Sala

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Nie 13 Lut - 17:26

Litością? Nie, Étaín zdecydowanie nie litowała się nad jego stanem. Owszem, współczuła mu takiego losu, jednakże wciąż sądziła, że z jej wsparciem co miesięczna przemiana mogłaby się okazać o wiele łatwiejsza. Gdyby tylko zechciał powiedzieć jej o swoim problemie, zrozumiałaby. Na chwilę obecną, odczuwała jedynie złość, spowodowana trwającym dobrych kilka lat kłamstwem. Chciała mu wybaczyć, naprawdę chciała, ale nie potrafiła. Brakowało jej go, jednakże sama już nie wiedziała, co powinna zrobić.
- Nie udawaj, że śpisz. Marszczysz nos, a to oznacza, że oszukujesz - powiedziała chłodno, siadając na skraju łóżka. Gdyby nie kłótnia i zerwanie kontaktów na prawie cztery miesiące, zapewne zrobiłaby to co zwykle - nie zważając na możliwe protesty, władowałaby mu się pod pierzynkę i przytuliła go tak, jak tylko ona potrafiła. Prawdę powiedziawszy, teraz też miała taką ochotę. Złapać go za rękę, okazać, że naprawdę jej na nim zależy. Jednakże wytworzyła się w niej wewnętrzna bariera, mimowolnie zachowująca dystans.
- Nigdy nie wyglądałeś tak źle. Co się stało? - zapytała, sięgając pamięcią wstecz o odkrywając, że Adrien po pełni rzeczywiście zwykł wyglądać lepiej. Skąd miała wiedzieć, że okazał się tak lekkomyślny i przestał zażywać swojego eliksiru?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Nie 13 Lut - 17:49

Zdziwiłem się, że spostrzegawczość Etain była jeszcze na tak dobrym poziomie. Lata znajomości zrobiły swoje, przed nią nic nie dało się ukryć. Podciągnąłem do siebie ręke i otworzyłem z wolna powieki, nasiąknięte zmęczeniem oczy to jedyny widok, jaki mogła ujrzeć teraz dziewczyna, patrząc mi prosto w twarz. Czułem się niezręcznie, jednak nie mogłem nic zrobić, żałowałem, że wcześniej nie doszło do naszej rozmowy, być może wtedy zażył bym tojad. Spojrzałem na nią i od tamtej pory nie spuszczałem jej ze wzroku. Nie stać mnie było nawet na udawany uśmiech, byłem kompletną ruiną. Dostrzegłem swoje rzeczy, niedbale ułożone na szafce obok, zazwyczaj często noszone przez Etain, jednak od kilku miesięcy nawet przez nią nie dotknięte.
- Tęsknota za dziką natura? Ucieczka od rzeczywistości ? Tojad mnie tylko ograniczał. - Westchnąłem cicho, moje zachowanie rzeczywiście było nieodpowiedzialne, jednak cóż począć, będąc tak samotnym i smutnym.
- Czemu zwracasz mi rzeczy? Na Tobie wyglądają o wiele lepiej niż na mnie - Dodałem, pozwalając sobie na komplement. Wargi drgnęły mi nawet na coś w rodzaju niekontrolowanego uśmiechu, gdy wyobraziłem sobie Etkę w moich ciuchach, jednej koszuli nie widziałem na sobie przez rok, gdy dziewczyna się do niej dorwała.
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Nie 13 Lut - 18:05

Zamrugała nieprzytomnie oczami, słysząc słowa wypadające z jego ust. Czyżby właśnie powiedział jej, że przestał zażywać tojad? Lekarstwo, które pomagało mu radzić sobie z bólem, zachowywać kontrolę, a ledwo kilka miesięcy temu uratowało jej życie? Nie wiedziała, czy nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, czy też rozklejanie się nad własnym losem zupełnie przesłoniło mu racjonalną ocenę sytuacji - a gdyby ktoś przed przypadek zapuścić się do Zakazanego Lasu i napotkał go na swojej drodze? Rozszarpałby go bez mrugnięcia okiem, to bardziej niż pewne. Nie wiele myśląc, Puchonka chwyciła leżącą obok poduszkę i niezbyt delikatnie przyłożyła nią obolałemu Adrienowi. Całe szczęście, pielęgniarka zamknęła się w swojej dziupli i nie zauważyła tego incydentu, albowiem wyleciałaby z sali nim zdążyłaby otworzyć usta.
- Ja pierdolę, czy ciebie już doszczętnie pojebało? Coś ty sobie pomyślał? Naprawdę, mam stać nad tobą i wlewać ci to do gardła, żebyś nie zachowywał się jak dziecko?! Ogarnij się człowieku! Najpierw mnie okłamujesz, a teraz planujesz komuś zrobić krzywdę?! - Nie bawiła się w subtelności. Cartwright najwyraźniej potrzebował zimnego prysznica, który otrzeźwiłby go na miejscu. A chyba nikomu nie zależało na nim bardziej, niźli Etce.
- Nie zwykłam nosić ubrań oszustów, którzy mi nie ufają - odparła chłodno.
Nie było to do końca prawdą. Tak samo jak i to, że nie tknęła jego swetrów od czasu nocy we Wrzeszczącej Chacie. Owszem, nie opuszczała w nich dormitorium, jednakże sięgała po nie, gdy czuła się źle. Opatulała się zapachem przyjaciela, którego tak jej brakowało i kładła się spać.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Nie 13 Lut - 18:21

Uderzenie poduszki nieco mnie zabolało, jednak nie na tyle bym musiał okazywać to publicznie, powstrzymałem się od komentarzy, znając charakter Etain nie mogłem liczyć na pobłażliwe traktowanie, nawet w obecnej sytuacji.
- Nie obchodzą mnie inni, za wszelką cenę starałem się zwrócić Twoją uwagę, przez kilka miesięcy prosiłem Cie o rozmowę, a teraz jak gdyby nigdy nic, przychodzisz tutaj i mówisz mi, że jestem do dupy? Myślisz, że tego nie wiem? - Powiedziałem niemal jednym tchem, poirytowany zaistniałą sytuacja.
- Nie wiesz jak to jest...co miesiąc stawać się czymś co przez otoczenie uważane jest za chorobę, coś czym można się zarazić, od czego można zginąć. Nikt mnie nie rozumiał, nawet rodzice, odkąd zaraziłem się wilkołactwem, stałem się przez nich niezauważany, odizolowali mnie, wysyłając do ciotki w Londynie, która jest równie pokręcona co Trelawney. - Dopowiedziałem, przerywając Etce. Chciałem by w końcu zrozumiała, że nie tylko ona jest poszkodowana, bałem się odrzucenia, nawet najlepszej przyjaciółki, cóż innego zostało mi po wyprowadzce z domu?
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Nie 13 Lut - 18:38

Nie miał co liczyć na taryfę ulgową. Ani z powodu odniesionych ran, ani swojej likantropii. Etka nie miała zamiaru użalać się nad nim, ale służyć mu wsparciem i pomocą. To właśnie różnica pomiędzy przyjaźnią, a całą resztą.
- Ogarnij się, Cartwright. Weź wreszcie dupę w troki i przestań jęczeć, bo jesteś ponoć facetem. Jeśli w ten sposób chciałeś zwrócić moją uwagę, to pojebało cię i to zdrowo. Nie rozumiesz, że mogłeś kogoś zranić? A co, gdyby mi odbiło i postanowiłabym porozmawiać z tobą w czasie pełni? Ostatnio zażyłeś tojad i tylko dlatego wciąż żyję. Teraz mogłoby być inaczej. Skąd wiesz, że taka, kurwa, sytuacja nie powtórzyłaby się znowu? Jesteś bezmyślny, rozumiesz? - Miała prawo przyjść i porozmawiać. W takiej sytuacji to ona miała przywilej rozdawania kart, wszystko miało dziać się w jej tempie, nie jego. Wcześniej nie potrafiła zdobyć się na rozmowę. Powinien to zrozumieć. Czegoś takiego nie przyjmuje się do świadomości w ciągu jednego dnia, a ona chciała jedynie czasu.
- Masz rację, nie wiem jak to jest. Ale nie jestem też taka jak twoi rodzice - przerwała mu srogo, nie zamierzając przyjmować żadnych sprzeciwów - a ty jesteś dla mnie jak brat. Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nic co powiesz, czy zrobisz nie sprawi, że cię odrzucę? Na tym polega przyjaźń, Adrien. Na bezwarunkowej akceptacji i szczerości. To, że jesteś wilkołakiem nic nie zmienia. Wszystko, czego chcę w zamian to zaufanie, a ty najwyraźniej nie posiadasz go w stosunku do mnie. Nie pomyślałeś, że mnie też jest ciężko? Że brakuje mi najlepszego przyjaciela, którego nawet nie stać na szczerość w stosunku do mnie? Wszystko, co cię obchodzi to twoja własna dupa. Bo ty cierpisz i chcesz, żeby ciebie zauważono.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Nie 13 Lut - 21:43

Etain nigdy nie była tak bezpośrednia w stosunku do mnie jak dzisiejszego dnia. Starała się zawsze pocieszać mnie i mogła liczyć z mojej strony na to samo. Doskonale razem się uzupełnialiśmy mimo skrajnie różnych charakterów, razem, na osobności byliśmy wprost identyczni, ciężko to wytłumaczyć ale tak było. Starałem się nie palnąć czegoś głupiego, skrupulatnie analizując słowa, które za chwile miałem wypowiedzieć, jednak emocje jakie targały mną podczas gdy puchonka wypowiadała kolejne słowa, nie pozwoliły nawet na chwilę przemyślenia.
- Nie rozumiesz?! Uważałem rodziców za autorytet, prócz tego, że brałem z nich przykład, szanowałem ich i bezgranicznie im ufałem. Skoro oni byli do tego zdolni... Chciałem Ci powiedzieć, ale im dłużej zwlekałem tym bardziej żyłem w przekonaniu, że Cie stracę. Żałuje tego, ale nic ani nikt tego nie zmieni. - Przerwałem puchoncę, nie mogąc jej słuchać, czułem psychiczny ból i roztargnienie, nie mogłem liczyć już na zaufanie, taki związek nie miał by sensu, moją głowę przechodziły samobójcze myśli - nie chciałem targnąć się na swoje życie, ale uciec stąd jak najdalej!
- Po tym incydencie dyrektor wyrzuci mnie ze szkoły, jasno stawiał sprawę zażywania tojadu, już mnie więcej nie zobaczysz - Dodałem nie wzruszony, zdałem sobie sprawę, że wszelaka nadzieja na chociaż normalne stosunki między mną a Etką znikła, bezpowrotnie. Daleka rodzina w Rosji już pytała o moje zdrowie, mój wujek także jest wilkołakiem, z tym jednak wyjątkiem, że on nigdy nie zażywał eliksiru, być może dzięki temu zapomnę o Hogwarcie, puchonce i wyrodnej matce. Odwróciłem głowę, jasno dając do zrozumienia Etce, że nie mam już ochoty na rozmowę. Nie miałem pojęcia, że tak długo oczekiwane spotkanie przyjmie takie obroty, nie mogłem nic zrobić, nigdy mi się to nie zdarzyło ale przez chwilę zrezygnowałem.
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Nie 13 Lut - 22:03

Nie, Seward nigdy nie pocieszała. Owszem, starała się wspierać i pomóc, ale nie widziała większego sensu w głaskaniu po główce i powtarzaniu, że wszystko się ułoży. Tego samego oczekiwała od innych - w czasie swojej depresji stokroć bardziej wolała po prostu czuć czyjąś obecność obok siebie niźli wysłuchiwać słów pocieszenia, zazwyczaj osiągających efekt przeciwny do zamierzonego. Wsparcie, tylko to się liczyło.
- Żałujesz. O tyle dobrze. Jest jeszcze coś, co powinnam wiedzieć? Bo zapytam o to tylko raz, po raz drugi ci nie wybaczę kłamstwa - powiedziała chłodno, piorunując go wzrokiem. Nie chciała go zranić, ale kubeł zimnej wody był jedynym dobrym rozwiązaniem.
- Teraz to już pierdolisz. Dyrektor jest naprawdę wyrozumiałym człowiekiem i nie wyrzuci cię po jednym takim incydencie. A nawet jeśli... to sama stanę w twojej obronie - powiedziała dziarsko, jak na brawurową pchełkę przystało, by bez większego zastanowienia przysunąć się do Adriena, zarzucić mu chude ramionka na szyję i przytulić się do niego mocno, tak jak niegdyś, kuląc się w kłębek o jego boku. - Nie pozwolę cię wyrzucić, rozumiesz? Cholernie mi ciebie brakowało i nie dam nikomu zabrać cię ode mnie. Jesteś pierdolonym kretynem, Cartwright.
Miała w głębokim poważaniu, że nie miał ochoty rozmawiać z nią. Zbyt bardzo za nim tęskniła by teraz tak łatwo odpuścić; Krukon był dla niej tak jak brat, a rodzina była dla niej najważniejsza. Rodzinie wybacza się wszystko, oczywiście z czasem. Jeśli sądził, że wyjedzie i zerwie z nią wszelkie kontakty, to naprawdę się przeliczył.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Pon 14 Lut - 19:58

Wszystkie złe myśli, cała niechęć do życia przeszły w mgnieniu oka, gdy dziewczę przytuliło się do mnie. Nie zważałem nawet na ból, było mi tak przyjemnie, że gdybym mógł zatrzymał bym tą chwilę na wieki. Wtedy to doszło do mnie, że Etain była kobietą, z którą chciałbym spędzić resztę życia, to dość okrutne i niewdzięczne pozbawiać puchonke wolności poprzez związek, ale nikt tak jak ona nie pasował do mnie tak bardzo. Ona zamieniała wszystkie moje smutki w radość, broniła mnie i popierała w każdej sytuacji. A te kilka miesięcy naszej rozłąki jeszcze bardziej mnie w tym uświadomiły. Było jednak zbyt wcześnie by jej o tym powiedzieć, liczyłem, że sytuacja sama się rozwiąże, planowałem coś cholernie zaskakującego, mimo tego, że romantyzm w moim wykonaniu nigdy nie wychodził za dobrze. Poddałem się wszystkim uściskom, wreszcie poczułem zapach małej puchonki, chodź w ogóle nie przypominał zapachu większości panienek, lejących na siebie litry perfum, bardzo mnie rozczulał.
- Wiesz, to nie był pierwszy raz. Od naszego spotkania w chacie, zażyłem tojad tylko raz. - Westchnąłem cicho, wstydząc się własnej nieodpowiedzialności. Odgarnąłem kilka włosów Etain z własnej twarzy, strasznie mnie łaskotały.
- I nie możesz się za mną wstawić, złamał bym kolejny warunek pozostania w szkole - Dodałem rozmyślając nad rozmową z dyrektorem. Teraz wszystko wydawało się łatwiejsze, nie przejąłem się tym, potrafiłem znaleźć z profesorem wspólny język, zapewne mnie zrozumie i pozwoli kontynuować naukę w Hogwarcie.
- Ale coś wymyślę - Odparłem, chcąc pocieszyć małą.
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Pon 14 Lut - 22:31

Szkoda tylko, że Étaín nie odwzajemniała jego uczuć. Nie widziała w nim potencjalnego partnera życiowego, a piątego brata, któremu mogła zaufać i zawsze liczyć na jego pomoc. Adrien był dla niej rodziną, jej uczucia w stosunku do niego były czysto platoniczne i nie potrafiłaby ich zmienić. Szczególnie nie teraz, kiedy właśnie odzyskała przyjaciela.
Tym razem oberwał w brzuch. Należało mu się, więc nie zamierzała dawać mu taryfy ulgowej, ponieważ jest obolały - a trzeba zaznaczyć, że czuł się o wiele gorzej, niż zazwyczaj, gdyż nie zażył eliksiru. Gdyby łaskawie to zrobił, nie byłoby sprawy.
- Jesteś pojebanym, nieodpowiedzialnym idiotą. Powiedz mi, co ty sobie myślałeś? - zapytała podniesionym głosem, mimo wszystko nie przestając go obejmować. Po chwili jednak westchnęła i przekalkulowała wszystko na spokojnie. - Czyli dwie pełnie bez? Hm, do trzech razy sztuka? To znaczy, sądzę, że dyrektor bez problemu da ci kolejną szansę, jeśli coś wymyślisz. Jest dobrym człowiekiem, nie wyrzuci cię.
Skąd miała wiedzieć, że przez ten czas stał się tak lekkomyślny? Gdzieś w jej świadomości majaczyła się myśl, że to wszystko jej wina - gdyby postanowiła porozmawiać z nim wcześniej, regularnie piłby swoje lekarstwo, wszystko byłoby w porządku.
- Ale o niczym mi nie powiedziałeś, sama się tam pojawiłam. To moja wina, że wiem, nie twoja. Co wcale cię nie usprawiedliwia w moich oczach, mój drogi - dodała srogim tonem, piorunując go wzrokiem - Mam nadzieję - rzuciła hardo, przytulając się do niego mocno. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo tęskniła za przyjacielem. Aż strach pomyśleć, co będzie w przyszłym roku, kiedy nie będzie miała pod ręką żadnego z braci i przyjaciół.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Wto 15 Lut - 0:58

Miałem gdzieś, ból, który towarzyszył mi teraz przy każdym mocniejszym uścisku puchonki, tak bardzo się za tym stęskniłem, że starannie ukryłem każdy grymas na twarzy. Nie wiem czemu, ale każdy kolejny srogi ton małej sprawiał, że na moich bladych ustach pojawiał się spontaniczny uśmiech.
- Skoro oddajesz mi te wszystkie rzeczy - Wtrąciłem, wzrokiem wskazując na własne ubrania leżące na szafce.
- To weź chociaż ten niebieski sweter, ciotka mi go przysłała, ale chyba zapomniała jaki rozmiar noszę - Wskazałem palcem na ubranie, zapakowane niestarannie w szary papier i owinięte piękną, aczkolwiek rozdartą, różową wstążką (ślady po nieudolnym rozpakowaniu prezentu).
- Strasznie chce mi się pić - Oznajmiłem ni z tego ni z owego, pocierając suche usta dłonią, w między czasie doszukiwałem się jakiegoś napoju, na próżno. Nawet różdżki nie było na swoim miejscu, najprawdopodobniej została we wrzeszczącej chacie.
- Była byś tak miła? - Zapytałem, nie mając nawet w jaki sposób podnieść się z łóżka, prócz ran na ciele, miałem uwieszoną na szyi Etkę.
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Étaín Seward on Wto 15 Lut - 1:12

Właściwie, nie patrzyła teraz na jego twarz. Zbyt bardzo była zaaferowana wizją odzyskania przyjaciela i jego bliskością, by choćby pomyśleć, że swoim zachowaniem czy uściskami może sprawiać mu ból. Zbyt bardzo za nim tęskniła, zbyt bardzo udręczała się jego nieobecnością. Byli przyjaciółmi, a przyjaciele nie powinni się opuszczać w najgorszych chwilach - ona najwyraźniej to właśnie zrobiła i ta myśl powoli zaczynała ją prześladować. Wcale nie była lepsza od niego. On kłamał, ona go zawiodła. Zostawiła samego, pozwoliła by nie zażył tojadu i wpędził się w kłopoty. Jeśli wyrzucą go ze szkoły, to będzie jego wina.
Przyjrzała się uważniej pakuneczkowi i prychnęła.
- Nie podoba mi się kolor. Ale nie martw się, nie długo znowu dobiorę się do twojej szafy. Jeśli natomiast mam coś zatrzymywać, to ten szary swetraszek, bo go uwielbiam - zaśmiała się, opierając głowę na jego obojczyku.
- Pewnie - uśmiechnęła po czym zeskoczyła z łóżka. Podeszła do komódki, na której stał dzbanek z wodą i powoli nalała jej do szklanki, którą to podała Adrienowi. Tym razem jednak powstrzymała się od okazywania afektu i usiadła obok niego. - Jesteś na mnie zły? Mam sobie iść?- zapytała.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Adrien Cartwright on Wto 15 Lut - 1:25

- Dzięki - Rzuciłem beztrosko po wypiciu niemal za jednym zamachem całej zawartości szklanki, na prawdę byłem spragniony. Położyłem głowę na poduszkę, siedzenie przyprawiało mnie o bóle w krzyżu, spojrzałem badawczo na puchonkę, kiedy to zadała to zaskakujące pytanie. Czy byłem na nią zły? Może, nie potrafiłem sobie teraz odpowiedzieć na to pytanie, wizja odzyskania przyjaciółki tak mnie przyćmiła, że nic prócz nieustającego uśmiechu nie pojawiało się na mojej twarzy.
- Nie chcę żebyś szła, ale nie zdziw się jak zasnę bez słowa - Oznajmiłem, co jak co, ale nawet taka dawka humoru nie pozwoliła mi na dłuższe czuwanie. Byłem strasznie zmęczony, a atmosfera w skrzydle tylko potęgowała moją senność, tylko obecność Etki trzymała mnie jeszcze przytomnego. Minęło kilkanaście minut, Etka wpatrywała się we mnie, niczym w obrazek, ja zaś patrzyłem na nią jak na najlepszą zabawkę z dzieciństwa o której zawsze marzyłem. W między czasie padło kilka słów ze strony puchonki, jednak byłem na tyle zmęczony, że już z zamkniętymi oczami słuchałem i zatrważałem się w pół śnie, by za chwilę na dobre zasnąć trzymany za rękę.
avatar
Adrien Cartwright
Dorosły

Liczba postów : 144
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Newcastle

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Nie 12 Cze - 21:02

Najwyraźniej, choć część jako czynów mogła okazać się zwodnicza. Jednakże przekładanie własnej dumy i chęci popisania się umiejętnościami w rzucaniu czarów czy znajomości skomplikowanych inkantacji ponad czyjeś życie, w takiej sytuacji znajdujące się w zagrożeniu udowadniało jedynie, że był taki sam, jak stereotypowi Ślizgoni. Własny tyłek ponad wszystko inne. Niezależnie od tego, kto ginie obok.
Słabo złapała go za szyję i choć z pewnością nie było to bezpieczną asekuracją na wypadek upadku, to dawało jej pozorne poczucie bezpieczeństwo. Nawet jeśli była bliska omdlenia, kiedy niósł ją w stronę zamku, przecierając się przez gąszcze i chaszcze. Nie miała siły nawet myśleć o tym co mogło wyskoczyć na nich zza zakrętu - piekący ból, powolnie sącząca się z rany krew oraz jad skutecznie odpędzały od niej takie zmartwienia. Choć było jej niemiłosiernie gorąco, z każdą chwilą coraz bardziej, to jej ciało powoli stygło. Mamrotała pod nosem coś o grzybach i koszyczku, opierając głowę o jego ramię.
W końcu dotarli do zamku, a lawirując korytarzami niedługo później znaleźli się w Skrzydle Szpitalnym. Ślizgon położył ją na jednym z wolnych łóżek, po czym pobiegł gdzieś, najprawdopodobniej po pielęgniarkę, która zjawiła się zaledwie chwilę później.
- Zystyn - mruknęła niewyraźnie, przez paraliż nie będąc w stanie otworzyć ust. Nie chciała być teraz sama, nawet on wydawał się jej lepszą alternatywą.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Pon 13 Cze - 15:15

Cichy, pusty, bezpieczny zamek. Z ludźmi, którzy mogą natychmiast pomóc i racjonalnie zastanowić się, co zrobić i jakie działania podjąć, by wszystko znowu wróciło do normalności. Ze znanymi miejscami, w których na pewno nie ma zmutowanych pająków i innych, jeszcze dziwniejszych stworzeń. Z miłą i przyjazną atmosferą, nie napawającą strachem i nie przyprawiająca o dreszcze. Wszystko jest tak, jak zwykle. Cicho i spokojnie.
Tylko serce łomocze nadal w klatce piersiowej i myśli gonią jedna drugą. Czy pielęgniarka ma antidotum, czy będzie trzeba wzywać Snape'a? Czy może trzeba by było udać się do dyrektora i o wszystkim mu powiedzieć? Och nie, to odpada. Włóczenie się po błoniach, już nie wspominając zagłębianie się w Zakazany Las, o tak późnej godzinie, było wysoce niewskazane. Okej, jemu niekoniecznie groziła jakaś poważniejsza kara – wszak wypełniał tylko swoje obowiązki, lecz to głupie i pełne brawury dziewczę mogło liczyć na niemałe kłopoty.
- Bardziej przydałoby ci się teraz towarzystwo twoich równie skretyniałych koleżanek – westchnął, kręcąc z dezaprobata głową. Nie wiedział, jak można być tak lekkomyślnym. Sam też nie poszczycił się ponadprzeciętną inteligencją, zaczynając grać w środku lasu na gitarze. Ale cóż zrobić, gdy puszczają nerwy i duma jest niszczona z pełną premedytacją przez jakąś... jakąś dziewczynę! – Żartowałem... – dodał po dłuższej chwili, raczej nie mając zamiaru jeszcze bardziej jej się narażać. Co z tego, że uratował jej tyłek, skoro i tak zaraz o tym zapomni, bo znowu ja obraził, bo coś tam, bo coś tam. W ostateczności zapewne całkiem wkupiłby się w jej łaski, gdyby teraz popędził po zostawiony przez nią koszyczek z grzybkami. Świruska, jak każdy Krukon. Od zawsze wiedział, że inteligenci muszą coś brać. To nie pozostawiało żadnych wątpliwości, brak mu było tylko konkretnych dowodów.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 13 Cze - 15:42

Niektórym ludziom nie dane jest zaznać spokojnego snu. Poppy szczerze zazdrościła tym, których z ramion Morfeusza nie wyrwałby nawet koniec świata - ona sama budziła się, gdy tylko usłyszała najmniejszy szmer. Może to jedynie kwestia pracy, jaką wykonywała? W gruncie rzeczy to od niej zależało zdrowie tych wszystkich dzieciaków... a lata doświadczenia nauczyły ją, że potrafią zjawiać się w Skrzydle Szpitalnym o każdej porze dnia i nocy. I dzisiaj nie miało być wyjątku.
Obudziły ją głosy dochodzące z sali. Szybko narzuciła na siebie szlafroczek i wyszła zobaczyć, co też uniemożliwiło jej swobodny sen. Wtedy właśnie oniemiała.
- Merlinie, miej mnie w opiece! Co się stało? - zapytała, podbiegając do łóżka i uważnie przyglądając się sparaliżowanej Krukonce. Rana kłuta w boku, ukąszenie na ramieniu... - Akromantule? - zapytała wprost, przenosząc się do szafki i szybko przeszukując lekarstwa. - Ukąsiły ją? Jak dawno temu... Nie ma! - odkryła z przerażeniem. No tak, ostatni bezoar zużyła na jakiegoś drugoklasistę, który postanowił wypić swoje zadanie domowe z eliksirów... - Nie odpowiadaj! Biegnij po profesora Snape'a i poproś go o antidotum na jad akromantuli lub o bezoar. Byle szybko, nie mamy wiele czasu.
Właśnie w takich momentach jej teza, odrzucana przez Mistrza Eliksirów, wydawała się bardziej słuszna, niż zawsze. Bo przecież po co jej wszystkie antidota? Jaka jest szansa, że pojawi się uczeń ukąszony przez gigantyczne pająki, a jej akurat zabraknie bezoaru? Oj, wytknie mu błędne myślenie jak tylko przekroczy próg jej królestwa!
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 13 Cze - 16:15

Nieprzytomnie spoglądała na szybko przesuwające się znajome jej obrazy szkolnych korytarzy, którymi lawirowali by dotrzeć do gabinetu szkolnej pielęgniarki. Musieli zdążyć zanim jad pająka całkowicie ostudzi jej ciało, zapewniając jej jednostronny bilet na przyszły czas. Nie miała pojęcia ile czasu im pozostało; na opiekę nigdy nie uczęszczała, na eliksirach nie uważała - nie sądziła, by taka wiedza kiedykolwiek miałaby przydać się jej w praktyce. Gdyby należała do szerokiego grona ludzi, którzy uczą się na swoich błędów, zapewne w przyszłości przykładałaby do tego większą wagę. Ona nie zawracała sobie głowy rozważaniami na temat tego, co może stać się za chwilę. Właściwie, w tej chwili nie myślała wcale. Opierała jedynie głowę na ramieniu chłopaka i nuciła bezsilnie Keep Yourself Alive. Nawet nie zdając sobie sprawy, jak ironiczne to było.
- Pieprz se - wycedziła, rzucając mu nieprzychylne spojrzenie. To on ściągnął na nich pająki rzępoleniem. Jednakże nie chciała zostawać teraz sama, to też po krótkiej chwili dodała również - Ale dopero hak bed mohla mófić.
Nie, Effy nie obrażała się. Daleko było jej do takiej postawy. Nie przejmowała się też nawet w najmniejszym stopniu jego słowami i nie ujmowała mu żadnych praw z racji jego szorstkiego zachowania. Traktowała go na takich zasadach jak każdego innego. A w jej łaski wkupić się było naprawdę łatwo, jeśli tylko potrafiło się do tego odpowiednio podejść. Zazwyczaj albo z alkoholem albo z przypadkowym stosunkiem płciowym, choć w tym drugim przypadku nie można było liczyć na zapamiętanie.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Pon 13 Cze - 17:11

O tak, to naprawdę bardzo krzepiące, ze w całym tym burdelu można odnaleźć chociaż jedną, racjonalnie myślącą osobę. Szkoda tylko, że nie była młoda, piękna i nie była dziewczyną. Nie, żeby Snape'owi czegoś brakowało, jednak Cavanaugh nie chciał... Nie gustował w mężczyznach, w dodatku profesorach. Jeszcze by narobił sobie większych problemów, a po co mu to? A tak miał spokój i mógł się cieszyć z tego, co niosło mu życie. Em, poniekąd.
W momencie, gdy otworzyli drzwi Skrzydła Szpitalnego, prócz trójki uczniów, nie zastali tam nikogo więcej. Wyglądało na to, że Pomfrey zniknęła gdzieś w swoim gabinecie, by przeszukać wszystkie możliwe zapasy, w nadziei, iż coś gdzieś jeszcze jej zostało. Panika i strach to nieodpowiednie motory napędowe w takich sytuacjach. Człowiek zaczyna się gubić, nie myśleć racjonalnie i popełnia głupie błędy, których popełniać nie powinien. Rayner szybkim krokiem podszedł do łóżka, na którym leżała Krukonka i skinął na profesora głową.
- To ona – mruknął, siadając na sąsiednim łóżku i obserwując to Snape'a, to Effy. W międzyczasie rozglądał się po pomieszczeniu, a dreszcze zaczęły coraz częściej przebiegać jego ciało. Nie lubił szpital, starał się nie chorować, starał się zażywać jak najwięcej lekarstw wtedy, gdy tylko czuł osłabienie organizmu i co najważniejsze starał się trzymać jak najdalej od Szpitalniaka. Biel, specyficzny zapach i tak cholerna pustka, przytłaczające uczucie osamotnienia, były nie do zniesienia. Nienawidził szpitali i zbyt szybko zaczynał panikować, gdy tylko uświadamiał sobie, gdzie się znajduje.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Severus Snape on Pon 13 Cze - 17:38

Dziewczęta z zasady nie wykazywały skłonności do racjonalnego myślenia. One ulegały emocjom, rozdrabniały wszystko na drobne i starały się załatwić wszystko za jednym razem zamiast skupić się na konkretnym zadaniu. Różnica płci, różnica psychik. Ale tylko dlatego, że mężczyźni nie podporządkowują całego świata uczuciom on wciąż istnieje.
Pomony nie było, zadziwiające. Najwyraźniej jednak zdążyła poradzić sobie z tym, z czym była w stanie zanim Ślizgon ściągnął pomoc, bo choć na białej pościeli znajdowały się ślady krwi, nawet z daleko dostrzegał opatrunek na boku dziewczyny. Czyżby więc pielęgniarka sięgała po ostatnią deskę ratunku? Severus nie odczuwał potrzeby dogłębnej analizy tego problemu. Podszedł do sparaliżowanej jadem Krukonki i od razu zaaplikował jej odpowiednią dawkę antidotum. Na efekty długo nie trzeba było czekać.
- W porządku? - zapytał chłodno, a otrzymawszy pozytywną odpowiedź, postanowił odbić sobie przerwę w sprawdzaniu prac. - Ravenclaw traci pięćdziesiąt punktów za pani bezmyślność, panno Hywer, za wstęp do Zakazanego Lasu oraz za przebywaniem poza dormitorium po ciszy nocnej. Dostałaby pani również szlaban, ale sądzę że dwa tygodnie w Skrzydle Szpitalnym dla kogoś takiego będą wystarczającą karą.
Krukoni przodowali w walce o Puchar Domów, musiał dać szansę Ślizgonom.
- Panie Cavanaugh, proszę poinformować panią Pomfrey, że nie musi się dłużej gorączkować, a ja zostawiam jej kilka sztuk bezoaru - to mówiąc, bez zbędnego pożegnania skierował się w stronę wyjścia. Nie miał zamiaru narażać się na spotkanie z Poppy.
avatar
Severus Snape
Profesor

Liczba postów : 21
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Spinner's End

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 13 Cze - 17:59

Wodziła wzrokiem za pielęgniarką, nerwowo krzątającą się po sali, słuchając jej narzekań na to, jak dyrektor może pozwalać na to, by na terenie szkoły znajdowały się tak niebezpieczne stworzenia. Kiedy kobieta podeszła do niej szybko usłyszała diagnozę - cztery złamane żebra, poważna rana w boku i jad, który nawet wyleczony osłabi ją na kilka tygodni. To oznaczało jedynie, że nawet jeśli Cavanaugh zdąży, to ona sama prędko nie opuści tego okropnego miejsca. Może lepiej, żeby jednak zgubił drogę?
Kiedy pani Pomfrey zrobiła wszystko, co w jej mocy, oznajmiła dziewczęciu, że pójdzie poszukać bezoaru jeszcze w swoim gabinecie. W takiej sytuacji Effy pozostało jedynie wpatrywać się w biały sufit, aż chwilę później nie pojawił się Ślizgon wraz ze profesorem Snapem. Świetnie, lepiej być nie mogło. Przynajmniej paraliż ustąpił praktycznie natychmiastowo. Obolała podniosła się na łokciach, układając się wygodniej na poduszce. Tylko czekać, aż usłyszy kazanie o tym, że nie powinna włóczyć się nocą po lesie i powinna dziękować rycerskiemu Raynerowi za ratunek.
Słysząc pytanie, pokiwała twierdząco głową. Choć od razu poczuła działanie antidotum, wciąż czuła się, jakby za chwilę miała umrzeć. W tej chwili naprawdę nienawidziła pająków. Utratę punktów przyjęła bez mrugnięcia okiem - najwyraźniej słowa, które wypowiedziała niedawno do Cavanaugha nie były bez pokrycia.
- Nie zabrałeś przypadkiem mojego koszyczka, prawda? - zapytała, gdyż jedynym o czym w tej chwili marzyła była paczka papierosów, spoczywająca wśród grzybków. - Albo nie masz fajek? - Musiała zapalić.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Pon 13 Cze - 18:15

Co za bezmyślne stworzenie. Nawet, gdyby miał fajki, na pewno by jej ich nie dał. Raz, że znajdowali się w Skrzydle Szpitalnym, gdzie palenie jest surowo zabronione (pomijając fakt, że na terenie całego zamku nie wolno palić niczego...), dwa, że to byłyby jego fajki i nie miałby zamiaru z nikim się nimi dzielić. No sorry, ale mimo wszystko jest Ślizgonem i w niektórych sytuacjach myśli tylko o sobie. Altruistą absolutnie nie jest.
- Nie – warknął, wyginając palce we wszystkie możliwe strony.
Naprawdę się denerwował, naprawdę było mu nieprzyjemnie, musząc siedzieć tutaj i martwić się o to, czy z tą przypadkowo spotkaną dziewczyną... z Hywer jest na pewno wszystko w porządku. Jeszcze bardziej irytowało go, że naprawdę nie ma przy sobie papierosów, że nie lubi palić i że jest głucha noc, a on nie może się nawet wyrwać z zamku, by pójść i się schlać jak świnia. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że Snape zostawił mu kilka sztuk bezoaru, który powinien oddać pielęgniarce. Schował do kieszeni jeden z nich, by resztę podarować nowej właścicielce. Wrócił do Effy chwilę później, po wyjaśnieniu Pomfrey, że teraz może już iść spokojnie spać, bo dziewczyna otrzymała antidotum. Ta jednak, upierając się, że mogą wystąpić jakieś komplikacje, kazała Raynerowi przekonać Krukonkę, by wypiła to dziwne, parujące paskudztwo.
- Podobno po tym nie będziesz musiała siedzieć tu aż trzech tygodni – rzucił, podając jej szklankę i siadając na krawędzi jej łóżka. Kiedy tylko zaśnie, od razu się stąd wyniesie. Niekoniecznie widzi mu się czuwanie nad biedną, poszkodowaną ze swojej własnej winy Hywerówną.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 13 Cze - 18:34

Nie szkodziło zapytać. Może ruszyłoby go sumienie, bo to przecież on swoją grą ściągnął na nich pająki i postanowiłby poświęcić jednego papierosa, by je zagłuszyć?
Korzystając z okazji, że Rayner opuścił salę, osłoniła łóżko białym parawanem i sięgnęła po leżącą na stoliczku nocnym białą koszulę. Nie, żeby wstydziła się przybierać przy kimś, jednakże jeszcze by się biedaczek zarumienił, albo coś. Z bólem serca stwierdziła, że jej ukochany czerwony sweterek na wielką dziurę na brzuchu i zapewne nie będzie się nadawał do użycia. Elżbietka nie zamierzała jednak odpuścić i postanowiła, że gdy tylko będzie wolna jakoś go naprawi. Marne szanse.
- I tak nie będę tu siedzieć aż trzech tygodni - wzruszyła ramionami, wpatrując się w przyniesione przez niego paskudztwo. Nie ma siły, żeby to wypiła. Ze Skrzydła i tak zwieje, kiedy tylko poczuje się lepiej, niezależnie od zdania przewrażliwionej pani Pomfrey, która najchętniej trzymałaby ją dwukrotnie dłużej, niż to potrzebne. Mogłaby wyjść i jutro: kilka godzin snu, paczka papierosów i butelka wódki od razu postawiłyby ją na nogi. - A to śmierdzi - dodała spokojnie, dość pokornie jak na siebie ładując się pod kołdrę. Nawet, gdyby chciała, nie potrafiłaby ukryć, że nie czuje się zbyt dobrze. - Wiesz, nie musisz tu siedzieć. Poradzę sobie sama - rzuciła, widząc jego niezadowoloną minę. Nie potrzebowała, aby ktoś nad nią czuwał.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Pon 13 Cze - 18:45

On nie czuł żadnych wyrzutów sumienia. Gdyby nie jej żałosne uwagi na temat jego umiejętności muzycznych, do niczego by nie doszło. I gdyby nie zaczęła wrzeszczeć, nawet by jej nie podziabały te akromantule. Wszystko to tylko i wyłącznie jej wina. Nie powinna zatem zrzucać jej na barki Raynera, który mógł zawinić jedynie tym, że postanowił zrobić sobie odpoczynek od codziennego zgiełku i hałasu, jaki panował w Pokoju Wspólnym. To oznaczało też, ze gdyby nie rozbrykane dzieciaki hasające wesoło po salonie Ślizgonów, nie musiałby nigdzie wychodzić. Do wszystkiego można było dopasować odpowiednie usprawiedliwienie. I jeśli Effy była w tym mistrzynią, to jemu niewiele brakowało do jej poziomu. Tak myślę.
Pff, i co jeszcze? Naprawdę uważa, ze zawstydziłby go widok nagiej dziewczyny? No, to się trochę myli. Może i byłby nieco speszony, ale na razie i tak górę brała nad nim panika wywołana nieplanowanym, nieprzymusowym pobytem w królestwie pani Pomfrey. Ugh, tylko to mu było w głowie, nie zwróciłby więc uwagi na roznegliżowaną Hywer. Ona nie była aż tak interesująca, jakby jej się to mogło wydawać.
- Przekonamy się, wypij to – powiedział oschle i nie czekając na jej dalsze protesty, chwycił ją za buźkę, rozchylił usteczka i wlał okropny napój do gardła. Skoro miał zostać Uzdrowicielem, to musiał się jakoś nauczyć obsługiwania niepokornych pacjentów. – I teraz mogę iść – dodał, całkiem z siebie zadowolony.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 13 Cze - 19:11

Inna sprawa, że gdyby on się nie pojawił, dźwięki gitary nie ściągnęłyby pająków, a ona bezpiecznie i w jednym kawałku dotarłaby do zamku, bez żadnych niepożądanych przygód. Zaczęła wrzeszczeć dopiero wtedy, gdy pająki już ją zaatakowały, ale że ten szczegół nie pasował do jego koncepcji, najprawdopodobniej zupełnie celowo go pomijał. Nie zmieniało to jednak faktu, że nawet gdyby Effy tam nie było, Rayner i tak ściągnąłby na siebie akromantule, grając w lesie na gitarze. Bo przecież ona go do tego nie zachęcała, wręcz przeciwnie. Wychodziła z założenia, że wina jest tylko jego.
Ona nie była wcale interesująca i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wyglądająca jak chodzący kościotrup, z wystającymi kościami biodrowymi i małym biustem z pewnością nie mogła być uznana za piękną. Ale o dziwo nie miała kompleksów i nie przeszkadzało jej, gdy inni na nią patrzyli. Natomiast może i Rayner by się nie wzruszył, ale ona sama śmiała przypuszczać, że nie często widywał dziewczyny w bieliźnie.
- Serio? Taki z ciebie damski bokser? - zapytała się, krzywiąc się niemiłosiernie, gdy została zmuszona do wypicia tego paskudztwa, gdyż nawet nie miała siły zbytnio się opierać. - Mam nadzieję, że jesteś zadowolony ze swojego życia i odpowiada ci obecna sytuacja, bo jeśli tak właśnie zachowujesz się na co dzień, to naprawdę nie dziwię się, dlaczego ludzie mają o tobie tak zjebaną opinię i nie chcą przebywać w twoim towarzystwie. Ja przynajmniej mam głupie koleżaneczki, jak je nazwałeś, które zjawią się tu jutro martwiąc się o mnie i nadrabiając za mnie. Ty nie masz nikogo, nie dziwne dlaczego.
Skoro nie znosi przebywać w szpitalach, trudno wróżyć mu owocną karierę uzdrowiciela.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Rayner Cavanaugh on Pon 13 Cze - 20:54

Nie pojawiłby się, gdyby nie ta rozwrzeszczana, beznadziejna hołota panosząca się jakby nigdy nic po Pokoju Wspólnym. To naprawdę nie jego wina. No i mogła nie wrzeszczeć, gdy ją zaatakowały. Przecież pierwsze co, to zachować zimną krew w takich sytuacjach. On tak zrobił i całkiem dobrze na tym wyszedł. Nie stracił punktów, jego życie nie było zagrożone, a gitara jest cała i zdrowa. No, prawie, ma tylko kilka zarysowań po zbyt bliskim spotkaniu z akromantulą, ale to można pominąć. I przy utracie punktów wcale nie miał tu do znaczenia fakt, że sprowadził opiekuna własnego domu! Był pewny, że gdyby pojawiła się tu McGonagall, to nawet uzyskałby pochwałę za uratowanie dziewczęcia. Ugh, zero wdzięczności, doprawdy.
Bo co? Bo był prefektem? Bo uchodził za dość porządnego faceta? Czy bo co? To przykre, że tak go dyskryminowała. Mimo wszystko niby dlaczego z Villain lubią się jak pies z kotem? Wystarczyły trzy głupie noce, a później jej całkiem nieplanowane wizyty (które swoją drogą trwają do tej pory bo ona i tak ma nadzieję, że jednak coś się między nimi zmieni, haha. Próżny trud!), by skończyło, jak się skończyło. Po dziurki w nosie ma tego nagminnego, nocnego gościa. Po dziurki w nosie ma spania w łazience, bo łóżko zajmuje mu ta mała, ruda suka. I gdyby nie mogła poprzestać na tych trzech nocach, ale nie! Bo on ją rzucił, bo ośmielił się zrobić to pierwszy.
- Ciekawe skąd się niby dowiedzą, że tu jesteś, skoro nikt nie zamierza ich o tym poinformować. Prędzej dojdą do wniosku, że postanowiłaś zerwać się z zajęć i spędzić cały dzień na beztroskim wylegiwaniu się w łóżku z jakimś, pożal się Boże, donżuanem – wycedził przez zaciśnięte zęby, zastanawiając się, o czym to znowu nie wie. Bo jakoś nie doszło d jego uszu, by miał zjebaną opinię. Chyba, że tylko w wąskim gronie znajomych Hywer, co było też bardzo możliwe. – Żal mi cię.
Z tak niegroźnej traumy można było się wyleczyć. I to wcale nie w szpitalu.
avatar
Rayner Cavanaugh
Prefekt Naczelny

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Exeter

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Effy Hywer on Pon 13 Cze - 21:58

No proszę, typowy Ślizgon. Zawsze znajdzie wymówkę, zawsze znajdzie winnego, byle by tylko przez świadomość nie przebrnęła głupia myśl, że może część winy leży też po jego stronie. Upiekło mu się, bo gdyby zamiast Snape'a w progi skrzydła szpitalnego zawitała McGonagall z pewnością straciłby punkty za przebywanie poza dormitorium, niezależnie od tego, czy właśnie ją ocalił, czy też nie. Bo taka sprawiedliwość.
Nie dyskryminowała go. Bazowała po prostu na obrazku, jaki przedstawiła mu Selcenta, jak to Effy, nie wysilając się zbytnio by dociec prawdy. A że podczas ich, w gruncie rzeczy pierwszej dłuższej rozmowy, zaprezentował się jej jako wcale nie odbiegający od schematu, nie miała podstaw, by sądzić inaczej. Oczywiście, gdzieś w podświadomości zdawała sobie sprawę, że przecież właśnie uratował jej życie, niczym Gryfon niósł do zamku, nie przejmując się tym, że krwawi i prawie umiera mu w ramionach. Była wdzięczna, ale nie potrafiła tego okazać czy przełożyć na swoje zachowanie. Okazywanie pozytywnych uczuć, które nie były śmiechem lub okrzykiem spełnienia, przychodziło jej niebywale trudno.
- Po pierwsze, nie lubię łóżka, jest zbyt banalne. Zdecydowanie wolę plener - powiedziała zupełnie spokojnie, nie emocjonując się jego słowami. - Po drugie, w tej szkole plotki rozchodzą się szybciej niż zaraza, więc w najgorszym razie dowiedzą się o tym pod koniec jutrzejszego dnia, spokojna twoja rozczochrana. No i po trzecie - tu zamiast stoickiej zaczęła być prawie, że urocza - też byłoby mi ciebie żal, gdybyś miał cztery złamane żebra, ciągle krwawił i mógł pożegnać się z grą w trakcie kolejnego meczu. Skoro więc jesteś tak empatyczny, mógłbyś podać mi wodę?
W takim razie należało mu życzyć powodzenia. Bo będzie mu potrzebne.
avatar
Effy Hywer
Dorosły

Liczba postów : 89
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Cardiff

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach