Schowek na miotły

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Schowek na miotły

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 1:02

Mały, ciasny schowek, wypchany miotłami. Można by napisać, że do granic możliwości, ale nie ma co kłamać - dwie (ewentualnie trzy) osoby się tu na pewno zmieszczą...
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Go?? on Pią 29 Sty - 18:02

Jestem degeneruchem i dobrze mnie z tym, tak właśnie pomyślał sobie zgdonie ze słowami Dumbledorea Harry-Nie-Złoty-Chłopiec, bo i czasy nie te, po czym otworzył drzwiczki do pierwszego napotkanego na swej drodze schowka na miotły i wszedł do środka, zamykając je za sobą. Niemal natychmiast wydobył zza paska spodni różdżkę, a chwilę później niewielkie pomieszczenie oświetlone zostało jasnym płomykiem światła. Rozglądając się dookoła i szukając wolną ręką po swych pojemnych kieszeniach mniej lub bardziej ciekawych przedmiotów, usiadł na jakimś przypadkowym wiaderku oraz uśmiechnął się do siebie, dostrzegając stojącą w kącie miotłę. Niby nic, znaleźć takie coś w schowku na miotły, a jednak cieszyło, gdyż to właśnie z niej, jako najnowszej, korzystali tak często pierwszoklasiści podczas swoich pierwszych lekcji latania.
Co by tu zmalować?, pomyślał więc, wyczuwając pod palcami fiolkę z jakąś bliżej nieznaną mu zawartością, jaką podwędził wcześniej z lekcji eliksirów, sznurek, złamane pióro, kawałki pergaminów, kapsle po piwie kremowym i kałamarz zaczarowanego atramentu mieniącego się wszystkimi kolorami. To straszne, że nie miał dziś żadnego pomysłu, to istny skandal i rozbój w biały dzień, widocznie jednak każdemu zdarzają się chwile zastoju, toteż nasz Czołowy Degenerat Hogwartu westchnął ciężko i utkwił wzrok w spacerującym po ścianie pająku. Małe, słodkie, ciężko pracujące nad swoją pajęczyną, żeby się potem nażreć stworzonko.
I wtedy go olśniło.
Pająki!

Kilkanaście minut później opuścił tajemną siedzibę swego królestwa knucia i ruszył przed siebie, znikając wkrótce w lochach.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Sro 15 Cze - 23:52

Chcąc nie chcąc, Riley musiał ruszyć dupę i udać się na spotkanie ze swoją... Z Étaín. Bo w końcu obiecał, bo go szantażowała i bo go kusiła. W sumie nie musiała robić żadnej z tych rzeczy, a on i tak by przeszedł. Gdy nie był naprawdę bardzo, bardzo najebany, to zawsze dotrzymywał danego słowa. A nawet jeśli, to słowo było na nim wymuszane i ciągnęli go siłą na spotkania, kolejne fety i wszystko inne, byleby tylko jeszcze bardziej mu dokopać.
Szedł więc krętymi schodami, kurczowo trzymając się barierki, by nie wdepnąć w jakiś magiczny schodek-pułapkę i nie utknąć w nim na wieki; albo żeby po prostu się nie zabić w czasie potknięcia. Złamanie karku w tak nafaszerowanym magią miejscu byłoby zbyt infantylne. Taka śmierć byłaby zbyt... Mugolska. Szedł więc ostrożnie, schodek po schodku i był pewny, że zdążył się poważnie spóźnić. Przydałby mu się porządny opieprz za takie zachowanie, może w końcu by wytrzeźwiał na tyle, żeby nie musieć zapijać kaca, bla, bla, bla. Porządne pogłaskanie po główce i kilka miłych słów tez by mu się przydało, ponieważ w ciągu ostatnich kilku dni nawet zajrzał do książek i coś tam czytał, jednak nie wiedział na co by mu się ta wiedza cała przydała – nie miał bowiem zielonego pojęcia, kiedy właściwie powinien udać się na swoje egzaminy. Takie życie, że nikt człowieka nie informuje o tym, o czym powinien wiedzieć w pierwszej, najważniejszej kolejności.
Dotarłszy na miejsce spotkania, po pokonaniu niebotycznej odległości, prawie się wypieprzył, otwierając drzwiczki od schowka. A później tylko zaklął bardzo szpetnie i wykonał kilka gestów, które nie przystoją uczniom elitarnych placówek magicznych, a wszystko dlatego, ponieważ Etki nadal nie było. A miała się nie spóźniać!
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Sro 15 Cze - 23:59

To było takie okropne i upokarzające! W całym swym dotychczasowym szesnastoletnim życiu nie czuła tak ogromnego, przytłaczającego wstydu. Miała potrzebę, która okazała się zbyt silna, żeby mogła się jej oprzeć, czuła się pokonana przez własne słabości, ulegała właśnie pragnieniom chwili. Étaín Seward, ostatnio nazywana Ostatnią Szkolną Żelazną Dziewicą, chciała się całować. I to w dodatku z nikim innym jak z Riley'em Hawthorne! Który na domiar złego najprawdopodobniej postanowił zrobić jej na złość i ukradł jej ukochane, puchate skarpetaski. Tak, to z pewnością był on. Calvagh nie jest tak przebiegły, Grzesiu wredny, a bliźniaki preferują kradzież tamponów.
Niebywale zawstydzona i jeszcze bardziej podekscytowana, prawie jak na skrzydłach (nie, nie miłości, ale element Disney'owski być musi) wyfrunęła z Pokoju Wspólnego Puchonów i poszybowała wprost do schowka na miotle, w którym to miała spotkać się ze swoim... z nim. Zakupiła nawet pomadkę do ust o smaku truskawkowym, co jej współlokatorki odebrały jako nieunikniony koniec świata. A najgorsze w tym wszystkim było to, że biedne i zupełnie zdezorientowane dziewczę zupełnie nie wiedziało, co na ten temat myśleć.
Dowlekła się do schowka na miotły sporo spóźniona, choć nie musiała pokonać tak ogromnego dystansu jak Hawthorne. Jednakże wychodząc z założenia, że znowu jest pijany i pokonanie schodów zajmie mu sporo czasu, poświęciła uwagę książce, romansem będącej. Najwyraźniej nie doceniła jego zdolności. Uchyliła drzwi i zaskoczyło ją, iż Gryfon dotarł wcześniej! Zadziwiające!
- Masz moje skarpetaski? - zapytała, zamykając drzwi za sobą i zbliżając się do niego. Od razu zaserwowałaby mu również namiętnego buziaka, jednakże nie sięgała. Rozejrzała się po schowku szukając jakiegoś wiadra, na którym mogłaby stanąć.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Czw 16 Cze - 0:16

Niedocenianie biednego, sfatygowanego Ryley'a było ciosem poniżej pasa. On się stara, on chce dobrze, a tu takie numery mu odstawiają. Jakby nie był człowiekiem godnym zaufania i poświęcenia mu chociaż odrobiny czasu. Przykro się robi od razu, ale kogo to obchodzi. Hawthorne musi sam się o siebie troszczyć, musi radzić sobie samodzielnie w tym świecie pełnym przeciwności, który mu tylko kłody pod nogi podstawia. I naprawdę był gotów po prostu pójść sobie z tego schowka i nie spoglądać na Étaín już nigdy, gdyby nie to, że w sumie było to całkiem przytulne miejsce. Poza małą przestrzenią, mnóstwem mioteł, jakiś ścier, wiader i preparatów, nie można było narzekać na nic. Nie dostrzegał nawet pająka alni nic w ten deseń, a to wychodziło bardzo na plus. Nim więc zjawiła się w schowku także Puchonka, on zdążył już trochę przysnąć, ale co tam.
- Jakie co? – zapytał niezbyt przytomnie, acz po dłuższej chwili przypomniał sobie, że w tej krótkiej wiadomości wspominała o czymś puchatym i w paski. – Nie, nie mam. Sprawdzałaś u swoich współlokatorek? One są głupie i wredne, więc mogły się postarać o to, byś miała na głowie całkiem inne sprawy, niż te, które powinnaś mnie – zauważył niekoniecznie trafnie zwalając winę na koleżanki dzielące z Etką sypialnię. – Albo zostawiłaś je u Calvagha, albo u Claytona, albo... Zresztą po co ci one?
Jemu nie były potrzebne puchate skarpetki, szczególnie latem. Może Sewardówna była niebywałym zmarzluchem, może najzwyczajniej w świecie jej się nudziło, a może miała jeszcze jakiś inny powód do tego, by zaprzątać sobie głowę skarpetkami, a nie nim. Naprawdę czuł się niedowartościowany. Zero litości, zero współczucia, zero jakichkolwiek innych uczuć! Zgarnął miotły w jedno miejsce i osunął się po oczyszczonej w ten sposób ścianie na całkiem brudną podłogę, a później pociągnął za sobą Etkę, która nie musiała już szukać wiadra.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Czw 16 Cze - 0:45

Puchonka najwyraźniej wyszła z założenia, iż doskonale wie, ile taki Riley może wypić i niestety pomyliła się podczas próby oszacowania ile czasu może mu zając pokonanie wyboistej drogi, wiodącej przez niebezpieczne schody. Błąd w obliczeniach, nic więcej. Nie ma co dramatyzować, że nie docenia jego wysiłków i w ogóle jego osoby. To drugie ostatnio zmieniło się naprawdę drastycznie, gdyż Sewardówna odkryła jego zdolności na polu pocałunków i chciała je wykorzystać do swych celów. Z zażenowaniem i wstydem, ale zawsze. Nie wspominając już nawet o tym, że ona troszczy i troszczyła się o niego zawsze. Fakt, brutalnie i niekonwencjonalnie, ale kto zawsze rozsiadał się mu na kolanach i pilnował, aż nie zacznie kontaktować? Gdyby tak zupełnie go nie doceniała, nie zawracałaby sobie głowy opieką nad pijanym Gryfonem.
- Skarpetaski. Puchate i w paski - powtórzyła jak małemu dziecku. Pisała mu o nich, a on jak ostatni buc nawet nie pamiętał! - Jedyną winną mogła być ta pinda i dupoliz Golightly Miller, ale ona nie jest na tyle niecna i przebiegła, żeby zwędzić moje skarpetaski! Jestem w stu procentach przekonana, że zrobił to jeden z was, wy degeneraci! A jak jeden zrobi, to reszta wie, więc pytam: gdzie one są! - Tutaj tupnęła nóżką, aby podkreślić swoje niezadowolenie. - Bo mi w stopy zimno - odparło smutno, spuszczając nos na kwintę. Nie chciała innych skarpetek. Chciała skarpetaski. To prawie takie bestialstwo, jak zabranie jej misia, z którym spała.
Wciąż zaprzątała sobie głowę odzieniem, gdyż wargi Rileya znajdowały się poza zasięgiem jej własnych, a więc nie mogła zająć się nimi. Miejsca na litość czy współczucie nie zostało, bo Étaín pochłonięta była w głębokiej rozpaczy z dwóch powodów. A on był jednym z nich. Kiedy jednak przyciągnął ją do siebie, a jego twarz znalazła się blisko jej twarzy, zrobiła to, po co tak właściwie tu przyszła, a mianowicie pocałowała go. Bardzo namiętnie, bardzo gorąco. I ku jej rozpaczy, podobało jej się to równie bardzo jeśli nie bardziej, niż ostatnio.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Czw 16 Cze - 19:13

Każdemu zdarzają się pomyłki i każdemu tez zdarza się, że ma ochotę kogoś zaskoczyć. A że Riley'owi naprawdę zależało na spotkaniu z Etką, to nie dziwota, że postanowił zrobić jej niespodziankę i zjawić się naprawdę szybko.
Fakt, była dla niego nieraz za dobra. Czasem, gdy już wytrzeźwiał i widział ją w swoim towarzystwie, zastanawiał się, co ona u licha robi. Bo przecież nikt nie kazał jej siedzieć przy nim i czuwać nad jego stanem. Nikt nie kazał jej pilnowania starszego od siebie chłopaka. Mogła robić co chciała, jednak zwykle wybierała troskę o Hawthorne'a, co mogło oznaczać, że podświadomie już od dawna coś do niego czuła i umyślnie nieumyślnie spędzała z nim czas.
- Nie wiem. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem najmniej kompetentną osobą do udzielania takich informacji, prawda? – chciał wiedzieć, używając przy tym tak trudnego do wymówienia słowa, że aż dziw, że przeszło tak gładko przez jego usta. Kolejny powód do pogłaskania go po główce i pogratulowania mu. – Biedactwo, rozgrzać cię?
Nie, żeby właśnie proponował jej bardzo niemoralną rzecz, za którą powinien zostać zdzielony po głowie wszystkimi miotłami znajdującymi się pod Sewardową ręką. Mało jednak się tym przejmował, ponieważ Étaín w tym momencie akurat zatopiła usta w jego wargach i chłopak znowu przestał myśleć o tym, o czym powinien. Zamiast tego w jego głowie wybuchnął pożar perwersyjnych obrazów, acz nawet nie próbował go ugasić. Oddawał jej pocałunki równie gorliwie, nie chcąc pozostać jej dłużnym. Ręce mimowolnie powędrowały pod jej koszulkę, kciukami zataczając na jej plecach powolne kółka.
- Mmm, Étaín... – wymamrotał tylko, nie będąc w stanie na dłużej przerwać badania jej ust.
Taki z niego paskudnik.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Czw 16 Cze - 22:22

W większości wypadków, kiedy on trzeźwiał, ona była jeszcze pijana. Jednak owszem, zdarzały się sytuacje, gdy nie miała serca zostawić go samemu sobie, zdając sobie sprawę, jak to może się skończyć. Nikt nigdy nie prosił ją o to, by się nim zajmowała, nikt nie kazał jej tego robić. Najwyraźniej jednak czuła się w obowiązku udzielać mu kobiecej opieki, tak samo jak w przypadku braci. Lubiła tego pijaka, to akurat też nie była tajemnica.
- I właśnie dlatego najczęściej jesteś wykorzystywany do udzielania takich informacji, które stokroć trudniej byłoby wyciągnąć z reszty tych skończonych degeneratów - odpowiedziała pokrętnie. Cóż, Riley musiał sobie znaleźć kogoś od głaskania po główce i chwalenia za każde głupstwo, za które powinni chwalić go rodzice gdy miał pięć albo sześć lat. Étaín co najwyżej mogła zaserwować mu porządnego kuksańca w brzuch, wspiąć mu się na plecy, wykręcić rękę albo wytargać za czuprynę. - Nooo... nie zastąpisz mi skarpetasek, ale możesz spróbować - wygięła usteczka w podkówkę i spojrzała na niego niczym kot w butach. Kilka tygodni wcześniej, owszem - po takiej propozycji wylądowałby na ziemi kwicząc z bólu i przepraszając za to, że żyje. Nie, żeby coś się zmieniło, ale Sewardówna naprawdę nie pogardziłaby, gdyby ktoś zechciał pomasować jej stópki. Poza tym, gdyby zechciała go zmasakrować tymi wszystkimi miotłami naraz, zapewne zostałaby z niego jedynie mokra plama, a pozbycie się Gryfona raz na zawsze nie figurowało na jej liście rzeczy do zrobienia. Co innego całowanie go. Puchonka zadrżała, czując jego dotyk na swoich plecach, jednakże nawet nie miała zamiaru przerywać namiętnego tańca ich ust. Dopóki trzymał je z tyłu, nie próbował zbytnio ich zniżać chyba właściwie nie miała powodu, aby sprowadzać go dość brutalnie na ziemię.
- Zamknij się, to ci lepiej wychodzi, ptasi móżdżku - prychnęła, ujmując jego twarz w dłonie i przyciągając go do siebie. Zdecydowanie nie chciała tak szybko przerywać pocałunków - teraz nikt ich nie szukał i mogła w spokoju się nim nacieszyć. Na Merlina! Étaín Seward potrzebowała nacieszenia się Riley'em Hawthornem! Świat się kończy! Albo zaczyna?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pią 17 Cze - 12:51

On jednakże znów wszystko pojmował opacznie i dopasowywał do swojego nieskomplikowanego świata. Może i było to wygodne, lecz na dłuższą metę nieopłacalne, ponieważ Riley nie wiedział, w którym momencie mógłby się przejechać na takim właśnie myśleniu. Tego nie można było jednak zmienić. W pewnym momencie trafiła go strzała amora i nawet nie wiedział, że z pozoru prosty i bezpieczny świat zmieni się w pełen zagrożeń i przeciwności tor przeszkód. Takie życie było głupie i bardzo bezsensu.
- I tak ci nie pomogę – wzruszył ramionami, bo trochę ubodło go, że uważa, iż wszystko z niego można tak łatwo i szybko wyciągnąć. Co to, to nie. Zdradzać kumpli nie zamierza, jeśli mają coś na sumieniu. Inniejsza sprawa, że w tym przypadku naprawdę nie wiedział, gdzie mogłyby być skarpetki Sewardówny. Może sama gdzieś je wrzuciła i o nich zapomniała, a teraz w panice zaczęła ich poszukiwać? Może ma okres i czepia się po prostu wszystkiego, czego tylko może, by sobie jakoś ulżyć albo coś. Riley nie wiedział na czym polega dziwnym system myśleniowy Étaín i każdej innej kobiety, ale niekoniecznie mu to przeszkadzało. Jeszcze mniej problemów na głowie, bo usilne zgłębianie kobiecych tajemnic było całkiem bezsensu i nie rozumiał jakim cudem niektórzy jego kumple podejmowali się tak trudnych działań. – Jesteś pewna, że jesteś na to gotowa? – zapytał zaskoczony jej odpowiedzią. Puchonka zdecydowanie nie zdawała sobie sprawy z tego, co by ją zaraz miało czekać. Była taka słodka i niewinna, a jemu nie spieszyło się z niczym. Wątpił tez, by po jednym, głupim zdarzeniu na urodzinach, aż tak zmieniła co do niego nastawienie. I do samej siebie też.
Zniżać ich nie zamierzał wcale, ale jego dłonie uparcie, powoli brnęły ku górze, aż palce natknęły się na zapięcie stanika. Bezwiednie zaczął się nim bawić, nie próbując posuwać się dalej. I tak zrobił zbyt duży krok, alkohol, chociaż dziś wzięty w bardzo małej ilości, działał tak, jak zwykle. Niepokojące myśli zaczęły kiełkować w głowie Hawthorne'a.
- Nie, przestań – rzucił zmieszany, szybko cofając ręce, i chowając je głęboko do kieszeni. Odwrócił głowę, nie mogąc spojrzeć jej w oczy. Zachowywał się jak skończony dupek i doskonale o tym wiedział. Za dużo czasu spędzał z Aideenem.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pią 17 Cze - 13:19

Los miał to do siebie, że uwielbiał bawić się w koło fortuny, a karma oglądała tylko program przynoszenia nieszczęścia. Jeśli coś może się zepsuć, to zapewne tak właśnie będzie i niestety, człowiek jest istotą na tyle ograniczoną, że w rywalizacji z fatum skazany jest na porażkę. Jednakże zawsze można było walczyć i nawet, jeśli Riley'a trafiła strzała amora, a jego potencjalnie nieskomplikowany świat nagle stał się problematyczny, zawsze mógł próbować oszukać przeznaczenie i wyjść na swoje.
- Riley, no! Nie możesz choć raz być bardziej dojrzały od tej bandy degeneratów, których najlepszą zabawą jest schowanie mi... różnych rzeczy? - Mimo wszystko wolała nie sprawdzać, jak zareaguje na słowo tampony. - Zawsze uważałam, że jesteś lepszy od nich, a tu proszę! Kolejny się znalazł! - Tu skrzyżowała ramiona na piersiach, patrząc na niego spode łba. Och, to bardzo możliwe, że dziewczę samo schowało gdzieś skarpetki i zwyczajnie nie mogła ich teraz znaleźć, jednakowoż łatwiej było jej oskarżyć o to braci i kolegów, niźli przekopywać całe dormitorium. I nie miało to nic wspólnego z okresem, bo gdyby go miała, leżałaby w łóżku, cierpiąc i umierając, domagałaby się głaskania po główce i tabletek przeciwbólowych, a nie siedziała z nim w schowku na miotły. - No pewka. Moje stopy naprawdę domagają się masażu! - zapewniła go gorliwie, nawet nie zdając sobie sprawy, że mógłby jej proponować coś innego. Tak, była istotą niewątpliwie słodką i niewątpliwiej niewinną i nie miała pojęcia co mogłoby ją czekać.
Przez ułamek sekundy zawahała się, kiedy jego ręce zaczęły bawić się zapięciem jej stanika, jednakże zajęta pocałunkami uznała, że dopóki nie zamierza go rozsuwać, bądź wsuwać pod niego ręce nie ma co przerywać tak przemiłej chwili. Niech się chłopaczyna nacieszy, póki miał okazję. Ona chyba też przestała mieć równo pod sufitem.
- Dlaczego? - zapytała z rozczarowaniem, spoglądając na niego smutno tymi swoimi wielkimi oczętami. - Riley, daj spokój. Oboje wiemy, że to tymczasowe szaleństwo i nic nie szkodzi, jeśli zachowujesz się jak wariat. Riley...
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pią 17 Cze - 15:17

Z tą różnicą, że jemu nie spieszyło się do oszukiwania przeznaczenia i nie wiedział w tym nic złego. Co ma być, to będzie. Jeśli tak miał się potoczyć jego los, to musiał się do tego przyzwyczaić. I tak nie było jakoś specjalnie źle i tragicznie, nadal mógł się cieszyć swoim marnym życiem bez specjalnych problemów. Nawet źli braciszkowie łasicowie nie sprawiali mu problemów, bo do tej pory żaden nie pokapował się, co się święci. Riley nie musiał robić nic, nie musiał się wysilać, by wyjść na swoje. Był i brał to, co życie kładło mu przed nogami. To nie było złe.
Pokręcił głową, nie rozumiejąc o co jej chodzi. Przecież nie miał jej jak pomóc. Nie wiedział, co się stało z jej skarpetaskami, nie wiedział, kto mógłby być potencjalnym sprawca tego nieszczęścia i na dobrą sprawę, to chciał być jak najmniej zamieszany w całą tą akcję, by znowu jej się nie narazić i nie zostać zdzielonym po łbie za czyny, których nie popełnił.
- Dzięki, naprawdę wielkie dzięki. Chyba wolałbym nie wiedzieć, że uważałaś mnie za lepszego od nich. Teraz będzie mi trochę przykro, bo cię zawiodłem. Ale który to już raz? – wzruszył ramionami, obejmując ja mocniej i przyciągając co siebie. – Ale spoko, znajdą się. A jak nie, to dopiero wtedy się... Rozgrzeję ci stópki – zakończył kulawo, zdając sobie sprawę, że ona nie ma bladego pojęcia o tym, co się działo w jego głowie i jak niestosowne miał myśli. Musiał się nieco powstrzymać i pohamować własne żądze. To była Etka. Żelazna Dziewica Hogwartu Numer Jeden. Nie mógł o tym zapominać ani na chwilę. Ona myślała trochę inaczej, niż mogło mu się wydawać. Była... Dzieckiem, nawet mając takich braci i kumpli.
Zaśmiał się smutno. Dla niej było to tylko szaleństwo. Tymczasowe szaleństwo, które skończy się wraz z pierwszym dniem wakacji, gdy nie będzie miała tak swobodnego dostępu do Riley'a. To bolało, nawet bardziej, niż mógł się tego spodziewać. Pocałował ją delikatnie, uśmiechając się, lecz Seward byłaby naprawdę głupia, gdyby nie wyczuła, że atmosfera ochłodziła się o kilka stopni. Tego wzroku, pełnego smutku i rozgoryczenia na pewno nie dostrzegała, było zdecydowanie zbyt ciemno, ale...
- Wiesz, że to jest niebezpieczne? Gdy zachowuję się jak wariat? – uzupełnił, odgarniając z jej karku włosy i zaczynając się nimi bawić.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pią 17 Cze - 17:28

Sewardówna ubzdurała sobie, że wszyscy mężczyźni w jej życiu najprawdopodobniej zawiązali spisek przeciwko niej i postanowili uderzyć w jej skarpetki. To nie byłby pierwszy raz - w pierwszej klasie ukradli jej misia, wyparli się wszystkiego i dopiero po czterech nieprzespanych nocach, gdy zasmucona Puchonka wyglądała już jak trup, postanowili jej go oddać. Od tej pory nie wierzyła w żadne słowo tych degeneratów. Bo skoro ośmielili się tknąć jej pluszowego misia, to skarpetki nie były problemem.
- Setny? Dwusetny? I wcale nie musisz mnie zawodzić - wystarczy, że powiesz, gdzie moje bracia schowali moje skarpetaski. A nawet jeśli ci nie powiedzieli, to pewnie prędzej czy później powiedzą i wtedy masz dostarczyć tę informację do mnie - poinformowała go, mocno przytulając go tak, jak tylko ona potrafiła. - Okej! - zgodziła się niebywale chętnie. Nie przesadzajmy, ona nie jest całkowicie niezorientowanym w temacie dzieckiem. Po prostu nie złapała aluzji, a jej własne główka po prostu nie wpadła na takie rozwiązanie problemu jak chora wyobraźnia Riley'a. Najprawdopodobniej to li i wyłącznie wina płci. No i tego, że Hawthorne postrzegał ją w innych kategoriach niż powinien.
Tak, dla niej to było szaleństwem. Bo nie wiedziała, co tak naprawdę dzieje się z nimi i z nią samą. Nie zwykła odczuwać tych ludzkich potrzeb, nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji. Nie wiedziała, co dzieje się w głowie Riley'a, nie zdawała sobie sprawy, że może zależeć mu na czymś więcej, niźli tylko na niewinnych pocałunkach, a on wcale nie ułatwiał jej uświadomienia, w jak wielkim jest błędzie.
- Nie obchodzi mnie to - odpowiedziała cichutko, przyglądając się mu uważnie. Owszem, bez większych problemów wyczuła, że temperatura nagle ochłodziła się o kilka stopni, zauważyła też, że coś było nie tak. Miała mocno rozwiniętą empatię, a jednak nie potrafiła do końca zinterpretować tego, co tak mocno wpłynęło na chłopaka. - Riley, co się stało? Zrobiłam coś źle? Nie chcesz, żebym tu była? Ptasi móżdżku... powiedz o co chodzi. Wiesz, że zrozumiem - władowała mu się na kolana, oplotła szyję ramionami i przysunęła twarzyczkę blisko do jego twarz, patrząc mu wyczekująco w oczy.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pią 17 Cze - 19:40

Cóż, ciekawe, czy próbowała dopaść Cathana, który, o ile pamiętał Riley, dzielił z nią Pokój Wspólny, a więc miał najdogodniejszy dostęp do jej skarpetek. To byłoby złe i nikczemne, gdyby zapomniała o jednym ze swoich starszych braci. Wiadomo przecież, że cicha woda brzegi rwie i nigdy nie wiadomo, czy na przykład taki właśnie Kot nie zechce spróbować na własną rękę swoich sił w dokuczaniu siostrzyczce. Nie mogła więc tak bezpodstawnie oskarżać Hawthorne'a o kradzież skarpetasek. On nie przyłożył nawet do tego ręki! A akcja z misiem była przez niego tylko zaproponowana, to że reszta tak ochoczo na nią przystała, to zupełnie inna sprawa.
- Najpierw poszukaj ich w swojej szafce ze słodyczami. Jestem przekonany, że wrzuciłaś je tam i całkiem o nich zapomniałaś. Nie oskarżaj więc niewinnych. A w szczególności mnie, bo nigdy nic złego ci nie zrobiłem – wytknął jej wszystko, lecz po chwili aż jęknął, przypomniawszy sobie, jak mocny potrafi mieć uścisk taka kruszynka.
Westchnął zrezygnowany. Jeśli upije się naprawdę porządnie, to chyba dopiero wtedy będzie w stanie powiedzieć jej wszystko, dokładnie wszystko, by nie musiała martwić się jakimiś aluzjami; by miała podane jego uczucia i oczekiwania na tacy. Na trzeźwo nie przejdzie mu żadne ze słów, które chciałby jej powiedzieć, przez usta. Ciężko się o tym myśli, a co dopiero zwierza. I to Etce, która powinna to wiedzieć jako pierwsza. Jakoś jeszcze trudniej wyobrazić mu sobie jest, że najpierw ze wszystkim tym biegnie... Na przykład do tego nieszczęsnego Cathana. Chłopak jak nic, dostałby zawału, poleciałby z tym do reszty Sewardów i Riley mógłby pożegnać się z życiem w okropnych torturach. Gdyby zaś wyznał to Etain, mógł;by liczyć na szybką i bezbolesną śmierć w afekcie. A przynajmniej taką miał nadzieję.
- A powinno. Dla twojego własnego dobra – powiedział tonem zbitego psa, a bynajmniej właśnie w ten sposób wyobrażał sobie głos zbitego psa. Naprawdę nie chciał robić jej żadnego świństwa i najlepszym sposobem, by to wszystko szybko i bezboleśnie przerwać, była ucieczka. Jak tchórz, ale innego wyjścia po prostu nie było. On nie będzie długo cierpiał, a ona powinna się pogodzić z tego, że Riley raczej nie był jej pisany. Przecież próbował ją zabić. – Nie zrobiłaś niczego źle, nie stało się nic i chcę byś tu była – powiedział, uśmiechając się smutno. Pocałował ją delikatnie, smakując tych truskawkowych usteczek i nie chcąc przerywać tak cudownej chwili.
Głupi, zakochany Riley, który tak nagle zrobił się delikatny i dbający o małą Etkę. To było dziwne uczucie, ponieważ Sewardówna była dla niego jak młodsza siostra, której nigdy nie miał. To jak kazirodztwo, ale trochę mniej.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pią 17 Cze - 20:15

Och, Kot był pierwszym podejrzanym na jej liście - cicha woda brzegi rwie, poza tym to on najczęściej kradł jej tampony. Kto wie, czy jego kleptomania spowodowana chęcią rozjuszenia siostry nie weszła ostatnio na nowy poziom.
- Nie mam szafki ze słodyczami - uświadomiła go, patrząc na niego spode łba. - I nie udawaj niewiniątka, bo zdecydowanie nim nie jesteś, Riley'u Hawthorne! - Powoli zaczynała wierzyć, że nie miał nic wspólnego ze zniknięciem jej skarpetek, jednakże nie zamierzała przyznawać się do porażki i błędnego toku myślenia. Jeśli się upije i dopiero wtedy zdecyduje się na takie wyznanie, nie może oczekiwać poważnego traktowania. To znaczy, Puchonka znając go tak dobrze, zapewne uznałaby, że bredzi w afekcie. Jeśli więc chciał, aby jego słowa nie zostały odebrane jako żart, powinien wypowiedzieć je w stanie w miarę trzeźwym i przystępnym otoczeniu.
- Mam dziewięciu goryli, którzy niezależnie od mojego zdania troszczą się o moje dobro, mogę sobie pozwolić na lekkomyślność - zachichotała, chowając twarzyczkę w jego ramię. To smutne, że od razu musiał wychodzić z założenia, że zrobi jej jakieś świństwo i zakładać próbę wycofania się i ucieczki. Jabłko było jedynie głupim pomysłem, spowodowanym nadmiarem alkoholu i powinno raczej skłonić go do refleksji nad samym sobą, a nie stanowić niezbity dowód na jego brak zrównoważenia. - Nie kłam. Zapominasz, że wiem kiedy kłamiesz. I nie lubię tego... Riley, powiedz - stanowczo choć nieznacznie odsunęła się od niego, uniemożliwiając mu odciąganie swojej uwagi przez pocałunki. Coś zdecydowanie było nie tak.
A Etka niestety nic o jego zakochaniu nie wiedziała i nie mogła w żaden sposób uśmierzyć jego cierpienia. Ani dając mu szansę, uświadamiając go, że nigdy nie odwzajemni jego uczuć, ani nie mogąc zdecydować, ani właściwie nic. Oboje trwali w tej okropnej niewiedzy.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pią 17 Cze - 21:07

Bardzo możliwe, dlatego powinna zająć się dręczeniem brata, niż napastować prawie-że-trzeźwego Gryfona. A nuż, okaże się, że tak umiejętnie wywinął się spod jej groźnego spojrzenia i małych piąstek i nadal gdzieś przetrzymuje puchatego zakładnika. Naprawdę, Etka powinna wziąć wszystko jeszcze raz pod rozwagę i teraz szybciutko udać się na poszukiwania prawdziwego winowajcy.
- Musisz mieć szafkę ze słodyczami. Każdy ma szafkę ze słodyczami! – powiedział całkiem zbity z tropu. Słodycze to była integralna część każdego życia. Riley mógł się założyć, że nawet Amelia Hewson miała swoją szafkę ze słodyczami. To było przecież takie... Oczywiste. – A czekaj! Ty przecież masz szafę w której jest sejf ze słodyczami! Jak mogłem zapomnieć... – skarcił sam siebie, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wyglądało jednak na to, że ona po prostu tej szafki nie miała. Podkradała słodycze Kotowi, a to tłumaczyło bardzo dużo. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Cóż, inna sprawa, że mu nie uwierzy, ale on będzie odważniejszy i chodziło tu chyba tylko o to. Jakoś niekoniecznie przejmował się, że mogłaby go wyśmiać za takie wyznania. Mimo wszystko miał już ułożony pewien pokrętny plan, który przedstawiał się następująco – upity Riley Hawthorne wyznaje Étaín Seward swoją miłość do niej i wykłada po kolei swoje oczekiwania i żądania. Ona mu nie wierzy, lecz on wszystko pamięta i kolejnego dnia, gdy jest już trzeźwy po prostu oznajmia jej, że to, co usłyszała wcześniej, było najszczerszą prawdą, z którą powinna się pogodzić. Jeśli wówczas też go wyśmieje, to pójdzie skoczyć z wieży astronomicznej i będzie po kłopocie.
- A co, gdy żadnego nie będzie w pobliżu, albo jeden z nich, który nie nazywa się Seward, uświadomi sobie, że jesteś dziewczyną i wtedy... Resztę możesz sobie sama dośpiewać, ptaszyno – wysilił się na wesoły ton, lecz i to chyba niezbyt mu wyszło. Był beznadziejnym aktorem i nawet nie było co się z tym kryć. I tak by mu się nie udało, choć z drugiej strony to i lepiej. Przynajmniej nie stanowił dla siebie i dla innych bezkresnej studni tajemnic. – Pieprzenie, nic nie jest. Lepiej ty powiedz, po coś tu naprawdę przyszła, bo wydaje mi się, ze skarpetki były tylko przykrywką do jakiejś większej akcji. – Aluzje, aluzje i jeszcze raz aluzje.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Sob 18 Cze - 0:09

Och, ona już zajęła się dręczeniem braci. Co więcej - braci, kuzynów i kolegów. Łącznie wysłała jedenaście sów o podobnej treści, wliczając w to jedną do Rileya. Bo nie było powiedziane, że tym razem musiał zawinić Kot, owszem, mogła podejrzewać go, ale to byłoby za proste. Musieli mieć jakiś niecny plan, w który zamieszani byli wszyscy. Z Gryfonem włącznie i dlatego też zaczęła od niego.
- Naprawdę nie mam szafki ze słodyczami - zapewniła go. Étaín w gruncie rzeczy nawet nie lubiła słodyczy, chyba że piekła je własnoręcznie. Te wszystkie łakocie dostępne w Miodowym Królestwie kręciły ją jedynie w trzeciej klasie. - Takiej też nie mam. Za to mam szafkę z winylami - zgrabnie wykręciła się od odpowiedzialności i kazania o tym, że wszyscy przecież lubią kremówki. Kot lubił, ale szczęśliwie, nie podkradała mu nic poza koszulami. Choć i w tym wypadku wolała te Aideena czy Calvagha. Kocur i Seoś byli zbyt porządni, mało które należące do nich ubrania pasowały do jej stylu.
Doprawdy zacny plan aczkolwiek niedogodny do wykonania w praktyce. Riley był pijany cały czas, a jeśli akurat nie był to już trzymał w rękach butelkę, dlatego też ciężko byłoby mu trafić na odpowiedni moment. Bo jeśli w tej samej chwili upita będzie i Étaín to diabli wiedzą, co może się wydarzyć. Może skoczy za nim, próbując go ratować?
- Wtedy mam jeszcze kuzynów? No nieważne, to tylko takie gdybanie i jestem pewna, że gdyby ten ktoś, kto nie nazywa się Seward nagle uświadomił sobie, żem dziewczyną i tak nie zrobiłby nic złego, bo jest zbyt kochany - uśmiechnęła się do niego, zauważając oczywistą zmianę w jego zachowaniu. Naprawdę zaczynała się głowić co też było z nim nie tak, dlaczego tak nagle zaczął przed nią grać. - Owszem, coś ci jest. I lepiej, żebyś mi powiedział o co chodzi, bo naprawdę jestem skłonna przypadkiem dolać ci do soku kilka kropelek veritaserum i naprawdę nie przejmować się tym, że zaczniesz wyśpiewywać radośnie wszystkie swoje sekrety na środku Wielkiej Sali. To jak będzie? - zapytała wyzywająco, zadowolona ze swego niebywale niecnego szantażu, który szantażem nawet nie był. Bo przecież mu nie groziła, tylko dawała alternatywę. - Jesteś głupi. Przecież pisałam ci, że chcę się całować i po to tu jesteśmy - wzruszyła ramionami.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Sob 18 Cze - 18:45

To była jawna niesprawiedliwość i tyle. Gdyby Riley wiedział co się święci, na pewno by nie przyszedł. Nie chciał być znowu kozłem ofiarnym. W ogóle nie nadawał się na jakąkolwiek ofiarę. Chyba jedynie losu, ale to zupełnie inna sprawa.
Wywrócił oczyma, nadal jej nie wierząc. Winyle winylami, ale na słodycze każdy zawsze miał ochotę. I wcale nie chodziło tu o kremówki. Kremówki były za słodkie i tyle. A może to jakieś inne ciastka? Whatever, on preferował cukierki i batoniki. Te mugolskie przede wszystkim, bo istniało mniejsze ryzyko natknięcia się na jakąś niespodziankę.
- Będę musiał zobaczyć to na własne oczy, bo inaczej nie uwierzę – odparł tylko, nie pozwalając jej na tak szybko zapomnieć o nieszczęsnej szafce ze słodyczami. Inną sprawą było to, że właśnie nawinął się pretekst do odwiedzenia Pokoju Wspólnego Hufflepuffu. Jak się dostanie do jej dormitorium, to stanowiło odrębny problem, nad którym pogłowi się później.
Lepiej, by nie skakała. Szkoda jej. A plan kiedyś by wypalił na pewno. Raz, że Riley potrafi już kontrolować pewne fazy swojego pijaństwa i wiedziałby, ile potrzeba mu alkoholu by móc spokojnie jej wszystko wyznać, a przy tym kontrolować to, żeby ona się nie upiła, a dwa... Po prostu musi się udać i nie było innej opcji. Taka prawda!
Widowiskowy facepalm wyjaśniał wszystko i nic. Étaín nie rozumiała powagi sytuacji, nie wiedziała też, co mówi i wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Riley już teraz wiedział, że to spotkanie zakończy się fiaskiem, ona owszem, dostanie to, po co przyszła, lecz raczej nie dowie się, co gryzie Hawthorne'a. Może to i lepiej, bo będzie mogła spokojnie zasnąć, ale w jego przypadku oznaczać może to jedynie bezsenną, bezalkoholową noc. Takie sytuacje najlepiej roztrząsać na trzeźwo, czego zdążył się nauczyć Gryfon. Przynajmniej tyle.
- Próbuj, i tak mam swoje zapasy, do których na pewno się nie dobierzesz. W ostateczności będę usychał z pragnienia. To też jakieś wyjście – zauważył, wzruszając ramionami i próbując uchodzić za twardziela. No tak, fajnie, że on o tym jakoś nie pamiętał i był skłonny uwierzyć raczej w to, że Etka celowo o tym nie wspomniała, by później móc mu wcisnąć kit. Bo pijany Riley uwierzy we wszystko. Chciałoby się. – No to mnie całuj i nie kłopocz się niczym innym. Rozpraszanie się w tak ekscytującej sytuacji jest niewskazane.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Nie 19 Cze - 14:11

Winyle były jej świętością i nie powinien wypowiadać się o nich tak lekceważąco. Natomiast ona jadła tylko to, co sama sobie upiekła - może właśnie dlatego kuchnia w jej rodzinnym domu jeszcze nie pokryła się pajęczynami. Uwielbiała przyrządzać ciasta, ciasteczka, babeczki i inne słodkości, które z pięcioma mężczyznami w domu i wszystkimi oszalałymi na punkcie jej wypieków, znikały w tempie błyskawicznym.
- W takim razie możesz pocałować się w dupsko i pozostać tchórzliwym niedowiarkiem, bo nie zdradzę ci hasła do pokoju wspólnego żółtych, a tym bardziej nie powiem ci jak trafić do mojego dormitorium - oznajmiła butnie, pokazując mu język. Doprawdy, Étaín wysyłała światu sprzeczne sygnały. Raz zaznaczała, że ma szesnaście lat, jest dorosła, poczuwa się do bycia kobietą i wymaga, aby tak właśnie ją traktowano, by chwilę potem zacząć tupać nogami, pokazywać język i przytulać misia niczym pięciolatka. Ech, ten kto ją kiedyś zrozumie zapewne dostanie jakąś nagrodę Nobla.
Jeśli będzie trzeźwa zapewne z refleksem godnym ścigającej dobędzie różdżkę i powstrzyma go od roztrzaskania się o szkolną murawę i oszczędzi braci uczniowskiej niezbyt obiecującego widoku na błoniach. Potem przylewituje go do góry i Hawthorne dostanie taki opieprz, że zapomni jak się nazywa. Jednak jego plan miał jedną, wielką wadę w postaci mierzącej nawet nie metr pięćdziesiąt Puchonki.
Nie rozumiała powagi sytuacji, nie wiedziała, że swoim zachowaniem rani Riley'a. I owszem, wyjdzie stąd zapewne zupełnie zadowolona z siebie, naskrobie cudowną notkę w swoim pamiętniku, nawet nie zdając sobie sprawy, co w tym samym czasie będzie działo się z Gryfonem i że jego uczucia wcale nie będą tak świergotać jak jej. Ale takie już jest życie - brutalne, w którym nie można dostać tego, co by się chciało.
- Och, nie pierdol już. Jak będzie trzeba, to ci to veritaserum siłą wleje do gardła, jeśli nie powiesz mi zaraz grzecznie o co ci chodzi! - Nie trzeba być Einsteinem, żeby wiedzieć, że Étaín właśnie w tej chwili nie żartowała. I że nawet nie zawaha się przed spełnieniem swoich gróźb. A on właśnie dostał postawiony w ślepym zaułku, z jedną aczkolwiek niezbyt komfortową opcją wyjścia. - No to zamilcz już i mnie pocałuj! - zarządziła, jednakże kiedy usta chłopaka dotknęły już jej warg nagle ją oświeciło i odsunęła się od niego. - Ale tak właściwie, to dlaczego pozwalam ci się całować? Jesteś facetem i jakbyś był wystarczająco pijany to zacząłbyś się całować z tym mopem, o tam! Zupełnie ci na mnie nie zależy, korzystasz z sytuacji! A ja nie jestem taka łatwa, Riley! Chcesz więcej, musisz się postarać - to oznajmiając usiadła na wiadrze na drugim końcu schowka (biorąc pod uwagę wymiary pomieszczenia nie musiała dużo chodzić), założyła nogę na nogę i spojrzała na niego butnie.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pon 20 Cze - 13:05

On się wcale nie wypowiadał o jej winylach, więc o żadnym lekceważącym stosunku do płyt nie może być mowy. Po prostu ładnie i grzecznie przemilczał o nich wzmiankę, chcąc się dowiedzieć, dlaczego nie ma szafki ze słodyczami. Słodycze były bardzo ważne i każde dziecko, to młodsze i starsze, miało jakieś swoje sekretne miejsce, w którym przechowywało ulubioną czekoladę lub żelki. Albo właśnie nawet takie własne wypieki. Gdy są smaczne, to znikają w błyskawicznym tempie, więc trzeba je gdzieś ukrywać. No dobra, może i w Hogwarcie nie piecze babeczek, ale jednak... Świat mu się walił w błyskawicznym tempie.
- Sam zgadnę, jak trafić do twojego dormitorium, to ni będzie żadna filozofia. Z moim urokiem osobistym i wrodzonym sprytem, raz, że powinienem być w Slytherinie, o czym zdążyłaś mnie już poinformować, a dwa, ze zdobędę każdą informację. Nawet hasło do waszego pokoju wspólnego – zastrzegł, święcie wierząc w swoje słowa. No, nie wszystkie, bo znowu zaczął nieudolnie zmyślać, ale co tam. – Więc albo podasz mi je po dobroci, albo wezmę na tortury Kota – postawił ultimatum, patrząc na nią wyczekująco.
Wątpliwe, by udało mu się osiągnąć wymarzony rezultat, lecz zawsze warto próbować. A nuż się uda i będzie mógł bez problemu święcić tryumfy? Etki nie dało rady zrozumieć. Jeśli ona sama się nie rozumiała, to nie uda się to nikomu. Będzie stanowiła bezkresną tajemnicę, sadzawkę pełną mrocznych sekretów i fontannę niewyczerpalnych zwrotów akcji.
A jakież to zagrożenie czeka go ze strony tej niepozornej Puchonki? Uratuje go i co z tego? Nie uwierzy mu? Trudno – znajdzie jakiś inny sposób, by się wykończyć. Wszak miał w sobie jakiś skrawek duszy romantyka i życie w nieszczęśliwej miłości w końcu będzie tak niewyobrażalną męczarnia, że nie wytrzyma i puf!
Roześmiał się. To, co wygadywała Etka było złe, tragiczne i zabawne. Wierzył w każde jej słowo, wiedział, ze jest zdolna do popełnienia tak niecnego czynu, lecz nie zamierzał się tak po prostu łamać, bo ona mu groziła. Nie i już. To za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie.
- Najpierw pokonaj przeszkodę w postaci Mistrza Eliksirów, później zmuś mnie do wypicia tego świństwa, a następnie zadaj sobie samej pytanie, czy aby na pewno jesteś gotowa przyjąć do siebie tą prawdziwą prawdę – wzruszył ramionami. A potem, jak mu kazała, chciał ją pocałować, lecz trochę mu się nie udało. Spojrzał na nią ze zdziwieniem, słuchając tego, co miała mu do powiedzenia. – Rozumiem, że szykuje się powtórka z rozrywki. To jest nudne. Nie dość, że sama mnie zaczęłaś wykorzystywać, to teraz jeszcze oskarżasz o jakieś głupstwa. To jest złe. Nie zasłużyłem na to. Chcesz, to sobie zaraz stąd wyjdę, bo nie zamierzam cie do niczego zmuszać i nie chcę, byś miała o mnie takie zdanie, jakie masz teraz. Mimo wszystko ja też mam jakieś uczucia – wyrzucił z siebie, mówiąc w sumie to, co chciała od niego usłyszeć jeszcze chwilę temu. Może w trochę inny sposób, ale powiedział jej, co leżało mu na wątrobie.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pon 20 Cze - 14:04

Piecze, ale mało kto o tym wie. Étaín naprawdę nie zwykła chwalić się swoimi zdolnościami na polu cukierniczym i kulinarnym. Głównie dlatego, że nie życzyła sobie, by ktokolwiek zaganiał ją do kuchni, a pięciu mężczyzn, z którymi mieszkała wykazywało takie właśnie skłonności. Najchętniej zamknęliby ją tam i kazali przyrządzać sobie obiadki. Marzenia! Ona się tak łatwo nie da, nie ma mowy!
- Marne szanse, skarbie. Nie doceniasz uczciwości żółtych, my nie wpuszczamy rozpuszczonych Gryfiaków ot tak do naszego królestwa. To podstawowa zasada i gwarantuje ci, że nie znajdziesz nikogo, kto zdradzi ci hasło. A Kota na tortury jak najbardziej wziąć możesz, ale upomnij się przy okazji o moje skarpetaski, okej? Jestem pewna, że to on mi je ukradł! Zwłaszcza, że już wcześniej chował mi tam.. i tu różne rzeczy. - I znowu znalazła się w tym samym miejscu, starając się uniknąć tematu tamponów.
Drugi Werter się znalazł, no proszę. Może powinien zainwestować w czerwony frak i żółtą kamizelkę tak dla odmiany, by podkreślić swą przynależność do Gryfonów? Z pewnością ustanowiłby nową modę wśród tych jęczących nastolatów.
- To akurat najmniejszy problem, ptasi móżdżku. Doskonale wiem, gdzie Snape trzyma swoje zbiory, a dostać się tam to pikuś. Tak samo jak wlanie ci tego do gardła. A i uwierz, że po tegorocznych wydarzeniach, jestem przygotowana na każde wyznanie. Nie rozumiem za to, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć po dobroci, to boli, że mi nie ufasz - oznajmiła, zaczynając bawić się kosmykiem prostych jak druty włosów. Chwilę potem, aż nazbyt grzecznie jak na siebie przyjęła salwę słów chłopaka. No proszę, coś musiało się z nią dziać, skoro nawet raz nie próbowała mu przerwać. - Nie chcę, żebyś wychodził - powiedziała tylko cichutko, spuszczając nos na kwintę. - Wiem, że masz uczucia. Problemem jest takie, że nie wiem jakie one są, a ty wcale nie ułatwiasz mi odgadnięcia tego. Nie mam pojęcia, czy traktujesz to - tu zamachała ręką, sugerując zaistniałą sytuację - jako coś przelotnego z czego można skorzystać, czy też nie wiesz co o tym myśleć, czy te wszystkie twoje komentarze nie były tylko głupią zabawą jak myślałam zawsze, a miały coś w sobie, czy chcesz czegoś więcej czy też przerzucisz się na te łatwiejsze jak tylko stąd wyjdziesz. Nie wiem, Riley, a naprawdę nie lubię nie wiedzieć. Nie wiem, co robić, a ty mi wcale nie pomagasz - wyznała smutno, nie patrząc na niego. Jakby nie wiedział, że ona zawsze denerwowała się w problematycznych momentach, nie potrafiąc wyjaśnić, o co tak właściwie jej chodzi, a kiedy ktoś już ją do tego zmusza, to potem zamyka się w sobie, bez możliwości otwarcia powtórnego.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pon 20 Cze - 16:00

A więc to tak. Ale w chwili obecnej miała pod nosem jedynie dwóch z tych pięciu mężczyzn, więc raczej nie musiała się ukrywać ze swoimi zdolnościami kulinarnymi. Chyba, że obawiała się czegoś jeszcze i nie chciała podzielić się z nikim tymi obawami. Ze strony Riley'a na pewno nie musiałaby obawiać się zaganiania do kuchni. Przede wszystkim dlatego, że zwykle jego potrzeby żywieniowe zamykały się na wąskiej grupie napojów wyskokowych zagryzanych od czasu do czasu dyniowymi pasztecikami lub truskawkową tartą, którą potrafił stworzyć sam, co może być dla niektórych wielką nowością, ale taka prawda. Zdolności Hawthorne'a nie kończyły się na dnie butelki.
- I kto tu jest rozpuszczony a przy okazji pazerny? – zaśmiał się, kręcąc głową. Ona była... Była i już. Była okropna, zła, niedobra, niegodziwa, podła i wemyfvediewdg. Ale była za to najukochańsza i jedyna w swoim rodzaju i Riley nie zamieniłby jej na żadną inną żywą istotę stąpającą po ziemi. Była fajna i była Étaín Seward, a to wyjaśniało, jak nie wszystko, a na pewno wiele. Tylko, ze on musiał, mimo wszystko, pokazać, że nie jest mięczakiem i że potrafi postawić na swoim. W końcu jest facetem, a nie ciepłymi kluchami czy jakimś lelum-polelum.
Chyba będzie musiał zainwestować, jeśli nie uda mu się dotrzeć w jakiś przystępny sposób do Etki. Możliwe, że czytała „Cierpienia młodego Wertera” i zrozumie, co prezentuje sobą nowy Riley, a wówczas spojrzy na niego przychylniej, może od razu ją oświeci, co się kroi i nie pozwoli mu skończyć tak jak Werter? Byłoby miło.
Po słowach Etki w schowku zapanowała cisza. Zręczna czy też nie, to nie miało większego znaczenia – on nie wiedział, co ma odpowiedzieć i jak się zachować. Nie wiedział już niemal nic. Co właściwie do niej czuł? Czy to była tylko zwykła zabawa, jak myślała ona, czy może coś więcej? Chciał się angażować w coś, czego do końca nie potrafił pojąć, czy może zostawić to własnemu biegowi? Chciał ją tylko wykorzystać, by sprawić, jak to jest z Sewardówną, czy szanował ją na tyle, by oszczędzić jej wszelkich przykrości i nadal zostać z nią na stopie czysto koleżeńskiej z drobnym przywilejem w postaci całowania się po kątach? To wszystko, cała ta sytuacja była zbyt skomplikowana i nie do pojęcia przez malutki, zniszczony przez alkohol i narkotyki móżdżek Riley'a.
Podszedł do niej, a właściwie ześlizgnął się z wiadra, na którym siedział i przykucnął przed Étaín, obejmując jej kościste nogi rękoma.
- Na nikogo się nie przerzucę, bo to nie ma sensu. Wyjdę stąd dopiero wtedy, gdy ty będziesz tego chciała. Nie chcę korzystać z żadnej okazji, a tego... Tego wszystkiego nawet nie traktuję jak jakąś przygodę... – powiedział łamiącym się głosem, by w ostateczności ukryć twarz w jej nogach.
Nie mógł, po prostu nie mógł spojrzeć jej w twarz. Po tym, co powiedział? Chyba, ze do niej nadal nie dotarło absolutnie nic. Wtedy powstaną drobne, malutkie schodeczki.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pon 20 Cze - 16:28

Jeśli jeśli się nie podzielił tą swoją tartą to naprawdę jest okropnym sknerusem. Bo taka Seward na przykład zupełnie nie wiedziała, że potrafi gotować. Oczywiście, nie umniejszała jego zdolności - doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli tylko chce, to Hawthorne'a stać na wiele, jednakże zazwyczaj nie wykazywał chęci.
- Ty - odpowiedziała lakonicznie, nie dając się zwariować. Bo przecież to on był wielkim złym wilkiem, a ona tylko Czerwonym Kapturkiem, który ewentualnie mógł przyłożyć mu w głowę koszyczkiem. Oczywiście, taka była jej najświętsza wersja wydarzeń i ciężko byłoby zmienić jej zdanie. O ile to w ogóle możliwe. A on nie powinien się przejmować - w zestawieniu z nią, wielu mężczyzn zaczynało wyglądać prawie, że jak niewiasta, choć to ona była białogłową. Żadna ujma, norma.
Czytała, nawet kilkakrotnie. Tak, Étaín zdecydowanie lubowała się w takiej literaturze, choć patrząc na jej podejście do życia trudno byłoby w to uwierzyć. A może właśnie odwrotnie? Może właśnie dlatego, że była chłopczycą tak bardzo pociągały ją wszystkie tak dziewczęce i subtelne postacie, do których nie potrafiła się upodobnić?
- Więc jak to traktujesz? - zapytała spokojnie, delikatnie przeczesując jego włosy. Niestety, jej umysł działał na zasadzie podobnej do tego męskiego - nie potrafiła bawić się w aluzje, nie wyłapywała podtekstów. Jeśli coś miała przyjąć, należało wyłożyć jej to prosto na ławę; potrafiła znieść naprawdę wiele - zaczynając od piszącego wiersze brata, a kończąc na przyjacielu, cierpiącym na likantropię, który o mały włos nie posłał jej na tamten świat - jednakże musiała wiedzieć w czym leży problem. Nadal nie docierały do niej jego słowa. Starała się myśleć i właśnie wtedy wszystko zaczęło się przejaśniać, układać w jedną nieprawdopodobną całość. Mówił, że jest w jego typie, ale potem się z tego wycofał... może więc właśnie jest jego typem? Może nie chciał iść, nie chciał innej, zawsze opiekował się nią gdy rozmawiała z kiblem, co zdecydowanie nie było przyjemnym widokiem, bo... - Riley... czy ty... lubisz mnie... to znaczy... w tym innym znaczeniu? - zapytała wprost, nie mając nawet pojęcia jak się wysłowić. Wciąż bawiła się jego czupryną, nawet nie trudząc się, by zmusić go do spojrzenia na nią. Jeśli tak było mu lepiej, mógł mówić i do kolan. Byleby wreszcie rozjaśnił tę mgłę, która spowiła jej jasność postrzegania rzeczywistości.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pon 20 Cze - 20:00

On też nie wiedział, że potrafi gotować do momentu, aż został postawiony przed faktem dokonanym i musiał, bo wyjścia innego nie miał, sam przyrządzić sobie coś do żarcia, by z głodu nie umrzeć. A że wówczas nie miał pod ręką nic do picia, a w domu znajdowały się jedynie mugolskie książki do gotowania, to trzeba było kombinować. Mógł nauczyć się robić pizzę, mógł nauczyć się robić naleśniki, mógł zrobić sobie jajecznicę, ale miał ochotę na coś słodkiego i z truskawkami, więc wybór był ograniczony i dość prosty. No więc, gdy tylko dorwie się do kuchni, w której znajdzie truskawki, Etka będzie mogła liczyć na naprawdę przepyszne jedzenie.
Dla niego to norma nie było, choć przez tyle lat przebywania w jej towarzystwie powinien się czegoś nauczyć. Bywa – jego duma i ego nie pozwalały zaklimatyzować się myśli, że mógłby być w jakikolwiek sposób gorszy o dziewczyny. Nieważne jakiej, po prostu nie mógł być postawiony w hierarchii niżej, niż którakolwiek przedstawicielka płci pięknej. Mimo to westchnął tylko i jęknął i na tym zakończył dyskusję, ponieważ nie miał siły i ochoty o nic się z nią wykłócać. On wiedział swoje i na tym niech poprzestanie.
Zadrżał, gdy go dotknęła, a jej następne słowa były jak cios. Wystarczyło, że odpowie jej twierdząco na zadane pytanie i sprawa będzie jasna oraz klarowna. Nie mogło być lepszego wyjścia z tej sytuacji, jednak co to da, jeśli do wszystkiego się przyzna? Zaczną się kolejne pytania, będzie chciała wiedzieć od jak długiego czasu traktuje ją inaczej, niż powinien; dlaczego właściwie to robi i co zamierza dalej z tym począć. Tyle niewygodnych pytań i brak sensownej odpowiedzi. Bo tak. Bo jest dziewczyną. Bo po prostu w pewnym momencie zaczęła mu się podobać. Bo z początku faktycznie była najłatwiejszym celem. Bo nikt by go o nic nie podejrzewał. Nawet sama Étaín nie mogła się w niczym połapać, co, owszem, bolało, jednak Gryfon miał wódzię, miał dragi i mógł się trochę znieczulić i brnąć przez życie dalej, z głupim uśmiechem na ryjcu i mnóstwem jeszcze głupszych pomysłów. Nie mógł jej jednak powiedzieć, że to wszystko przez nią, bo chyba by się załamała. Kolejna osoba, która niszczyła sobie życie z jej powodu, to byłoby za dużo jak na tak małą i kruchą istotkę.
- Tak – powiedział ledwie dosłyszalnie, jeszcze mocniej wtulając się w jej nogi, jakby to była najlepsza i najbardziej bezpieczna kryjówka na świecie.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Étaín Seward on Pon 20 Cze - 20:34

Potrzeba matką wynalazków, a głód matką tart. Skoro Riley osiągnął mistrzostwo w tej dziedzinie, nie miał się czego wstydzić, mógł zacząć chwalić.
Może właśnie dlatego bracia oraz cała reszta ferajny tak bardzo się o nią troszczyli? Bo chociaż taką opieką chcieli pokazać, że niezależnie od tego, czy da sobie w życiu radę i czy powali każdego faceta czy też nie, wciąż jest jedynie bezbronną niewiastą, której trzeba bronić i nieba przychylać. A broń boże, by ktoś próbował ją zabrać.
Taka wiedza z całą pewnością by ją dobiła, gdyż miała skłonność do obwiniania się o wszystko, co działo się z innymi. Najgorsza jednak pozostawała świadomość, że matka oddała za nią życie, umarła przy porodzie - czuła się odpowiedzialna za to, że odebrała braciom matczyną rękę, że ojciec wpadł w depresję i przegrywał prawie całą pensję na wyścigach konnych. Dlatego nie obchodziła urodzin, dlatego każdego roku w okolicach października popadała w marazm i depresję. Gdyby do tego dodać jeszcze świadomość, że Riley wpadł w alkoholizm i powoli zaczął wyniszczać się z jej powodu, zdecydowanie uderzyłoby w nią to bardziej, niż w niego. Bądź co bądź, zależało jej na nim.
Gdyby chciała powiedzieć, że takiej właśnie odpowiedzi się spodziewała i na taką czekała, musiałaby skłamać. Najgorsze było jednak to, że nie miała pojęcia, co zrobić z tą wiedzą. Na dłuższą chwilę zamilkła, a w schowku na miotły po raz kolejny zapanowała głucha cisza. Wciąż przeczesywała powolnie palcami jego włosy, starając się poukładać to wszystko w głowie. Riley był w niej... zakochany, najprawdopodobniej od dłuższego czasu. Nie chciała go zranić, nie mogła go zranić, ale miała wrażenie, że w tej właśnie chwili wszystko co powie zostanie odebrane opacznie. Nie wspominając nawet o wcześniejszych słowach, które w takiej sytuacji mogły go naprawdę dotknąć... więc co tak właściwie miała zrobić?
- To dlaczego nigdy wcześniej nie próbowałeś czegoś z tym zrobić? Ale... nie w żartach, tylko na poważnie? Myślałeś, że nie będę cię chciała? - zapytała łagodnie, wciąż nie zaprzestając tej, w jej mniemaniu uspokajającej czynności. - A może właśnie chcę i czekam, żebyś przestał jęczeć w moje nogi, zaczął zachowywać się jak facet i wprowadził tę teorię w praktyce? - Bezpośredniość najwidoczniej miała we krwi, bo w przeciwieństwie do Rileya, nie zamierzała owijać w bawełnę. A że w chwili obecnej miała ogromną ochotę znowu się z nim całować, chyba nawet byłaby gotowa pozwolić mu zaprosić się na randkę z prawdziwego zdarzenia i zacząć się z nim umawiać.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Riley Hawthorne on Pon 20 Cze - 22:16

Dlatego też nie zamierzał jej o tym informować. Pił wcześniej, wyniszczał się wcześniej, więc teoretycznie nie ma żadnej różnicy, kto do tego doprowadził. I gdyby chciał, już wcześniej mógłby to rzucić, powiedziawszy o całej sprawie Etce. Ale nie powiedział, więc wina leży po jego stronie. To, że ona była wyjątkowo ślepa, jak na dziewczynę, to już inna sprawa.
Riley także nie spodziewał się, że kiedykolwiek odpowie twierdząco na takie pytanie. Nie, żeby się bał, był przecież Gryfonem i nic nie było mu straszne, lecz nie w tym rzecz. Nigdy nie czuł się odpowiedzialny za drugą osobę, nigdy nawet nie chciał się tak czuć. Nie planował wiązania się z kimś na dłużej, niż tydzień, co w jego przypadku i tak było znacznym przekroczeniem pewnej normy. Raczej nie wierzył w miłość jako taką. Jej fizyczne przejawy były okej, lecz związek na całe życie z drugą osobą zdecydowanie go przerastał. Oddawanie się pod opiekuńcze skrzydła wybrankowi, czy w tym przypadku wybrance, serca traktował jak kiepski żart. I nawet, gdy tak po cichu wzdychał sobie do Etki, raczej nie planował dłuższej, świetlanej przyszłości ich związkowi. Aż tu trach, ciach i puf! – znalazł się w okropnym gównie zanurzony aż po uszy.
- Myślałem raczej, że to ja się do tego nie nadaję – rzucił, nie chcąc obwiniać jej o nic. Bo jeśli ponownie okaże się, że tylko z jej powodu nie podjął żadnych prób, by wyklarować ich wzajemne relacje, bardzo możliwe, iż to by ją ubodło. A że teraz próbował myśleć tylko o sobie i siebie wynieść na piedestały głupoty, to inniejsza sprawa. – Moja wina, że masz fajne nogi? – zapytał z głupkowatym uśmiechem, przesuwając ręce wzdłuż jej ud, aż wylądowały na szczuplutkiej talii.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Schowek na miotły

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach