Aktualnie stoją w niej ławki, a przy tablicy leży kreda. Nic nadzwyczajnego.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sro 17 Lut - 19:14

Jasne, że w okazywaniu uczuć nie ma nic złego, jednakowoż Roselyn należała do tego typu ludzi, którzy woleli by to, co tyczyło się ich osoby nie wydostawało się poza jej własne towarzystwo. Albo jeszcze jej kochaną fretkę, która to aktualnie siedziała obrażona w klatce, ponieważ Rosie nie chciała z niej zrobić futra na ramiona na bal.
Zresztą zadając się z Amelią, która miała zamiar w przyszłości zawładnąć światem, nie można było być zbyt szczerym na swój temat. Ileż to razy panienka Hepburn nasłuchała się, że okazywanie swoich uczuć to słabość człowieka a nie jego siła, że osobę uczuciową o wiele łatwiej skrzywdzić i wykorzystać, że chcąc władać światem nie może sobie pozwolić na okazywanie uczuć. Na ich posiadanie też raczej nie, dopowiadała sobie w myślach za każdym razem, gdy słyszała wywód Amelii.
Zaimponować Edwardsowi striptizem na oczach wszystkich? Nie, jeśli chciałaby to zrobić, postarałaby się o przytulny, intymny kącik, odpowiednią muzykę i zatańczyłaby rozbierając się stopniowo a nie na raz, that wasn't sexy.
Rose nie spodziewała się, że Joel ruszy za nią, a tym bardziej nie mogła przewidzieć, że postanowi oddać jej swoją własną marynarkę żeby chociaż trochę okryć jej nagie ciało. Nie mogła wyprzeć się ciepła, jakie w tym momencie wypełniło lewą stronę jej klatki piersiowej, gdzie podobnież powinno się znajdować serce. Fu. W milczeniu pozwoliła się wyprowadzić, nie chcąc już dłużej zwracać na siebie uwagi wszystkich zebranych. Zwłaszcza, że profesor Snape już zmierzał w ich stronę. W całkowitej ciszy prędkim krokiem oddalali się od wielkiej sali, a z każdym stopniem milkły odgłosy zabawy. W końcu Krukon wepchnął ją do jednej z sal i zamknął za nimi drzwi. Roselyn zmarszczyła brwi i wbiła dwu kolorowe oczęta w Joela, a, że panowie nie potrafią czytać z oczu, to po chwili zapytała:
- No i wszystko pięknie i ładnie, ale po cholerę mnie tu zaciągnąłeś? - do głowy przychodziła jej tylko jedna odpowiedź, ale nie zamierzała sama naprowadzać chłopaka na tak oczywiste - i przyjemne - rozwiązanie.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 17 Lut - 21:19

Ludzi wrażliwych faktycznie o wiele łatwiej skrzywdzić, ale moim zdaniem takie osoby mają też zdecydowanie bardziej ciekawsze doświadczenia. Jednostki wzbraniające się przed uczuciami omija wiele okazji na zdobycia szczęścia. Nie sposób się o tym przekonać, do póki się nie spróbuje. Osoby uczuciowe mają też sporo odwagi, skoro gotowe są zaryzykować i sprawdzić, dokąd zaprowadzi je nowa namiętność.
Joel preferował raczej wrażliwość w granicach normy. Nie lubił, gdy emocje sterowały jego zachowaniem, a niestety coś takiego zdarzało się często. Szkoda tylko, że Krukon przeważnie dawał się ponieść uczuciom tak mało szlachetnym jak gniew, rozdrażnienie czy zazdrość. O tym ostatnim dowiedział się stosunkowo niedawno i to jeszcze za sprawą Roselyn. Trudno stwierdzić, czy bardziej zaskoczyła sama zawiść, czy raczej jej źródło.
Chłopak pędził przez korytarz nie do końca zastanawiając się nad swoim zachowaniem. Myśli dogoniły czyny dopiero, gdy razem ze Ślizgonką wpadli do pustej klasy. Nie wiedzieć czemu Joel odczuwał dziwne pieczenie w okolicach swoim bladych policzków, które swoją drogą już takie blade nie były. I nie, nie chodziło o zmęczenie. Młody Edwards odchrząknął, gdyż przeczucie podpowiadało mu, że głos mógł chwilowo odmówić posłuszeństwa.
- To nie rozsądne paradować w negliżu przed całą szkołą - zabrzmiało lepiej, niż Krukon mógł przypuszczać. Nieco karcąco, jednak bez zdradzania istotnych szczegółów, które starał się zamaskować. Dla dobra swojego kamuflażu po chwili brunet zmusił się do odnalezienia dwukolorowych oczu swojej towarzyski. Oczywiście utrzymanie wzroku tylko na jej twarzy wymagało sporo samokontroli, której w takich chwilach facetom brakowało. Joel pod tym względem nie różnił się od reszty przedstawicieli płci męskiej.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sro 17 Lut - 21:53

Jasne, że ciekawsze! Ale Roselyn wcale nie musiała zdawać sobie sprawy, a nawet jeśli tak było, to spychała tę świadomość głęboko, głęboko do siebie, próbując ją zdusić w zarodku. Po co miała uświadamiać sobie, że tak wiele traci, kiedy zamyka swoje serce na innych, skoro tak jak było, było dobrze? Może nie idealnie, ale dobrze.
Zawsze uważała się za odważną, ale to też skutek nieświadomości z siły uczuć. Biedna nigdy nie zaryzykowała otwarcia się w całości na drugą osobę i nigdy nie odważyła się na nic, czego nie była pewna, albo chociaż w połowie pewna, tylko dlatego, że tak dyktowało jej serce. Si, można powiedzieć, że Rose była realistką, twardo stąpającą po ziemi, której jeszcze nikt nie miał okazji pokazać, że okazywanie prawdziwych uczuć wcale nie jest takie złe. Potrzebę bliskości i akceptacji zagłuszała nieustannymi imprezami, zabawą, używkami, zmienianymi jak rękawiczki chłopcami i przyjaźnią Amelii - choć z nią przecież też nie zawsze była szczera. Przykre, ale życie Roselyn składało się z ciągu kłamstw. A co by było, gdyby w końcu postanowiła komuś okazać odrobinę więcej uczuć i otworzyła swoje biedne, zimne serduszko? A co, gdyby ten ktoś je złamał? Cóż, pewne było, że nikt inny więcej nie dostałby drugiej szansy.
Światło w sali nie było jasne na tyle, by Ślizgonka mogła dojrzeć wypieki na twarzy Joela, a jednocześnie na tyle dobre, by spokojnie widziała większość szczegółów jego sylwetki i wyraz jego oczu. Który swoją drogą niewiele mówił.
- Nie rozsądne paradować w negliżu przed szkołą? - powtórzyła, nie kryjąc kpiny wylewającej się wraz z głosem. - A kim Ty do cholery jesteś żeby mi mówić co jest rozsądne a co nie? I co Cię do obchodzi? Nie masz prawa zamykać mnie w pustych salach, nie masz prawa mówić mi co powinnam robić a czego nie a już na pewno nie masz prawa zachowywać się w ten sposób! - biedne dziewczę wybuchło, czym prędzej ściągając z siebie joelową marynarkę. Nie dlatego, że miała zamiar znowu zostać w samej bieliźnie, po prostu nagle materiał zaczął ją drapać i uwierać a irytacja Roselyn sięgnęła zenitu. Wściekła rzuciła okrycie pod nogi Krukona, nawet na moment nie odrywając od niego wzroku. I w ten oto piękny sposób nieświadomie nawet podkreśliła atuty swojej i tak już podkreślonej przez bieliznę sylwetki, bowiem ciepłe światło pochodni wydobywało z niego wszystkie krągłości i wklęsłości.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 17 Lut - 23:03

Joel emocje trzymał na wodzy tylko z przezorności. Nie miał zbyt dobrych doświadczeń ze spontanicznym poddawaniem się uczuciom. Zawsze kończyło się to jakąś bójką, gdyż władzę nad Krukonem były w stanie przejąć tylko najsilniejsze emocje. Te słabsze potrafił skutecznie stłamsić. I jak na razie nie trafiła mu się namiętność tak wyraźna, żeby musiał się jej poddać. Chłopak był na najlepszej drodze do tego, aby dojść do wniosku, że na świecie nie ma uczucia silniejszego niż gniew, a przynajmniej takiego nie doświadczył.
Okłamywanie siebie nie było najrozsądniejsze, jednak 16 letnia panna Hepburn miała jeszcze czas, żeby to sobie uświadomić z czasem. Krukon znał samego siebie całkiem nieźle, a co więcej, zdążył się ze swoją osobowością pogodzić. Oszukiwał się jednak również, choć w kwestiach zupełnie innych niż Roselyn. On nie dopuszczał do siebie pewnych rzeczy. Takich, jak chociażby śmierć ojca. Uciekał od tej wiadomości. Kiedy tylko jego myśli wkraczały na niebezpieczny tor rozpraszał je treningiem. Fizyczne wyczerpanie skutecznie uwalniało od niepotrzebnych rozmyślań. Ostatnio pastwił się nad sobą coraz rzadziej. Jego myśli zaczęło zaprzątać zupełnie coś innego, ktoś inny.
- Ale Ci faceci .. - zaczął, rozdrażniony jej oskarżeniami oraz podniesionym głosem. Manewr z marynarką również nie należał do najrozsądniejszych. Joel skarcił się w myślach za własną naiwność. Jego knykcie strzeliły głośno, gdy chłopak zacisnął pięści. Gdyby Roselyn znała go nieco dokładniej, wiedziałaby, że należy uciekać.
- .. patrzyli na Ciebie, jak na kawałek mięsa - Krukon pozwolił swoim przydługawym pasmom opaść na twarz. Stopą odepchnął się od ściany, nie podnosząc wzroku. Odszedł niedaleko, do kamiennej kolumny w rogu sali.
- Ślinili się jak psy - warknął, nagle uderzając pięścią we wspomniany słup. Z racji jego ozdobnej powierzchni zdarł sobie nieco knykcie, jednak to przyniosło mu tylko odrobinę ulgi, dlatego wymierzył kolejny cios.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sro 17 Lut - 23:28

Okłamywanie siebie jest skuteczne i może nieźle funkcjonować przez długi, długi czas. Czasem tylko czara goryczy zostaje przepełniona i wszystkie emocje wypływają z niej za jednym zamachem. Ale wtedy zawsze jest sama i nikt nie widzi, że coś jest nie tak. A potem nadchodzi ulga i ponowne okłamywanie się. Niestety charakter jest zmienić niebywale ciężko a kłamstwo Roselyn ma we krwi i ktoś musiałby być wyjątkowo silny psychicznie, by poradzić sobie z takim małym (aha) wrednym stworzonkiem.
Rosie nie znała Joela na tyle dobrze, by przypomnieć sobie w odpowiednim momencie o jego agresywności, ale nie była też na tyle głupia, by nie zorientować się, że doprowadziła go to furii nawet większej niż wtedy na moście.
- Ale co Cię do jasnej cholery obchodzi jak kto się na mnie patrzy! - krzyknęła jeszcze, przestępując dwa kroki w jego kierunku. Cóż, jej nerwy puściły już w wielkiej sali, teraz ciężko było jej powstrzymać podniesiony głos. - Może podobał mi się ich wzrok, może tego kurwa potrzebuję, Ty imbecylu.
A potem musiała się zamknąć. Roselyn nie spodziewała się, że Edwards może być zły do tego stopnia, by poczuć potrzebę niszczenia. Ale skoro to na go do tego stanu doprowadziła, dlaczego kaleczył siebie, a nie jak ostatnio, jej wykręcał ręce? Ślizgonka widząc jak chłopak zaczyna cios za ciosem uderzać w słup, syknęła zniesmaczona, marszcząc brwi z niezadowoleniem. Złość, można powiedzieć, że przeszła jej momentalnie. Nie zastanawiając się ani chwili, ruszyła w jego kierunku i z całej siły odepchnęła Joela od ściany, przytrzymując go za nadgarstki.
- Oszalałeś? - warknęła, ostrożnie unosząc obdarte do krwi knykcie do warg i delikatnie ucałowała każdy z osobna. - Rozumiem, nie chciałeś żeby na mnie patrzyli, to miłe. Dziękuję. - szepnęła, unosząc wzrok na Krukona. Mimo wszystko, gdy złość jej przeszła, pojawił się lęk. Pamiętała wciąż ból wykręconej ręki, gdy wkurzyła go ostatnio, tym razem doprowadziła go do furii i ryzykowała, stojąc w tak niewielkiej odległości w tym momencie. Nie była pewna, czy to aby na pewno bezpieczne. Ostrożnie postąpiła krok do przodu i oparła głowę na ramieniu Edwardsa, wargami i gorącym oddechem pieszcząc zagłębienie między szyją a obojczykiem. - Więc nie jestem kawałkiem mięsa?
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 17 Lut - 23:53

Ktoś, kto sam miał ze sobą problemy raczej nie bardzo nadawał się do naprawiania psychiki innym. Przynajmniej jednak nie stanowił niedoścignionego ideału, do którego można by się porównywać, uświadamiając sobie swoją niewielką wartość. Joel wcale nie był od Roselyn lepszy. Jego oferta była równie żałosna, co to, co mogła mu zaproponować dziewczyna.
Panienka Hepburn potrafiła być taka nierozważna. Zamiast uciekać lub choćby zastanowić się nad skuteczną obroną, tylko dolewała oliwy do ognia. Jej kolejne krzyki i wyzwiska wcale nie podziałały na Krukona kojąco. Co dziwne jednak, nadal uparcie atakował słup. Nawet przez myśl mu nie przeszło podniesienie ręki na Rose. Była to dość istotna zmiana. Przeważnie nie potrafił swojej wściekłości konkretnie ukierunkowywać. Obrywało się każdemu, kto był na tyle głupi, aby wpaść w ręce Edwardsa. Tym razem obrywała kamienna kolumna, jako prowizoryczne uosobienie śliniących się na Rose facetów. Kto by pomyślał, że Joel może zgrywać takiego zazdrośnika. Wprawdzie dopiero potem miał sobie uświadomić jak bardzo nierozważnie wygłosił swój komentarz na temat wydarzeń z walentynkowego balu. Ślizgonka musiała to odebrać właśnie tak, jak zapewne to odebrała.
Brunet pozwolił się jej obezwładnić, mimo wszystko nie chcąc zrobić dziewczynie krzywdy. Posłusznie dał się odciągnąć od słupa czując szczupłe palce zaciskające się na nadgarstkach. Odarte knykcie piekły, a jakby dla kontrastu Roselyn pchnęła Krukona na zimną ścianę, przemawiając do niego cicho. Tylko przez chwile spoglądała mu w oczy z wściekłością. Potem poczuł jak tuli się do niego.
- Nie, nie jesteś - odparł buntowniczo na jej pytanie. Jedną dłoń ułożył na policzku brunetki zmuszając ją do podniesienia głowy z jego ramienia. Wtedy ujął jej szczupłą twarz w ręce i resztki swojej wściekłości włożył w agresywny pocałunek.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Czw 18 Lut - 1:11

Ktoś, kto sam miał problemy ze sobą idealnie nadawał się do naprawiania cudzej psychiki, ponieważ angażował się w to całym sobą, mając nadzieję, że dzięki temu uda mu się też rozwiązać swoje problemy, albo chociaż poddać się zapomnieniu w pracy. A dlaczego niby w ośrodkach takich jak monar czy aa zatrudniali byłych nałogowców? Ponieważ oni przez to przeszli, znali ból tych chorych i wiedzieli, jak bardzo cierpią i jak jest im ciężko. Psychopata zawsze zrozumie psychopatę w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa.
Brunetka jak na razie nie myślała o Joelu jako o zazdrośniku, ponieważ nie miała zielonego pojęcia, dlaczego miałby się tak właśnie czuć. Przecież nie obiecywali sobie dozgonnej miłości, w którą zresztą nie wierzyła, a to, co między nimi zaszło na strychu, było tylko jednorazowym zajściem. A w każdym razie tak jej się wydawało. Jak do tej pory skupiała się na swojej wściekłości, furii Krukona a następnie opanowywaniu owej furii. I chyba poszło jej całkiem nieźle.
A w każdym razie to wywnioskowała, gdy upewniła się, że nie odniesie żadnych obrażeń fizycznych ze strony Edwardsa. To było coś, czyżby chłopak łaskawiej na nią patrzył od spotkania na strychu? A może już wcześniej, od incydentu w cieplarni?
Sposób w jaki odpowiedział na jej pytanie wywołał u dziewczyny szczery śmiech. Nie miała zamiaru się przyznawać, ale słysząc owy ton głosu a nie widząc twarzy, wyobraziła sobie Joela z miną naburmuszonego pięciolatka, któremu ktoś zabrał ulubiony samochodzik. I ta wizja poruszyła jakąś czulszą strunę w jej skamieniałym sercu. Posłusznie podniosła głowę, gdy poczuła jego dłoń na policzku - głównie dlatego by przekonać się, czy rzeczywiście przypominał teraz obrażone dziecko - ale nie dane było jej przyglądać się długo, bowiem już po chwili Joel wpił się w jej wargi tak napastliwie, że pod dziewczęciem ugięły się kolana. A skoro się ugięły, to postanowiła z tego skorzystać i postępując kilka kroków w tył - jednocześnie w chwilę przed tym zahaczyła palec o spodnie Krukona i ciągnęła go razem ze sobą, nawet na moment nie przerywając pocałunku - usiadła na jednej z pustych ławek. Znalazłszy się w dogodnej pozycji, objęła go w pasie, splatając kostki na joelowych lędźwiach i tym samym przyciągając go możliwie jak najbliżej siebie.
- W takim razie kim jestem? - spytała pomiędzy kolejnymi pocałunkami, dłońmi zapuszczając się coraz dalej pod podkoszulek Edwardsa po to, by po chwili całkowicie go pozbawić górnej części stroju. Nie czekając na przyzwolenie, zeszła pocałunkami niżej, na szyję, ramiona i tors chłopaka, językiem wytyczając sobie szlak i gdzieniegdzie nieco mocniej niż powinna, przygryzając jego skórę.
Sam tego chciał, no.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Czw 18 Lut - 23:42

Ciekawa teoria, chociaż wątpię, aby Joel i Roselyn kiedykolwiek mogli być zakwalifikowani do grupy 'Normalni'. Wyróżnianie się w tłumie, to była po prostu część ich charakterów. Mimowolnie zwracali na siebie uwagę innych. Zupełnie, jakby mieli na czole wypisane 'Psychol' i 'Psycholka' albo 'Uwaga, niezrównoważeni psychicznie'. Cóż, przynajmniej w swoim towarzystwie mogli liczyć na nieco więcej zrozumienia. Ślizgonka zdawała się znacznie lepiej przyjmować ataki Edwardsa, z kolei on niemal w pełni akceptował jej wybryki.
Joel również nie miał zielonego pojęcia, dlaczego tak zdenerwowały go łapczywe spojrzenia obcych mężczyzn rzucane na panienkę Hepburn w Wielkiej Sali. W końcu do niedawna był przekonany, że do dziewczyny ma stosunek zupełnie obojętny. Kiedy taki stan rzeczy uległ zmianie? A co ważniejsze, dlaczego? Jak na razie na żadne z tych pytań nie potrafił lub nie chciał znaleźć odpowiedzi. Zawsze mógł winę zwalić na hormony.
Chłopak dopiero teraz orientował się w jaki sposób mogły zostać odebrane jego wcześniejsze słowa. Chociaż wyraził tylko swoje oburzenie postępowaniem męskiej części uczniów Hogwartu zgromadzonych na Balu, to jednak mogło to zostać odebrane jak pewna deklaracja. W tym wypadku był na bardziej straconej pozycji. Odsłonił się, co Roselyn mogła wykorzystać przeciwko niemu. Joel wiedział, jak postępuje z facetami. Domyślił się, że raczej nie chodzi jej o głębsze uczucia. Coś takie wydawało się mu nawet odpowiadać. Tylko skąd ta zazdrość?
Pocałunek znacznie go uspokoił. Po wcześniejszej furii pozostało jedynie pieczenie zdartych kostek. Ślizgonka potrafiła skutecznie ten ból rozproszyć. Joel starał się delikatnie zakończyć pieszczotę, odsuwając się. Osiągnął swój cel, a niebezpieczeństwo minęło. Roselyn nie chciała jednak tak łatwo odpuścić. Za każdym razem przysuwała się bliżej, aż w końcu była zmuszona wspiąć się na palce. Długo nie tolerowała tej niewygodny. Młody Edwards poczuł tylko szarpnięcie w okolicach pasa. Zaskoczony pozwolił się poprowadzić jak na smyczy. Krawędź stolika poczuł dopiero, gdy nogi brunetki oplotły się wokół jego bioder. Nadal nie był w stanie uwolnić się z pocałunku. Roselyn pozwoliła mu na to tylko dlatego, że musiała pozbyć się jego podkoszulka. Joel zerknął przez ramię na swoje ubranie lądujące na podłodze. Potem jego wzrok powrócił na sprawczynię zamieszania, która swoją drogą nadal miała na sobie jedynie wymyślną bieliznę.
- Nie wiem - odpowiedział na jej ciche pytanie. Nie musiał się zbyt długo zastanawiać. Panienka Hepburn od samego początku była dla niego jedną wielką zagadką. Chociaż znał ją z dnia na dzień coraz dłużej i lepiej, to rodziło to tylko coraz więcej kolejnych pytań.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pią 19 Lut - 1:56

Właściwie to kwalifikowali się no 'normalnych' w pojmowaniu tych, którzy przez przeciętnego szarego człowieczka byli 'inni'. W końcu 'normalność' to pojęcie względne, przez każdego pojmowane nieco inaczej. W swoich oczach byli normalni, fakt, mieli swoje wady, ale kto ich nie miał? Czym było nieco agresywne zachowanie w przypadku, gdy cały (a w każdym razie większą jego część) chłopak rozładowywał na boisku i w zasadzie był całkowicie niegroźny? A kogo Roselyn krzywdziła poza sobą? W zasadzie nikogo, a to, co tyczyło się jej osoby, nie obchodziło nikogo poza nią, więc również nikomu nie wadziła. Ktoś mógł powiedzieć, że mają problemy z psychiką, ale kto w tych czasach ich nie miał. Cóż, skoro świat nie był na nich gotowy, nic dziwnego, że szukali towarzystwa w sobie podobnych bądź izolowali się całkowicie.
Rosie zdawała sobie sprawę, że Joel był zazdrosny o tych mężczyzn z wielkiej sali, ale była święcie przekonana, że to czysta zazdrość oszukanego kochanka; znaczy się, miała go za psa ogrodnika, który przecież sam niczego od niej nie oczekiwał i nie obiecywał, kiedy spędzali miło czas na strychu. Z drugiej jednak strony czuł typowo męskie niezadowolenie, gdy uświadomił sobie, iż jego była kochanka może przebierać w innych facetach. To nie miało nic wspólnego z uczuciami wyższymi, na pewno.
Deklaracja? Nie, nie, deklaracja czegokolwiek ze strony Joela, czy jakiegokolwiek innego chłopaka to było coś, o czym Roselyn nie myślała i myśleć nie miała zamiaru. Nie przepadała za stałymi związkami, poza tym umówmy się, że przecież całą tę znajomość z Joelem ciągnęła tylko dla swojej osobistej zemsty. Podobno, chociaż ostatnimi czasy coraz częściej zdarzało jej się o tym zapomnieć.
Jeśli Joel myślał, że po t a k i m pocałunku Rosie pozwoli mu tak po prostu się odsunąć, to był naprawdę, naprawdę naiwny. Dla Ślizgonki było już za późno i nie miała najmniejszej ochoty wypuszczać Edwardsa tej nocy ze swoich objęć. No cóż, można powiedzieć, że kłótnia zapoczątkowana od wylania ponczu na jej sukienkę przerodziła się w kłótnię, którą można było potraktować jak grę wstępną. Całkiem przyjemne urozmaicenie, nie powiem.
Jego odpowiedzi nie skomentowała. Właściwie, to nawet ją cieszyła, ponieważ nie brzmiała jak słowa zakochującego się chłopaka. A skoro już uzyskała jako taką odpowiedź, nie miała zamiaru dłużej zwlekać. Wciąż obsypując pocałunkami tors i szyję Joela, opuszkami palców niespiesznie przesunęła po jego brzuchu i podbrzuszu, zatrzymując się dopiero, gdy pod dłońmi wyczuła materiał spodni i niezaprzeczalny dowód na to, jak na niego działała. Rose podświadomie uśmiechnęła się, odnajdując sprzączkę paska. W tym samym momencie powróciła do warg Krukona, zwalczając w zarodku wszelkie, jedną dłoń przesuwając na lędźwie a następnie na pośladki Edwardsa. Druga pozostała z przodu, masując najczulszą i najwrażliwszą część męskiego ciała. Dalszym działaniom skutecznie przeszkadzał fakt, iż Roselyn siedziała na ławce, co zresztą szybko uległo zmianie; ostrożnie zsunęła się na kolana. Wargami i dłońmi błądziła po jego podbrzuszu i wewnętrznej stronie ud, ostatecznie zajmując się tą pieszczotą, która powszechnie uwielbiana była przez każdego mężczyznę.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Pon 22 Lut - 21:07

Izolacja nie była taka zła, szczególnie jeśli odbywała się w pustej klasie i w towarzystwie roznegliżowanej dziewczyny. Z drugiej strony też był to jakiś pomysł na spędzenie walentynek. To było od przewidzenia, iż ta dwójka zrezygnuje z tradycyjnego balu i znajdzie sobie jakieś ciekawsze zajęcie. W końcu ile mieli wspólnego z towarzystwem zgromadzonym w Wielkiej Sali? Nie twierdzę, że tylko dla nich los nie był zbyt łaskawy, jednak Joel i Roselyn mieli ze sobą sporo wspólnego. Po tych kilku spotkaniach zawiązali między sobą niepisane porozumienie. Przestrzegali pewnych zasad, których żadne z nich nigdy nie wypowiedziało na głos. Obydwoje akceptowali po cichu swoje wady i szanowali swoje tajemnice. Wiedzieli, że są takie rzeczy o których nie chcą lub nie są gotowi rozmawiać.
A nazywanie pana Edwardsa niegroźnym jest bardzo nierozsądne. To, że w porywie złości oszczędził dziewczynę nie oznacza, iż była bezpieczna. Fakt, stała mu się odrobinę bliższa, a Joel nie miał w zwyczaju krzywdzić bliskich. Na pewno istniało teraz mniejsze ryzyko tego, że ją zaatakuje.
Z zazdrością Krukon zetknął się po raz pierwszy i niewiele mógł na ten temat powiedzieć. Z pewnością łapczywe spojrzenia mężczyzn nie przypadły mu do gustu. Sam zdołał się nie raz przekonać, że panienka Hepburn to trochę więcej niż śliczna buzia i zgrabna figura. Niestety, tamci faceci nie byli w stanie tego dostrzec, przynajmniej w większości. W Joelu krew się zagotowała na myśl, że pierwszy lepszy mógłby położyć na niej ręce w ogóle nie doceniając jej niewątpliwej inteligencji, ciętego języka oraz gorącego temperamentu. Na szczęście miał za mało doświadczenia w tych kwestiach, aby swoje myśli powiązać z bardziej konkretnymi uczuciami. Słodka nieświadomość.
Zemsta. Zagadnienie całkiem bliskie domowi Salazara Slytherina. W końcu sam jego założyciel poprzysiągł, że odpłaci się wszystkim szlamom, gdy zostawał wydalony z Hogwartu. Edwards był tylko w połowie czarodziejskiej krwi, jednak dał Roselyn kilka ciekawszych powodów do zemsty. Ślizgonce najbardziej zależało zapewne na pomszczeniu swojej fretki, z którą Krukon nie obszedł się zbyt przyjaźnie. Z resztą samej właścicielce również nie odpuścił. Trzeba przyznać, że plan panienki Hepburn sprawdzał się nieźle. Ten pocałunek w szklarni, idealnie zaplanowane, podobnie jak spotkanie na strychu. Można by pomyśleć, że to przypadek, a pieszczoty były całkiem spontanicznym pomysłem. Rozlany poncz również mógł zostać przewidziany przez taką intrygantkę jak Roselyn. Pytanie tylko , czy w ramach swojej zemsty naprawdę musiała majstrować przy pasku Krukona? Aż strach pomyśleć jakie okropności wiązały się za tymi posunięciami. Okropności, o których Joel nie miał jednak pojęcia.
Intencje dziewczyny szybko stały się dość jasne. Młody Edwards nie miał zamiaru się wzbraniać. Dlaczego? Cóż, nad tym się nie zastanawiał. Jego umysł opuściły wszelkie zbędne problemy i zastąpione zostały czymś o wiele przyjemniejszym. Wysportowany chłopak nie miał się czego wstydzić, dlatego pozwolił dłoniom Roselyn krążyć po swoim ciele. Palce brunetki przesuwały się coraz niżej,a usta w końcu odnalazły wargi Joela. Nie trwało to zbyt długo. Ślizgonka dosłownie wyślizgnęła mu się z rąk opadając na podłogę. W końcu mogła przystąpić do okrutnej zemsty, słuchając coraz cięższych oddechów szatyna.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pon 22 Lut - 23:23

Roznegliżowanej dziewczyny? To brzmi, jakby Joelowi obojętne było, kim była owa roznegliżowana dziewczyna, a jego dzisiejsze zachowanie ujawniło już, że raczej każda nie była tym samym co niejaka Roselyn Hepburn, która to przecież miała mścić się na Krukonie i powoli zdobywać jego uczucia, by potem je bezkarnie zniszczyć, zdeptać, zmieszać z błotem. Zabawne, że jakoś przy każdym następnym spotkaniu coraz częściej zapominała jaki był jej początkowy cel zawarcia bliższej znajomości z chłopakiem.
Cóż, nazywam Joela niegroźnym, ponieważ teraz znamy całkiem niezły sposób wykorzystania jego wściekłości. Skoro sam chciał się wyładować w pocałunku, to czemu nie spożytkować jego nadpobudliwości właśnie w ten sposób? Oboje by na tym skorzystali.
Oprócz ciała miała też rozum i cięty język, och, jakie to urocze. Zaiste gdyby Rose usłyszała to od niego, w pierwszej kolejności pewnie próbowałaby z niego szydzić (i byłaby święcie przekonana, że byłoby to słuszne), choć gdzieś tam w głębi zrobiłoby się jej milej. Nie była tylko ładniutką dziewczynką, więc Jo po raz kolejny sobie zaplusował.
Pocałunek w szklarni był przypadkiem - przecież nie zmówiła się z profesor, by wpadła do szklarni i udawała, że ich nie widzi. To samo ze spotkaniem na strychu, chociaż nie można było zaprzeczyć, że takie przypadkowe spotkania (i to tak owocne) idealnie wpasowywały się w jej plan. Wypełniała go podświadomie, pytanie tylko czy zatrzyma się, gdy dojdzie już do igrania z uczuciami Edwardsa, czy też sama faktycznie zaangażuje się w znajomość do tego stopnia, że będzie gotowa zapomnieć o pierwotnym planie.
No jeśli to, co robiła Roselyn, Joel uważał za zemstę, to strach pomyśleć jak przyjemna w jego mniemaniu powinna być ta prawdziwa.
Trochę przykro to stwierdzić, ale Ślizgonce zdecydowanie nie można było odmówić wprawy w zadowalaniu mężczyzn. Wolała nie myśleć, co na jej temat teraz będzie myślał Edwards; prawda była taka, że to wrodzony talent - po mamusi - bo przecież mimo wszystkich przechwałek i kolegów Rosie rzadko zdarzało się poznawać aż tak blisko z nimi. Pod dłońmi wyczuwała drżenie joelowych mięśni a stłumione westchnienia chłopaka były o wiele przyjemniejsze dla ucha nawet niż ukochana piosenka. Całość nie trwała dłużej niż kwadrans, ale nie martw się honey, to wcale nie świadczyło o złej kondycji Joela, a gdy chłopak wydał z siebie ostatnie westchnienie, pochwyciła jego dłoń i szarpnęła w dół, zmuszając Krukona do schylenia się, a następnie położenia na zimnej posadzce - przyjemne ochłodzenie dla rozpalonej skóry? - Zaczynam coraz bardziej cieszyć się z faktu, że moja sukienka uległa zniszczeniu i musiałam wyjść z balu. - zamruczała, sadowiąc się na jego brzuchu i wargami chwytając płatek joelowego ucha. I nieważne, co później mogła powiedzieć Amelka, aktualnie absolutnie nie myślała o konsekwencjach.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 24 Lut - 21:45

Chodziło o męską perspektywę, w której na miejscu Roselyn faktycznie mogłaby się znaleźć masa innych kobiet. Jeśli natomiast chodzi o Joela, to faktycznie nie byłby on w stanie wymienić wielu panien, które chętnie widziałby zamiast Ślizgonki. Właściwie to nie miał nawet specjalnie sprecyzowanego gustu. Brunetki, blondynki, rude, Azjatki, hinduski. Rasa czy kolor włosów były raczej słabym kryterium. Pan Edwards mógł powiedzieć tylko tyle, że miłe dla oka były dziewczęce i naturalne dziewczyny. Oczywiście wszystko w granicach normy. Roselyn całkiem nieźle wpasowywała się w szeroki zakres tolerancji Krukona. Była obiektem pożądania niejednego faceta w tej szkole, choć sporą rolę w tym wszystkim odgrywała jej pewność siebie. To była już połowa sukcesu.
Pocałunki pocałunkami, ale z agresją chłopaka naprawdę nie było żartów.
W drugiej klasie mugolskiek podstawówki posłał Milta Sapersteina do szpitala ze wstrząsem mózgu. Saperstein, szkolny rozrabiaka otoczony zawsze gronem najwierniejszych wyznawców popełnił błąd zaczynając w Joela. Uważając to za wspaniały żart zniszczył model wojskowego samolotu, który chłopiec sklejał z ojcem godzinami. Młody Edwards uśmiechnął się i darował mu, poklepawszy go po plecach. Nieco później, tego samego dnia Saperstein szedł korytarzem z klasy do klasy,a wtedy Joel skoczył na niego od tyłu i uderzył. Saperstein nawet nie wiedział co się stało. Upadł, a wtedy Krukon kopnął go w głowę. Musieli zawieść Milta na pogotowie w St Barnabus.
Dopiero po tym wydarzeniu państwo Edwards dostrzegli problem. Wcześniej wierzyli, że Joel po prostu wyrośnie z częstych bójek. Matka chłopca miała już dość wezwań do szkoły oraz wizyt na pogotowiu. Szatynowi w dzieciństwie założono zapewne więcej szwów, niż wielu osobom w całym ich życiu.
Krukon na szczęście był na tyle rozsądny, aby swoje spostrzeżenie zachować dla siebie. Roselyn zapewne wykorzystała by jego słowa do uszczypliwych żartów. Nie, zdecydowanie mądrzej było siedzieć cicho. Poza tym Joel nie miał żadnego celu w prawieniu jej komplementów. Panienka Hepburn wydawała się zadowolona z zainteresowania innych mężczyzn, ich pożądliwych spojrzeń. Skoro to jej wystarczyło, to nie było sensu udowadniać, że Ślizgonka ma znacznie więcej do zaoferowania.
Joel mieścił się w nastolatkowych standardach. Miał za sobą kilka krótkich związków oraz nieco doświadczeń. Pierwsza miłość jak dotąd omijała go szerokim łukiem, jednak nie czuł się z tego powodu pokrzywdzony. Na dziewczyny reagował w zupełnie normalny sposób,a Roselyn była dziewczyną. O dziwo matka natura nie wyposażyła młodego Edwardsa w uczucie skrępowania. Ciężko stwierdzić, czy to dobrze, czy też źle. Przynajmniej mógł w pełni oddać się przyjemności, zamiast roztrząsać jakieś nieistotne szczegóły. Ewentualne porównania technik Ślizgonki również miały nadejść dopiero z czasem. W tej chwili Joel nie zastanawiał się nad niczym. Nie obchodziło go nawet, czy aby na pewno zamknął drzwi. Całkiem nieźle szło mu dawanie się ponieść emocjom i teraz miał zamiar tę zdolność wykorzystać.
Roselyn doprowadziła sprawy do końca, ale w opinii Joela był to dopiero początek. Jak tylko nieco ochłonął, zaraz został ściągnięty do parteru. Zimna posadzka stanowiła dość ciekawy kontrast dla gorącej atmosfery. Szatyn był gotów ją ignorować w imię ważniejszych rzeczy.
Rozmowy uważał co najmniej za zbędne. Sprawiał wrażenie zbyt pochłoniętego, żeby wdawać się w dyskusje. Usta Rose zdecydował się zamknąć pocałunkiem podnoszącym temperaturę o kolejne kilka stopni. Podniósł się, zmuszając brunetkę do ześlizgnięcia się na jego uda. Nie wiedzieć kiedy jego palce rozprawiły się z zapięciem stanika.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sro 24 Lut - 22:21

Wszyscy mówią o swoich upodobaniach względem drugiej płci, ale prawda jest taka, że w ostatecznym rozliczeniu nikt nie myślał o swoich stereotypach i kierował się nieco innymi kryteriami niż myślał, że będzie się kierować. Co zabawniejsze, statystyki pokazują, że jeśli w jednym związku byłeś z blondynką, to w kolejnym będziesz miał brunetkę. A jeśli z brunetką nie wyjdzie, to będziesz szukał kolejnej, innej niż poprzednie. Kiedyś koło się zamknie, zacznie od nowa i tak całe zasrane życie. Reasumując, gusta zmieniają się z każdą kolejną kobietą.
A o zbyt wielkiej agresywności pana Edwardsa lepiej nie wspominać przy dziewczynie, która sama jej zaznała, co prawda w znikomej ilości, ale zawsze to był jakiś szok. Historię z dzieciństwa odpowiednio będzie najpierw przemilczeć, może kiedyś, w dalekiej przyszłości będzie dane jej ją poznać, kiedy już oswoi się całkowicie z nadpobudliwością Krukona i będzie potrafiła sobie z nią poradzić.
Fakt, że zachował swoje spostrzeżenie dla siebie wcale nie świadczył o jego rozsądku, przecież wspomniałam, że być może tylko początkowo odrobinę by się śmiała, ale w końcu przyszedłby i taki moment, kiedy by mu za to podziękowała. I pokazała, jak wiele taka właśnie opinia dla niej znaczy. Bo przecież ile można słuchać o ładnej buźce, świetnej sylwetce i podłym charakterze, kiedy Rose składała się nie tylko z tego! A to, że lubiła, gdy chłopcy wodzili za nią wzrokiem, wcale nie świadczył o tym, iż liczy się dla niej tylko to.
W tym momencie jej inicjatywa została wyczerpana i dziewczyna była gotowa nawet zakończyć całą zabawę, ubrać się, zapalić (szkoda, że nie miała co) i może wdać się w konwersację z Joelem, jeśli nie chciałby jej od razu opuścić. Jak widać Krukon miał jednak inne plany, co, nie powiem, w pewnym sensie ucieszyło dziewczynę. Ba, ucieszyło i to cholernie, chociaż sama nawet nie wiedziała czemu.
Rosie z całym swoim zaangażowaniem oddała pocałunek, wplatając dłonie w jasne włosy chłopaka i odchylając jego głowę nieznacznie w tył. A potem została przesunięta na joelowe uda, co zresztą też jej nie przeszkadzało, usadowiła się jedynie wygodniej, ponownie zatapiając się z wargach Edwardsa. Braku stanika nie zauważyła.
No, prawie.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 24 Lut - 23:00

Joel jako tako typów nie miał, więc może uda mu się jakoś uchronić i po dłuższym czasie nie dostrzeże tej dziwnej zależności pomiędzy kolejnymi życiowymi partnerami. W innym wypadku zapewne instynktownie zacząłby się oglądać za blondynkami sądząc, że to któraś z nich wpadnie mu w oko jako następna. To chore. Wreszcie jakaś panna zwróciłaby jego uwagę, tylko potwierdzając regułę. W każdym razie jedno było pewne, aby przyciągnąć zainteresowanie pana Edwardsa nie potrzebny był konkretny kolor włosów lub oczu, ale to konkretne 'coś'. Sam szatyn nie potrafił tego dokładniej określić.
Incydent z młodym Sapersteinem zaliczał się do przykrych początków. Z upływem lat sytuacja zmieniła się diametralnie. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym w odpowiedniej chwili nie interweniował ojciec. Pan Edwards dostrzegł problem syna,a co najważniejsze, znalazł rozwiązanie. To właśnie rodzice sprawili małemu Joelowi pierwszą zabawkową miotłę. Matka nie była przekonana, jednak w końcu musiała dać za wygraną. Ojciec zaszczepił w chłopaku miłość do sportu oraz rywalizacji. Pokazał też, jak wszystkie negatywne emocje przełożyć na dodatkową siłę przydatną w grze. Krukon nadal korzystał z tamtych rad. Trenował codziennie, a nawet częściej, jeśli coś wyjątkowo go zirytowało. Przeszłość zostawił za sobą, więc nie liczyłbym zbytnio na opowieści z dzieciństwa.
Wysłuchiwać od Joela o ładnej buźce, świetnej sylwetce i podłym charakterze zbytnio nie miała okazji, więc zapanowała harmonia. Pan Edwards ograniczał się jedynie to stwierdzania takich faktów jak "Jesteś pijana" lub "Ładnie wyglądasz". Próżno wyczekiwać od niego jakiś głębszych myśli. Nie lubił się takowymi dzielić. Słowa przekładał raczej na czyny.
Jeśli sądziła, że można od tak porzucić rozebranego faceta będącego w pełnej gotowości do działania, to być może miała mniej doświadczenia, niż sądziła. Ostatnia szansa na ucieczkę przepadła jeszcze zanim Rose ściągnęła chłopaka na podłogę. Wtedy mogła jeszcze wykorzystać jego zamroczenie. Teraz było za późno.
Stanikiem nie było sensu się przejmować, bo szybko wylądował na ziemi. Zimna posadzka okazała się solą w oku i mimo najszczerszych chęci Joel nie mógł zignorować przejmującego chłodu. Będąc fanem prostych rozwiązań doprowadził do tego, że wrócili do wcześniejszej sytuacji. Blat ławki może nie był zbyt wielki, ale zmieścić się tam miała tylko Ślizgonka. Joel przyciągnął ją na sam brzeg czując, jak krzyżuje kostki za jego plecami. Tu nastąpił kres cierpliwości Joela, a zaproszenie Roselyn okazało się zbyt kuszące.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sro 24 Lut - 23:23

Mon Dieu! Jak miło wiedzieć, że Roselyn miała w sobie to coś, czymkolwiek to coś by nie było. Zresztą każdy poszukiwał w partnerce bądź partnerze właśnie czegoś nieuchwytnego, co sprawiało, że wydawał im się intrygujący, inny niż wszyscy. A dla każdego to coś było czymś innym niż dla pozostałych, dlatego też mamy taką różnorodność gustów i pociągów. Cholera, rezygnuję z polityki i idę na psychologię, bo chyba się nadaję. Wracając jeszcze na moment co owego czegoś, Rose w Joelu odnalazła to już na samym początku (choć za cholerę nie chciała się do tego przyznać), raz, że miał niezwykle elektryzujące spojrzenie, to nie traktował jej od samego początku jako obiektu seksualnego, co już było dlań czymś nowym. Poza tym zobaczyła w nim niewykorzystany potencjał! A jaki, to już lepiej zachowam dla nas i nigdy nie zdradzę.
A panu Edwardsowi seniorowi kiedyś trzeba będzie podziękować za podsunięcie synowi miotły, dzięki której raz, że był spokojny, a dwa, że miał świetnie wyrzeźbioną sylwetkę, na którą aż miło było patrzeć.
Porzucenie w pełni gotowego faceta było dla Roselyn czymś normalnym, ponieważ jak pan zauważył, mogła mieć mniejsze doświadczenie niż jej się wydawało, co zresztą było prawdą, bo lubiła się przechwalać zmyślonymi historiami. No, może nie przechwalać, ale nigdy nie wyprowadzała nikogo z błędu, gdy w plotkach na jej temat pojawiali się nowi kochankowie i czego to ona z nimi nie robiła, choć rozmijało się to z prawdą.
Ułożona na biurku, prychnęła pod nosem, podpierając się na łokciach i wbijając spojrzenie w Krukona. A potem już nie patrzyła, bo - o zgrozo - poczuła się skrępowana. Podświadomie oplotła biodra Joela nogami i uniosła się nieznacznie na dłoni, jednocześnie drugą rękę układając na karku chłopaka i przyciągając do siebie. Pocałunek zdecydowanie pomógł jej rozproszyć myśli i ukryć chwilową nieśmiałość, jaka dziewczę ogarnęła.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Sro 24 Lut - 23:48

Widocznie potrzebna było Roselyn, aby dostrzec to 'coś' w Joelu i potrzebny był Joel, aby to samo dostrzec w Rose. Zadziwiające, że w tym samym czasie ludzie dookoła pozostawali ślepi. Co więcej, niektórzy uznawali nawet błyskotliwą złośliwość Ślizgonki za zwykłą bezczelność, a elektryzujące spojrzenie pana Edwardsa za zmęczone lub pozbawione wyrazu. Krukonowi taki stan rzeczy całkiem odpowiadał. Opinia innych nigdy nie znaczyła dla niego zbyt wiele. Poza tym odczuwał jakiś dziwny rodzaj satysfakcji, gdy uświadamiał sobie, że dla większości ludzi Roselyn Hepburn jest tylko nieco wredną, lecz nadal popularną w całej szkole osóbką lubiącą sprawiać problemy. On natomiast miał z nią znacznie bardziej intymny kontakt i dostrzegał o wiele więcej.
Temat pana Edwardsa niestety pozostaje tabu. Odradzam też poruszanie go do czasu, gdy Joel sam o nim nie wspomni. To niezbyt wesoła historia,a Rose raczej nigdy nie nadarzy się okazja podziękowania ojcowi Joela.
Na temat Krukona plotek krążyło raczej niewiele. W większości z nich występował w roli psychola. Jeśli chodzi o ciekawostki na temat panienki Hepburn, to w istocie kilka obiło mu się o uszy. Uważał się jednak za zbyt rozsądnego, aby w jakiekolwiek plotki wierzyć. I miał gdzieś ukryte ziarenka prawdy.
Wsunął ramię pod jej plecy, przytrzymując. Spojrzenia nie dało się uniknąć i Joel nieco zaskoczony odkrył w dwukolorowych tęczówkach cień skrępowania. Czegoś podobnego nie spodziewał się po dziewczynie paradującej przy wszystkich w bieliźnie. Zażenowania nie odebrał jednak źle. Wręcz przeciwnie, coś w nim drgnęło. Na moment przypomniał sobie jak być delikatnym, chcąc sprawić, by mimo wszystko poczuła się przy nim bezpiecznie. W innej sytuacji na pewno dostrzegłby ironię.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Czw 25 Lut - 1:07

Jak już mówiłam, ciągnie swój do swego a skoro oboje mieli problemy z psychiką, najwyraźniej oprócz zwykłej, czysto seksualnej chemii, zaiskrzyło jeszcze coś. Ale naturalnie początkowo nie byli tego świadomi, może nawet nie chcieli sobie tego uświadomić.
Ale skoro już do czegoś między nimi doszło - i to nawet nie po raz pierwszy, chociaż warto w końcu wspomnieć, że na strychu nie posunęli się aż tak daleko - to warto było się zastanowić, dlaczego do tego doszło. Jasne, Rose mogłaby wypierać się do upadłego i wmawiać sobie, że to wszystko w imię zemsty (co zapewne początkowo będzie robiła), ale jaki interes w uprawianiu seksu (poza czystą przyjemnością) miał Joel? I warto przypomnieć, że to on pierwszy okazał słabość, zdradzając się nieświadomie z zazdrością. Idę o zakład, że jeszcze tej nocy, gdy się rozejdą do swoich dormitoriów, obojgu przed snem do głowy przyjdzie pytanie, dlaczego tak lubią towarzystwo tego drugiego.
Temat joelowego ojca zostawmy jak na razie. I zaznaczmy, że Rosie nie miała zamiaru wypytywać o przeszłość Krukona. Jak na razie o tym nie myślała a w przyszłości być może sam jej zdradzi, kto wie.
No tak, bo to, że paraduje przy wszystkich w bieliźnie to czyni z niej panienkę lekkich obyczajów tak bezpruderyjną i zobojętniałą jak to tylko najgorsze kurwy bezpruderyjne i zobojętniałe potrafią być. Nie przesadzajmy! Jasne, że lubiła kokietować, flirtować i uwodzić chłopców, ale to wszystko było dosyć niewinne i raczej nie dochodziło do takich sytuacji, w jakiej znalazła się teraz. Może stąd to skrępowanie, a być może po raz pierwszy przejęła się, co o niej pomyśli druga osoba, w tym wypadku Joel. Mon dieu, czyżby zależało jej na tym, żeby powiedział coś miłego na jej temat?
Edwards w jednej sekundzie opanował się, przez co oczywistym stało się, iż rozgryzł jej niepewność. Ten fakt dodatkowo zirytował Ślizgonkę; przecież nikt nie miał prawda widzieć jakichkolwiek jej słabości! A mimo to nie było jej z tą myślą aż tak źle zwłaszcza, że dzięki temu Joel był o wiele delikatniejszy. Roselyn westchnęła cicho, przekładając dłoń pod ręką Joela i układając ją na jego łopatce, drugą zaś wplotła w jego włosy i ponownie pocałowała, tym razem zachłanniej niż ostatnio.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Czw 25 Lut - 21:53

Może obydwoje mieli mały problem ze szczerością wobec samych siebie? Joel sądził, że na własne odbicie w lustrze jest w stanie patrzeć bez żadnych wyrzutów sumienia. Okłamywanie siebie nie leżało w jego naturze, choć świadomość własnych ułomności była nad wyraz irytująca. Dzika determinacja, również wrodzona, sprawiła, że zamiast użalać się nad sobą pan Edwards wkładał sporo energii w rozwiązanie problemu. Mógłby się oczywiście pogodzić ze stanem rzeczy, a za kilka lat wylądować w Azkabanie za pobicie lub morderstwo.
Trudno stwierdzić, dlaczego w wypadku Roselyn postępował nieco inaczej. Tak długo, jak traktował to wszystko jak zabawę było w porządku. Zero konsekwencji i niepotrzebnego angażowania się. No, ale tę granicę niestety dawno już przekroczył. Zazdrość niezaprzeczalnie świadczyła o tym, iż panienka Hepburn nie jest mu do końca tak obojętna. Prawda objawiła się niezamierzenie, jednak Krukon nie był w stanie jej zignorować. Pytanie, co dalej? Problem w tym, że wszystko potoczyło się bardzo szybko i nim chłopak się zorientował, trwali w miłośnym uścisku. Brak konsekwencji wziął szlak. Niektórzy faceci na pewno byliby zdolni przejść nad podobnym wydarzeniem do codzienności, ale nie Joel.
A ty znowu swoje. Interpretację czyiś słów radzę zostawić innym. Nikt Roselyn Hepburn nie uważał za panienkę lekkich obyczajów. Po prostu jej spontaniczność znacznie wykraczała ponad przeciętny poziom. Nie każdy byłby w stanie rozebrać się na oczach całej szkoły, wyłączając ekshibicjonistów. Cała postać Ślizgonki zwykle emanowała pewnością siebie, co dziewczyna na każdym kroku jeszcze bardziej podkreślała. Odpowiednie stroje, makijaż, zachowanie. Joel miał pełne prawo czuć się zaskoczonym odkrywając nagły wstydliwy rumieniec. Jak mógł przypuszczać, że jednak istnieją sytuacje krępujące Rose?
Sam znał nieco lepiej te uczucia. Może nie był casanovom i nie specjalnie znał się na kobietach, ale domyślił się w czym leży problem. Żeńska płeć miała dziwny nawyk do wnikliwej analizy rzeczy mało istotnych. Edwards podejrzewał, że Ślizgonka zapewne bała się, co o niej pomyśli chłopak. Ten tymczasem uznał, iż to nie najlepszy czas na refleksje. Przyciągając do siebie brunetkę zaczął składać pocałunki na jej policzkach, linii szczęki, szyi, ramionach i dekolcie. Podejrzewał, że gdzieś tu tkwi słaby punkt.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Czw 25 Lut - 22:43

O tyle o ile Joel mniemał, iż sam siebie nie oszukuje (co w rzeczywistości mogło być prawdą zważywszy na fakt, iż uczucia pokroju zazdrość o kobietę są mu obce i nie wie z czym ma do czynienia, a to jednoznacznie świadczy o tym, że naprawdę może wierzyć w to, że nic do niej nie czuje - jeszcze może w to wierzyć), tak Roselyn była świadoma tego, że dzień w dzień stając przed lustrem wmawiała sobie zupełnie inną prawdę. A jak wiadomo jeśli coś długo sobie powtarzamy, w końcu zaczynamy w to wierzyć. I to biedne dziewczę uwierzyło w swoje kłamstwa a świadomość, że to wszystko było jedną wielką iluzją zepchnęła gdzieś w najodleglejsze i najdalsze odmęty swojego umysłu i żyła w przeświadczeniu, że jest tak, jak to sobie kiedyś wmówiła. Rozwiązanie całkiem przyjemne dopóki nie trafi się ktoś, to jest w stanie przebić się przez mur kłamstw i dotrzeć do sedna naszej istoty, a w tym przypadku najwyraźniej miał to być Joel.
A miłosnym uściskiem się nie przejmujmy, o konsekwencjach pomyśli się później, pewnie dwa, trzy dni będą stresujące (faktem, że cykl jest nieregularny i popadamy w paranoję myśląc, że się spóźnia) a potem poczujemy ulgę, zapomnimy o złym, zapamiętamy dobre i z chęcią powtórzymy spotkanie tête à tête w równie intymnej atmosferze. Ale w przytulniejszym pomieszczonku.
Masz rację, interpretację słów powinnam zostawić innym, bo mi wszystko kojarzy się z tym najgorszym i najnieprzyjemniejszym. Nie posądzałam się o pesymizm, a jednak.
I niech będzie, że miał prawo czuć się zaskoczony, ale mile zaskoczony, jak mniemam. Czyli znowu plus dla Rose.
Delikatne pocałunki też czasem zdają egzamin, w tym momencie bardzo skutecznie rozproszyły nagłą niepewność Ślizgonki. Przymknęła leniwie powieki, odchylając głowę w tył i bezwiednie poddając się przyjemności, jaką niewątpliwie czerpała w tym momencie. W momencie, gdy Joel dotarł do rosiakowej szyi, ta wydała z siebie cichy, pełen aprobaty pomruk.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Czw 25 Lut - 23:51

Szkoda tylko, że nie był świadomy swojej wielkiej misji. Zapewne w pierwszej chwili by zwątpił. Nigdy nie był najlepszy w takich sprawach. Rozmowy szły mu opornie, odzywał się raczej z konieczności. Za pocieszanie nawet się nie zabierał, wiedząc, że i w tej dziedzinie polegnie. No bo jak mógłby przekonywać kogoś, iż wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży, skoro sam w to nie wierzył? Były takie rzeczy, które potrafiły zburzyć cały świat, odebrać wszelkie chęci i nadzieję. Potem pozostawał już tylko żal. Żal wykańczał człowieka. Jeśli się przed nim nie broniło, męczył tak, że przestawało na czymkolwiek zależeć.
W gruncie rzeczy Joel był w stanie całkiem nieźle zrozumieć zachowanie Roselyn. Przy pewnych perspektywach obłuda nie wydawała się wcale złym rozwiązaniem. Może gdyby i on zdecydował się na życie w kłamstwie byłoby nieco lżej? Ukryłby cały żal gdzieś na dnie duszy, zapomniał. Ale to nie było dla Krukona. On zbyt obawiał się chwili, w której wreszcie to wszystko dopadłoby go. Wiedział, że sam musiałby się zmierzyć ze swoimi demonami. Rose chyba właśnie taki los czekał.
Zaskoczenie w istocie miłe. Pewność siebie była czymś, co wyróżniało Ślizgonkę z tłumu, nie oznaczało to jednak, że Joelowi ta cecha przypadła do gustu. Był zadowolony odkrywając, iż panienka Hepburn, jak każdy człowiek, skrywa pewne obawy. W końcu to słabości czynią nas ludźmi, a nawet zbliżają do siebie.
Edwards odczuł zadowolenie dziewczyny. Świadomość, że to jego sprawka była całkiem miłym uczuciem. Szkoda tylko, że przez to cała zabawa miała się ku końcowi. Reakcja Roselyn sprawiła, iż ciało zupełnie przestało Joela słuchać. Wreszcie był zmuszony porwać się nagłej, niepowstrzymanej fali
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pią 26 Lut - 16:56

Nie, nie, właśnie bardzo dobrze, że nie wiedział jaka misja do wykonania mu przypadła. Gdyby wiedział, zacząłby główkować, kombinować i rozpatrywać najróżniejsze opcje, a to nie zawsze było korzystne. Zwłaszcza, że w tym przypadku lepiej by działał nieświadomie; jego styl bycia i fakt, iż Roselyn mimowolnie zaczynała pałać do niego coraz większą sympatią w zupełności wystarczył - najprawdopodobniej - by skruszyć grube mury, jakie przez długie lata budowała wokół własnego serca. Nie musiał jej przekonywać, że świat jest dobry, nie musiał wysilać swojego języka, właściwie to nie musiał robić nic ponad to, co robił od jakiegoś czasu.
Różnica między nimi była taka, że Joel myślał perspektywicznie, był świadom tego, co mogło by być i tego co będzie jeśli postąpi tak a nie inaczej. Ingerował swoją w przyszłość i sam ją ustalał, Rosie żyła teraźniejszością, przyszłość i przeszłość to były dla niej czasy tak odległe, że nie warte jej uwagi. W takim wypadku noszenie maski było wygodne i niekłopotliwe, przecież nigdy nie zastanawiała się nad tym, że kiedyś ktoś może ją rozgryźć.
No jasne, że miała swoje słabości! W końcu nie była cyborgiem, tylko człowiekiem a istota ludzka z góry skazana jest na przegraną, zważywszy na jej ułomności. To ją odróżnia od Boga, jak twierdzą wierzący filozofowie. Roselyn po prostu zamieniała swoje słabości w zalety, dziewczęca nieśmiałość i romantyczne podejście do życia przekuła w przerośniętą samoocenę i bezpośredniość. Dla jednych jednak to była wada większa niż ta pierwsza, kwestia gustu.
Nagła niepowstrzymana fala Joela porwała również Ślizgonkę, która w tym momencie wyzbyła się wszelkiej krępacji.
I joelowe usta zamknęła pocałunkiem, tak na wszelki wypadek.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Nie 28 Lut - 18:01

Przeceniasz go. Joel miał bardzo stoicką naturę, co z resztą było zauważalne na pierwszy rzut oka. No, nie licząc jego wybuchów. W codziennym życiu większość rzeczy przyjmował wprost, takie jakimi były. Nie, żeby specjalnie wierzył w przeznaczenie, jednak niepotrzebne ingerencje w bieg wydarzeń uważał za stratę energii. Jeśli coś miało się wydarzyć, to nie istniał sposób, żeby temu zapobiec. Nie warto natomiast przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Całkiem wygodna filozofia, mało wymagająca. W sam raz dla młodego Edwardsa. Problemem były takie chwile, nad którymi nie można było po prostu przejść do porządku. Istniały takie wydarzenia, z którymi nie sposób było się pogodzić.
W każdym razie jestem pewien, iż Krukon nie głowiłby się specjalnie nad sposobami dotarcia do Roselyn. Całkiem nieźle odgrywała ona swoją rolę. Nieszczególnie spostrzegawczy szatyn jak dotąd nie przejrzał jej maski. Skoro dziewczyna sama wierzyła we własne kłamstwa, to wypadało to na tyle wiarygodne, że i Joel w nie wierzył. Oczywiście do momentu, w którym da mu jakieś powody do podejrzeń.
Młoda Hepburn jakieś słabości mieć musiała, w to chłopak nie wątpił. Jednak nie obnosiła się z nimi zbytnio. Być może potrafiła je doskonale zakamuflować, albo w jakiś cudowny sposób zamienić w zalety? Joel nie specjalnie był sobie w stanie wyobrazić Ślizgonkę-romantyczkę. Roselyn sprawiała wrażenie tak pewnej siebie i twardo stąpającej po ziemi, że taka wizja nie mieściła się w głowie Hamleta.
Jęknął cicho, ale odgłos ten skutecznie stłumił pocałunek. Był za to brunetce wdzięczny. Ekstaza powoli opadła, pozostawiając tylko miłe wspomnienie. Joel z ociąganiem podniósł ciężkie powieki, przyglądając się dziewczynie.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 28 Lut - 19:55

Nawet stoikom zdarzało się myśleć co zrobić, kiedy ktoś już postawił ich przed trudnym do wykonania zadaniem. Może i w życiu niespecjalnie przejmował się wszystkim dookoła i raczej nie miał w zwyczaju ingerować w przeznaczenie, tak dam sobie rękę uciąć, że gdyby dowiedział się, iż ma za zadanie skruszyć mur, jaki Roselyn wokół siebie wybudowała, a w dodatku powinien jeszcze ją wspierać w pierwszych dniach, czy miesiącach po odkryciu siebie - co niewątpliwie byłoby ciężkie zważywszy na fakt, iż nowa Rosie straciłaby nieco ze swojego animuszu i już nie była taka pewna wszystkiego - Joel zastanawiałby się co zrobić i jak to zrobić.
Co zaś się tyczy jej maski i tego czy ją odkryje czy też nie, to się wyjaśni z czasem. Być może w niedługiej przyszłości.
A kto obnosił się ze swoimi ułomnościami? Raczej nikt tego nie chciał, u niektórych niestety były zbyt oczywiste by można było je ukryć. Na szczęście (a może nie) słabości Rosie nie były zbyt widoczne, a ona sama za wszelką cenę starała się je kamuflować, skutecznie.
I Rose nie posiadała romantycznego usposobienia. A w każdym razie nie w taki typowy, romantyczny sposób.
Głupia sprawa, ale początkowo Ślizgonka w ogóle nie chciała spojrzeć Joelowi w oczy. Czy to był wstyd czy po prostu chwilowa nieśmiałość, nie mam pojęcia, w każdym razie podniosła nań wzrok dopiero po minucie, czy dwóch. I uśmiechnęła się. Ale nie złośliwie, szyderczo czy sztucznie, jak to zwykle miała w zwyczaju. Panu Edwardsowi dane było zobaczyć szczery uśmiech dziewczyny, którym do tej pory zaszczycała tylko i wyłącznie Amelię. Niepewnie odgarnęła opadającą na jego oczy grzywkę i ułożyła dłoń na policzku, głaszcząc go kciukiem. I absolutnie nie miała zamiaru go wypuszczać z objęć, jeśli miał taką nadzieję, czy jeśli łudził się, że zaraz będzie mógł uciec.
- To było...- mruknęła, przygryzając niepewnie dolną wargę. No właśnie, jakie było? Roselyn nie potrafiła tego zdefiniować, toteż zamiast słów, po prostu pocałowała chłopaka. Czule. I leniwie.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Joel Edwards on Nie 28 Lut - 20:40

Nie jestem pewny, czy podobnego zadania by się podjął. Zakładając jednak, że nie dano by mu wyboru, zapewne próbowałby wymyślić jakiś skuteczny sposób. W pocieszaniu nigdy nie był dobry, ale z tego co wiedział, to do udzielania wsparcia wystarczyła sama obecność drugiej osoby. No i jej pełna akceptacja, jednak to Roselyn zyskała i Krukona już na samym początku. Powiedzmy, że to było odwdzięczenie się. Przyjemnie było wreszcie znaleźć kogoś, kto wcale nie uważał Joela za psychicznie chorego. Do niekontrolowanych ataków gniewu panienka Hepburn odnosiła się jak do czegoś normalnego. Jakby Joel chorował na ADHD, a nie notoryczną chęć mordobicia.
Ułomności były naprawdę różne. Nad niektórymi nie dało się przejąć kontroli, tak jak w wypadku Hamleta. On nie miał zbytniego wyboru. Roselyn natomiast dano taką szansę. Mogła zataić swoje słabostki, albo ujawnić je. Wybrała tą pierwszą opcję, przed nikim nie przyznając się do wad. Nawet przed samą sobą. Joel nie miał więc szans ich dostrzec, tak jak pozostali. Tylko to Ślizgonki należał wybór, czy kiedykolwiek odsłoni się przed kimkolwiek. Edwards był równie dobry jak każdy inny.
Nie przejął się i sam nie odwrócił wzroku. Przyglądając się Rose przypomniał sobie jej niedawne pytanie W takim razie kim jestem?. Cóż, teraz do listy pustych określeń, gdzieś pomiędzy 'znajoma' a 'koleżanka' mógł dołożyć 'kochanka'. Kiedy wreszcie nabrała odwagi, żeby zerknąć na Jolea, w jej spojrzeniu chłopak dopatrzył się odrobiny czułości. Wiedział, że dobrze się spisał, co z resztą potwierdziły kolejne słowa brunetki. Oddał pocałunek nie wypuszczając dziewczyny z objęć. Pozwolił jej mówić, bo sam raczej niewiele mógł powiedzieć.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala numer jedenaście

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach