Sala

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Wto 14 Cze - 15:10

Nie, to nie byłoby sprawiedliwe, jeżeli za wykonywanie, poprawne!, swoich obowiązków, dostałby jeszcze ujemne punkty. Za pełnienie swojej funkcji powinno się nagradzać, nie zaś karać i Rayner był przekonany, że McGonagall doskonale o tym wie. To, że taka jedna Krukonka zwykła nie stosować się do jakichkolwiek poleceń i żyć, jak jej się tylko zapragnie, to jej sprawa i nikogo innego nie powinna w to mieszać. No dobra, jasne – on sam, z dobroci swojego zimnego, bezdusznego serca przyszedł jej na ratunek, ale jednak. Taka praca.
Kobiety zawsze wszystko dopasują do schematu, jaki uroił się w ich głowach. Nie dopuszczą do siebie myśli, że jednak coś mogłoby być inne, niż zostało im to przedstawione. Ot, sam fakt, że Cavanaugh jednak rozgromił akromantule, że zaniósł ją do Skrzydła Szpitalnego i że w podskokach pobiegł do Snape'a po antidotum stawia go w zupełnie innym świetle. I niech nie mają tu do rzeczy rzępolenia, przez które sprowadził na nich całą tą katastrofę – cóż by się stało, gdyby zaczął grać melodię dla dzieci! Na pewno byłoby jeszcze gorzej.
- Sama ją sobie weź, skoro nie zamierzasz spędzać tu wyznaczonego czasu. Widać, czujesz się wystarczająco na siłach, by zając się sobą na tyle, że nie potrzeba ci nikogo więcej – wzruszył ramionami, ostatecznie udowadniając, że to, co miała o nim do powiedzenia Selcenta, raczej niewiele mijało się z prawdą. A to pech – naprawdę chciał uchodzić za dżentelmena i dobrze wychowanego chłopca.
Wstał i ruszył w stronę drzwi, rzucając przez ramię jakieś nie do końca zrozumiałe pożegnanie, które równie dobrze mogło być zaklęciem śmierci. A potem po prostu sobie wyszedł. Noc się jeszcze nie skończyła, więc istniał cień szansy, że uda mu się wyspać, a i Effy odrobina snu nie zaszkodzi.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Wto 14 Cze - 16:04

- Effy Hywer, mam nadzieję, że dobrze się tu bawisz. - Victor uniósł lekko brew na widok trochę poobijanej krukonki. Nie wiedział dokładnie co się stało, ale ktoś mu coś powiedział, że panienkę Hywer coś i gdzieś zaatakowało, i że teraz znajduje się w Skrzydle Szpitalnym. No cóż. Zawsze wiedział, że prędzej czy później Effy w coś się wpakuje. Z jej nastawieniem do życia, coś takiego MUSIAŁO się wydarzyć. Samo Skrzydło Szpitalne nie kojarzyło się Cape'owi zbyt dobrze. Ostatnim razem był tu rok temu, kiedy w pojedynku z Nicole oboje pozbawili się fragmentów nosa. Nie było to za ciekawe doświadczenie, za które oczywiście Nicole dostała więcej punktów minusowych, gdyż Snape pojawił się w Skrzydle przed McGonagall.
Cape położył na stoliku obok łóżka krukonki świeżo zerwanego tulipana. Następnie przysunął sobie taborecik i najnormalniej w świecie usiadł, aby trochę ponabijać się z dziewczyny. Żartuję. Nie będzie się nabijał.
- Coś zrobiła? - odchrząknął. Głupi szpital, nawet palić tu nie można. Victor pokręcił głową, jakby chciał dać Effy do zrozumienia, że lepszego miejsca sobie wybrać już nie mogła. W głębi serca miał jednak nadzieję, że niedługo będzie jej lepiej.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Wto 14 Cze - 16:25

Posłała mu swoje spojrzenie numer cztery, które w wolnym tłumaczeniu bywało tłumaczone jako chyba cię popierdoliło. Właściwie dopiero teraz zrozumiała, dlaczego Snape okazał się dla niej tak wyrozumiały i nie wlepił jej jeszcze szlabanu... stokroć bardziej wolałaby szorować jego cuchnące słoiki po oczach traszek, niż siedzieć tu bez możliwości wyjścia. Jad akromantuli to naprawdę paskudna sprawa - cały czas było jej słabo i niedobrze, w dodatku ze względu na połamane żebra i opatrunek na boku nie mogła nawet wygodnie się ułożyć, nie wspominając już o próbie ucieczki z tego miejsca.
- Zajebiście, Cape. Nawet sobie nie wyobrażasz. O dziesiątej gaszą światła i każą udać się na przyjęcie na białej sali - nie wspominając, że dla Effy ta pora była zaledwie późnym popołudniem - a ja zapewne zostanę mistrzem zen czy jakiegoś innego kung fu jak tylko stąd wyjdę, bo medytacja i siedzenie w jednym miejscu to doprawdy wyborna rozrywka - oczywiście nawet nie próbowała ukrywać przekąsu w swoim głosie. Każdy, kto znał Elżbietkę i wiedział, jaki tryb życia prowadziła, zapewne po cichu podziwiał ją, obstawiając kiedy wyląduje w wariatkowie. Oczywiście pobyt w szpitalu był jej jedynym zmartwieniem - nie, nie przejmowała się tym, że prawie zginęła, a jej żebra są w stanie opłakanym. To było mało ważne, nie musiała zawracać sobie tym główki.
- Nic nadzwyczajnego - odpowiedziała przekornie i tajemniczo, spoglądając na tulipana, ale niestety, sięgnąć po niego nie mogła.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Wto 14 Cze - 16:50

Victor nie omieszkał odwzajemnić spojrzenia. Dziwna to była relacja między nimi, oj dziwna!
- Tak też myślałem. Aż żałuję, że nie może mnie tu z tobą być. Taka zabawa... - mruknął. No, może jednak trochę się z Effy ponabija. Oczywiście, Victor lubił panienkę Hywer. Może nie jakoś najbardziej na świecie, ale na pewno nie zostawiłby jej na pastwę akromantul, czy co, to tam było. A nawet jeśli by zostawił, to by w końcu wrócił - jeśli by się mu chciało. - Na szczęście przed tobą jeszcze sporo czasu na imprezowanie. Słyszałem, że Snape dał ci porządny szlaban... - zaśmiał się cicho. Już się rozeszło po Hogwarcie, że w ciągu jednego wieczoru Ravenclaw stracił pięćdziesiąt punktów, i że szóstoroczna krukonka zarobiła najpaskudniejszy szlaban: siedzenie w tak nudnym miejscu. Racja Effy, każdy wolałby szorować słoiki w gabinecie Snape'a. To tylko zależy, czy masz na tyle dużo samozaparcia, aby ich wszystkich nie porozbijać, gdyż profesor Severus potrafił być naprawdę przykry. Jak dla kogo..
- Nic? Och, to tak sobie tu leżysz, po prostu? Z połamanym żebrem? - rzucił jej spojrzenie mówiące ' po prostu powiedz, a nie pierdolisz'.
Chwycił uprzednio przyniesionego tulipana i zaczął skubać jego płatki. Skoro i tak nie będzie jej potrzebny...
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Wto 14 Cze - 17:09

Jakby na to nie spojrzeć, Effy nie potrafiła posiadać relacji, które przez ogół społeczeństwa bywały nazywane normalnymi. Taka już jej uroda.
- Jeśli jesteś taki skory do towarzyszenia mi, chętnie udostępnię ci połowę łóżka - zaproponowała wspaniałomyślnie. Oczywiście odwiedziny były jedyną namiastką normalności w tym koszmarnym miejscu i zdecydowanie nie czułaby się źle, gdyby trwały o wiele dłużej. Choć właściwie, gdyby Victor przystał na jej propozycje, chyba najpierw musiałby ją sam przesunąć, gdyż poobijana Hywer miała problemy z poruszaniem się. To okropne, doprawdy. A co z seksem? Trzy tygodnie posuchy to dla niej jak celibat, nie wspominając już o tym, że w ciągu kolejnego miesiąca żaden plener w grę nie wchodził!
- O dziwo, zapomniał o tym. Albo nie chciał tego zrobić, bo przecież tak grzeczna dziewczynka jak ja mogła znaleźć się w takiej sytuacji jedynie przez przypadek. Jeśli cię to ciekawi, ten przypadek dzieli z tobą dormitorium - najprawdopodobniej leki, które zażywała rozwiązywały jej język, gdyż taka wypowiedź była równoznaczna z napadem szczerości. Elżbietka nie znosiła mówić o sobie, ot co.
- Właściwie, to czterema połamanymi żebrami. I nie niszcz mojego prezentu! - zaoponowała, kiedy zaczął maltretować biednego tulipana - Wstawiłbyś go do wody? - zapytała.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Wto 14 Cze - 18:59

Gdyby Effy wysunęła taką propozycję trochę w innym miejscu, Victor musiałby się zastanowić. Zawsze to jakaś odmiana. Oczywiście chodzi o zmianę lokatorów, bo ile można...od sześciu lat jedni i ci sami. A w wieży Ravenclaw jeszcze nigdy nie był i bardzo chętnie, czemu nie. Natomiast jeśli chodzi o TO miejsce, to nie. Zdecydowanie nie ma szans.
Ślizgon wzruszył ramionami. Następnie wstał i nalał do jakiejś tam, pierwszej lepszej szklanki trochę wody, po czym postawił ją wraz z tulipanem z powrotem na szafce Effy. Bądź co bądź, ale prezent mu się udał. Co nie?
- Oboje wiemy, że Snape zawsze udupi człowieka. Oczywiście my mamy o wiele lepiej. - my, to znaczy ślizgoni, ale to wiadomo. Snape uwielbiał Slytherin. Co prawda w sytuacjach, w których wina ewidentnie leżała po stronie jego podopiecznych, wtedy Severus z bólem w sercu odejmował jakieś tam punkty. W porównaniu z innymi domami, punkty odjęte Slytherinowi przez Snape równały się zeru. - Możesz się wyrażać trochę jaśniej? - zaproponował ponaglając ją ręką. Znał dość dobrze Hywer, ale przecież nie mógł wiedzieć z kim ostatnio spędza najwięcej czasu. W pewien sposób Victor wcale nie zazdrościł tej osobie, bo wcale nie uśmiechałoby mu się leżenie o tej porze roku w Skrzydle Szpitalnym.

avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Wto 14 Cze - 21:21

O takim wariancie jej propozycji mógł jedynie pomarzyć. Chociaż Hywer nigdy nie należała do dziewcząt zbyt cnotliwych, w jej łóżku było miejsce jedynie dla niej samej. Okazjonalnie tuż u jej nóg mógł ułożyć się pan Darcy. Jeśli więc Victor chciał podziwiać niewątpliwe uroki wieży zachodniej, mógł albo zadowolić się podłoga, albo szukać innych możliwości. Bo na nią zdecydowanie nie miał co liczyć.
Każda kobieta uwielbia dostawać kwiaty. A że Effy bez wątpliwości kobietą była, nie miała zamiaru bawić się w wyjątki. Choć w tej sytuacji z pewnością bardziej ucieszyłaby się z paczki papierosów (ach, głód nikotynowy stał się już Głodem i zaczęło poważnie ją skręcać) lub choćby pudełeczka z czekoladkami (na poprawę humoru) to tulipan również był trafionym prezentem i znacznie polepszył jej nastrój. Bo ktoś o niej pamięta, kogoś obchodzi co się z nią dzieje. Taka wiedza czasami bywa budująca.
- I najwyraźniej uwielbiacie chełpić się tym, że macie fory u choć jednego nauczyciela - puściła do niego perskie oko, śmiejąc się przyjaźnie. Chciała nawet poczochrać mu włosy jak to miała w zwyczaju, ale kiedy tylko poruszyła się, aż jęknęła z bólu.
Snape za to wykazywał skłonność do przechwalania się Pucharem Domów na swoim biurku, więc i w tym roku starał się chronić skóry swoich podopiecznych. Kto by pomyślał - uczy w tej szkole zaledwie dwa lata, a już jest stronniczy! - Niep - odparła lakonicznie, zaciskając usta. Teza, że zna się Effy była mocno naciągana. Dziewczę stanowiło jedną wielką, nieprzewidywalną zagadkę, nie posiadającą nawet ustalonych granic. - A co słychać u ciebie, kochanie? - zapytała, zręcznie zmieniając temat.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Sro 15 Cze - 13:33

Cape wcale nie miał zamiaru towarzyszyć Effy w takim znaczeniu. Co by powiedziała biedna Haerowen! A propos której wszystko już jest w jak najlepszym porządku. A przynajmniej być powinno po ich ostatnim spotkaniu na Skraju Zakazanego Lasu. Bądź co bądź, ale Victorowi nie śpieszyło się do kłótni z panienką Villain. A co do wycieczki w stronę Wieży Zachodniej, to na pewno przed opuszczeniem Hogwartu ślizgon zdąży się tam pojawić.
- Natomiast pozostali nie mają u żadnego. - profesor Snape był jaki był. Ale ślizgoni bardzo go sobie cenili. Czasem trochę brzydko pachniał, był zgryźliwy, ale i tak był lepszy niż ta cała zgraja profesorów razem wzięta. Kto, jak kto ale Cape nie znosił całego grona pedagogicznego. - Poza tym ma świetnych podopiecznych. - odchrząknął. On też chętnie by zapalił. Ostatnio nawet odechciało mu się rzucać. Będzie trzeba tylko wyciągnąć paczkę od Nicole i wszystko będzie cacy.
Jeśli Hywer nie chce mówić, niech nie mówi. Victorowi wcale nie zależało, aby poznać jej mroczną historyjkę, przez którą musieli się spotkać w takim miejscu. Co prawda, Effy jest mu winna wyjaśnienia, ale może z czasem Victor wszystko z niej wyciągnie.
- Staram się nie narobić sobie problemów. - odpowiedział na jej pytanie. Wcale nie ma potrzeby ogłaszania wszem i wobec co u niego.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Sro 15 Cze - 14:47

Zdecydowanie nie było tam żadnego znaczenia, a już z pewnością dla Victora. Hywer uwielbiała rozkładać się wzdłuż łóżka i nigdy nie zwykła się z nim dzielić, nieważne w jakim celu. Co innego, to niewygodne coś znajdujące się w Skrzydle Szpitalnym, które skrzypiało z każdym ruchem - to była gotowa udostępnić tylko dla towarzystwa. A wieść, że Cape romansuje teraz z drugą Villain zapewne uznałaby za wielce zabawną. Doprawdy, jej poczucie humoru zdawało się być niezrozumiałe dla reszty ludzkości.
- Najwyraźniej nie potrzebują taryfy ulgowej - uśmiechnęła się, jak zwykle musząc powiedzieć ostatnie zdanie. Elżbietka nie darzyła Mistrza Eliksirów zbytnią sympatią - nie dość, że był byłym Śmierciożercą, o czym radośnie trąbiły media, nie mył włosów dostatecznie często, wyglądał jak wampir spod ciemnej latarni, to w dodatku miał świetne zabezpieczenia w biurku i nie dało się z niego wykraść odpowiedzi do testów. - Wmawiajcie sobie dalej. Może ktoś wreszcie w to uwierzy - zachichotała, podnosząc się nieznacznie na łokciach, przy okazji krzywiąc niemiłosiernie.
Najprawdopodobniej doświadczenie jeszcze nie nauczyło go, że nawet pomimo usilnych starań wyciągnięcie z niej jakiejkolwiek informacji było mniej prawdopodobne niźli cud. Bo czyż to nie był jeden z powodów, dla których niegdyś zerwali? Brak komunikacji w sferze jej osoby. Plus jej niekonwencjonalne podejście do życia i całkowity brak rozumienia pojęć "związek" i "wierność". Hywer była doprawdy koszmarna jako dziewczyna, może dlatego ostatnimi czasy grała jedynie solo?
- To już samo w sobie musi być potencjalnie problematyczne. A jak rezultaty?
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Sro 15 Cze - 15:59

Cape otworzył usta, aby coś dodać, jednak tylko machnął ręką. W sumie mógłby coś powiedzieć, lecz domyślał się, że dla Effy będzie to kolejny pretekst do ciągnięcia dyskusji. Zawsze miała ostatnie zdanie i bójcie się wszyscy, jeśli ktokolwiek spróbuje jej zdanie podważyć. Zostawmy więc Snape'a i jego tłuste włosy. Jeśli natomiast chodzi o Haerowen. Cóż...w porównaniu z nią Effy zdecydowanie nie wiedziała jak się zachowuje osoba w związku. To w jakiś sposób podobało się Victorowi, ale na dłuższą metę było po prostu męczące. Może i nie znał krukonki jak własnych kieszeni, natomiast wiedział, że jeszcze musi się porządnie wyszaleć zanim zdecyduje się na poważny związek. Co prawda Victorowi też sporo brakowało do ideału. Poprzez jego wredne odzywki i brak ciągłego komplementowania, wielu dziewczynom wydaje się, że Victor to chodzący brak manier.
- Zadowalające. - odparł krótko. Na razie. Victorowi się po prostu zwyczajnie nie chciało wplątywać w żadne głupstwa. W tym roku już wystarczająco dużo zrobił i wcale nie brakowało mu szlabanów. No, było też kilka spraw, o których prefekci czy profesorowie w ogóle nie mieli pojęcia, ale i to znudziło się Cape'owi. - Jak się czujesz? - no, najnormalniejsze w świecie pytanie.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Sro 15 Cze - 23:53

Nie bez powodu ludzie zastanawiali się czy Effy jest czy też nie jest wariatką. Dziewczę miało bardzo specyficzne podejście do życia, wygadywała mnóstwo bzdur i co najśmieszniejsze, najczęściej święcie w nie wierzyła. Jej zdanie było niepodważalne i żadna siła na tym świecie nie mogła tego zmienić. Taki los. W porównaniu do Hywer nawet chomik wiedział lepiej jak zachowywać się w związku. Choć nie, może to lekka przesada. Nie zmienia to jednak faktu, że biegła w sferze erotycznej dziewczyna tą emocjonalną omijała szerokim łukiem i nawet nie zamierzała się w coś zaangażować. To właśnie stanowiło potencjalny problem, gdyż większość chłopców nie potrafiło jednak tego zaakceptować. I nie można im się dziwić. Jeśli więc Villain akceptowała go, nie powinien zawracać sobie główki tym jak on sam się zachowuje i jak zostanie to odebrane, bo jak mówi powiedzenie - każda potwora znajdzie swojego amatora. A Elżbieta zapewne okrzyknie ich uroczą parą i uzna to za świetną wymówkę aby obalić Ognistą Whisky, a może nawet dwie.
- Zadziwiające! Porzucasz postawę malkontenta i uważasz coś za zadowalające, marudo- zachichotała, skubiąc brzeg białej pościeli. - Okropnie. Wszystko mnie boli, jak nie trudno zauważyć, przez najbliższy tydzień nie będę mogła chodzić, ale mogło być gorzej.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Czw 16 Cze - 20:16

Można by powiedzieć, że podejście Elżbiety do związków nauczyło Victora jednego: Czasem nie tylko faceci zachowują się jak świnie. Trochę brutalne, jednakże wielce prawdziwe. Bycie z Hywer niosło ze sobą wiele ryzyka, które Cape'owi bardzo się podobało. Owszem, nadal uważał Effy za osobę bardzo atrakcyjną, ale nawet dla niego sam wygląd, to nie wszystko. Na tym polu gdzieś mijali się z krukonką. Oczekiwali zupełnie czego innego. Dla Victora bycie w związku nie polegało tylko na rozwijaniu się w kategorii ' łóżko'. On potrzebował czegoś więcej i niestety tutaj Effy poległa.
- Nigdy nie byłem malkontentem. A przynajmniej nie w stu procentach. - wzruszył obojętnie ramionami. Według niego ludzie byli głupi, ale nie na tyle, aby wszystko od razu spieprzyć. Zdarzały się jakieś pojedyncze egzemplarze, które wciąż go szokowały. Natomiast zazwyczaj było tak, iż ludzie nie podchodzili Victorowi do gustu. Denerwowali go i faktycznie wtedy wyglądali dla niego jak jedna wielka wada. - Nie martw się, nadal jestem tym samym wrednym ślizgonem. - chciał dodać, że jakakolwiek zmiana jest winą kobiety, bo kobiety zawsze są wszystkiemu winne, ale stwierdził, że Effy mogłaby w niego czymś rzucić, więc dał sobie spokój.
- Jakże ci współczuję. - wytknął jej język, odsuwając się na wszelki wypadek.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 20 Cze - 1:29

Właściwie, mijali się na wielu polach - całkiem dobrze sprawdzali się na płaszczyźnie przyjaciół, jednakże jak pokazało doświadczenie, najwyraźniej stały związek nie był jej pisany. I nie można było zarzucać Effy, że postrzegała go tylko w kategorii pościelowej, gdyż mijałoby się to z prawdą. Raczej można by pokusić się o stwierdzenie, że dziewczę miało ewidentny problem z zachowaniem wierności, nie pozwalającym na poważną stabilizację. W dodatku specyficzne podejście do życia, jeszcze bardziej specyficzne rozumienie pojęcia zaangażowanie... nie każdy był w stanie to zaakceptować, nie mówiąc już o codziennym obcowaniu. Chcieli czegoś innego, inaczej postrzegali bycie razem i to zaprowadziło ich do tego punktu? Czy Hywer żałowała? Nie, ona nie znała znaczenia tego słowa.
- To twoja wersja, Victorze - odpowiedziała przekornie, nadal skubiąc brzeg białej pościeli. Znała go dobrze i właściwie nawet nie przeszkadzało jej jego podejście do życia i innych ludzi. To chyba jeden z niewielu plusów jej charakteru - potrafiła dostrzec coś w ludziach, których większość uznawała za nieprzyjemnych, nie godnych zaufania czy nie wiadomo co jeszcze. - To dlaczego nie bawisz się z innymi wężykami w straszenie biednych pierwszaków tudzież jakąś kolejną próbę podboju zamku, tylko siedzisz ze mną w skrzydle szpitalnym i wdychasz te niebywale urocze opary eliksirów? Wpędzisz się w kłopoty, powiadam ci. Naćpasz się powietrzem i wylądujesz na łóżku obok.
Och, z pewnością rzuciłaby czymś w niego. Najchętniej zaklęciem, wyjątkowo paskudnym. Poczuwała się do bycia kobietą, a za obelgami nie przepadała.
- Jesteś okropny! Za karę możesz mi pomasować nogi! - oznajmiła, nieznacznie poruszając kończynami pod pierzynką, aczkolwiek nie bez widocznego bólu. Wredne pająki!
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Victor Cape on Wto 21 Cze - 13:01

- Pamiętaj, że mimo wszystko nie znasz mnie zbyt dobrze. - powiedział, wstając. Wiedziała o nim dużo, nawet zbyt dużo, jednak wcale a wcale nie wiedziała o nim wszystkiego. Były te takie drobiazgi, których się o nim dowiedziała; jak na przykład, że nie znosi Irlandii, że czasem nosi szkła kontaktowe, bo nie chce żeby rodzina wciąż go podejrzewała, że skoro jako jedyny ma zielone oczy, to coś z nim jest nie tak, że lubi ryż, że jest wegetarianinem...ale mimo wszystko wielu cech charakteru Effy jeszcze nie zdążyła poznać. Może to i lepiej.
- Właśnie idę to wszystko nadrobić, nie bój się, ja już swoje tutaj odleżałem. - mruknął posępnie. Nie wspominał tego okresu zbyt radośnie. - I przemyślę propozycję o stopach. - dodał, kiedy stał już przy drzwiach.
I wyszedł.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Michael Johnson on Nie 18 Gru - 21:38

Dosyć szybko wyniósł dziewczynę na gorę. Starał się to zrobić jak najszybciej. Zostały mu tylko drzwi. Otworzył je łokciem i wniósł japonkę. Rozejrzał się po sali. No co za kobieta! Dalej nie mógł tego zrozumieć, jak do tego doszło, że zasnęła na ziemi. Ważne, że doniósł ją do szpitala. Położył na jednym z wolnych łóżek. Przykrył kołdrą i zawołał madame Pomfrey. Pewnie powinien pójść po jej wózek, bo Bóg wie jak zareaguje na to, że go zostawił. W sumie, przy okazji mógłby wstąpić do kuchni i zabrać troszkę czekolady. Nie no, teraz jej tutaj tak samej nie zostawi. Usiadł na krześle obok, założył nogę na nogę, a ręce skrzyżował. Cały czas przyglądał się brunetce. Poprawił szalik, który zdejmował tylko, gdy kładł się spać i okulary, które zsunęły mu się lekko, podczas odkładanie dziewczyny na łóżko.
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Miyu Earlson on Nie 18 Gru - 22:15

Pani pielęgniarka stwierdziła jedno. Zapalenie płuc. Dała azjatce zastrzyk, po czym wyszła, a dziewczyna leżała na plecach. Patrzyła na Michaela i zakaszlała. Ona nawet nie mogła wyjść stąd, żeby powałęsać się po Hogsmade! Podbródek jej zadrżał, i przykryła się białą, szpitalna kołdrą, po samą szyję.
-Przepraszam...-powiedziała, choć nie wiadomo za co. Może, dlatego że się rozchorowała, a On teraz musi przy niej siedzieć? W sumie nie musi, bo i tak nie jest tu potrzebny, zresztą jeszcze się zarazi. Podkurczyła nogi i ponownie zakaszlała. Plecy ją zaczęły boleć, a gorączka, nie ustępowała. Dziewczyna zacisnęła palce na kołdrze, i popatrzyła na niego spod grzywki, a jej wzrok był dość mętny. Westchnęła cichutko po czym spuściła wzrok, nie chcąc na niego patrzeć. Dziwnie się czuła, i to nie z względu na chorobę...Przyjaciel..
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Michael Johnson on Nie 18 Gru - 22:35

Jego angina, przy zapaleniu płuc dziewczyny, to była błahostka. Przyglądał się dziewczynie. No tak, chyba powinie już iść. Kąciki jego warg uniosły się lekko ku górze.
-To chyba ja powinienem, przeprosić, za to, ze zostawił Twój wózek. Chyba lepiej będzie jak po niego pójdę. -wyraźnie było słuchać, że nie chciał tego robić, chociaż, czego nie było słychać w jego ochrypniętym głosie. Nie chciał zostawiać jej chorej, samej, gdy on sam nie miał nikogo innego w Hogwarcie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a jego wzrok spoczął na oknie. Ciemno było na zewnątrz i dało się widzieć spadające z nieba płatki śniegu. Niby fajnie, ale gdy tylko pomyślał o tym, że ma wyjść na zewnątrz, to aż go ciarki przechodziły. Spojrzał na dziewczynę. Niby miał je zrobić kazanie, ale odpuścił je sobie. Nie miał siły, by to robić, a poza tym, nie chciał męczyć chorej brunetki.
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Miyu Earlson on Pon 19 Gru - 16:56

W między czasie zasnęła. Po prostu zasnęła, zmęczona tym wszystkim. Leżała skulona, podkurczając nogi i oddychała niespokojnie. Jej oddech był nierówny, jednak nic więcej niepokojącego nie było. I w sumie to i tak sukces, jak na chorą ponieważ przespała spokojnie, całą noc. I prawie, pół dnia. Po 13.00 otworzyła swoje czarne zaspane oczy i spojrzała nieprzytomnym wzrokiem po sali. W pewnej chwili nie wiedziała gdzie jest, ale dopiero potem zorientowała się, że to szpital...Ah niestety, czyli jednak tutaj trafiło, nie za bardzo jej to odpowiadało, ale z drugiej, może się wylegiwać całe dnie! Chociaż groteskowo, to osoba bardzo ruchliwa, więc będzie mały problem. W dodatku coś przykuło jej uwagę. Nie ma tutaj wózka...
-Accio wózek-mruknęła cicho, chwytając różdżkę, która leżała na stoliku obok wózka. I po chwili, czarny, masywny wózek, jechał na łeb na szyję, byleby tylko jak najszybciej dostać się do swojej właścicielki. Zatrzymał się tuż obok, krzesła Michaela, a dziewczyna lekko się uśmiechnęła, widząc na nim, płatki śniegu. Czyli zima już na całego. Jak fajnie! Cudnie, po prostu, azjatka opadła na poduszki i spojrzała na swojego przyjaciela. Zanim zasnęła, usłyszała w jego głosie, chrypkę..I to dość poważną, a wcześniej zle się czuł. Czyli prosty wniosek.
-Powinieneś się udać do swojego pokoju i odpocząć-powiedziała spokojnie, aż stanowczo. Był chory, a nie chciała by rozchorował się jeszcze bardziej. No, nie powinna mu prawić kazań, na temat zdrowego stylu bycia, ale jej myślenie było na pewno niezwykle racjonalne.
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Michael Johnson on Pon 19 Gru - 17:24

Okulary wytarł o podkoszulek z mokrych kropek, po śniegu. Uśmiechnął się widząc wypoczętą japonkę. Otrzepał się ze śniegu. Założył nogę na nogę i okulary na nos. Ona chyba zapomina, do czego on jest zdolny.
-Jak się spało? -uśmiechnął się szeroko, gdy powiedziała, by poszedł do swojego pokoju. Wiązało się to z jednym, a mianowicie, z czekoladą. Pokręcił głową na boki. Zawsze, gdy był chociaż troszkę chory, miął tylko zwykle przeziębienie, tracił apetyt i nic nie smakowało tak samo. Zdecydowanie wolał posiedzieć tutaj z nią, niż obżerać się słodką, pyszną i wspaniałą czekoladą. Tak więc, nigdzie się stąd nie rusza i koniec, kropka.
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Miyu Earlson on Pon 19 Gru - 17:42

Popatrzyła na niego, unosząc lekko lewą brew do góry. Dlaczego ten uparty puchon, nie chce wrócić do swojego pokoju? Woli być bardziej chory? Czy ON, nie lubi być zdrowy? A może nie ma nic innego do roboty? Nie ma lekcji? A no tak, przerwa świąteczna...Pokręciła lekko głową, po czym przykryła się bardziej kołdrą i patrzyła swoim tępym wzrokiem na sufit.
-Ai furueru ai Sore wa wakare no uta Hirou hone mo moetsukite Nureru hada mo tsuchi ni kaeru Kouya wo hashiru shinigami no retsu Kuroku yugande makka ni moeru-zanuciła pod nosem. Lubiła tą piosenkę, po za tym była to szczera prawda. Oczywiście, On nie wiedział o czym mówi. Trochę to było męczące, tłumaczyć każdemu, co przed chwilą powiedziała. Nic dziwnego, że obywatele danego kraju, nalegają aby Ci, którzy przyjeżdżają na teren danego państwa, uczyli się języka.
Japończycy, również tego wymagają i niektórzy złośliwie nie będą odpowiadać po angielsku, chociaż go znają. Bo, po co mają się wysilać, skoro ty tam przyjeżdżasz, i masz się nauczyć? Proste. Jednak tutaj, to Ona jest mniejszość i cóż. Musi się podporządkować...
-Chodzi o to, że mężczyźni giną, w obronie kobiet. No, powinni ginąć. -streściła, uprzedzając jego pytanie. W sumie, melodia piosenki była dość skoczna, a taka tematyka no no...groteskowo.

avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Michael Johnson on Pon 19 Gru - 17:58

Spojrzał na nią. Jak on nie lubił, gdy mówiła oś, a on tego nie rozumiał, czul się wtedy taki głupi. Jednak tym razem, nie ciekawiło go to co teraz powiedziała. No, może troszeczkę... Chory, czy zdrowy? Nie ważne i tak nikt się nim nie przejmuje. Chociaż może jednak powinien pójść. Nie, miał szansę zrobić to przed chwilą, a teraz nie ma już wyjścia. Zaśmiał się cicho, jednak echo rozniosło śmiech chłopaka po całym pomieszczeniu.
-Mam ochotę na czekoladę. -o tak. Aż go korcił, żeby wstać i pójść po kilka jej tabliczek, a później wrócić do dziewczyny. Mimo wszystko nie miał najmniejszego zamiaru, by to zrobić. Tylko by ją pewnie zdenerwował. Trudno mu zjeść przy niej choćby jedną tabliczkę, a gdyby przyniósł tutaj co najmniej pięć, to chyba by tutaj wstał i go zabiła. Nie ważne, że jest kaleką. On tak właśnie uważał. Chociaż z drugiej strony, to ciekawe jakby na to zareagowała. Nie! Żadnych eksperymentów, na chorej Miyu... Bądź co bądź w końcu wstał i usiadł obok niej na łóżku.
-Miałaś mnie uczyć Japońskiego. -nigdy nie miał zapalenia płuc, ale mówić, to chyba może.
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Miyu Earlson on Wto 20 Gru - 19:11

Popatrzyła na niego morderczym wzrokiem. Czekolada i nauka japońskiego. Teraz w szpitalu. Gdy jest chora! Paranoja...Pokręciła w odpowiedzi głową, po czym wbiła wzrok w sufit.
-Europejczycy nie są nauczeni poszanowania dla kobiet-skomentowała krótko, patrząc na niego z odrobiną złośliwości. Normalnie, to jej rodowity "brat:, nadskakiwałby wokół niej, czuwał żeby dobrze spała, opowiadał ciekawie historie...a tutaj? A leż sobie jaak chcesz, mam to w końcu w dupie. Okropność. Pokręciła głową, i wbiła swój wzrok w sufit, chyba nie mając z nim ochoty, na dłuższą pogawędkę...
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Michael Johnson on Wto 20 Gru - 19:48

-No przecież żartowałem z tą czekoladą. Wybacz. -powiedział tłumacząc się, chociaż czuł, ze nie ma takiej potrzeby. Uśmiechnął się na moment, ale zaraz uśmiech zniknął z jego twarzy. Nie była to dla niego przyjemna sytuacja. Znowu przeniósł się na krzesło. Chyba lepiej by było, gdyby poszedł. Z drugiej strony, on nie chciał tego robić. Lubił spędzać czas przy niej, nawet w ciszy. Wbił wzrok w podłogę i siedział cicho jak mysz pod miotłom. Od czasu do czasu, spoglądał na brunetkę spod grzywki. Delikatnie przejechał językiem, po swoich wyschniętych wargach, chcąc je chociaż troszkę nawilżyć. Jak on przez takie sytuacje nienawidził swojego życia. Szczerze mówiąc, to miał ochotę ze sobą skończyć. Pewnie, nawet by nie zauważył, gdyby teraz wyszedł. Westchnął lekko i wstał powoli. Cicho i powoli zaczął iść w stronę drzwi, by nie zwracać na siebie uwagi, podczas wychodzenia.

[z/t]
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Lily Grey on Pon 18 Cze - 2:40

Wpadła pędem do sali. Na jednym z łóżek leżał Gabriel. Tak ten Gabriel, o którym od kilku dni nie mogła przestać myśleć. Był cały poturbowany i to przez Mikaela. Dziewczyna naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego, że on coś do niej czuje.
Ogólnie znalazła się tu dzięki temu Puchonowi, który tak zranił Gryfona, a mianowicie. Mikael strasznie zalany wparował do Pokoju Wspólnego, gdzie była tylko dziewczyna. Zaczął się przechwalać, co to on nie zrobił, że pokonał Gryfona jednym zaklęciem. Cały uradowany podszedł do dziewczyna i zaczął się do niej dobierać. Cóż nie znała go od tej strony. Jego nagrodą był mocny policzek i szybka ucieczka panny Grey.
A teraz byłą tu. Przy łóżku Gabriela. Nie wiedziała co zrobić, czy chwycić go za rękę, szeptać miłe słówka, w końcu nie byli parą. Po chwili dziewczyna zdecydowała się i złapała nieprzytomnego chłopaka za dłoń. Tak trwając przy nim czekała aż się ocknie.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 18 Cze - 2:52

Gabriel nie miał żadnych snów. A jeśli miał, to zapomniał je wszystkie. Obudził się z potężnym bólem głowy i ręki. Nie był w stanie się poruszyć. Jęknął tylko. Nie otwierał oczu, ale czuł czyjąś obecność. Ktoś trzymał go za rękę, siedział przy nim. Musiał znajdować się w skrzydle szpitalnym sądząc po wszechobecnym zapachu. Jęknął znowu i spróbował otworzyć oczy. Światło sprawiało mu straszny ból. Niewyraźne kontury jakiejś sylwetki mignęły mu na chwilę przed oczyma. Taka hańba! Dać się pobić szlamie... Kto przy nim siedział? Lily? Zmusił się do otworzenia oczu najszerzej jak mógł. Widział jak przez mgłę. Tak, to była ona. Było mu wstyd. Zamknął oczy, zacisnął powieki i szczęki. Ból był naprawdę straszny.
Jeszcze parę minut i będzie mógł wstać. Spróbował unieść wolną rękę, ledwie mu się to udało. Dotknął głowy w miejscu rozcięcia. Teraz nie było po nim śladu. Pani Pomfrey jak zwykle zrobiła swoje jak należy.
- Hej... - Bąknął cicho, bardzo cicho. Energia wracała, ale powoli. Był wściekły na tą niemoc.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach