Pokój nr 1 - VII klasa

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Pią 29 Sty - 21:14

Vicuś i tak uważał, że wszystko, co wiązało się z władzą i podporządkowaniem sobie ogółu musiało skończyć się źle. On wolał być pasożytem, który uczepi się zada władzy i będzie wysysał z niego wszystko, co tylko mu do życia będzie potrzebne. A prawda była taka, że nie był nadmiernie wymagający w dziedzinie władzy. Ambicją na dłuższą metę nie grzeszył, więc nie było mowy o pragnieniu zapanowania nad światem. On tylko chciał mieć wystarczającą ilość używek, panienek i wygód. Cała reszta już nie była aż tak istotna.
Cóż, szkoda, że ojczulek i mamuśka nie przyjrzeli się dokładniej drzewu genealogicznemu rodzinki, z którą zamierzali złączyć swe losy. Gdyby mieli na to czas i po prostu to zrobili z całą pewnością zauważyli by te kilka wymazanych imion i nazwisk, świadczących o zdrajcach krwi. I, niestety, najbliższa rodzina jego przyszłej żony należała do tej wydziedziczonej części. A w sumie szkoda, bo z Morrison całkiem niezła dupa, ale to już nie jest istotne. Istotne jest to, że ani jej ojciec, ani matka nie przyłączyli się do Śmierciożerców. W ogóle ich nie poparli. Samo to, że wyrażali się z szacunkiem o Dumbledore'u było wystarczające by ich nienawidzić i zerwać z nimi kontakty wszelakie. Ale nie było czym się martwić. Po prostu znajdzie sposób i odpowiednią chwilę na to, by wyeliminować swoją narzeczoną, a co za tym idzie - pozbyć się problemu.
- Ja tam sądzę, że byłbym w stanie dać ci wystarczająco dużo przyjemności, gdybyś tylko chciała. A szczęście to pojęcie względne. Sądzę, że nawet chwile spędzone ze mną nazwiesz kiedyś szczęśliwymi - powiedział spokojnie z ogromną pewnością siebie.
Bo już nie jednej dziewczynie dał wystarczająco dużo szczęścia, by nie musiała o nie zabiegać przez... no mniejsza o to przez ile.
Przyjrzał się skrętowi, którego trzymał w ręce i wzruszył ramionami.
- Sram na to - gorsze świństwa już palił. - I wcale nie jestem pewien, czy to dobrze - powiedział całkiem szczerze, wplatając palce w jej włosy.
Bo wiedział, że nie dostanie tego, czego chce, ale nie zmieniało to faktu, że nadal zamierzał próbować.
Victor wypalił co miał wypalić i odrzucił w kąt, nie przejmując się faktem, że śmieci w cudzym (w dodatku damskim!) dormitorium, a potem znów zabrał się do obrabiania butelczyny, bo wyglądała o wiele bardziej zachęcająco niż kolejna porcja trawy.
- A jak mogę nie znać? - zapytał szczerze zdumiony. - Po pierwsze - ja znam wszystkich, a po drugie - on gra w Quidditcha - i punkt numer dwa powinien rozwiać jej wszelkie wątpliwości.
Jasne, że znał Joela. No, może nie jakoś dobrze... To znaczy, nie rozmawiali ze sobą, bo Hewson nie rozmawiał z ludźmi tego pokroju, ale coś tam o nim wiedział. Przez pewien czas nawet go szpiegował, kiedy to chciał dowiedzieć się, jaką taktykę Krukoni obrali na decydujący mecz.
Victor nie skomentował jej ostatniego zdania, za to zaśmiał się głośno i dosyć znacząco, obejmując ją wolną ręką.
- Co masz na myśli? - zapytał wyraźnie zaciekawiony jej słowami.
Bo jak się powiedziało "a" to trzeba powiedzieć też "by"!
- To, że nie pozwalasz to mnie akurat mało obchodzi - stwierdził lekceważąco. - A co do orgietki, to sądzę, że kiedyś w końcu mi ulegniesz. Zwyczajnie zmęczy cię to szukanie i odmawianie mi. Zresztą - nie znajdziesz sobie tego swojego właściwego i jedynego, więc prędzej, czy później, przyjdziesz do mnie. Jakby nie było - jestem najlepszy w te klocki - mrugnął do niej porozumiewawczo okiem i zaśmiał się pogodnie.
Ona całkowicie niewinnie, a on całkowicie niezobowiązująco i jak gdyby nigdy nic przyciągnął ją stanowczo do siebie i zaczął namiętnie całować. Najwyżej dostanie po pysku - bez ryzyka nie ma zabawy.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 30 Sty - 15:54

Właśnie takie podejście sprawiało, że niektórzy ludzie mimo wrodzonego talentu przywódczego i innych niezbędnych, aczkolwiek zdecydowanie pożądanych cech nigdy nie mieli dostać owej władzy, która siłą rzeczy trafiała w ręce osób takich jak Knot - nieporadnych i niekompetentnych. Amelia była zagorzałą przeciwniczką nowej władzy, będąc przekonaną że przy pierwszym lepszym niebezpieczeństwie, czy choćby pogłoskach o powrocie Voldemorta, nowy Minister po prostu stchórzy. Co innego ona sama - czy ktoś ma jakieś wątpliwości, iż panna Golightly całkiem dobrze odnalazłaby się na tym stołku?
Choć rodzina Amy popierała działania Czarnego Pana, nie popierała sposobu, w jaki dążył do ich wykonania - tylko jej wuj wstąpił w szeregi Śmierciożerców, ale całe szczęście, jego działalność nie została jeszcze odkryta przez aurorów - to mogłoby zaszkodzić jej nienagannej opinii i zmienić jej obraz w oczach innych. A tego byśmy przecież nie chcieli. Co się tyczy Victora, to może powinien mimochodem wspomnieć rodzicom o owych... niedogodnościach, niezbyt subtelnie sugerując, by przyjrzeli się, z kim zamierzają związać syna?
- I dlatego właśnie jesteś ograniczony, Victorze i nie zawsze dostajesz to, czego chcesz - rzuciła protekcjonalnym tonem - Przyjemność fizyczna nie jest dla mnie priorytetem, wiesz, że nie jestem hedonistką. Nie będę się wypowiadać na temat twoich możliwości, czy też ich braku, chociaż dziwi mnie, że tak się nimi chwalisz. Jest faktem, że mężczyźni, którzy dużo mówią, mało robią, szybko kończą i kiepsko im to wychodzi - Nie mogła się powstrzymać do drobnej złośliwości. Przekomarzała się z nim, ot tak po prostu - wszyscy wiedzieli, że Hewson jest jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym w tym fachu, ale skoro Amelia nie miała zamiaru tego sprawdzać...
Zaśmiała się i oddała Victorowi trzymanego przez siebie skręta; nie będzie palić byle czego, a już z całą pewnością nie zwietrzałą trawę.
- Zrobię ci tą przyjemność i zapytam dlaczego tak uważasz. - To było raczej stwierdzenie, niż pytanie, ale przemilczmy to. Dziewczę całkiem chętnie przysunęło się do niego i zamruczało z aprobatą. Lubiła gdy ktoś bawił się w ten sposób jej włosami i niby dlaczego miała tego nie okazywać?
- Ja wolę, aby to wszyscy znali mnie, informacje na temat takich nieudaczników nie są mi potrzebne - To odnośnie punktu pierwszego - Po trzecie, podpadł Roselyn. Wiesz, co to znaczy. - Że podpadł również Amy i nie skończy się to dla niego dobrze.
A Victor może być pomocny i chętny do owej pomocy, gdyż po pierwsze: plany Amelii zawsze były dopracowane i nieściągające podejrzeń, po drugie: zapewne był ciekawy, jaką nieprzyjemnością uraczy owego nieszczęśnika tym razem i po trzecie: miała zamiar pozbawić go miejsca w drużynie, ale o tym Hewson dowie się dopiero za chwilę.
- Lubię wykorzystywać innych do swoich niecnych celów, by nie ściągać na siebie podejrzeń - odparła całkowicie szczerze, choć nie bez uśmiechu satysfakcji malującego się na jej twarzy.
- Mnie natomiast mało obchodzi, jakim sposobem dotrzesz później do swojego dormitorium - powiedziała swoim najsłodszym głosem i upiła spory łyk whisky - Och, Hewson, rozczaruję cię. Nawet, jeśli nie znajdę tego jedynego, to ty jesteś ostatnim facetem, do którego bym przyszła. Nie jestem pozycją na liście, którą można odhaczyć i nigdy nią nie będę. - zaśmiała się całkiem pogodnie, co wręcz gryzło się z powagą kryjącą się za tymi słowami. Chyba za dużo wypiła, bo zaczynała grzeszyć swoją szczerością, co jak co, ale mocnej główki to ona nie miała - Po za tym, tak też jest przyjemnie, nie sądzisz? - dodała, nie precyzując o co dokładnie jej chodzi.
Po pysku nie dostanie, Amelia nie zniżała się do takiego poziomu. Przerywać również nie miała zamiaru, przynajmniej dopóki trzymała rękę na pulsie, bo co tu ukrywać - Victor całował cholernie dobrze. Czuła się bezpiecznie, zważywszy na to, że znajdowała się na górze i w każdej chwili mogłaby go przystopować, choć i pod nim nie byłoby inaczej. W końcu Hewson nie zniży się do gwałtu, jeśli cofnie swoje pozwoleństwo.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Nie 31 Sty - 15:55

Knot był tylko Knotem - pionkiem, którym można było bez przeszkód manipulować. I przecież dokładnie o to chodziło, czyż nie? Nikomu nie jest potrzebny minister, który będzie potrafił tupnąć nogą. Który sam będzie podejmował decyzje, nie da się przekupić. Na którego nikt nie będzie miał wpływu. Właśnie dlatego na szycie zawsze zasiada ten, który najmniej się do tego nadaje. Łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby Czarnemu Panu jednak się udało. Przecież tak na dobrą sprawę był już u szczytu. Podporządkował sobie ministerstwo; manipulował nim, przekabacił ogrom jego pracowników. I tak naprawdę (co być może wyda się dziwne, choć akurat pomyślane przez kogoś takiego, jak Victor jest całkiem zrozumiałe) to właśnie on był odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Wyłącznie on miał odpowiednie predyspozycje by móc rządzić. Wzbudzał lęk, to fakt, ale równocześnie miał posłuch i chciał coś robić. A to, że nie wszystkim podobały się jego metody i poglądy to już inna sprawa. Prawdą jednak było, że był wystarczająco silny, by innym narzucić swoją wolę, a to niezwykle istotne dla kogoś, kto jest głową państwa...
Victor nie raz już wspominał ojcu o tym, że jego narzeczona nie jest odpowiednią osobą, a cała jej rodzina dawno została uznana za zdrajców krwi, jednakże pan Hewson zaciskał wtedy tylko zęby, uciekał wzrokiem w przeciwną stronę i nie mówił zbyt wiele. Najczęściej jedynie, dosyć groźnie brzmiące "wyjdziesz za nią, czy tego chcesz, czy nie". Momentami miał wrażenie, że ojciec boi się rodziców panienki Morrison. Był niemal pewien, że wiedzą oni coś, czego wiedzieć nie powinni, a co za tym idzie - szantażują jego ojca. Tylko, w takim razie, dlaczego pan Hewson po prostu nie zrobi z nimi porządku? Tego już Vic nie wiedział. Ważne było, że ma plan i sam poradzi sobie ze swoją przyszłą żoną.
- Jeżeli próbujesz mnie obrazić to wiedz, że bardzo kiepsko ci to wychodzi - mruknął całkiem pogodnie.
Bo on tam już doskonale wiedział, co ona tak naprawdę myśli. Ba! co ona wie! Bo wiedzieli wszyscy, że z Victorem niewielu mogło się równać. Dlatego też dziewczęta tak bardzo go "lubiły".
Zwietrzała, czy też nie, ważne, że jednak trawa. Teraz bardzo trudno było o dobry towar. Właściwie niemal niemożliwością było zdobycie go. Oczywiście, jeśli ktoś wiedział gdzie szukać, miał znajomości i wystarczającą ilość forsy... Jednakże, jeżeli takiemu komuś nie chciało się ruszać swojego zgrabnego dupska z zamku to trzeba było zadowolić się tym, co się miało pod ręką. Darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Zarekwirowanemu też...
- Bo... - zawahał się. - Bo po prostu mogłabyś czasem odpuścić sobie to całe bycie cnotką. Co ci to da? - zapytał, przyglądając jej się z zaciekawieniem. - Bo ja na ten przykład nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego to jest takie ważne, żebyś była dziewicą kiedy spotkasz tego swojego jedynego i właściwego. Ja nie widzę związku pomiędzy miłością (o ile takowa w ogóle istnieje, w co wątpię) i seksem. Seks to przyjemność fizyczna, która wcale nie musi iść w parze z głębszym uczuciem - wzruszył ramionami.
Nie lubił rozważań filozoficznych, bo go najzwyczajniej w świecie nudziły i męczyły. Wolał przejść do działania, niż gdybać. Wolał żyć chwilą i czerpać z każdej upływającej minut maksimum przyjemności, niż siedzieć i wierzyć w to, że w końcu trafi mu się odpowiednia dziewczyna, do której poczuje coś silniejszego i postanowi z nią być na dobre i na złe.
- Uwierz, że czasem się przydają - powiedział wymijająco.
Cóż, on akurat miał wiele informacji na temat zdrajców krwi i szlam - przecież cały zeszły rok był kimś w rodzaju szpiega śmierciożerców w Hogwarcie. Po prostu uczeń potrafi czasem znaleźć się w miejscach, do których nauczyciele nie mają dostępu. Potrafi usłyszeć rzeczy, których dorosły nie usłyszałby choćby nie wiem, jak się starał.
Victor zarechotał radośnie i zatarł ręce ponad głową dziewczyny.
- Aż za dobrze! - zawołał entuzjastycznie.
Och, kroiła się niezła zabawa. A jeśli jeszcze cała organizacja, której jest głównym i jedynym pomysłodawcą ruszy w przeciągu najbliższych tygodni z wielką chęcią pomoże Rose. W końcu Joel jest jednym z pierwszych uczniów na jego czarnej liście...
- Z tego także doskonale zdaję sobie sprawę. Zresztą, ja przecież działam tak samo - mrugnął do niej porozumiewawczo okiem i oblizał usta koniuszkiem języka.
Machnął ręką lekceważąco. Jakoś sobie poradzi. Był całkiem pewien, że jeżeli nie będzie w stanie dotrzeć do niego o własnych siłach, to któryś z jego poddanych bez wątpienia mu w tym pomoże. W końcu nie od dziś wiadomo, że Vicuś miał takich przynajmniej kilkunastu. Ach, ci wierni, oddani, pomocni poddani! Całe szczęście, że ich posiadał!
- A szkoda, bo chętnie bym cię odhaczył - powiedział dość jednoznacznie i klepnął ją w tyłek.
Mruknął tylko w odpowiedzi i przestał się interesować tym, co zamierzała mu jeszcze powiedzieć. Całowanie jej było o wiele ciekawszym zajęciem, niźli słuchanie jej pouczających wykładów. Szczególnie, że nic sobie z nich nie robił. Był niemal pewien, że dziewczyna w końcu skapituluje i po prostu mu się odda. Mogła zaprzeczać ile chciała, a on i tak wiedział swoje. Cóż, do faceta takie rzeczy raczej ciężko docierają...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 3 Lut - 21:11

Działania Knota podlegały nieustannej krytyce: jedni zarzucali mu brak zdecydowania, inni zbyt pochopne decyzje. Z jednej strony czarodziejom odpowiadało, iż był pionkiem w ich rękach, którego przy odpowiednim nakładzie finansowym można ustawić tak jak się chce, z drugiej jednak, jeśli mogą wszyscy, to nie może nikt - represje aurorów wobec byłych Śmierciożerców czy osób powiązanych z Czarnym Panem nigdy nie miały by miejsca. A tak? Co chwilę można usłyszeć o tym, że ktoś trafił przed oblicze Wizengamotu i rzadko komu udawało się wybronić - żony traciły mężów, dzieci ojców... a to wszystko dlatego, że Knot nie ma na tyle stanowczości by powiedzieć: dość. Strach i panika wywołane przez Voldemorta nigdy nie ucichną, jeśli nadal właśnie tak będzie się działo. Może i miał predyspozycje do przejęcia władzy, może i był blisko osiągnięcia celu - ale mu się nie udało, poległ pokonany przez roczne dziecko, a starania po za przerażeniem nie pozostawiło nic. Taka już prawda - zawsze znajdzie się ktoś, kto zdetronizuje dyktatora.
Jak na to nie patrzeć, dla narzeczonej Hewsona to również była niedogodna sytuacja: która dziewczyna chciałaby go mieć za męża? Kobiety chciały jedynie kontaktu fizycznego, nawet te najbardziej romantyczne zdawały sobie sprawę z bezcelowości związku z nim. Victorowi natomiast pozostawały tylko dwa rozwiązania: pozbyć się przyszłej żony, albo znaleźć na jej miejsce drugą. To pierwsze było znacznie łatwiejsze w wykonaniu.
- Teraz to ja powinnam się obrazić za to, że śmiesz insynuować coś tak okropnego. Nigdy nikogo nie obraziłam, Victorze, ja tylko wyrażam swoje po wątpienie względem twoich możliwości. - odparła całkiem ciepło, choć z oburzeniem marszcząc malutki nosek.
Całe szczęście, dla Amelii liczyło się coś innego niż to, że Hewson nie ma sobie równych i nie dołączy do grona jego panienek.
Jeśli chodzi o trawę, to panienka Golightly planowała zrobić ponowny nalot na ich dormitorium licząc, że może jakimś cudem sprowadzą sobie nowy i świeższy towar. Albo każe komuś załatwić coś dobrego, pozostanie kiwnąć tylko palcem.
- Naprawdę uważasz, że jestem cnotką? - zaśmiała się, rozbawiona jego słowami - Vic, powiedz, czy gdybym była cnotką, mogłabym zrobić to? - szepnęła i wsunęła dłoń pomiędzy ich ciała, kładąc na jego strategicznym miejscu, po czym spojrzała nań prowokująco - Albo to... - Nie zabierając ręki, zaczęła delikatnie muskać wargami jego szyję, zacząwszy na obojczyku, a skończywszy na okolicach ucha, którego płatek delikatnie przygryzła - Nie - powiedziała stanowczo, cofając rączkę i na powrót opierając ją na Hewsonowym ramieniu - Nie jestem cnotką, jestem dziewicą. I pozostanę nią, dopóki nie spotkam swojego jedynego i właściwego, gdyż dla mnie seks jest największym aktem miłości - wyjaśniła spokojnie, a jej rozbawienie chyba nie zamierzało już odejść.
Amelia również nie znosiła filozoficznych rozważań, choć chyba nie trudno zauważyć, iż w jej zachowaniu górę bierze wrodzona sentymentalność i, co tu ukrywać, również wrażliwość, choć skrzętnie skrywana. Wiedziała, czego chce i nie miała zamiaru zadowalać się podróbkami.
- Właśnie dlatego mam ciebie - westchnęła, jakby to była największa oczywistość. Bo taka już była prawda - gdy Amy potrzebowała jakiejś informacji, której nie mogli zdobyć jej podwładni, pytała właśnie Victora - bo wszyscy wiedzieli, że on ma ich najwięcej.
- Mam nadzieję, że mi pomożesz - odparła zadziornie, przesuwając opuszkami palców po jego szyi - Nie zaprzeczysz, że ucieszyłbyś się gdyby... teoretycznie wyrzucili go z drużyny, prawda?
Zabawa była wyśmienita, szczególnie, że panna Golightly również miała zamiar zaangażować się w ową organizację, o której Hewson zdążył jej wspomnieć podczas jednego ze wspólnych patroli. A jak wszyscy wiedzą: jest Amelia, jest impreza!
- Wiem o tym - westchnęła, zalotnie przygryzając dolną wargę, po czym roześmiała się wesoło i sięgnęła po prawie już pustą butelkę whisky, o której chyba zapomnieli, a którą nadal trzymał Victor.
Kwestie jego powrotu do dormitorium zostawiła już w spokoju - chcąc nie chcąc, wiedziała, że jeśli nie będzie na tyle pijana i go stąd wyrzuci, znajdzie sposób, aby dotrzeć do siebie. Inaczej można by go podejrzewać o bycie jakimś nierozgarniętym Puchonem, a przecież wszyscy wiedzą, iż panicz Hewson takowym nie jest i ma głowę na karku.
- Victor! - pisnęła z oburzeniem, po czym chwyciła jego ręce i przyparła go za nadgarstki do łóżka. Tak, pokaz damskiej siły, której ona notabene nawet nie miała; ale twarz musiała zachować, prawda? - I właśnie dlatego nigdy tego nie zrobisz, Hewson - dodała jeszcze z satysfakcją, całym wątpliwym ciężarem opierając się na jego przegubach.
Wymagała szacunku i była pewna, że od niego go nie otrzyma, a już szczególnie, jeśli da się odhaczyć. Dziwnym trafem, to wcale nie przeszkadzało jej w zajmowaniu się jego ustami, w które wpijała się z coraz większą zachłannością, nie zawracając sobie główki tym, że niedługo będzie musiała je przerwać - żyjemy chwilą. prawda, Amy?


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Wto 9 Lut - 21:34

Rzadko komu? Z tym Victor nie mógłby się zgodzić. On sam znał przynajmniej dwa tuziny najwierniejszych śmierciożerców, którzy wyłgali się Imperiusem. Wygodne, czyż nie? Nawet sam ojciec Vicusia podobnie śpiewał na przesłuchaniu. Ale przecież był jednym z tych czarodziejów z nieposzlakowaną opinią, którym wierzyło się na słowo. No i swego czasu przekazał znaczną ilość pieniędzy na "rozwój ministerstwa magii"... Tak, to bez wątpienia było jedną z przyczyn, dla których został zwolniony. Co prawda jego opinia nie jest już tak nieskazitelna, jak była niegdyś, ale to za przyczyną niezrównoważonej psychicznie żony. No, przecież to nie jego wina, że kobieta zwariowała i przyłączyła się do Czarnego Pana, czyż nie? Nie miał na nią wpływu. Nie mógł temu zapobiec. To znaczy - mógł ją ewentualnie zamordować, ale wątpił, by to spodobało się ministerstwu.
To pierwsze nie dość, że było łatwiejsze to na dodatek było jedynym z wykonalnych wyjść. Tego drugiego wykonać się nie dało. Ale Victorowi i tak było to obojętne. Nie miał nic przeciwko sprzątnięciu własnej narzeczonej. Ot, błahostka. Czymże jest wypowiedzenie tych dwóch, pięknych, jakże melodyjnych i poetyckich słów: Avada Kedavra. Ach, muzyka dla ucha! Nie raz słyszał, jak czarodzieje wypowiadają to zaklęcie. Widział to zielone, oślepiające światło, tak wspaniałe, iż stało się jego ulubionym odcieniem zieleni. I to przerażenie na twarzy ofiary, gdy zdawała sobie sprawę, że nie ma już ucieczki. Ten grymas ust, zastygający na nich na wieki, gdy ciało wali się na ziemię z głuchym tąpnięciem. Albo krzyki torturowanych za pomocą Klątwy Cruciatus. Rozdzierający ciszę wrzask, wdzierający się siłą do umysłu; pulsujący ból w skroniach, gdy dźwięk zamiast cichnąc staje się jeszcze głośniejszy. Powyginane palce u rąk, próbujące chwycić się powietrza, szukające ostatniej deski ratunku; łzy w oczach, cichy szloch. Zaciśnięta pięść, opadająca na bruk, gdy nie starcza już sił... Może i był wariatem, ale takie sceny po prostu wzbudzały w nim niezwykle silne emocje, pobudzające go do życia i działania. Miał je przed swymi oczami w każdej chwili życia. Nawet w tej.
Machnął tylko ręką, a potem zasłonił usta dłonią, by nie wydarło się z nich potężne ziewnięcie.
- Zaczynasz być nudna - mruknął. - Słucham tego od jakiś dwóch lat i po prostu zaczynam mieć dość. Chyba naprawdę dam sobie z tobą spokój - westchnął, przykładając dłoń do czoła w aktorskim geście.
Oni nie sprowadzą sobie niczego lepszego, bo nie mają tak szerokich znajomości, jak Victor. Ale wcześniej wspomniany nie ma zamiaru się do tego głośno przyznawać - w końcu jest prefektem i oficjalnie nie pali, nie pije, nie uprawia seksu i w ogóle jest chodzącym ideałem, o czym nie śmie wątpić nikt. Poza Severusem Snapem, ale to już nie jego wina, że profesorek dosyć często odwiedzał jego ojca, a co za tym idzie - doskonale wie, co ten chłopak tak naprawdę potrafi i co lubi, a czego nie... Zresztą, nie raz nawet w szkole widział go w akcji, więc...
Przełknął głośno ślinę, a jego oczy zaszły mgłą. Złapał jej rękę, gdy ta ponownie wylądowała na jego ramieniu i ścisnął dość mocno.
- Nie rób tego więcej - syknął, całując ją niezwykle namiętnie, a przy tym kładąc dłoń na jej pośladku. - Chyba, że chcesz sprawdzić moją wytrzymałość, a w takim razie nie radzę - mógłbym zwyczajnie nie wytrzymać - warknął, przygryzając dosyć mocno jej dolną wargę, a potem zlizując drobną kropelkę krwi, która pojawiła się w miejscu, w którym przegryzł jej skórę.
Oczywiście, że Vic posiadał największą ilość informacji na temat wszystkiego i wszystkich w całej szkole. Nie od dziś wiadomo, że miał tendencję do podsłuchiwania i szpiegowania (takie geny...), a co za tym idzie, po prostu był doskonale rozeznany w tym kto z kim, gdzie i po co.
- Może pomogę, a może nie - oczywistym było, że tylko się z nią droczył.
Tak samo oczywistym jak fakt, iż pomoże jej bez mrugnięcia okiem. Drgnął lekko, czując jej dotyk na swojej szyi, a potem uśmiechnął się lekko.
- Teoretycznie mówisz... - zamyślił się i podrapał po podbródku, na którym znać było dwudniowy zarost. - Owszem, nie zaprzeczę. Choć nie lubię wygrywać walkowerem... - dodał, mrugając do niej porozumiewawczo. - Ale nie powiem, by ta wizja nie była kusząca. Chyba rozumiesz, co mam na myśli? - spojrzał na nią pytająco i uśmiechnął się nieco szerzej.
A tam - przerwać. Któż w tej chwili myśli o przerywaniu?
Victor przez chwilę leżał, poddając się całkowicie jej "sile" i nie zamierzał wyrywać się, czy też zrzucać jej z siebie. Po prostu, kiedy już skończyła mówić i powróciła do zajmowania się jego ustami przetoczył się tak, że wylądowała pod nim. Uśmiechnął się złośliwe i powrócił do przerwanej czynności, wsuwając dłonie pod jej bluzkę i drażniąc jej delikatną skórę na brzuchu. Równocześnie robił w myślach przegląd dziewczyn, do których uderzy, kiedy Amy przestanie już żyć chwilą...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 10 Lut - 19:19

Och, co innego prawdziwi Śmierciożercy, co innego ci żałośni czarodzieje oskarżeni o współpracę z nimi, choć tak naprawdę drżeli na samą myśl o czymś takim. Gdy ci pierwsi mieli na tyle zdrowego rozumu i gotówki, by móc wyłgać się przed Wizengamotem, ci drudzy nie mieli ani jednego, ani drugiego, a ich szanse na uniewinnienie często były równe zeru. Wystarczy chociaż popatrzeć na jej wuja, zagorzałego poplecznika Czarnego Pana, który do tej pory nawet nie został oskarżony, w końcu pod latarnią jest najciemniej, czyż nie? Aurorzy byli ślepi i nie złapali by Śmierciożercy nawet gdyby miał to wypisane na czole, tak właśnie twierdził Primus Golightly. Z tego co Amelii było wiadomo, teraz ktoś doniósł na Lucjusza Malfoya i nie będzie trzeba czekać, aż Wizengamot wyznaczy termin rozprawy, a on bez najmniejszego wysiłku uniknie kary (czyżby dlatego wpłacił ostatnio sporą sumkę na pomoc polityki Knota?) i pewnie jeszcze dostanie pisemne przeprosiny. Żałosne.
Amelia nie potrafiła rozkoszować się takimi widokami - już same statystyki osób poległych na wojnie ją przerażały, choć nie przyznałaby się do tego otwarcie. Była zbyt słaba, jak często powtarzał jej wuj, gdy po raz kolejny odmawiała nauki zaklęć niewybaczalnych - nie potrafiłaby nikogo zabić, czy zadać mu bólu fizycznego - nie, jej specjalnością była psychika, doprowadzanie na skraj rozpaczy i obserwowanie, jak głupi uczniowie, którzy ośmielili się jej podpaść, trzęsą się z bezsilnej złości, pozbawieni tego, na czym najbardziej im zależy. W końcu nawet najtwardszy człowiek miał swoją piętę Achillesową, wystarczyło dobrze poszukać i w nią uderzyć, by żadne zaklęcia do zniszczenia nie były potrzebne.
- Od jakiś dwóch lat nie marzę o niczym innym, a ty grozisz mi tym średnio raz w miesiącu - westchnęła z udawaną rozpaczą w głosie.
Co tu ukrywać, Amelia była jedną z pierwszych, które Victor postanowił zdobyć (nie bez powodu oczywiście), za to pozostanie jedną z niewielu, które mu nie ulegną, jeśli nie jedyną - przynajmniej tak uparcie twierdziła i nawet nie chciała przyjąć do świadomości innego rozwiązania. Cóż, mogła mieć tylko nadzieję, iż los postanowi grać wedle jej scenariusza.
Oficjalnie, Amelia także nie paliła i nie piła (seksu siłą rzeczy nie uprawiała nawet nieoficjalnie), za to stanowiła wzór cnót wszelakich oraz obrońcę niewinnych, uciśnionych i mugolaków, którymi to tak naprawdę szczerze pogardzała i nie miałaby nic przeciwko, gdyby Czarny Pan jednak oczyścił świat z tego plugastwa, a ona nie musiałaby sobie brudzić swoich zgrabnych rączek. Ach, strach pomyśleć, co by było gdyby cała szkoła naprawdę uwierzyła w tą szopkę i nie wyczuła fałszu, którym wprost ociekał jej głos - jeszcze jacyś brudni mieszańcy chcieliby się z nią zaprzyjaźnić, a tego byłoby stanowczo zbyt dużo.
Przez jej twarzyczkę przemknął cień satysfakcji, gdy tylko zaobserwowała jego reakcje na swoje poczynania - a już zaczęła się obawiać, że zdążyła wyjść z wprawy.
- Nie mów, że ci się nie podobało - mruknęła tylko, równie zachłannie odwzajemniając jego pocałunek. Nie musiała sprawdzać, gdzie kończy się jego wytrzymałość gdyż po sześciu latach znajomości z nim, doskonale to wiedziała - K*rwa, Hewson - jęknęła z bólu, choć szybko o nim zapomniała, gdy ciepły język chłopaka zetknął się z jej pulsującą wargą. Chciała dodać jeszcze "hamuj się" jednakże szybko zmieniła plany i po raz kolejny tego wieczora, wpiła się w jego usta. Jej szczupłe palce poczęły bawić się brzegiem koszulki Victora, równocześnie wodząc po jego skórze. Nagle z rozbawieniem odkryła, że znajdują się na łóżku Roselyn i gdyby ta dowiedziała się, co się na nim działo, z pewnością żadne z nich nie uszło by z owej sytuacji z życiem. Merlinie, błogosław żyjących w niewiedzy!
- Wiedziałam, że się zgodzisz - uśmiechnęła się doń kokieteryjnie i oblizała usta koniuszkiem języka - Wcale nie uważam, że byłaby to wygrana walkowerem... Krukoni wystawią kogoś innego, kogo ty będziesz mógł zgnieść jak robaka... może jakiegoś mugolaka? Całkowicie przypadkowo można by zwalić go z miotły i zafundować długotrwały pobyt w skrzydle szpitalnym - mówiła powoli, używając jednego ze swoich najbardziej słodkich głosów, świadomie łechtając dumą Hewsona. Równocześnie nie przestawała błądzić opuszkami to po jego szyi, to po policzku, by wreszcie przejechać palcem wskazującym po wykrzywionych w lekkim uśmiechu ustach - Oczywiście, że wiem.
O przerywaniu nie myśli nikt, wbrew pozorom nawet Amelia nie jest do tego zdolna - ona po prostu ma wbudowane przycisk alarmowy w głowie, który to włącza się samoczynnie, gdy sprawy zachodzą zbyt daleko.
Gdy znalazła się pod nim, część jej pewności siebie wyparowała, choć nawet najdociekliwszy obserwator nie byłby w stanie wywnioskować jego z jej zachowania, a co dopiero częściowo rozpalony Ślizgon. Jęknęła cicho, gdy jego dłonie zaczęły drażnić niezwykle wrażliwą skórę na jej brzuchu; wsunęła ręce pod ramiona Hewsona, by położyć je na jego barkach i przyciągnąć go bliżej siebie.
No tak, w końcu niedopuszczalne byłoby gdyby Victor musiał sam dokończyć, to co Amy powoli zaczynała - z resztą, to przecież nie pierwsza taka sytuacja, a w tym wypadku doświadczenie robi swoje.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 11 Lut - 15:47

Cóż, rozmowy na temat polityki to chyba nie najlepszy pomysł, czyż nie? Szczególnie, że Victor ma na ten temat bardzo oryginalne poglądy...
On sam zaklęcia niewybaczalne miał opanowane do "perfekcji", o ile tak młoda osoba jak on mogłaby dojść do perfekcji w tej dziedzinie. W każdym razie, faktem było, że były one skuteczne, a to już wystarczająco wiele. Tak jakoś wyszło, że od najmłodszych lat słyszał wiecznie tylko o czarnej magii i jej potędze, a co za tym idzie - sam zechciał jej spróbować, ku uciesze swych rodziców...
Popatrzyła na nią niczym wygłodniały smok na swoją ofiarę i prychnął cicho. Nie musiała mu o tym przypominać. Wcale, a wcale... Porażki nie były jego domenom i wolał nie rozpamiętywać tej z Amelią Golightly. Bo kto to widział, żeby ktoś taki, jak on nie mógł zdobyć zwyczajnej dziewczyny... I istotnym także był fakt, że Amelka nie była jedną z niewielu, ale jedyną, której do tej pory nie udało mu się zdobyć. Bo przecież nie mówimy tu o tych, które chciały zostać zdobyte, a na to nie zasługiwały, czyż nie? Wolał nawet nie myśleć co by było, gdyby kiedyś jakieś szlamie udało się go upić i przelecieć. Fuuj!!!
No, jakby nie było nie na darmo i ona, i on zostali wybrani prefektami swego domu, nie? W końcu oboje uchodzili za wzory do naśladowania, a to, że nieoficjalnie ani trochę się do tego nie nadawali to już inna sprawa. Ważne było, że nauczyciele wierzyli w ich niewinność i nie zamierzali ufać pogłoskom, jakie do nich docierały, jakoby prefekci Slytherinu byli jednymi z najbardziej zdemoralizowanych istot na ziemi...
- A czy ja coś takiego powiedziałem - mruknął.
Tym razem to na jego twarzy pojawiła się wyraźna satysfakcja. Ma to, na co zasłużyła, o! Chciała go sprowokować, sprawić, że poczuje niezdrowe podniecenie, którego wcale nie powinien przy niej czuć, zważywszy, że Amelia nie miała zamiaru mu dać... No po prostu dać. Zaśmiał się bezgłośnie i objął ją mocno. A o Rose lepiej nie rozmawiajmy, bo jeszcze ją tu swoimi myślami ściągniemy. Wtedy to by dopiero wesoło było...
- Jesteś naprawdę genialna, moja droga - stwierdził, uśmiechając się szeroko z wyraźnym, perwersyjnym wręcz podnieceniem na samą myśl o tym, że będzie miał szansę zgnieść jakiegoś szlamowatego robala.
Z wyraźnym zadowoleniem całował jej usta, by po chwili przenieść się na żuchwę, a następnie na szyję i nieco niżej, nie docierając jednak do tych miejsc, które tak bardzo go w tej chwili interesowały. Przy okazji zarejestrował jeszcze ten mało przyjemny fakt, jakim było podniecenie, wzrastające w nim z każdą chwilą. Cóż, wizyta ta raczej za chwilę dobiegnie końca. Chyba, że Amelii się odwidzi, w co nie wierzy już nawet sam Victor.
Odsunął ją lekko od siebie i, nadal uśmiechając się półgębkiem cmoknął ją w usta i usiadł na drugim końcu łóżka, opierając się plecami o jedną z kolumienek i wyciągając z kieszeni swych spodni samotnego skręta. Odpalił go zaklęciem, a potem zaciągnął się mocno. Chwycił porzuconą butelkę, postanawiając na nowo zainteresować się jej zawartością i spojrzał znacząco na Ślizgonkę.
- Jeszcze chwila, skarbie, a będziesz musiała mnie powstrzymywać za pomocą różdżki - wyjaśnił, a jego uśmiech poszerzył się nieco. - Swoją drogą, bardzo jestem ciekaw, jak byś to zrobiła - udał, że zastanawia się nad tym mocno po czym zaśmiał się głośno. - W każdym razie. Myślę, że na mnie powoli nadchodzi czas... - mrugnął do niej porozumiewawczo.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 12 Lut - 20:20

Smok przy swojej ofierze zazwyczaj wcale się nie zachowuje, tylko najzwyczajniej w świecie ją zjada. Victorowi nie został dany ten niewątpliwy przywilej i przy swojej ofierze, chciałoby się użyć określenia dziewicy nietkniętej, musiał się zadowolić tylko smakiem. Amelia nie była jakąś tam podrzędną dziewczyną i doskonale o tym wiedziała. Z resztą, miała do tego powody - po pierwsze jej nienaganne pochodzenie, po drugie wysoka pozycja w szkole, po trzecie pociągająca niedostępność i wreszcie najważniejsze - metamorfomagia. Nie oszukujmy się, mężczyzn to wzrokowcy, mogą się wypierać jak żaba błota czy ryba wody, że liczy się dla nich jedynie wnętrze dziewczyny, a powierzchowność wcale nie gra większej roli - i tak nikt im nie uwierzy. Amy miała nad nimi tą przewagę, że mogła dowolnie zmieniać swój wygląd, dopasować się do ich najskrytszych fantazji... któż byłby w stanie się oprzeć? Jedyna mimo wszystko brzmi lepiej niż jedna z niewielu, a jej taka postać rzeczy zupełnie odpowiadała; gdyby jakimś cudem postanowiła oddać się Victorowi, stałaby się jak każda inna, straciłaby swoją niedostępność. Co się zaś tyczy teoretycznego upicia pana Hewsona i gwałtu na jego osobie przez jakąś szlamę, coś takiego po prostu nie mogłoby się zdarzyć. Na ziemi nie ma tak dużej ilości alkoholu, która mogłaby zmusić go do odbycia stosunku seksualnego ze szlamą, czy choćby dopuszczenia do niego. Dokładnie tak samo było w przypadku panienki Golightly.
Nieoficjalnie, żadne z nich nie powinno nosić błyszczącej odznaki prefekta, przypiętej do szaty. Nawet nie chodziło tu tylko o zdemoralizowanie, ale również o ich stosunek do mugolaków i mieszańców, których oboje szczerze nienawidzili. Czy ich zachowanie mogło być uznane za gorszące? A czy właśnie nie znajdują się na łóżku, w niedwuznacznej pozycji, popijając alkohol i paląc trawę? Ponoć takie zachowanie nie przystoi uczniom!
- Powiedziałeś, żebym nie robiła tego więcej, czy to niejednoznaczne? - zapytała tonem smutnego niewiniątka, trzepocząc długimi rzęsami.
Owszem, chciała. Nie da się zaprzeczyć. Sprawiało jej przyjemność patrzenie na to, jak Victor męczy się w takich sytuacjach, z tą koszmarną świadomością iż nie może jej posiąść, tak jak innych dziewcząt, a można by nawet rzec, iż na swój sposób ją to pociągało.
- Wiem, taki już mój los. Rozumiem, że wchodzisz w to - rzekła z niebywałą jak na siebie skromnością i wtedy przypomniała sobie, że miała poprosić Victora i coś jeszcze - A wiesz co czyni mnie jeszcze bardziej genialną? Zamierzam zorganizować imprezę - oczy zabłyszczały jej niebezpiecznie, a włosy ściemniały do barwy czekoladowej, by po chwili wrócić do twojego poprzedniego odcienia.
Zamruczała rozkosznie, gdy zaczął schodzić ustami niżej i niżej, jednakże kiedy odsunął ją od siebie jęknęła z niezadowoleniem. Nie miała zamiaru pozwolić mu na dużo więcej, ale nie chciała, aby przerywał; jakoś wcale nie obchodziło jej jego rosnące podniecenie i to, że może nie wytrzymać. Była kobietą, jej to najzwyczajniej nie dotyczyło. Westchnęła cicho, po czym poprawiła spódnicę, która po zaistniałej sytuacji podwinęła się zbyt wysoko, czego Victor nie mógł nie zauważyć, po czym sięgnęła po cygaretki Rose i odpaliła jedną z nich.
- Potrafię sobie poradzić i bez niej. Dobrze o tym wiesz, skarbie - odparła, posyłając mu znaczące spojrzenie. Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech - powoli zaczynało kręcić jej się w głowie od tego alkoholu - Rób co chcesz - uśmiechnęła się do niego zalotnie i zabrała mu butelkę, by upić sporego łyka trunku, po czym widząc jego zniecierpliwienie, podała mu ją z powrotem.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Wto 16 Lut - 18:08

Już pomijając smoki i te inne potwory, którymi Victor tak naprawdę wcale nie był. Bo to, że niejednokrotnie młodsi uczniowie potworem go nazywali nie znaczyło, że naprawdę nim był (chociaż, kto go tam wie...).
Tak, to prawda - w tej kwestii miała przewagę, ale jemu to jakoś niespecjalnie przeszkadzało. Zresztą, przyglądanie się, jak denerwuje szanownego profesora Snape'a właśnie tą swoją metamorfomagią wcale nie było dlań aż tak bardzo interesujące. Zresztą zupełnie to nie jest istotne...
O ich prefekturze także nie ma sensu rozwodzić się nazbyt długo. Każdy normalny obywatel Hogwartu wiedział, że tak naprawdę nie mają ani jednej cechy, która mogłaby wskazywać na to, że nadają się na to stanowisko. A nie nadawali się, taka prawda.
- Nie - uciął, zaciskając zęby. - Zresztą, nie ważne - mruknął tylko.
Chłopak odchrząknął cicho i przez chwilę przyglądał się sufitowi tak, jak gdyby było na nim coś nad zwyczaj interesującego.
- Oczywiście, że wchodzę - przewrócił wymownie oczami. - Impreza? - ożywił się natychmiast.
Już tak dawno w Slytherinie nie było żadnej imprezy, godnej miana balangi Ślizgonów, więc jego zainteresowanie graniczyło z możliwościami normalnego człowieka. A jeśli Amelia zamierzała coś zorganizować to bez wątpienia będzie to niesamowitym wydarzeniem!
- Jak będziesz potrzebowała mojej pomocy to wiesz gdzie mnie szukać - puścił jej porozumiewawcze oczko i podniósł się powoli z łóżka.
- Wiem - rzekł jeszcze, pochylając się nad nią i całując namiętnie. - Zawsze robię - dodał, zabierając po drodze cały alkohol i szczerząc do niej swoje śliczne ząbki. - Do zobaczenia, skarbie - pocałował ją namiętnie, a potem opuścił pokój.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 16 Lut - 20:48

Denerwowanie profesora Snape'a podczas lekcji i tym samym unikanie szlabanów był zabawne, ale chyba tylko dla niej. Nie potrzebowała jego sympatii, w końcu jej wuj jest nauczycielem i krycie swoich niejednokrotnie niecnych występków miała zapewnione. Nie musiała się o nie prosić. A to, że Severus udzielał jej korepetycji z eliksirów i czarnej magii w pierwszej klasie, to już przemilczmy - niektóre informacje powinny zostać zatajone.
Proszę mówić o sobie, Amelka była idealną kandydatką na prefekta! Może nie wskazywało na to jej zachowanie, ale chęć posiadania jak największej władzy... nie, na to stanowisko nie było lepszej kandydatki, niż ona. Z całą pewnością.
- Nie gniewaj się na mnie, Vic - westchnęła słodko, trzepocząc rzęsami, choć nieodłączny fałsz w jej głosie był prawie doskonale wyczuwalny. Nie, żeby zależało jej na tym, czy obrazi się, czy nie, ale mimo wszystko, wolała mieć go po swojej stronie - z resztą, oboje byli osobami, w których nie chciało się mieć wroga.
- Wiem i spodziewaj się mnie tam w najbliższym czasie - posłała mu zalotne spojrzenie spod przymrużonych powiek, po czym ułożyła się wygodniej na łóżku Roselyn i zaciągnęła się jej cygaretką. Impreza będzie wspaniałym wydarzeniem, jak tylko Amelii zachce się ruszyć swoje zgrabne cztery litery i ją zorganizować - jest Amy jest impreza.
- Nie zawsze - zaśmiała się lekceważąco, po czym machnęła różdżką, a kilka butelek przyleciało prosto do jej rączek - przecież nie da mu zabrać całego alkoholu, nie ma tak dobrze panie Hewson - Do zobaczenia - westchnęła.
Nie, ona nie miała zamiaru opuszczać dormitorium, przecież była u siebie. Poczeka sobie na Hepburn popijając alkohol, a potem opowie jej o zaistniałej sytuacji... pomijając kilka istotnych szczegółów, w większości dotyczących Victora.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 0:23

Piątkowe wieczory miały to do siebie, że przewidywały, iż duża część nastolatków wypije coś bądź sobie przyćpa, czemu nie! Marley nie była w tym momencie jakimś specjalnym wyjątkiem, bo - haha - wpadła na trochę do Rosiera, gdzie był też Wilkes i Nott no i spoko było. W efekcie tego jeden z nich musiał jej odrobinę pomagać przy teleportacji do Hogs, a potem nawet odprowadził kawałek (yooooo!), w sumie aż pod samą bramę Hogwartu, ale luz.
Teraz Bobik sobie nasz kochany, lekko tak pijany raczej, leżał na łóżku w dormitorium, bo nie chciało się jej myć, horrible.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 0:37

Na dzień dzisiejszy nie należy mówić przy Amelii o piciu, gdyż przez najbliższe osiem miesięcy, jeśli nie dłużej ze względu na dobro swojego dziecka nie powinna tego robić. Bycie szesnastoletnią matką to ista katorga, a humor Golightly przezywające sinusoidalne wzloty i upadki, w zależności jak daleko był jej narzeczony, sprawiał, że w każdej chwili miała różne zdania dotyczące swojej przyszłości.
Świeża, pachnąca, choć wcale nie gotowa do spania - bo jeszcze błogo rozanielona - wracała sobie właśnie z łazienki prefektów, w której, ku zaskoczeniu wszystkich, była z Victorem.
- A tu znowu tłok - wywróciła oczami, widząc, że tylko Bobik był obecny.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 0:42

Oooooch Bob Marley a może i Nesta stanowczo nie wyobrażał sobie w wieku swych siedemnastu (albo szesnastu, nie pamiętam ile ma lat) nie pić, nie palić ani nie ćpać. No bez przesady, z życia trzeba coś brać, więc dlaczego by się teraz ograniczać?
No dobra, ona była świeża, pachnąca i gotowa do spania - fioletowy łeb jebał piwskiem i fajkami na kilometr, do tego był w ciuchach, nie super fajnej piżamce (na którą składała się fioletowa, za duża koszulka i jakieś tam bokserki). Kto tu miał gorzej, szczególnie jeśli bania nie mijała?
- Niech nie wracająąą - jęknęła, przewracając się z pleców na brzuch, by widzieć Amelię. Przy okazji jebnęła się zdrowo w głowę, za którą to też się zaraz złapała, rzucając jakieś: - Ałć.
Yo.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 0:50

Wychodzi na to, że były sobie przeciwieństwami. Melka zazwyczaj spała w eleganckich, choć krótkich koszulkach nocnych, jak na panienkę z dobrego domu przystało, a koszulki, które ukradła Victorowi przywdziewała jedynie, gdy była wybitnie zmęczona i chciała po prostu wygodnie się wyspać. Czyli rzadko.
- Pewnie mają ciekawsze zajęcia - wywróciła oczami, siadając na łóżku i spoglądając na Marley, wyglądającą prawie jak siedem nieszczęść. Pijanych siedem nieszczęść - Śmierdzisz piwem - zauważyła, dochodząc do wniosku, że sama by się napiła. Głupia ciąża i tyle, nic jej nie wolno! A przez ten zapach fajek, zachciało jej się palić.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 0:55

W swojej garderobie Marley nie miała żadnych eleganckich ciuchów, serio. Wszystko było przeraźliwie kolorowe i, przede wszystkim, wygodne. Nie było mowy o żadnych szpilkach (tylko trampki) czy generalnie czymś, co wcale by jej nie pasowało! A że najlepiej spało się w czymś, co było dużo za luźne, no to po co wybrzydzać?
- Mają życie! - zauważyła spostrzegawczo, doskonale parodiując zaskoczenie. - A to my siedzimy w piątkowy wieczór same w dormitorium! O kurwa, ale z nas cioty - podsumowała, przykładając dłoń do czoła. Oczywiście, mówiła to wszystko w żartach - Amelia musiała zdawać sobie sprawę z tego, że Marley niedawno wróciła, podobnie jak sam Bob był świadkiem powrotu pani prefekt.
Bez przesady, Budowniczy nie wyglądał jak siedem nieszczęść. Po prostu nie był świeżutki po kąpieli, bo się jeszcze nie mył, tyle.
- Nooo - potwierdziła, zginając nogi w kolanach i wymachując nimi, cały czas jednak leżała na brzuchu. - Chyba się trochę najebałam - przyznała, niepotrzebnie, bo było widać.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 1:06

Szafa Amelii po pierwsze, nie posiadała granic, po drugie pełna była właśnie eleganckich i dziewczęcych ubrań, a szpilki stanowiły jej drugie, ulubione buty. Zaraz po wygodnych balerinach. Melka przywiązywała ogromną wagę do swojego wyglądu, a to, że w każdej chwili mogła go dowolnie modyfikować działało jedynie na jej korzyść.
- Raczej znowu zabawiają się z Krukonami - skrzywiła się pokazowo i oparła się o górę poduszek, leżących na jej łóżku. Ziewnęła, kładąc dłonie na brzuchu - coś ostatnio bardzo często miała taki odruch, czyżby ku zaskoczeniu wszystkich miała instynkt macierzyński?
- Widać - skwitowała


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 1:12

Dobra, Marley była chłopcem, na co wskazywało nawet samo imię. Okej, nie dosłownie - no ale pośród jej znajomych większość była mężczyznami i dogadywała się z nimi zadziwiająco dobrze! Nie było mowy o kobiecych ubraniach i choć widok Boba w spódniczce nie był aż taki super dziwny, to nie nosiła ich często. Zresztą, z zasady ubierała się w to, co wyciągnęła z szafy - tym sposobem miała dziś na sobie wąskie, ciemnozielone spodnie w szerokie, pionowe pasy, oczywiście fioletowe trampki i tego samego koloru podkoszulek. Grunt to wygoda.
- A niech się ruchają z kim chcą - pokazała, jak bardzo jej to zwisa, z kim umawia się Roselyn. Nie była jakąś jej przyjaciółką, ot, współlokatorką, więc nie zamierzała się tym zbytnio przejmować.
Przeturlała się po łóżku aż do szafki, z której wyciągnęła papierosy. Odpaliła jednego, leżąc na plecach i gapiąc się w sufit. Dopiero potem odchyliła głowę i, patrząc na Amelię do góry nogami, rzuciła:
- Chcesz?
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 20:05

A z Melą sprawy przedstawiały się zupełnie odmiennie - towarzystwa dotrzymywały jej dwórki oraz przyjaciele w liczbie cztery: Marley, Neil, Roselyn i Victor, natomiast faceci w sporej większości wzdychali do niej po kątach, dybali na jej "cnotę" i zapewne wykonywali robótki ręczne myśląc o niej. Istny koszmar. Garderoba Golightly granic nie ma, dlatego też nie widzę sensu opisywania, co tak właściwie się na nią składa.
- Słyszałam, że ruchali się na twoim łóżku - mruknęła z przekąsem. Oczywiście, że nie mówiła serio. Zwyczajnie nie mogła się od tego powstrzymać i tyle.
Papierosy - za jakie grzechy Marley jej to robi? Od kilku dni Amelię dręczył głód nikotynowy, jednakże silne postanowienie dotyczące nie palenia w czasie ciąży na razie powstrzymywały ją od sięgnięcia po fajkę. I chociaż aż ją skręcało, to przynajmniej nie była wodzona na pokuszenie kimś, kto palił przy niej. Bo Victor postanowił nie robić tego przy niej i była mu niezmiernie wdzięczna.
- Rzucam - oznajmiła hardo i podeszła do okna, otwierając je na oścież, żeby tylko nie czuć tego dymu - Musisz przy mnie palić? - jęknęła, obserwują fioletowy łeb kątem oka.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 23:11

Nie, raczej nie było nikogo, kto do niej wzdychał po kątach - albo po prostu nie zauważyła. Jako osoba dość bezpośrednia, nie miała aż tak dużo świetnych znajomych, spora grupa osób wcale jej nie lubiła, ale myślicie, że się tym przejmowała? Błąd! Ale kiedy już ktoś był w porządku, to Marley nie widziała przeszkód, by go nie lubić! Dlatego też z tymi przeklętymi ludźmi, którzy Hogwart już opuścili, kiedy dogadywała się dobrze, nic jej to nie przeszkadzało.
- Słyszałam, że szmaty tu wstępu nie mają - odparła, nad wyraz spokojnie, jak na kogoś, kto miałby przed oczami wizję jebiących się na jego łóżku nastolatków. Nie, jakoś nie wierzyła Amelii, poza tym...
Marley nic o tym nie wiedziała, poza tym i tak nie była osobą na tyle gotową do poświęceń (prawdę mówiąc w ogóle gotową) by samej nie palić, dlatego że komuś to przeszkadzało. Trzeba ćwiczyć silną wolę, si?
- Taa, ja też - mruknęła do swojej fajki, ale po chwili widząc, że Amelia mówiła poważnie, dodała: - Po chuj? Nie dasz rady.
Ehe. Swoją drogą, skąd u Ślizgonów w dormitorium okno?
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 23:23

Cóż, Melka nie miała nic do Marley. Może jedynie tego papierosa, którego paliła, doprowadzając ją tym samej do szewskiej pasji.
- Bo nie mają - wywróciła oczami, ziewając przeciągle.
Cóż, w takim razie prędzej czy później Melka w afekcie czymś w nią rzuci, najpewniej butem. Bo zwyczajnie złość weźmie górę.
- Nie mam, kurwa, wyboru - mruknęła z przekąsem - Wychodzę za mąż - dodała trochę ciszej, wpatrując się w pierścionek na swoim palcu. Na jej kolana wskoczył ostatnio zaniedbany Przecinek, aktualnie domagający się głaskania. I całe szczęście, bo mogła odwrócić swoją uwagę od palącej Marley.
Zawsze było.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 23:34

Niech się przyzwyczaja - Marlej nie była lojalną przyjaciółką, która była spoko. Ślizgonka, co poradzisz.
Skoro nie miały wstępu to Joel zwyczajnie nie miał jak tu wejść, sprawa prosta, czy było o czym gadać? No właśnie.
Dostać szpilką - to straszne! Bob chyba zaraz wyrzuci tę fajkę.
- Ale co to ma do twojego rzucania? - spytał Budowniczy, och, jejku, no ale dobra, nie przesadzajmy. Ta wieść była straszna. Na tyle straszna, że Marley podniosła się do
siadu tureckiego na swoim łóżku. - Jak to, kurwa, wychodzisz za mąż?
No w sumie, nie wpadłabym na to, myślałam, że ktoś je wyczarował.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 22 Maj - 23:42

Lojalne przyjaciółki są dla Gryfiaków, Amelia zadowalała się i taką Marley i Roselyn, która chyba zapadła się pod ziemię. Albo jej Krukon zatłukł ją w afekcie.
- Ciążę - mruknęła. A jeśli Marley nie usłyszała, tym lepiej dla niej; mimo, że Gothens znajdowała się na liście osób, które w jej mniemaniu powinny zostać poinformowane, to jej zwyczajowa bezpośredniość w tej chwili nie była zbytnio pożądana - bo ponoć leżącego się nie kopie. A Melkę nie długo będzie kopać coś innego, haha - Za dwa tygodnie wychodzę za mąż, jesteś zaproszona.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Sob 22 Maj - 23:50

Lojalność w ogóle była cechą, której u Ślizgonów można było szukać ze świecą w ręku - Marley musiała się do tego przyzwyczaić przez tych podłych znajomych, którzy śmiali się z jej własnej osoby. No ale jak z czymś nie możesz walczyć, to coś tam. To coś tam robiła.
Na jej nieszczęście, usłyszała. Papieros w jej ustach chwilowo zamarł, kiedy wpatrywała się w Amelię. I mimowolnie otworzyła szczękę i wszystko byłoby tak klimatycznie, gdyby nie to, że fajka wypadła, a Bob się poparzył.
- Aaa! - wrzasnęła, podskakując na łóżku. Zgniotła szybko fajkę (która i tak się powoli kończyła), żeby przypadkiem nie podpalić sobie pościeli, co w jej przypadku było możliwe. Dopiero wtedy, skonsternowana, powiedziała wyraźne, głośno i powoli: - Jaką, kurwa, ciążę?
Przez jej myśli przelatywało bardzo dużo dziwnych obrazów, kiedy stała tak zszokowana za Amelią. Sprawę ślubu pozostawi na później, teraz to nie było ważne.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 23 Maj - 0:17

Lojalność to cecha, której teoretycznie nie uświadczy się u Ślizgonów. Bo w chwili obecnej, większość z nich stała za sobą murem, jednocząc się przeciwko pozostałym trzem domom. Wojna niby się skończyła, ale główne pole bitwy nadal ma miejsce w Hogwarcie.
- Uważaj trochę - wywróciła oczami, drapiąc kota za uszami. Rozumiała, że to zapewne wiadomość roku, której nic nie przebije - bo przecież wszyscy wiedzą, że Melka jest zatwardziałą dziewicą i prędzej nastąpi koniec świata, niż ona rozłoży przed kimś nogi - ale samookaleczenie zupełnie nie było potrzebne - Moją ciążę - sprecyzowała - Czwarty tydzień, efekt jebania gumek. Czy to wystarczy?


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Marley Gothens on Nie 23 Maj - 0:25

Nie stała murem za wszystkimi Ślizgonami, bo części z nich nie lubiła. Zasady zasadami, krew to krew i tak dalej, ale nie była miła dla tych, którzy nie byli tego godni. Phi.
Słysząc taką nowinę, Marlejowa osoba była zaskoczona i to strasznie. Żadna tu gadka o tym, że bla i ble, no zdziwiło się dziewczę. I w sumie nie chodziło tu o jakieś tam jebanie się z Hewsonem (o co też Amelii nie podejrzewała, ale to sprawa drugorzędna), ale...
- Weź. To. Usuń - wycedziła przez zaciśnięte zęby, no bo czy Amelia jest nienormalna, żeby chcieć zostać matką?! - Mam owutemy, nie chcę tu dziecka.
No bo sorry.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.forumotion.com/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach