Schowek na miotły

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Wto 21 Cze - 20:57

On nie chciał się angażować, ona wręcz przeciwnie - jeśli jakiś chłopak miał pojawić się w jej życiu, to na poważnie. Miał się nią opiekować, miał rozpieszczać ją czekoladkami, nosić na rękach i nie bać się tego. Chciała go tylko całować i to niewyobrażalnie, ale sama zdawała sobie sprawę, że wykorzystywanie go jest złe. Może rzeczywiście mieli jedynie dwa wyjścia? Skierować znajomość na inny tor, albo przerwać ją zupełnie? Ewentualnie mogli spróbować powrócić do dawnych stosunków, ale czy to coś by dało? Skoro on właśnie wyznał jej swoje uczucie, ona również czuła do niego miętę przez rumianek?
- Myślenie nie wychodzi ci na dobre - podsumowała, poniekąd krytykując jego sposób postępowania. Bo od kiedy to wiedział, co jest dla niej dobre i kto się dla niej nadaje, a kto nie? Ta decyzja nie należała do niego i należeć z pewnością nie będzie. - Tego nie da się kwestionować. Aczkolwiek na chwilę obecną, nie możesz sobie rościć żadnych praw do moich nóg. Mówię poważnie, Riley. Nie wiem co zamierzasz, a tym bardziej czego byś chciał. Powinieneś mnie teraz zaprosić na randkę, zdecydowanie. Potem poprosić o chodzenie, choć to w sumie dziwnie brzmi, bo po sześciu latach znajomości to nie może utknąć w takim punkcie. Za cholerę nie mam pojęcia, do czego powinieneś teraz zmierzać, bo to ponoć ty jesteś facetem i wychodzenie z inicjatywą to twoja rola, ale... jeśli chcesz mnie, naprawdę chcesz i czujesz coś do mnie to... musisz to wszystko rzucić. Mogę mieć kumpla, który upija się w sztorc, bierze dragi i nie kontaktuje, ale jeśli z tego kiedykolwiek ma być coś więcej... chcę cię trzeźwego. Na poważnie, a nie dla zabawy - ujęła jego twarz w dłonie i uniosła ją ciut do góry, by Gryfon mógł patrzeć jej prosto w oczy. Cóż z tego, że chyba nie mogła być bardziej bezpośrednia, że właśnie przeskoczyli co najmniej pół roku podchodów prowadzących do związku. Ona nie potrafiła czekać, nie miała do tego cierpliwości. Poza tym, co miałoby to zmienić? Przecież znają się sześć lat, Sewardówna wiedziała o nim to, czego pary dowiadują się po kilku latach związku.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Sro 22 Cze - 0:06

Czy w ogóle dałoby radę skierować ją na poprzedni tor i żyć tak, jakby się nic nie wydarzyło? Wątpliwe. Z takich sytuacji są jedynie dwa wyjścia, wspomniane już wcześniej. Albo albo, nic poza tym, czy by tego chcieli, czy nie. Riley musiał się zatem przełamać i wziąć w garść, robiąc wszystko to, czego od faceta się oczekuje. Będzie musiał pogrzebać swoje dotychczasowe wyobrażenia o randkach, umawianiu się i w ogóle dziewczynach jako takich. Jakby nie patrzeć, nawet Etkę traktował jak kumpla. Była z nim zawsze, albo to on był z nią zawsze, nieważne, od zarania dziejów dokuczali sobie, byli jak rodzeństwo. Nic więc dziwnego, że w chwili obecnej Riley traktuje całą tą sytuację, jak związek kazirodczy, a do uczucia, jakim obdarzył Sewardównę, nie chciał się przyznać nawet przed samym sobą.
- Wiem – przyznał jej rację. Myślenie nigdy nie wychodziło mu dobrze i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tak naprawdę, jakby się uprzeć, on w ogóle nie myślał, ale robił. Żył, chwytał dzień, bawił się tym, co sprawił mu los. I tylko było według niego dobre i właściwe, niczego więcej nie potrzebował do szczęścia. – O kurrr... czaczki mnie zaatakowały – stłumił swoje zdziwienie, nie wiedząc, co powiedzieć. Spodziewał się takiego warunku, ale tak zaraz, od razu? Przecież nie da rady tego rzucić w jeden dzień. Nie po tylu latach. – Możemy sobie nawet darować etap pytania czy chcemy ze sobą chodzić czy nie, bo to wynika samo przez się. Albo nie. Ale okej... Zapraszam cię na randkę. I nie mów, że to nie tak powinno wyglądać, bo nie wiem, jak normalnie zaprasza się dziewczyny na randki. Wiesz doskonale, jak zwykle wyglądały moje kontakty z wami. Ale... No, możemy iść na... Czekoladę? Kawę? Herbatę? Sok dyniowy? – zasypał ją propozycjami, wyginając przy tym palce i nie wiedząc, gdzie podziać wzrok. Peszył się, po raz pierwszy się peszył i wolałby uciec ze schowka, niż gnieździć się tu teraz z Etką, szczególnie, że ona wie, co on do niej czuje i że nie ukryje się ze swoimi uczuciami i intencjami, a wszystkie zaczepki i... Wszystko w ogóle nabierze teraz zupełnie innego sensu, niż zazwyczaj. To było niedobre.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Sro 22 Cze - 0:36

Oboje właśnie stanęli przed ogromnym problemem. Można by się nawet sprzeczać, które z nich było w gorszej sytuacji. Puchonka, która mogła zlekceważyć jego wyznanie i wyjść z tego bez szwanku, nagle zaczęła się zastanawiać nad sensem ich znajomości. Czy to oznaczało, że właśnie miał się dla niej zacząć ten pierwszy związek, o którym zawsze marzyła? I czy naprawdę to działo się naprawdę, bo nie miała nic przeciwko by spróbować z Rileyem. Pocałowała go będąc zupełnie trzeźwą i jak się okazało, to wcale nie było niezręczne jak myślała. Nadal jej się podobało, może więc ich dalsza znajomość będzie wyglądała podobnie? Cóż, niedługo zapomni jak się nazywa.
- No co? - zapytała, wzruszając ramionami. Jakby nie wiedział, że Sewardówna nie zmarnuje żadnej okazji, by wymusić na nim rzucenie alkoholu. - Śmierdzisz wódą jak stary bosman, wyjdzie ci to jedynie na dobre - dokończyła łagodnie. Tym razem miała asa w rękawie i nie było szansy, by zawahała się przed użyciem go w odpowiedniej chwili. Bo dla niej to właśnie była odpowiednia chwila. A przynajmniej tak jej się wydawało. Jednakże słysząc jak się jąka, na dłuższą chwilę zwątpiła, czy to aby na pewno słuszny ruch. To nie ma szans wypalić, pomyślała, odwracając wzrok i wbijając go w ścianę. Cóż z tego, że Riley musiał to zauważyć, to nie było ważne. Za to zdecydowanie niezręczne.
- Kremowe. Wszystko inne będzie wyglądało dziwnie... i moja kochana armia chyba zmiecie cię z powierzchni ziemi jeśli się dowie - spuściła nos na kwintę i zaczęła nerwowo skubać brzeg koszuli. - Wiesz, w sumie chyba nawet nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz. To beznadziejne i nie powinno tak wyglądać. Może lepiej byłoby jakbym zjadła to cholerne jabłko, wszystko byłoby o wiele jaśniejsze! Ale nie możemy po prostu pominąć tej całej niezręcznej części, w której ty zachowujesz się jak płochliwa dziewica, którą nawet nie jesteś, a ja gadam jak najęta wszystko, czego mówić nie powinnam bo z pewnością będzie mi jutro z tego powodu głupio, zwłaszcza, że nawet nie pomagam, i przejść do tej w której się całujemy i jest wszystko cacy, prawda? Tak nie można, to nie po kolei i z resztą to też chyba nie byłoby na miejscu... Jeśli nie chcesz, to ja przecież nie mogę cię do niczego zmusić, choć z pewnością będę kontynuować kampanię przeciwko piciu, bo naprawdę powinieneś to rzucić Riley, zdecydowanie wolę cię kiedy kontaktujesz i nie muszę cię co chwilę bić. Bo może i ja bym chciała, ale to też tak nie działa, bo chcieć muszą obie strony... to znaczy moglibyśmy spróbować, bo a nuż wypali i okaże się, że coś może z tego być. To znaczy, na to wygląda, bo zawsze myślałam, że nie mogę cię pocałować bo jesteś tobą, ale to wcale nie było tak jakbym całowała brata... przeciwnie. Ale nie żebym kiedykolwiek próbowała pocałować brata, serio... w sumie tylko Claya raz ale miałam pięć lat i bawiliśmy się, więc to się nie liczy. I to było dziwne, nie tak jak teraz... - On wykręcał palce i nerwowo rozglądał się po schowku, byleby tylko nie patrzeć na nią. Ona zaczęła trajkotać jak najęta na wszystkie możliwe tematy bazujące wokół swoich wcześniejszych słów. Mówiła, mówiła, mówiła i nie mogła przestać. Jak gdyby to miało sprowadzić na nich ciszę, której zdecydowanie się bała. Potok słów skutecznie ją odstraszał.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Sro 22 Cze - 14:16

Świat stawał na głowie, wszystko wywracało się o sto osiemdziesiąt stopni, a mimo to wcale nie było źle. Może i nie szło taką drogą, jaką powinno, jednak ziemia się od tego nie trzęsła, nic się nie waliło i nie paliło, a oni nadal żyli, trwając w tej niezręcznej chwili zagłuszając ciszę, która niewątpliwie by zapadła, bezsensowną paplaniną Etki. Riley nie miał serca jej przerywać. Na dobrą sprawę nawet lubił słuchać wszystkiego, co mówiła, nawet jeśli nie miało to większego sensu i składało się w końcu na ciąg zupełnie nie powiązanych ze sobą słów, głupich sformułowań i nic nie znaczących porównań. Mógł spróbować swoich sił. Chciał tego. Nic się przecież nie stanie, gorzej być nie może, a nuż wyjdzie im to na dobre? Jeśli im się nie spodoba, to istnieje prawdopodobieństwo, że do tego czasu Hawthorne zdąży wyleczyć się z nieszczęśliwej miłości i będzie tkwił w tym związku, tak dla zasady, by nie urazić Sewardówny. A później wszystko potoczy się swoim życiem, zapomną o sobie i znów będą się kumplować.
- Och, zamknij się już, bo albo stąd wyjdę, albo to... – rzucił, nieco poirytowany, ponieważ zaczął się gubić w tym, co mówiła i nie docierało do niego nic. Jakieś zlepki zdań, jakieś pojedyncze słowa. Więc by zagłuszyć jej monolog, by dać jej trochę wytchnienia, zamknął jej usta pocałunkiem, ściągając ją z wiadra na swoje kolana.
Tak było lepiej i wygodniej i zdecydowanie ciszej, co też wychodziło na plus. Ciszy mogła się bać, jeśli nie byłaby zajęta niczym innym, prócz wpatrywaniem się w Gryfona i czekaniem na to, co zrobi, albo czego nie zrobi. Jednak cisza, która właśnie zapadła, była przyjemna; takiej nie powinna się obawiać, ponieważ nie groziła niczym złym, poza większym zaangażowaniem obu stron.
- Nie lubię, gdy trajkoczesz jak zepsuta katarynka. Przypominasz mi wtedy moją ciotkę, a to jest złe. To wychodzi ci zdecydowanie lepiej, gdy jesteś cicho – zaśmiał się, powracając do bardziej absorbującego zajęcia, niż rozmowa.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Sro 22 Cze - 16:38

Tego właśnie spodziewałaby się, gdyby taka sytuacja kiedykolwiek miała miejsce. To znaczy, nigdy nie zastanawiała się jak całuje Riley - nauczona doświadczeniem w wieku pięciu lat nigdy nie ośmieliłaby się tego sama spróbować. Nie uwłaczając Claytonowi, którego przecież znała od pieluch, to było o wiele lepsze. I zupełnie nie wydawało się niezręczne. Problemem było tylko to, że niezależnie jak bardzo by się nie starała, nie miała zielonego pojęcia, co też dzieje się w jego głowie. Czego on chce i czego od niej oczekuje. Jakie są jego zamiary. Zdecydowanie wolała proste sytuacje.
Riley powinien czuć się dumny i cieszyć się z tego, że znalazł sposób uciszania jej, który nie wiązał się z ryzykiem uszczerbku na zdrowiu. Aczkolwiek, nigdy nie wiadomo na jak długo. Miała zacząć protestować i naprawdę bardzo chciała to zrobić, ale pocałunki były tak przyjemne... w dodatku na jego kolanach wydawało jej się o wiele wygodnie i zwyczajnie nie mogła znaleźć żadnego minusa tej sytuacji. Splotła nadgarstki za jego karkiem, przysuwając się do niego; nawet nie musiała już nic mówić, a tym bardziej wygadywać wszystko, co przyszło jej na język. Żyć nie umierać!
- Nie trajkoczę jak katarynka, Riley! - oburzyła się, odsuwając się od niego nieznacznie i stanowczo, choć wciąż obejmowała go, nie pozwalając mu znaleźć się dalej, niźli ona by tego chciała. - To nazywa się elokwencją, jest umiejętnością niebywale cenioną w dzisiejszych czasach, a ty z całą pewnością jej nie posiadłeś, bo zapewne poszedłeś się napić, kiedy ją rozdawali. I wypraszam sobie jakiekolwiek porównania do twojej ciotki! - A gdy już skończyła swoją tyradę, niebywale chętnie powróciła do przerwanej czynności, która jak na razie wychodziła im najlepiej. Kto wie, może z biegiem czasu ta zgodność przeniesie się również na inne płaszczyzny i będzie im ze sobą dobrze?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Sro 22 Cze - 22:06

Każdy wolał proste sytuacje i Riley nie był tu wyjątkiem. Problem jednak tkwił w tym, że on sam nie wiedział, czego chce. Zachowywał się jak nie on, jakby coś w niego wstąpiło i kierowało nim całym, nie pozwalając skorygować to z mózgiem. Wszystko działało osobno, tworząc w chłopaku nie związane ze sobą elementy, jakieś narzędzia, którymi nie potrafił sterować. I chociaż bez problemu poradziłby sobie z naprawą samochodu, nie mógł zrobić nic, by doprowadzić samego siebie do stanu używalności. Nawet stworzenie listy wymagań, uporządkowanie priorytetów na nic się zdało. Był bezsilny w starciu z potęgą miłości.
Zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo. I gdyby ktokolwiek spróbował w tj chwili powiedzieć, że od początku nie byli dla siebie stworzeni, zapewne i od jednego, jak i od drugiego, dostałby porządny wpiernicz.
- Za dużo gadasz, musisz z tym skończyć – oznajmił stanowczo, wcinając jej się w słowo, lecz później już nie miał w co się wcinać.
Na dobrą sprawę wcale nie przeszkadzało mu jej gadulstwo. Niech gada, niech robi co chce, gdy zapada niezręczna cisza. Wtedy czasem naprawdę lepiej, gdy ktoś nawija o pierdołach, istnieje bowiem szansa, że inni podchwycą jakiś temat, zaczną się śmiać, sami będą opowiadali jakieś głupoty. Cokolwiek. Elokwencja elokwencją, ale Etka posiadała znacznie ważniejszy dar, którego on nawet nie potrafił nazwać. To jednak sprawiło, że w głowie zaświtała mu myśl, by w czasie wakacji sięgnąć do słownika albo jakiejkolwiek innej książki. W ogóle do książki... Kolejny stopień ku poprawieniu swojej sytuacji życiowej. Sewardówna powinna być z niego dumna.
Zaprzątanie sobie głowy drobiazgami było jednak nie na miejscu, więc Riley, tym razem naprawdę wykorzystując sytuację, na powrót wepchnął ręce pod jej koszulkę i znowu zaczął bawić się zapięciem jej stanika. Wszystko to zbyt go kusiło, a za razem przerażało, pozostawał więc w martwym punkcie, gorączkowo oddając jej każdy pocałunek. Nie wypadało mu posuwać się dalej, niż powinien. Przed chwilą co wyjaśnili sobie niektóre sprawy!
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Czw 23 Cze - 13:32

Właściwie, znajdowali się aktualnie gdzieś w kosmosie, na pewno z dala od ziemi i normalności. Nic nie było w takiej sytuacji dziwne, nawet to, że nie wiedzieli co z sobą zrobić, jak się zachowywać, czego oczekiwać i chcieć.
- Tylko pod warunkiem, że ty przestaniesz pić - odgryzła się. Właściwie, to akurat jej to przeszkadzało. Nie na tyle, by zerwać z nim znajomość czy obwołać go niegodnym swojego czasu, ale martwiła się o niego i naprawdę wolałaby, gdyby przestał się wyniszczać! Zwłaszcza, że zawsze uważała go za fajnego faceta (może nie za potencjalnego kandydata na chłopaka, ale to raczej kwestia jej dość specyficznej mentalności), więc zwyczajnie było jej szkoda, że za kilka lat, jeśli nie przestanie, wyląduje gdzieś w rynsztoku.
- Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele - upomniała go pomiędzy kolejnymi pocałunkami, tym samym udowadniając, że niezależnie od tego, ile by się między nimi nie zmieniło, wciąż pozostawała tą samą Étaín. Która nie pozwoli mu tak szybko posunąć się zbyt daleko. - Nawet nie byliśmy jeszcze na randce - zaśmiała się, szybciutko powracając do przerwanej czynności. Tak było dobrze; nie musieli się niczym martwić, byli zupełnie bezpieczni. Choć... może powinna wreszcie na poważnie pomyśleć o bezpieczeństwie? - Uhm, Riley - przerwała na chwilę, nieznacznie się od niego odsuwając. - Nie zrozum mnie źle, ale wydaje mi się, że nie powinniśmy mówić o tym reszcie. Na razie, dopóki nie okaże się, do czego to wszystko zmierza... oni mogliby to odebrać opacznie, a nie chciałabym, żebyś miał z mojego problemy jakieś problemy. To znaczy, Aideen i Clay są twoimi kumplami, a nie wydaje mi się, by byli zachwyceni, gdyby zastali nas w takiej sytuacji - delikatnie głaskała jego policzek, wciąż czując się dość niezręcznie, choć zrzucała to wszystko na barki tego, iż właściwie po raz pierwszy znajdowała się w tym punkcie.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Czw 23 Cze - 14:00

Odsunął się od niej nieznacznie, spoglądając na nią, jak na wariatkę. Naprawdę nie musiała mu powtarzać po kilka razy tego jednego, jedynego warunku, który już zdążył do niego dotrzeć i teraz zostaje powoli trawiony, poddawany analizie i wszelkim możliwym za i przeciw. Nieważne, z której strony by do tego podchodził, wychodziło na plus. Postanowił zatem spróbować, nie mówiąc o niczym Etce. Niech ma niespodziankę, niech reszta też ma niespodziankę. Niech i w końcu on sam sprawi sobie mały prezent, nawet jeśli przez kilkanaście pierwszych dni będzie przeżywał istne katusze.
- Na razie nie piję, jednak ty ciągle otwierasz jadaczkę. Jesteś w takim razie nie w porządku wobec mnie, przebrzydła mantykoro – zauważył, chociaż jego uwaga nie była całkiem na miejscu. Zawsze, po powrocie do dormitorium, może się uchlać w sztorc i tyle będzie po obietnicach. Na chwilę obecną jednak bardzo przeszkadzało mu, że Étaín zajmuje się prawieniem mu kazań, gdy wcale nie musi tego robić. On sam wychodził z założenia, że mogłaby z tym zaczekać do bardziej komfortowego momentu, kiedy to nie będą mogli zajmować się sobą nawzajem. Owszem, przy Aideenie, Kocie i Kleju może i nie wypadłoby to dość wiarygodnie, a oni nie wiedzieliby dlaczego w ogóle ta dwójka podjęła taki temat, ale to nie miałoby znaczenia.
- Skoro i tak jesteśmy w tak niekonwencjonalnym związku, musimy nadal iść zgodnie z utartymi schematami? To jest nuuudne – zajęczał, lecz jak grzeczny chłopiec, położył ręce na jej talii i tam już je zostawił, pozwalając sobie jedynie na zabawę skrajem jej koszuli. Jeśli musi, będzie udawał grzecznego i porządnego. Tak chyba powinno być, tak się zachowuje „chłopak” w „takich” sytuacjach. Powrócił zatem do całowania Sewardównym dochodząc do wniosku, że lepiej być nie mogło i że jeśli ich dziwaczny związek zbyt szybko się rozleci, to na pewno nie z winy któregokolwiek z nich. Nie dane mu jednak było nacieszyć się smakiem ust Etki na długo.
- Jasne, nie ma sprawy, ale nie gadaj już tyle. Będę cicho jak mysz kościel... Jak mysz pod miotłą, więc nie będziesz musiała obawiać się o swoją reputację i wszystko będzie cacy – powiedział, jak mu się wydawało, uspokajającym tonem. On miał naprawdę na wszystko wyjebane z góry do dołu, tego z niego na pewno nie wypleni, więc niech się nie dziwi, że nawet słowem o sobie nie wspomniał. Niech się świat wali i pali, on i tak wyjdzie z tego bez szwanku, albo umrze tak szybko, że nawet tego nie zauważy.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pią 24 Cze - 13:12

Ale ona naprawdę lubiła w kółko trajkotać o jednym i tym samym, a już w szczególności jeśli jej na tym zależało. Wtedy mogła przynudzać niemiłosiernie, powodować u innych skrajne znudzenie i tym samym zmuszać ich by zachowali się po jej myśli, mając dość nieustającej paplaniny. To dziwne, że jeszcze jej nie rozszyfrował.
- Po pierwsze primo, cały czas jesteś pijany. Po drugie primo, śmierdzisz petami jak stary bosman. Po trzecie primo, ja mam specjalne prawa i nie obowiązuje mnie ta sama taryfa co ciebie, a po czwarte primo ciebie wcale moja paplanina nie wkurza - I tak z każdym wyliczeniem zginała jeden palec, aż został tylko ten środkowy. Oczywiście, dziewczę zachichotało wesoło i powróciło do całowania go, bo przecież nie miała żadnego zamiaru obrażać go! Gdyby poszedł się uchlać do dormitorium, byłby zupełnie nie w porządku w stosunku do niej. A ona jak zawsze musiała pokazać, co sądzi o romantyzmie i w najmniej odpowiednim momencie zacząć się zachowywać właśnie tak.
- Schematy schematami i je można olać, ale ja nie jestem każda i nie pozwalam sobie ot tak wpychać rąk pod koszulkę! Mówię poważnie, Riley. Chcesz się tak bawić od razu, musisz sobie znaleźć inną, bo na mnie musisz grzecznie poczekać - uświadomiła go, zadowolona, że przynajmniej grzecznie posłuchał jej polecenia i już nie bawił się jej biustonoszem. Tu nie chodziło o to, żeby miał kogokolwiek udawać, a by zwyczajnie zaakceptował to, że ona nie jest jeszcze gotowa na takie rzeczy i musi minąć trochę czasu, zanim się na to odważy. W gruncie rzeczy, Puchonka była naprawdę płochliwym stworzeniem i całowanie się z nim w schowku na miotły stanowiło dla niej nie lada przeskok. Tym bardziej musieli trochę zwolnić, bo naprawdę się przestraszy.
- Obawiam się raczej o twoje zdrowie psychiczne, fizyczne i życie - odpowiedziała cichutko, zamieniając się w bardzo nieśmiałą Étaín, która najwyraźniej ciut wstydziła się tego, że wszystkim przejmuje się bardziej niż on. Owszem, znała go, wiedziała, że ma na wszystko wyjebane i że przecież go nie zmieni. Nawet nie chciałaby tego. Ale czuła się niezręcznie z fantem, że to ona robi ze wszystkiego problemy, ona chce, aby wyglądało to tak a nie inaczej i wreszcie naraża go na nieprzyjemności ze strony jego własnych przyjaciół, którzy byli również jej przewrażliwionymi braciszkami.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Czw 30 Cze - 21:59

Posiedzieli jeszcze trochę, pokłócili się, pomiziali, a potem poszli. Bo podejrzeń nie można było wzbudzać w nikim!
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 1 Lip - 22:23

Cassie uciekła do zamku, on tymczasem oberwał kilkoma odbitymi przez nią kulami śniegu. Oboje byli teraz mokrzy i zmarznięci, ale dziewczyna ciągle się śmiała. Schowała się w schowku na miotły, ale Gabriel zdążył zauważyć, gdzie dziewczyna się skryła. Kiedy zamknęła drzwi, podszedł po cichu i nagle otworzył je.
- Ha! Mam Cię! - Zawołał ze śmiechem. Wszedł i zamknął drzwi. Waliło tutaj środkami czystości, było ciasno i ciemno jak w dupie. - Lumos. - Jego różdżka zapłonęła jasnym światłem i wydobyła z ciemności twarz dziewczyny. W jej włosach wciąż było sporo śniegu. Uśmiechnął się do niej. Teraz nie mógł jej trafić śniegiem... no cóż. Trudno. Przytulił ją za to. Miała mokrą koszulkę. Pewnie sporo śniegu musiało dostać się pod jej płaszcz. No cóż - ona też wrzuciła mu sporo białego puchu za kołnierz. Zdjął płaszcz i powiesił na trzonku jednej z mioteł, potem ledwie usiadł na odwróconym dnem do góry wiaderku. Położył różdżkę obok, na jednej z półek, pomiędzy dwoma butlami z środkami czyszczącymi. Wyciągnął się na improwizowanym siedzeniu i pociągnął dziewczynę tak, że właściwie upadła na jego kolana. Objął ją rękoma i oparł brodę o jej głowę.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Cassandra Hayes on Nie 1 Lip - 22:46

Gdy tylko panna Hayes znalazła się w zamku, przez głowę przemknęła jej myśl, że mogłaby się schować. Wtedy zamiast bawić się w berka, mogliby pobawić się w chowanego. Z szerokim uśmiechem na ustach otworzyła drzwi do schowka na miotły - uwielbiała tę kryjówkę. Zawsze, kiedy wpadała w tarapaty na parterze i gonił ją jakiś nauczyciel albo Filch, chowała się właśnie tam i nie wychodziła, dopóki niebezpieczeństwo nie minęło. Było to tak dawno, że teraz Cassie prawie się tu nie mieściła. Szybko zamknęła za sobą drzwi, mając nadzieję, że Gabriel jej nie zauważył.
Niestety, przeliczyła się - stała w schowku zaledwie krótką chwilkę, a Gryfon już zdążył otworzyć drzwi i wejść do środka, dodatkowo ją mocno przytulając.
- No, masz, masz... pewnie myślisz, że zasłużyłeś na nagrodę, co? - spytała z filuternym uśmieszkiem na ustach, zerkając na niego z ukosa. Zrobiła wielkie oczy, gdy ją pociągnął. Przez chwilę bała się, że wyląduje na podłodze wśród szczotek, butelek i wiaderek, ale szczęśliwie wylądowała na kolanach Gabriela. Jak słodko.
Światełko wydobywające się z różdżki Gryfona pozwalało jedynie na tyle, żeby mogła zobaczyć własną dłoń tuż przed swoim nosem. Nie, żeby miała coś przeciwko... tak było całkiem przytulnie, zwłaszcza, że było jej trochę zimno. No, ale sam Smith też działał jak taki przenośny kaloryferek.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 1 Lip - 23:08

- Mhmmm... - Mruknął tylko i pocałował ją w policzek, przysłonięty ciemnoblond lokami. Też musiał stwierdzić, że dziewczyna była cieplutka. Miał pomysł, ale o tym ćśśś. Zaskoczy ją. Ma nadzieję, że miło. - Udało mi się Ciebie złapać w końcu, nie? - uśmiechnął się, chociaż ona nie mogła tego widzieć. Przytulił ją mocniej. Chciał dziś spędzić z nią dzień miło i przyjemnie. Tylko z nią. Chociaż parę godzin. Złapał ją za jej drobne dłonie.
Był wesoły, szczęśliwy. Dziś. Miał nadzieję, że nic nie zepsuje mu tego szczęścia, a dziewczyna wybaczy mu jego ostatni wybuch i nigdy już nie da powodów do kolejnego. Nie chciał jej ranić, ale wiedział, że jeśli zrobi coś... no po prostu... była jedną z tych niewielu kobiet, które zamiast olać i przestać się do nich odzywać, wolał wybuchnąć i zrównać ją z ziemią, ale potem pogodzić się i próbować dalej budować wszystko na nowo.
- Ciepło tutaj. Szkoda tylko, że ubrania trochę mokre. - Powiedział figlarnym tonem głosu.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Cassandra Hayes on Nie 1 Lip - 23:59

Uśmiechnęła się lekko, gdy pocałował ją w policzek. Czyżby coś chodziło mu po głowie? Jakaś miła niespodzianka? Hmmm... co to takiego może być...
- No, udało - przyznała Cassie, kiwając powoli głową. Obróciła się trochę, żeby złożyć na jego ustach krótki, ale czuły pocałunek. Objęła go ramionami. - To by było na tyle w ramach nagrody - stwierdziła, śmiejąc się cicho.
Cassie bardzo chciała wybaczyć. Właściwie, to o ile ktokolwiek nie będzie jej tego wypominał, zapomni o tym bardzo szybko. To przecież dzisiaj postanowili sobie zaufać, a to nie polegało chyba na tym, żeby rozpamiętywać wszystkie błędy przeszłości. Od dzisiaj Gabriel ma czyste konto i albo to wykorzysta, albo... nie.
- No, fakt, trochę ciepło... a czemu szkoda, że mokre? Mogą wyschnąć - odparła Cassie, lustrując Gabriela swoimi brązowymi oczętami.
Przylgnęła do niego mocniej, ciągle mając na ustach lekki uśmieszek.
- Co ci chodzi po głowie? - spytała po chwili nieco ciszej, wtulając nos w jego koszulę.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 2 Lip - 0:09

- Ehhh... no cóż. Powiedzmy, że wystarczy. - Obrócił ją tak, żeby siedziała do niego twarzą. Uśmiechał się.
Będzie starał się wykorzystać. Z całą pewnością. Cieszyła go jej obecność i jej radość. Podobało mu się też uczucie, które go wypełniało, kiedy Cassie była blisko. Nauczył się je akceptować. Przynajmniej częściowo. No i przełamał się i powiedział jej, że ją kocha. Może zbyt pochopnie. Na pewno zbyt pochopnie. Nie chodzi o to, że nie był pewien swojego uczucia, ale że wyjawił je tak szybko. Chociaż ona też mu to powiedziała. Chyba. Nie pamiętał, bo był wtedy najczęściej w stanie przynajmniej częściowego uniesienia, furii albo przynajmniej pod wpływem silnych emocji czy niepewności.
- Mogą. - Potwierdził a oczy mu błysnęły. Było ciepło, cieplutko, szczególnie, że miał ją w ramionach, a wiadomo, że człowiek grzeje, ona była w tym doskonała. Przytuliła go i już w ogóle zrobiło się miło.
- Hmmm... sprawdź sowę najpierw, potem pogadamy. - Miał nadzieję, że jego pomysł spodoba się jej.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Cassandra Hayes on Pon 2 Lip - 0:56

Cassie spojrzała na Gabriela swoimi brązowymi oczętami i uśmiechnęła się niewinnie.
- A nie wystarczy? - spytała, zerkając na niego z ukosa. Jak ona uwielbiała się drażnić. Zwłaszcza z nim. Kiedy wszystko zależało tylko od nich, czas spędzali całkiem miło i przyjemnie, a w głowie po raz pierwszy od wielu dni jedne myśli nie zaprzeczały drugim. No i byli pokojowo do siebie nastawieni...
Cassie nie powiedziała tego Gabrielowi, ale starała się mu to okazywać. W spojrzeniu, w gestach. Bała się to mu powiedzieć, w końcu urządził jej niezły wykład na ten temat. Jednak wystarczy, że powie chociażby słowo, a Cassie mu to powie. Głośno, szczerze, najprawdziwszą prawdę. Naprawdę.
- Sowę? Sheere? - zdziwiła się Cassie, zwinnie zeskakując z kolan Gabriela. - Wysłałeś mi coś?
Spojrzała na niego z zaskoczeniem, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko i złapała go za rękę.
- Pójdziesz ze mną! - zadecydowała, szybko otwierając drzwi i zaczynając biec w kierunku sowiarnii, ciągle trzymając za rękę Gryfona.
Mhmh, jaka ją tam czekała niespodzianka...
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 2 Lip - 1:18

Nie. Nie wystarczył. Znalazł jej usta i pocałował długo, namiętnie. Teraz lepiej. Uśmiechnął się triumfalnie. Byli. Czasem musi być tak, że ich rozmowy i spotkania będą po prostu... normalne. Życie w ciągłym stresie i ciągłe niemiłe niespodzianki to by była jakaś patologia, nie związek. No właśnie... związek? Czy to jeszcze nie na wyrost powiedziane? Pewnie tak, ale może niedługo.
Kiedyś się zdecyduje na to pytanie, dziś jeszcze nie do końca czuł się z tym wszystkim komfortowo i ciągle adaptował się do nowej sytuacji; do tego, że może być z kimś nie tylko z chęci zaznania przyjemności, ale również z miłości. Niektórym ludziom za łatwo to słowo przechodziło przez gardło, usta zbyt często się składały w ten zwrot, przez co stracił on w oczach Gabriela swoje pierwotne znaczenie; stał się tylko pustym slangiem, a on nie lubił rzucać tak poważnych słów w pustkę albo do nieodpowiedniej osoby.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Nie chciał zdradzać szczegółów, niech sama się przekona, a potem... potem niech pozostanie nadal niespodzianką.
Ucieszył go jej entuzjazm, więc dał się pociągnąć. Był ciekaw jej reakcji.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach