Sala

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Go down

Re: Sala

Pisanie by Tony Rutherford on Nie 15 Lip - 18:07

Nie sądził już nic. Nic nie wiedział.
- Tak - odparł prędko, za szybko, na pytanie Gryfona. Nie odwrócił się, nie spojrzał w kierunku Maurice'a ani Elle, opuszczając za nim salę. Mógł mieć tylko nadzieję, że pomiędzy dwójką chorych zapanowała pełna napięcia cisza.

przepraszam, że tak krótko, zacznij gdzieś obok
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 27 Lis - 22:33

Ciemność i światło. Gdzieś pomiędzy światłami. Chyba było gorzej, niż przypuszczałem. Dlaczego? Przecież nie z powodu rany. Po prostu szok mijał i mój błędnik wyczuwał jakieś zaburzenia. Kompletna ciemność w lewym oku i ból, którym pulsowało ciało. Oczywiście, że to wszystko byłoby do zniesienia. Gorsze rzeczy przeżył, teraz jednak po prostu nie potrafił wstać normalnie na nogi.
Nie musiał. Zdrowym okiem dostrzegał coraz wyraźniej salę szpitalną. Jak Aileen go tutaj doprowadziła? Ktoś jej pomógł? Nie... pamięć powoli wracała. Doszedł tutaj sam, choć nie bez pomocy. Zacisnął szczęki. Wściekłość w nim wzbierała, ale znajdowała ujście w bólu i przerażeniu. Opadł po prostu na poduszki. Głowa bolała cholernie. Pomfrey już zdążyła go jakoś opatrzyć, więc nie wiedział co z jego wzrokiem i ogólnie fizycznym stanem. Nie wiedział ile już zdążyła nałgać Aileen. Właściwie nie miał zamiaru prostować jej kłamstw. Potwierdzi wszystko, chyba, że to będzie coś obraźliwego. Inaczej to rozegra. Zupełnie inaczej.
Wreszcie podciągnął się na łóżku, żeby usiąść. Ból w lewej części czaszki pulsował, ale dawał się pokonać. Rozejrzał się, żeby odnaleźć swoje rzeczy. Nie miał zamiaru znowu tutaj gnić. Po pierwsze: nienawidził szpitali, po drugie: nienawidził, gdy ktoś mu udzielał pomocy, po trzecie: nienawidził być od kogoś zależny. Aileen już nie było. Zdążyła się ulotnić. Nie interesowało go to, czy po szkole pójdzie fama. Ludzie i tak się go bali, więc nie było sensu zawracać sobie głowy takimi bzdurami...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Shira Abshire on Wto 27 Lis - 23:18

Pani Pomfrey machnęła ręką i pchnęła szpitalne drzwi, przepuszczając przez nie niską brunetkę w dżinsach i przylegającej do ciała koszuli w niebiesko białą kratkę. Na nogach miała wysokie szpilki, lecz nie dlatego szła powoli. Z charakterystycznym dla siebie spokojem przyglądała się białym ścianom twarzom ludzi z nielicznych obrazów, którzy zbiegli się u krawędzi swoich ram, aby przyjrzeć się każdej wchodzącej do środka osobie. Za kilka sekund stanie przy łóżku Gabriela i spojrzy mu prosto w oczy. Wiadomości rozchodzą się szybciej, ale jeszcze szybciej dochodzą do tych, którym zależy na ich usłyszeniu. Obiecał jej rozmowę, myślała, że jeszcze nie wrócił. Nie wysyłała mu ponaglających listów i nie wypytywała każdego, kto mógłby coś wiedzieć. Dlaczego teraz musi go tutaj odwiedzać? Czy była pierwszą, o której pomyślał, kiedy się obudził? W głowie szumiał jej smutek i strach. Szumiało okropnie, tak jak donośnie słychać było jej nasilające się kroki. Ostatnio z wielką trudnością łapała powietrze, tak jak gdyby bała się z niego skorzystać. Od wiadomości Gabriela nie uroniła ani jednej łzy, chociaż stała się bardziej drażliwa. Od rozmowy z Lucasem nie analizowała nakładających się na siebie historii. Po prostu żyła dalej.
Nie spał, kiedy do niego podeszła. Jej przemęczone brązowe oczy od razu zlokalizowały nową bliznę na jego twarzy. Spojrzeniem badała każdy szczegół jego policzków, brody, łuków brwiowych, nosa i ust.
- Nie mam dla ciebie czekoladek, ani kwiatów. - powiedziała cicho, siadając na brzegu łóżka i jeszcze przez kolejną chwilę przyglądając się mu tak, jak gdyby nie był sobą.
Wreszcie wtuliła się w jego tors.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 28 Lis - 17:42

Widział, jak wchodzi do sali. Wieść faktycznie się poniosła. Zacisnął pięści i odwrócił głowę w drugą stronę. Na szafce leżały jego rzeczy. Shira podeszła do łóżka. Cóż za dramatyczne powitanie... Nie odwzajemnił uścisku.
- Daj spokój. I tak zaraz stąd wychodzę. - Powiedział spokojnie. Głowa ciągnęła go ku dołowi, był niewyspany i zmęczony, ale honor nie pozwalał mu leżeć, skoro czuł, że może wstać i chodzić normalnie. Nigdy tego nie lubił. Już jako dziecko, kiedy chorował, nie dawał się położyć, dopóki nie doprowadził się do takiego stanu, że nie dawał rady utrzymać się na nogach. Teraz też męczyła go chyba gorączka, ale nie przejmował się. Był pewien, że Pomfrey zrobiła wszystko jak należy i nie musi obawiać się o swoje zdrowie... No właśnie - pozostaje tylko kwestia blizny i wzroku. Nie wiedział, czy można magicznie wyleczyć zniszczone oko. Wiedział, że niektórych ran nie da się naprawić, ale ten ptak... był taki prawdziwy! Ból też. To nie były magiczne obrażenia, ale raczej jakby ktoś go ciął po twarzy nożem.
Wstał. Zachwiał się trochę, ale ustał na nogach. Uśmiechnął się do siebie. Wiedział, że da radę.
- Muszę Ci coś powiedzieć. Nawet sporo. - Dodał, chowając przedmioty do kieszeni piżamy. Koszula przepadła bezpowrotnie, więc jakoś będzie musiał przejść w szpitalnych ciuchach, a w pokoju przebierze się w coś normalnego. - I muszę zapytać Pomfrey, co z tym. - Wskazał na zabandażowane oko. Wydawało się, że jest całkowicie opanowany. W rzeczywistości, wypełniała go pustka na myśl o tym, co może odpowiedzieć.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Shira Abshire on Sro 28 Lis - 19:23

Ciągle trwali w bezruchu. Zabolało. Niestety bardzo mocno, kiedy po prostu wstał, nie zatrzymując na niej spojrzenia o sekundę dłużej. Instynktownie wsunęła dłonie do kieszeni spodni i tylko przesunęła się, aby móc go przepuścić. Czuła się chora z zagubienia. Wydawało jej się, że o wiele łatwiej będzie z nim rozmawiać po tych kilku...czego? Sama nie wiedziała, czy minęły tygodnie, czy raczej dni - a nadal ciężko przychodziło jej zadawanie pytań. Nie byłoby jej tutaj, gdyby nie pewna gryfonka, którą znała z zajęć. Przybiegła do niej niedawno, nie musiała udawać spokojnej, niczego się nie dowiedziała, ale po krótkiej wymianie zdań wiedziała już, gdzie może znaleźć Gabriela. I znalazła. Mogła się tylko domyślać, że najbardziej ucierpiała jego duma. Musiało w nim wrzeć, że dał się komuś wpakować do Skrzydła Szpitalnego, że musiał tu leżeć i pozwolić się sobą zajmować. Spuściła wzrok, przyglądając się nierównej podłodze i swoim paznokciom. Chętnie studiowała ich odcień. A on? Mówił coś, na coś wskazywał, zaczął się pakować. Oszalał? Pokręciła przecząco głową, prawie niezauważalnie - to nie było jej zadaniem czuwać nad nim i mu rozkazywać...zresztą, nie miała szans z jego złością. A tak niewinnie wyglądał w tych tak nie pasujących mu ubraniach.
- Dowiedz się najpierw, czy możesz stąd wyjść. - nadal liczył się z jej zdaniem, czy raczej chciał być wobec niej szczery? A może ją zaraz okłamie i nawet nie będzie wiedziała, że dała sobą manipulować? A może jednak chce, żeby wiedziała co się z nim działo? Nieważne. Wiedziała, że posłucha i będzie przy nim lub odejdzie, kiedy zechce. Nie musiała wiecznie być zdana tylko na siebie. - Potem mi opowiesz tutaj albo w innym miejscu. - spojrzała na niego odważnie, tak jak wtedy, kiedy pierwszy raz spotkali się w tartaku.
[b]-
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 28 Lis - 22:40

Nie zwrócił uwagi na to, że chowa ręce w kieszenie i chyba jest wyraźnie zawiedziona jego postawą. W tej chwili to było nieistotne. Nie liczyło się zupełnie. Chciał stąd wyjść i chwilowo to uważał za priorytet. Właściwie: lego lista priorytetów nigdy nie przewidywała postawienia nikogo na pierwszym miejscu. Ważniejsze sprawy wymagały jego uwagi. Ludzie znajdowali się dużo niżej. Nawet Shira - i to wcale nie jest tak, że była dla niego nieistotna. Po prostu nigdy nie uważał, żeby jakakolwiek relacja mogła być najbardziej absorbującą na świecie. Nie kochał, nawet nie próbował, więc krukonkę traktował tak, jak potrafił: z pewnym dystansem, nasączonym nutą namiętności. Nie była całym jego światem i nie myślał tylko o niej w wolnych chwilach. Właściwie to myślał o niej okazjonalnie - nawet wtedy, kiedy trochę za jej towarzystwem tęsknił. Potrafiłby się z tego bez problemu wyleczyć, tylko po co? To nie była choroba, a dziewczyna dawała mu choć trochę radości i przyjemności. Oczywiście, że mu na niej zależało, ale nie do tego stopnia, żeby wyrzec się własnej tożsamości, żeby poświęcić życie, albo plany. Miłość, to słabość. Miłość niszczy wszystko na swojej drodze, by osiągnąć bzdurny cel: połączenie dwójki ludzi. Przecież to chore! Weźmy choćby Leah Darrow - przy niej nie musiał się krępować, nie musiałby ukrywać ich związku i niszczyć przyszłości, a czy dałaby mu to samo co Shira? Pewnie nie, ale byłby na tym mniej stratny. Podobnie było w wielu innych przypadkach. Mógł to kontynuować za wszelką cenę i stracić życie, albo wybrać drogę rozsądku. Na razie jeszcze nie nadszedł czas decyzji. Poza tym - lepiej, żeby nie wiedziała, jak o niej myśli.
Nie zatrzymywała go? Nie spodziewał się tego, ale to nawet lepiej. Dużo lepiej. Jeden problem z głowy, bo wynikłaby między nimi prawdopodobna kłótnia.
Zmrużył oczy.
- Ja się nie muszę takich rzeczy dowiadywać. Nikt mnie tu nie będzie zatrzymywał. - Powiedział spokojnie. Wzruszył ramionami. Właściwie oczywistym było, że nie powie teraz. Było mu obojętne kiedy i czy ona chce to usłyszeć. Tylko zakomunikował chęć podzielenia się pewnymi nowinami, które mogą przecież zaważyć na jego losie.
Sprawdził jeszcze raz, czy na pewno zebrał wszystko i ruszył w stronę gabinetu Pani Pomfrey. Pielęgniarka wyszła zaskoczona i wyraźnie zaniepokojona:
- Smith?! SMITH! Na brodę Merlina! CO Ty wyprawiasz?! Natychmiast do łóżka! - Krzyknęła, podchodząc do niego szybkim krokiem. Złapała go silnie za ramię i pociągnęła w stronę łóżka. Gabriel wyrwał rękę z jej uścisku.
- Ja nigdzie nie wracam! Wychodzę stąd! - Rzucił wściekle.
- NIE MA MOWY! - Syknęła Pomfrey. - Jesteś poważnie ranny i potrzebujesz spokoju, SPOKOJU. Panna też powinna się stąd oddalić! Natychmiast! On potrzebuje SNU i SPOKOJU, czy Panna to rozumie, Panno Abshire? No! To już, proszę, proszę... - Popchnęła Gabriela na łóżko a Shirę zaczęła wypychać za drzwi. Chłopak nie dał jednak za wygraną.
- Proszę przestać! Jeśli mam być szczery, to i tak tutaj nie zostanę... - Dodał odciągając pielęgniarkę od krukonki. - Co z moim... - Głos uwiązł mu w gardle.
Pomfrey zamarła i spojrzała na niego bystrymi oczyma. Widać w nim było mieszaninę smutku i oburzenia.
- A ja Panu mówię, że właśnie Pan zostanie Panie Smith, jeśli zależy Panu, żeby odzyskać sprawność w lewym oku. - Powiedziała, ściągając usta, podobnie do McGonagall. - Proszę się nie martwić - oka Pan nie stracił bezpowrotnie. Obawiam się jedynie, że z blizną nic nie jestem w stanie zrobić. Jest magiczna. Miał Pan i tak sporo szczęścia. Oko okazało się tylko uszkodzone, a nie zniszczone - gdyby tak nie było, nie byłabym niestety w stanie pomóc. - Powiedziała i popchnęła znów gryfona na pościel. Tym razem potulnie opadł na łóżko.
- Dziękuję... - Wyszeptał tylko. Blizna... paskudnie. Nie wygląda to najlepiej. Chociaż - jakby nie patrzeć - lepsze to, niż stracić oko, prawda? - Zostanę, ale pod warunkiem, że ona też może. - Powiedział, wskazując głową na Shirę. Pomfrey zmrużyła oczy kolejny raz.
- Nie Pan tu jest od stawiania warunków, Panie Smith! Skoro jednak tak bardzo Panu spieszno do towarzystwa tej młodej damy, że gotów był Pan poświęcić zdrowie, żeby gdzieś się z nią wybrać, to w porządku. Piętnaście minut. Nawet nie próbujcie mnie oszukiwać! - Odwróciła się i odeszła do swojego gabinetu. Gabriel westchnął głęboko.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Shira Abshire on Sro 28 Lis - 23:46

Nie mogłaby mu mieć tego za złe. Przecież gdyby tak mogłaby się dobrze zastanowić, to też go nie kochała. Ciągnęło go do niej, bo ją zauważył, bo został przy niej na dłużej, pomimo tego, że nie powinien. Nie miał wobec niej tak naprawdę żadnych zobowiązań i pewnie, gdyby dowiedziała się o Leah to nic by nie powiedziała, pozwalając niewytłumaczalnej zazdrości pożreć wszystko, co dla niej najważniejsze. Lubiła go wspominać i robiła to często, ale kiedy czas mijał, a jego nie było zaczęła rozumieć, że nie powinna się przed nim tak otwierać. Jeżeli dla niego została już zapisana przyszłość, to może i dla niej, coś takiego się już wydarzyło? Nie odrzucała możliwości rozwijania magii potajemnie, a życia z kimś kto zupełnie nie miałby z nią nic wspólnego. Może za dwa lata będzie mieszkała w małym domku gdzieś między wysokimi górami z mężczyzną naśmiewających się z jakichkolwiek anomalii. I nic mu nie powie, bo przecież lubi tajemnice i sekrety. Niestety.
- Och, to się jeszcze okaże... - powiedziała cicho, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze, kiedy z gabinetu wyskoczyła Pani Pomfrey przypominająca przerażonego gargulca, któremu ktoś przez przypadek odłamał kawałek ucha. Nie minęła sekunda, a już ciągnęła Gabriela z powrotem w stronę łóżka. Była znana z tego, że fanatycznie podchodziła do zdrowia swoich pacjentów i nigdy nie pozwoliła im opuszczać Skrzydła Szpitalnego, zanim wszelkie objawy choroby nie zostały zniwelowane. Shira ją ceniła właśnie przez te zasady, które nie zmieniały się niezależnie od pozycji i statusu cierpiącego. Pomagała każdemu, jak gdyby jej serce było ze złota. Odsunęła się, aby zrobić jej miejsce, ale na próżno bo Gabriel już wyrywał się z jej uścisku. Shira przewróciła oczami, chcąc wreszcie mieć go tylko dla siebie, a coraz częściej ktoś stawał im na przeszkodzie. Tylko dla siebie? Skarciła się w myślach za ten pomysł, bo przecież sama nie oddała mu się jeszcze w całości. A może? Może jej całość jest inaczej określana, niż ta o której ciągle słyszy od obściskujących się na korytarzach? Cieszyła się, że to co miała z Gabrielem nie wychodziło nigdy poza ściany pomieszczeń. Dla niego mogło to być ważne z innych powodów, dla niej były to po prostu granice moralne. Pani Pomfrey wyrwała ją z zadumy, a Gabriel uniemożliwił jej jakąkolwiek polemikę z pielęgniarką. Oczywiście, że rozumiała, co miała na myśli mówiąc, że potrzebuje snu i spokoju, ale była zbyt dużą egoistką, aby wiedząc, że będą mogli dopiero porozmawiać za kilka dni, siedziała spokojnie w Wieży i przyglądała się tętniącym życiem uczniom. Nie. Martwiła się o niego. Naturalnie i po ludzku się o niego martwiła. Padło pytanie, ona usiadła z powrotem na łóżku, odwracając wzrok. Zostanie blizna, coś o możliwości wyleczenia oka. Nic z tego nie rozumiała, przecież nie mogło go nie być aż tak długo, żeby ktoś zdążył mu zrobić coś tak poważnego. Dlaczego się nie bronił? Odchrząknęła, czując że niedługo opuści Skrzydło Szpitalne i poprosi Derię o radę. Zapali i weźmie długi prysznic. Niedługo wakacje, cieszyła się na myśl o powrocie do braci.
Pomfrey wyszła, zostawiając ich milczących i ograniczonych. Ich. Oboje nie znosili, kiedy ktoś decydował za nich. Palcami zaczęła przejeżdżać po materiale prześcieradła. Co teraz? Jego blizna wcale nie wyglądała tak źle - przynajmniej dla niej, bo kochała pamiątki na ciele. Prywatne muzeum. Dostępne dla innych, a nie jak to, które każdy trzyma w głowie.
- Nie jestem pewna, czy zdążysz w piętnaście minut i czy chcesz rozmawiać o tym tutaj. - odezwała się wreszcie.
Przecież zna ją trochę. Będzie wiedział, że chce usłyszeć wszystko, co ma jej do powiedzenia.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Czw 29 Lis - 4:08

Podciągnął się na łóżku, żeby chociaż móc siedzieć. Założył ręce na siebie, jak obrażone dziecko. Właśnie został wykpiony i pokonany przez szkolną pielęgniarkę. Doskonale! Z drugiej strony był jej trochę wdzięczny, bo wciąż nie czuł się najlepiej. No dobra - wolałby leżeć w swoim łóżku niż tutaj. Wolałby, żeby nikt go nie odwiedzał. Nie chodziło o to, że nie chciał, żeby ktoś oglądał go w tym stanie: problemem dla niego był raczej fakt tego całego rozczulania się: "och! biedny Gabrielu!", "ojej! co Ci się stało?". Jak jeszcze dodać przerażone spojrzenia i łzy, to już w ogóle robiło mu się niedobrze.
Zerknął na Shirę. Chyba nie wiedziała do końca, co mu się stało. Poza tym oko miał szczelnie zabandażowane, więc nie bardzo mogła zobaczyć uszkodzenia, jakich doznał. Mogła się zastanawiać w nieskończoność: tak banalnej prawdy by nie odkryła. Cóż - wypadki chodzą po ludziach. Nawet sam Czarny Pan popełnił błąd - jego kosztował jednak utratę ciała, być może nawet życia.
- Aż tak wiele tego nie ma, a ta jędza nie wróci tu w piętnaście minut. Za bardzo wierzy w ludzką uczciwość. - Uśmiechnął się z bólem. Czuł gorączkę. Faktycznie należało mu się parę dni rekonwalescencji. Na szczęście egzaminy miał za sobą. Miał tylko wątpliwości, czy mówienie wprost o ataku na Lucasa było dobrym pomysłem. - Co do tej sprawy... - Wskazał na bandaże. - Eee... straciłem oko... - Powiedział z kamienną twarzą. Nadal nie było mu do śmiechu z tego powodu. Cieszył się jednak w duchu, na wieści od pielęgniarki. - Co do reszty... pewnie nie będziesz najszczęśliwsza, ale zostałem oskarżony o atak na Lucasa Sprouse. Znasz go? - Zaczął ostrożnie. - Zanim zdążysz zapytać... hmmm... taaak - faktycznie trochę mnie poniosło, ale miałem ku temu swoje powody. - Łgał. Przecież zrobił to tylko z czystej ciekawości i niechęci do chłopaka. Co miał jej powiedzieć? Że nienawidzi go, bo jest szlamą? Hipokryta z niego! Podwójny, bo nie dość, że spotyka się z Abshire, to jeszcze nienawidzi hipokryzji. - Mój ojciec mnie z tego wyciągnie, ale nie był zachwycony... powiedział, że od teraz mam absolutnie trzymać się jego nakazów, w przeciwnym wypadku... wolę nawet nie wiedzieć co się stanie. Po prostu muszę. - Odwrócił głowę. Miał ochotę, żeby krukonki tu nie było. Żeby nikogo tu nie było. Miał ochotę działać! Chciał wreszcie wyżyć się, może wreszcie wprowadzić w życie swój plan?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Shira Abshire on Czw 29 Lis - 12:37

Nie słuchała go, ale słyszała. Każde pojedyncze słowo i zaczerpnięty wdech. To jak porusza się nerwowo na łóżku i jak przekazuje jej to wszystko w tak pozbawiony jakiegokolwiek sensu sposób. Dopiero, kiedy skończył spojrzała na niego. Zależało jej na nim, jednak pierwsze 'ale' już pojawiło się w jej głowie. Odgoniła je, skupiając się raczej na odpowiedniej reakcji. Tak ciężko było jej ubrać w słowa, to co czuła, że w końcu wstała i zaczęła krążyć po sali. Chyba powinna zacząć krzyczeć. Otworzyła usta, ale dźwięk nie chciał przejść przez jej gardło, jak gdyby jej struny głosowe nie poradziłyby sobie z tak mocną falą głosu. Jedyne w tym wszystkim, co ją obchodziło to chociaż jeden rozsądny powód napaści na starszego od siebie, bo w obronę czystości krwi na pewno by nie uwierzyła. Znała Lucasa jeszcze, kiedy chodził do szkoły i słyszała, jak w Pokoju Wspólnym opowiadał o swoim pochodzeniu. Jeżeli Gabrielowi nie wystarczy nawet półkrwi, to dlaczego ma czuć się bezpieczna? Potrząsnęła głową. Zatrzymała się. Nie może pozwolić, aby to wszystko działo się tylko w jej myślach.
- Wiedziałam o tym trochę wcześniej. - powiedziała w końcu, patrząc wprost na niego. Nie czuła potrzeby usprawiedliwiania się i tłumaczenia, dlaczego nie mówiła mu wcześniej, dlaczego czekała na rozwój wydarzeń i pozwoliła mu narazić się na niebezpieczeństwo. Drobny eksperyment, który przeprowadziła uświadomił jej, jak bardzo współczuje Derii. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak okropnym jest coś wiedzieć, a nie móc z tym nic zrobić, bo to i tak przyjdzie w innej formie. A przynajmniej tak było w tym przypadku, bo Shira będąc bardzo negatywnie nastawiona do jakichkolwiek przepowiedni pełniła tylko rolę słuchacza, wdzięcznego słuchacza. - Moja jedna...krukonka, dziewczyna z mojego dormitorium, ona widzi trochę więcej i rozumie znacznie więcej niż połowa tej szkoły. Ma dar, przekleństwo jak czasami to też nazywa. - odchrząknęła i usiadła na łóżku obok. Mogła przecież tylko słuchać, nie musiała nic wspominać o Derii. Dlaczego jednak mu to mówi? Urwała, aby zobaczyć, czy jego reakcja będzie odpowiednia, aby mówić mu dalej.
Błąd za błędem.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 30 Lis - 5:31

Wpatrywał się w nią w napięciu. Nie umiał mówić o takich rzeczach. Nie miał komu się spowiadać, nie potrzebował też tego. Teraz po prostu uważał, że powinien. Dlatego nie powinna mieć pretensji co do formy jego wypowiedzi. Skupił się na przekazie, a nie na słowach. Wszystko było takie nieistotne, niedorzeczne. Wydawało się wręcz głupie. Czuł się trochę tak, jakby nagle musiał skonfrontować się z prawdą, wyjawić ją komuś bliskiemu, kto ma nad nim władzę i wobec kogo czuje respekt, bo wie, że mogą czekać go konsekwencje. Zmęczenie, poczucie własnej głupoty i winy wzmagały w nim senność i nerwowość. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że postąpił AŻ TAK nierozważnie. Zasadniczo - miał głęboko w dupie to, czy Lucas przeżyje, czy nie, czy może zostanie do końca życia kaleką - interesowało go raczej to, jaki wpływ ta sytuacja będzie miała na jego życie. Tak - przecież był egoistą. Tak - nie obchodził go los innych ludzi. Szczególnie takich, którzy nie zasługują na życie.
Przyjrzał się krukonce z zainteresowaniem.
- Jak to... wiedziałaś? - Zapytał zdziwiony. Czyżby zdawała sobie sprawę z tego, co stanie się na dziedzińcu? A może z tego, co zrobił Lucasowi? Z tego wszystkiego? Od kogo? - O czym? Od kogo? - Dodał zszokowany. Jego wyraz twarzy wyrażał bezbrzeżne zdumienie - albo on to źle interpretował (może nadinterpretował?), albo ma tu do czynienia z czymś dziwnym, co wymaga wyjaśnienia. - Hmmmm... - Zamyślił się na chwilę, odwracając wzrok. - Masz na myśli tą dziewczynę, która wróży? Tą niewidomą? Chyba śpicie razem w dormitorium? - Ta wieść wzbudziła w nim zainteresowanie. Nie spodziewałby się nigdy, że tak blisko może żyć osoba, o tak wielkich możliwościach i zdolnościach magicznych.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Shira Abshire on Nie 2 Gru - 0:48

Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni miała do kogoś pretensje. Być może niedawno wygarnęła coś Rudolfowi, ale to był jej brat - przy nim zasady trochę inaczej funkcjonowały. Gdzieś głęboko, gdzie nawet jej samej ciężko było się dostać, czuła wdzięczność. Nie musiał jej o niczym mówić, bo kim dla niego była? Kochanką, której udało się trochę namieszać mu w głowie? Nikim ponad to, co tworzą kolejne chwile dzielone razem. Bolało ją to, że nie mogła się do końca przed nim otworzyć i chyba chciała, aby czasami zapomniał o wszystkim, co ich otacza. A może...może ona nigdy o tym nie pamiętała. Wzdrygnęła się, słysząc nagłe zainteresowanie w jego głosie. Nie była zazdrosna, chociaż pewnie większość dziewczyn już teraz walczyłoby ze sobą. Powie mu wszystko, o co tylko zapyta.
- Tak, Deria Malsive. - powiedziała, unosząc delikatnie brew, próbując zrozumieć, czy Gabrielowi chodzi po głowie coś oczywistego, czy coś, czego jeszcze sam do końca nie przemyślał. Odwróciła głowę w stronę okna, czując się podle. Dla niego wszystko, ale nie powinna była wspominać o Derii. Ona jej zaufała. Ciężko będzie spojrzeć teraz w jej przestraszone oczy, skoro i tak już wie, że Shira ją zdradziła. I wtedy zaryzykowała:
- Nic jej nie rób. - spojrzała na niego.
Prosząc.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 5 Gru - 6:47

Obserwował ją w napięciu. Wyczekiwał na odpowiedź, na słowa. Teraz tylko to się liczyło! Mógł osiągnąć tak wiele, a WIEDZA mogła znajdować się tak blisko! Jedynie strzęp informacji... STRZĘP, ale trzeba sprawdzić każdy trop! Jeśli to prawda, jeśli przeczucie dobrze mu mówi, że ona... serce na chwilę zamarło, zmieniło bieg, dreszcz przebiegł po jego ciele. Zupełnie tak, jakby dowiedział się, że za chwilę zostanie Ministrem Magii! Błysk w oku i uśmiech musiały go zdradzić. Nawet jego próby zachowania kamiennego oblicza spełzły na niczym.
- Hmmm... - Mruknął, wyobrażając sobie, jak posiada wiedzę absolutną... co by z nią zrobił? Do czego mógłby ją wykorzystać? Wystarczyłaby mu tylko taka jedna moc i mógłby osiągnąć WSZYSTKO! Przewidzieć KAŻDY ruch nieprzyjaciela i pokonać KAŻDEGO wroga. Efekt motyla... wiedziałby jaki kamień przestawić i o ile, żeby wywołać lawinę, której nie sposób zatrzymać! Pogrążył się w tych myślach i nagle słowa krukonki przywróciły go do rzeczywistości.
Zmarszczył brwi. Zrezygnować z potęgi? Z siły, jaką może oferować prawdziwa wieszczka, na rzecz słowa danego szlamie? Przyglądał jej się z uwagą.
- Dlaczego miałbym Ci cokolwiek obiecywać? - Zapytał chłodno i z lekkim uśmiechem. - Ochhh... nie mam zamiaru nic jej robić! - Była to po części prawda. Gdyby Deria nie stawiała oporu... - Shira... nie patrz tak na mnie. - Dotknął dłonią jej policzka. Wolałby teraz stać, siedzieć, cokolwiek, ale nie znajdować się w skrzydle szpitalnym, na wpół oślepionym!
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach