Pokój nr 1 - VII klasa

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 20 Sty - 23:53

Bez wątpienia dałoby się zgromadzić tylu ludzi z zaburzeniami psychicznymi w jedynym miejscu, choć nie przypadkowo - zapraszamy do najbliższego więzienia. W Hogwarcie byłoby to czyście niemożliwe, zważywszy na stereotypy, które teraz zdawały się go zalewać - Gryfoni to ci odważni, bo jeszcze nie dawno do tego domu uczęszczali Potterowie i inni członkowie Zakonu Feniksa, Krukoni nie wyściubiali nosa znad książek, Puchoni uznawani są za prawych i prawdomównych, a całe zło świata spada na Ślizgonów. Przykre, szczególnie, że oni mają na tyle godności, by nie wyprowadzać innych z błędu.
Przywrócenie starego ładu było dodatkowo utrudnione przez nieudolne rządy Knota - jak na to nie patrzeć jego metoda prób i błędów wcale nie pomagała ludziom w oswojeniu się z zaistniałą sytuacją. Za dużo ludzi zginęło, za dużo zostało sterroryzowanych, a ciągłe przesłuchania prowadzone przez Ministerstwo... znacznie szkodziły.
- Zacznie drugą turę - zaśmiała się wesoło, drapiąc swojego pupila za uszami. Inne gatunki mógłby co najwyżej zjadać, ale to niestety mamy już za sobą.
Ułożyła się wygodnie obok przyjaciółki, wbiła wzrok w sklepienie łóżka i wydęła usta w lekceważącym wyrazie.
- W zamian może dostać wejście na imprezę i sporą część skombinowanego przez siebie alkoholu, nic więcej mu nie zapewnię - odpowiedziała spokojnie. A trzeba nadmienić, że wszyscy wiedzieli, czego zazwyczaj chce Hewson i dlaczego tak często nie pojawia się na lekcjach. A fe!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Czw 21 Sty - 1:11

Ano właśnie, przypadkowo nie udałoby się zebrać tylu szaleńców w jednym miejscu. Takie zjawiska miałby miejsca tylko w zakładach zamkniętych jak więzienia czy szpitale psychiatryczne. W szkole, owszem, zdarzało się kilka świrów, ale przeważnie byli nieszkodliwi a chęć mordu przechodziła im wraz z młodzieńczym buntem. Cóż, wyjątkiem od tej reguły między innymi był Voldemort.
Bo ja wiem czy Krukoni nie wyściubiali tak tych swoich nosów znad książek? Joel nie sprawiał takiego wrażenia. Nie był chuderlawym kujonem, właściwie to był bardzo dobrze zbudowany. I silny, o czym mogła się przekonać jakiś czas temu.
Cóż, zawsze musiał znaleźć się jakiś kozioł ofiarny i paradoksalnie, byli nimi Ślizgoni, którzy zdawali się kpić sobie z obaw innych co do rzekomych śmierciożerców w szeregach zielonych. Mimo iż to oni siali strach w szkole i powszechnie uważało się, że Ślizgoni gnębią wszystkich, przykra prawda była taka, że oni tylko odpierali ataki pozostałych uczniów. Swoista nagonka na Ślizgonów, to przykre.
- Ja mam dosyć rudych kotów. Gdziekolwiek nie spojrzę tam widzę potomków Przecinka. Wystarczy już, on jest gorszy niż króliki! - wykastrować! Co z tego, że jeszcze jakiś czas temu była wielką obrończynią praw zwierząt, teraz było teraz.
- W takim razie załatw mu jeszcze taką, która by się nim na tej imprezie zajęła. Wiesz, że inaczej go ciężko przekonać. - zauważyła, układając się w podobnej pozie co przyjaciółka i również wbijając wzrok w baldachim nad łóżkiem.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 21 Sty - 23:54

Świrów w Hogwarcie było coraz więcej i chociaż teoretycznie nikomu nie szkodzili, to zabierali Amelce cenny wolny czas, gdyż musiała ich usadzić na właściwym miejscu. Chęć mordu wypływająca z nich była raczej młodzieńczym wybrykiem, niż czymś, czego można się bać - choć poczucie bezpieczeństwa zostało mocno zachwiane po zakończeniu wojny i co tu ukrywać, nawet głupie żarty mogły zostać źle odebrane, a żartowniś gnić do końca życia za kratami Azkabanu. Myślę, że Voldemorta nie powinno wkładać się do tej samej grupy, w jego wypadku wszystkie normy przestają obowiązywać.
Joel to, Joel tamto - Krukoni to nie tylko jeden Joel, nie ma co uogólniać; stereotypy to coś innego, z resztą nie można zaprzeczyć iż bibliotekę wypełniają w większości niebiescy, prawda? To, że są wyjątki, potwierdza jedynie regułę.
Nie ma się co dziwić, że przy tak napiętej atmosferze, panującej w szkole istniała marna szansa na asymilację Ślizgonów z pozostałą częścią uczniów; no i oczywiście, nikt nie mówił, że oni tego chcą. Było im dobrze w swoim gronie, a większość nawet nie czuła potrzeby wyściubiana nosa po za własne grono, Amelka na przykład. Pozornie miła i przyjazna dla wszystkich, a jednak otaczała się swoim własnym, zamkniętym gronem.
- Przecinka będziesz musiała jakoś znieść - ucięła, spokojnie, drapiąc kocurka za uszami - A o potomstwo się nie prosił i nie można jednoznacznie stwierdzić, że to wszytko jego. Dobrze, że w szkole nie ma zbyt wielu fretek, gdyż z powodu Angusa zostalibyśmy nimi zalani i rude koty przestałyby się rzucać w oczy.
Wypraszamy sobie, Przecinek miał specjalne prawa i kastracji nie ulegnie. Nigdy, przenigdy!
- Zdaję sobie z tego sprawę, może kogoś znajdę. Może. - westchnęła. Znaleźć uda się na pewno, ale pytanie, czy Hewson się tym kimś zadowoli.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pią 22 Sty - 21:45

Szaleńcy w szkole to przede wszystkim byli nastolatkowie z typowymi młodzieńczymi problemami; całkowicie niegroźni a jedynie mający problemy z zaakceptowaniem siebie czy innymi nastoletnimi problemami. Nie wiem, ja takowych a b s o l u t n i e nie posiadam.
Co do Voldemorta, nie przesadzajmy i nie stawiajmy go na piedestale tylko dlatego, że prawie mu się udało osiągnąć zamierzony cel. Tworząc portret psychologiczny seryjnego mordercy bierze się pod uwagę dzieciństwo, bo to w głównej mierze ma wpływ na późniejsze ukształtowanie charakteru, więc zastanówmy się nad dzieciństwem Lorda. Wychował się w sierocińcu bez ojca i matki, którzy mogliby mu zapewnić podstawy moralne, wsparcie i miłość. Do tego dzieci go nie lubiły i bały się go, ponieważ był inny od nich (a chyba każdy wie jak dzieci potrafią być okrutne), plus zwróćmy uwagę na fakt, że początkowo sam musiał siebie nienawidzić, ponieważ również nie wiedział co się z nim dzieje. Później, kiedy zostało mu to wyjaśnione, począł wykorzystywać swoją przewagę nad mugolami w celu ich zagłady - bo zwróćmy uwagę, że nienawidził mugoli i szlamy czyli tych, których winił za swój nieszczęśliwy los. Dodajmy do tego kiełkujące w nim pragnienie władzy (również rozwinięte w sierocińcu, gdzie wszystko było wspólne i gdzie toczyła się nieustanna walka o to, co najlepsze), fascynację nieznanym światem, przekonanie, że jest sprytniejszy od wszystkich i voila - portret typowego psychicznie chorego mordercy gotowy. Tom nie urodził się zły, złym stał się, słuchając swojego Demona za każdym razem, gdy przydarzyło mu się coś przykrego. W końcu wewnętrzną walkę przegrał jego Anioł i zło zasiedliło się na dobre w sercu Voldemorta.
Jasne, może i Joel był wyjątkiem od reguły - ale za to jakim przystojnym wyjątkiem! Rose co prawda by się do tego nie przyznała, ale od spotkania na moście chłopak siedział jej w głowie. Siedział i nie miał zamiaru wyjść. I Amelia nie powinna się o tym dowiedzieć.
Wyżej wspomnianej może i nie przeszkadzało dosyć wąskie grono przyjaciół ale Roselyn wciąż miała ochotę poznawać nowych ludzi. Fakt, lubiła zielonych przyjaciół i w ich towarzystwie czuła się najlepiej, ale nie miała nic przeciwko niebieskim. O dwóch pozostałych domach nie myślała, grzecznie liczyła się ze stereotypami i nie lubiła Gryfonów a Puchonami pomiatała.
- Jedyną antykoncepcją obok kastracji tego rudego paskudztwa jest trzymanie go w klatce a nie puszczanie nocą po zamku. Koty, jak inne zwierzęta, pieprzą się w jednym celu w przeciwieństwie do nas, mają się rozmnażać. Myślę, że Przecinek jest dumny z każdego potomka ale do diaska, ile ich można mieć! - Rosie wzburzyła się, przewracając co i rusz oczyma w pogardzie. - A Angus jest trzymany pod moją nieobecność w klatce, wypuszczam go tylko w moim towarzystwie i kiedy idzie ze mną na spacer, nie miałby okazji zapłonić żadnej innej fretki, jeśli takowa się w szkole znajdzie.
A kiedy już emocje opadły, Roselyn uśmiechnęła się mefistofelicznie i uważnie przyjrzała się przyjaciółce. O tak, ona wiedziała czego chce Hewson. Jednocześnie pewne było, że w życiu tego nie dostanie, Amelka była zbyt naiwna jeśli chodziło o stosunki damsko-męskie i wierzyła w miłość. - Ja wiem, kogo Hewson by chciał, ale tego kogoś nie namówisz choćby Sama-Wiesz-Kto trzymał wycelowaną w nią różdżkę - zaczęła zagadkowo, wpatrując się w baldachim ze złośliwym uśmiechem.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 22 Sty - 22:25

Można to nazywać młodzieńczymi problemami, związanymi z akceptacją samych siebie, czy Merlin wie, czego jeszcze, ale niektórzy z nich zapewne naprawdę uważali, że takie zachowanie jest dobre. Nawet po wojnie nie trudno byłoby znaleźć nastolatka, który popierał działania Voldemorta: pozbywał się szlam i mugoli, a ponadto posiadał władzę i potęgę. Ignorancja i nieświadomość mogą z czasem prowadzić do tragedii, a o tym czarodzieje przekonali się na własnej skórze, jeszcze całkiem nie dawno. Nie uważam, aby było to stawianie Voldemorta na piedestale, ten czarnoksiężnik zasiał w ludzkich sercach ziarna przerażenia i strachu, które wrosły nich do tego stopnia, że nawet teraz, kiedy ogłoszono jego upadek, boją się, że tak naprawdę to jeszcze nie koniec.
Owszem, nikt nie rodzi się zły, ale też nie każdy, kogo życie potraktowało okrutnie, staje się zły. Czarny Pan miał trudne dzieciństwo, nie da się zaprzeczyć i na pewno w jakiś sposób wpłynęło to na pryzmat, przez jaki postrzegał świat i częściowo na jego zachowanie, jednakże nie można definitywnie stwierdzić, że to właśnie ono stało się decydującym czynnikiem. Wielu ludzi ma ciężko, ale nie wszyscy kończą tak jak Riddle - to wszystko kwestia charakteru, który owszem, jest kształtowany przez doświadczenia życiowe, ale nie tylko. I o tym nie należy zapominać.
Zdecydowanie lepiej, aby nie informowała o tym przyjaciółki, gdyż ta jest skłonna nawet uwierzyć, iż Rosie postradała zmysły, albo ktoś wmusił w nią jakiś okropny eliksir miłosny. Amelia nie mogłaby nawet stwierdzić, czy chłopak jest przystojnym wyjątkiem, czy też nie, gdyż najzwyczajniej w świecie nie wiedziała o co chodzi. To, że wszyscy znali ją, nie oznaczało, że ona musi znać wszystkich, prawda? O ile Hepburn sprawiało to przyjemność, Golightly poznawała nowych ludzi li i wyłącznie przez grzeczność; taka już jej natura i nikt nic na to nie poradzi. Tylko czy aby na pewno?
- Nie wiem, co się tak irytuje. Mnie to nie przeszkadza, Przecinkowi też nie i nie sądzę, by przeszkadzało większości kotek w Hogwarcie, które same do niego lgną, nawet nie wiem czemu - westchnęła lekceważąco, zupełnie nie przejmując się pogardą przyjaciółki - W takim razie, odbierasz mu sporo przyjemności i jeszcze trochę, a zacznę mu współczuć. Powinnaś czasem wyluzować, Rose.
Nie da się zaprzeczyć, że tak właśnie było; naiwność w stosunkach damsko-męskich kilkakrotnie powstrzymała ją od pójścia na całość w wielu dość perwersyjnych jak na żelazną dziewicę sytuacjach. W miłość wierzyła, ale czy to coś złego? Nie sądzę, szczególnie, że zapewne nigdy nie znajdzie się pan wystarczająco dobry, by móc rozgrzać jej zlodowaciałe serduszko.
- Nie patrz tak na mnie - odparła, choć uśmiechała się wesoło - I jeśli myślisz o sobie, to twoja próżność weszła na nowy etap. Po za tym, dobrze wiesz, że nawet bym ci tego nie zaproponowała.
Bo to prawda, tyle panien w szkole było chętnych, aby Hewson się nimi zabawił, że znalezienie przynęty wcale nie stanowiło problemu.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pią 22 Sty - 23:01

Ale uważali, że tępienie szlam i mugoli czy inne potępiane przez ogół społeczeństwa zachowanie jest słuszne, ponieważ w większości wychowali się w środowisku, które nie obeszło się z nimi delikatnie a nie posiadali nikogo, kto mógłby pokazać im, że można żyć inaczej, lepiej. Naprawdę nieliczny odsetek to byli ci, którzy świadomie czynili zło. W większości byli to ludzie uważający, że to właśnie ich czyny są słuszne i działają w dobrym celu. Niech będzie, Voldemort świadomie był zły, ale wpływ na to miało nieszczęśliwe dzieciństwo i od wielu, wielu lat kiełkująca w nim chęć zemsty.
Poza tym nie powiedziałam, że to tylko wina dzieciństwa, że Voldemort i inni szaleńcy byli tacy, jacy byli. Choroby psychiczne mogli również dziedziczyć wraz z genami. I wspomniałam, że to również zasługa charakteru, że stali się tym, kim się stali. Dlatego też wspomniałam o walce Dobra ze Złem wewnątrz człowieka. To, która strona wygra, zależało od tego, czy był skłonny do popełniania przestępstw czy też nie. Bo przecież nawet osoba nienawidząca całego świata mogła nie potrafić zabić.
- Przecinkowi to nie przeszkadza, bo to on zalicza wszystkie kocące się kotki. Ciekawa jestem tylko kiedy zaczną się skargi do dyrektora na zbyt duże ilości małych kociąt pochodzących od jednego członka i kiedy odbiorą ci prefekta za nieumiejętność dopilnowania własnego pupila. - sama nie wiedziała, czemu była taka nieprzyjemna. Zresztą nie miała zamiaru tego roztrząsać, może później. Kiedyś tam. - Odbieram Angusowi sporo przyjemności? Zabawne, ale akurat nie spodziewałam się, że wiesz coś o właśnie takiej przyjemności. Właściwie, skoro już o tym wspomniałaś, to wygląda to tak, jakbyś pozwalała Przecinkowi na zapładnianie wszystkich okolicznych kotek żeby zrekompensować sobie własną wstrzemięźliwość. Czemu zatem nie prześpisz się z najlepszym w tej dziedzinie facetem po to żeby zaspokoić swoje żądze, skoro to taka przyjemność, jak to określiłaś? - tak, tak, gadki o naiwnej miłości już Rosie słyszała. Problem polegał na tym, że ona w miłość nie wierzyła a swoje zachcianki spełniania w momencie, kiedy tylko je poczuła. Żelazna dziewica? O ludu, nawet ja nie byłabym aż tak wredna żeby tak Amelię nazwać. W każdym razie nie na głos. - O sobie? - Rosie zmarszczyła brwi i prychnęła pogardliwie. - Hewsona zaliczyłam już dawno temu, ja mówiłam o tobie! To on ciebie chce! - zawołała, przekręcając się ba brzuch, wpierając na łokciach i szczerząc jak głupia do przyjaciółki.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 22 Sty - 23:54

Co racja, to racja. Nie przegadujmy się już dłużej, szczególnie, iż w większości, jeśli nie wszystkich wypadkach jest to głównie kwestia osobista, zależąca od charakteru. Wewnętrzna walka dobra i zła w człowieku, to temat zbyt patetyczny aby ot tak o nim rozmawiać. Nie lubimy filozofować oj nie, a to niestety pod takie podpada; zdarza się, że zło wygrywa, przecież równowaga musi być zachowana na świecie. Szkoda tylko, że po wszystkich działaniach Voldemorta, doświadczenia życiowe najprawdopodobniej zmienią sposób postrzegania świata przez społeczeństwo; kiełkująca w nim chęć zemsty wywołała kiełkujący w ludziach lęk i aż strach pomyśleć, co może wydarzyć się w przyszłości.
Amelia przekręciła się na bok, podparła głowę dłonią i posłała Rose karcące spojrzenie; nie wiedziała co ją ugryzło i chyba nie chciała wiedzieć, miała nadzieję, że to nie ten Joel, a jej przyjaciółka nagle nie zmieni swojego światopoglądu o sto osiemdziesiąt stopni. Różne rzeczy się zdarzają, a Amy, jako przyszły władca świata musiała sumiennie rozważyć wszystkie możliwości.
- Jeśli odbiorą mi prefekta, to ty stracisz dojście do łazienki prefektów, więc nie kracz już tyle - prychnęła lekceważąco - Pozwalam Przecinkowi na zapładnianie wszystkich okolicznych kotek, bo nie widzę sensu w zamykaniu go w klatce, a małe kociątka z całą pewnością mi nie przeszkadzają. Moja wstrzemięźliwość, która nawet nie istnieje, nie ma tu nic do rzeczy - sprostowała całkiem spokojnie - Nie prześpię się, bo nie jestem przystankiem po drodze tylko celem podróży. I dlaczego tak frustruje cię moje dziewictwo? Coś cię ugryzło? Może ten cały Joel? A może właśnie nie ugryzł, choć powinien. - mruknęła złośliwie.
Dlatego właśnie nikt Amelii na głos tak nie nazywa, choć wielu nie raz o tym myślało. Nie była pruderyjna, a wręcz przeciwnie i jakim cudem nadal udało się jej uchować dziewictwo... stanowiło zagadkę.
- Fuj - Chyba wolałaby o tym nie wiedzieć - Chcieć mnie to sobie może, ale na tym się skończy. - odpowiedziała, krzywiąc się nie znacznie. I wcale nie chodziło o to, że nie próbowała - bo próbowała, jakieś trzy, cztery razy, nie liczyła. I w krytycznym momencie zawsze wychodziła z pokoju, zostawiając chłopaka samego ze sobą. Ale o tym Rosie nie musiała wiedzieć.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sob 23 Sty - 1:33

Ja lubię filozofować. Zwłaszcza jak się zbakam albo jak jestem bezpośrednio po przeczytaniu książki w której niemalże non stop prowadzone są takie debaty na tematy filozoficzne. Gorzej, że jak mój tatuś twierdzi jestem płytką, głupiutką i cyniczną dziewczynką. A jeszcze gorzej, że chyba ma rację, bo w połowie dialogu filozoficznego zaczyna mi brakować argumentów/słów/pomysłów. Och.
Strach obecny w człowieku jest bez chwili przerwy a w momentach takich jak wojna, czy coś, co jest powodem lęku, objawia się wyraźnie. Później, kiedy znowuż jest dobrze, strach powoli chowa się i przygasa, ale nigdy nie znika. Zawsze tkwi gdzieś z tyłu, gotowy w każdej chwili gotów się ujawnić. Tak samo będzie teraz, Voldemort rozbudził lęk czarodziejów ale teraz, kiedy go nie ma, ten strach zacznie blednąć a ludzie w końcu powrócą do starego trybu życia.
- A ja myślę, że jednak ma coś wspólnego. Boisz się zbytniej bliskości, nie potrafisz się do końca otworzyć i dlatego nie pozwalasz chłopcom na więcej niż ty powiesz. Dlatego też tak rozpuściłaś tego kota, pozwalając mu na wszystko, bo w ten sposób rekompensujesz sobie swój własny brak uczuć i zaspokojenia seksualnego. - hm. Czyżby Rosie mówiła o samej sobie? - Dziękuję, że uważasz mnie za przystanek w drodze do celu. - mruknęła z niezadowoleniem, ignorując sugestię na temat Joela. Lepiej było z Amelią nie dyskutować na jego temat.
Mogła wcale tego dziewictwa nie utrzymać! I nie przyznawała się nikomu, ha! Chociaż nie, to też byłoby głupie.
- To zasugeruj mu, że może mieć, ale nie pokazuj mu nic więcej. Będzie cię próbował zdobyć i będzie jadł ci z ręki. Zabawimy się jego kosztem i utemperujemy mu nosa. - tak, to było w stylu Roselyn. Lubiła bawić się kosztem innych. Jeśli na to zasługiwali.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 23 Sty - 2:07

Filozofować nie znoszę, choć ponoć robię to nieświadomie, ach okropna cecha, której należy się jak najszybciej pozbyć. Tak łatwo zejść z konkretnego tematu, na inny, nie mający początku czy końca i snuć rozważania na tematy różne. Że jestem cyniczna, słyszę średnio trzy razy dziennie i przestałam się tym przejmować, a jeśli pani tatuś wyraża się w ten sposób, to ojcem zostawać nie powinien. Do rodzicielstwa i wychowywania dzieci trzeba dorosnąć i wcale nie mówią tu o czteroletnich berbeciach, tylko właśnie o tych prawie dorosłych, którzy mają już własny mózg i potrafią myśleć samodzielnie.
Czy wszystko wróci do starego porządku, czy też nie to okaże się dopiero w czasie. Nie wiadomo, jak głęboko zdążyło wrosnąć owe ziarnko strachu i czy lęk przed powrotem Voldemorta nie przysłoni ludziom racjonalnego pojmowania świata. Aż bać się pomyśleć, co by było, gdyby Riddle kiedykolwiek powrócić, a niedawno ustały terror znów znalazł się na porządku dziennym.
- Tym sposobem, ty jesteś zupełną odwrotnością. Nie pozwalasz zwierzakowi zaznać odrobiny życia, bo sama zbyt często się otwierasz i pozwalasz innym zajść dalej, niż byś chciała - odparowała natychmiastowo - Nie potrzebuję zaspokojenia seksualnego i chcę, aby mój pierwszy raz był czymś niezapomnianym, z tym Panem Właściwym. - dodała, celowo ściszając głos.
Puściła uwagą przyjaciółki mimo uszu, jak zawsze gdy coś błędnie interpretowała. To odnosiło się tylko do niej, z resztą trudno wymagać od tak egotycznej osoby jak Amy, żeby podobnymi metaforami opisywała kogoś innego, nawet przyjaciółkę.
- Jak to sobie wyobrażasz? Miałabym zacząć, a kiedy wystarczająco się napali wstać, wyjść i kazać mi dokończyć samemu? - To właśnie zrobiła - Chociaż przydałoby się go utemperować, ma dobre kontakty ze Snapem.
Czego przez głupią zabawę z metamorfomagią w "kim jestem" nie można było powiedzieć o Amelii.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sob 23 Sty - 16:11

Mój tatuś zdecydowanie nie powinien być ojcem ale cóż zrobić, stało się i to dwa razy. Mogę mu tylko załatwić żeby nie był dziadkiem ale na tym ucierpię również ja i moja siostra a wiem, że byłybyśmy dobrymi matkami. No, ja w każdym razie, bo ona jest blondynką.
Wszystko zawsze wraca do pierwotnego stanu i tak będzie tym razem. Najwidoczniej w świecie czarodziejów było już za dobrze i Natura przysłała takiego Voldemorta, który miał przywrócić równowagę panującą na świecie. Zasiał strach, wytępił plebs a potem został zgładzony. W przeciągu pięciu lat wszystko powinno się ustabilizować i powrócić do normy. Tak było zawsze, z a w s z e .
A kiedyś znowu znajdzie się taki Grindelwald czy Voldemort któremu strzeli coś do łba i wpadnie na głupi pomysł podbijania świata - to było nieuniknione. Taka kolej losu a historia przecież się lubi powtarzać.
- J a się umiem zabezpieczyć, Angus nie. J a nie będę miała dzieci dopóki tego nie będę chciała, Angus w przeciągu roku dorobił by się tuzina młodych. Dlatego go trzymam na smyczy. - odparła oschle, mrużąc z niezadowoleniem brwi. Amelii udało się trafić, tylko, że do tej pory Rosie nie dopuszczała do siebie tej myśli, tym bardziej ukuł ją fakt, że przyjaciółka wypowiedziała jej podświadome obawy na głos. Ale gniewać się długo nie mogła, bowiem kolejne słowa Ślizgonki rozczuliły ją. Uśmiechnęła się łagodnie i objęła dziewczynę, całując ją w skroń. - Żeby ci się tylko ten pan właściwy nie trafił jak już będziesz brzydka i pomarszczona. - perspektywa bycia osiemdziesięcioletnią dziewicą była przygnębiająca, a wierz mi, że znam taki przypadek! Amelia była wymagająca a prawdziwych facetów coraz mniej. Naprawdę mogłaby nie trafić na Właściwego.
- Nawet nie musisz nic zaczynać! - prychnęła pogardliwie, przewracając oczyma. Po pierwsze, Hewson nie pozwoliłby jej wyjść. - Masz go wodzić za nos, uśmiechać się kokieteryjnie, dyskretnie oblizywać usta kiedy wasze oczy się spotkają, niby przypadkiem ocierać się o niego jak przechodzi. Masz go kusić a nie dawać mu nagrodę. Zobaczysz, że to wystarczy. No, jeszcze przydałyby się jakieś dwuznaczne rozmowy czy coś. Ale subtelnie, on i tak załapie aluzję. - biedna Amelka, sztuka uwodzenia zdawała jej się być obca.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 23 Sty - 17:13

Większość mężczyzn nigdy nie dorasta do tego, by zostać ojcami z prawdziwego zdarzenia, a szkoda. Najczęściej zdarza się, że budzą się z amoku, a ich dzieci są już dorosłe i delikatnie powiedziawszy, nie chcą mieć już z nimi nic wspólnego; wtedy zostają doskonałymi dziadkami i rozpieszczają swoje wnuczęta. Może warto jednak za kilka lat dać mu szansę sprawdzić się w tym względzie?
Fortuna kołem się toczy, jednakże co jeśli ktoś się do niej przyklei? Nie wykluczone, że za kilka lat pamięć o Voldemorcie zaniknie, choć strach przed jego imieniem pozostanie, a czujność czarodziejów zostanie uśpiona i wtedy ktoś znów uderzy. Racja, tak jest zawsze i niestety nie można nic na to poradzi; świat będzie taki zawsze, a jak ktoś ładnie powiedział: rasa ludzka to jedyny gatunek, który zmierza do autodestrukcji.
- Przypadki chodzą po ludziach, a dzieci z przypadku jeszcze częściej - odcięła się, całkowicie ignorując uwagę o Angusie - Zabezpieczaj się, byle dobrze. Nie śpieszy mi się, żeby jakiś berbeć wołał na mnie "ciociu Amy". - zaśmiała się wesoło. Nie potrafiły się na siebie długo gniewać, tego nie dało się ukryć; i całe szczęście, za dobrze się znały, by zostać wrogami, czyż nie? - Jeśli kiedykolwiek będę brzydka i pomarszczona - westchnęła spokojnie, opia rając głowę na ramieniu przyjaciółki. Na potwierdzenie jej słów, włosy ściemniały a twarz zmieniła się w tą, należącą do samej Rosie, by po chwili powrócić do poprzedniego wyglądu - Wiesz, że Ministerstwo nadal prowadzi badania nad metamorfomagią, a ja nie zamierzam im w tym pomóc. Nie będę jakimś królikiem doświadczalnym. - prychnęła z poirytowaniem - I skąd wiesz, że już się nie trafił?
Bycie osiemdziesięcioletnią dziewicą z pewnością jej nie grozi, nawet, jeśli jej wymagania są naprawdę wysokie. Kiedyś Amelia zapewne nie wytrzyma czekania i zrobi to z najlepszym możliwym kandydatem. Kiedyś, ale zdecydowanie nie teraz.
- Wiesz, że nie bawią mnie takie gierki. Mogę go uwodzić, ale co to da? - odparła obojętnym tonem, zupełnie nie przejmując się pogardą w głosie Roselyn. Amelia nigdy nie musiała nikogo uwodzić, to mężczyźni zawsze zabiegali o jej względy i choć nie przepadała za niewinnymi flirtami, to zdarzały się one nadzwyczaj często.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Sob 23 Sty - 22:55

Mój ojciec rozpieszczający moje dzieci? Prędzej będzie marudził, że wychowuję je nie tak jak trzeba, że są rozwrzeszczane, rozwydrzone i najgorsze jakie mogą być. Nie wiem, w ogóle tego nie widzę i tyle.
Nie pamiętam kto to powiedział, ale całkowicie się z tym stwierdzeniem zgodzę. Swoją drogą, jak 'autodestrukcja' fajnie brzmi.
- Nie martw się, nie zostaniesz ciotką jeszcze przez długi, długi czas. - ucięła, uważając dalszą dyskusję za całkowicie zbędną. W sumie, jakby na to nie spojrzeć, to Roselyn nie uprawiała seksu aż tak często. Właściwie to aż tak daleko zabrnęła może...cztery razy? I każdy z tych czterech panów był tego wart. Każdy był zielony, bogaty i intrygujący. A przy tym niebywale podniecający. Rosie lubiła delikatnie koloryzować swoje historie, co robiła dosyć często. Na jakim etapie zatrzymywały się jej znajomości z chłopcami to przemilczymy. Lepiej nie ujawniać zbyt wiele.
- Spokojnie, oni mają tuzin innych metamorfomagów do badań, Ty im jesteś całkowicie zbędna, kochana. - odparła, uśmiechając się z politowaniem. Przecież oczywistym było, że Mela w życiu nie da się położyć na stole doświadczalnym i pokroić. - Jakby się trafił to byś mi o tym powiedziała. - zauważyła spokojnie, choć w duchu biedne dziewczę zmartwiło się, że przyjaciółka o czymś jej nie mówi. Naprawdę mogła już spotkać tego jedynego i nie powiedzieć Roselyn? Jeśli tak, to marny jej los.
- No właśnie, Ciebie nie bawią a szkoda, bo ja je wręcz kocham. Ale skoro nie widzisz w tym sensu, to trudno, nie zmuszam tylko proponuję. - ooo tak! Rose uwielbiała damsko-męskie gierki i wcale nie uważała ich za bezsensowne. Raz, że poprawiały jej humor i podnosiły samoocenę (to wyższą się jeszcze da mieć?) a dwa, że uwielbiała łamać mężczyznom serca. Po prostu napawała się ich bólem. Pytanie, jak by się poczuła, gdyby ktoś w końcu złamał jej nieczułe serduszko.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 24 Sty - 19:16

Czas wszystko pokaże, to jedyne, co teraz można uznać za pewnik. Ludzie są różni, może i dobrze, a może nie, ale z całą pewnością nie da się z tym nic zrobić. Taka już nasza natura, że popełniamy błędy, ale że niektórzy nie potrafią się na nich uczyć, to już całkowicie inne bajka - o ile prościej by było, gdyby nie roztrząsać większości spraw i nie rozdrapywać starych ran kolejnymi, choć tożsamymi z poprzednimi pomyłkami. Ja bym się nie denerwowała i cały świat nagle stałby się lepszym miejscem, ot co.
- Nigdy nie mów nigdy, ale mam nadzieję, że tak właśnie się stanie - podsumowała spokojnie Amelia, cmokając przyjaciółkę w czoło. Golightly nie grzebała w życiu łóżkowym przyjaciółki, choć gdy ta chciała jej o czymś opowiedzieć, słuchała uważnie - powiedzmy, że miała nadzieję, że gdy ona zacznie swoje własne, Rose potraktuje ją w ten sam sposób.
- I dlatego ciągle zasypują mnie tymi listami? - prychnęła, poirytowana politowaniem w głosie przyjaciółki. Metamorfomagia była całkiem przydatną umiejętnością, dopóki ktoś z Ministerstwa nie próbował się w nią mieszać - Tak, chyba bym powiedziała - westchnęła ciężko - Musiałabym najpierw zapytać, co o nim sądzisz, a dopiero potem dobrać się do jego spodni - Albo pozwolić mu dobrać się do swoich, w jej słowniku to nie było tożsame. Mimo wszystko, lepiej, żeby Rózia nie wiedziała, że Amelka wcale nie jest taką cnotką jak na dziewicę przystało.
- Zaproponowałabym, żebyś to ty go uwiodła, ale na to już chyba za późno. Zawsze mogę spróbować, w końcu to tylko Hewson, a czasem spędzamy razem tyle czasu na nocnych patrolach, że nawet nie będę musiała szukać ku temu okazji - odparła spokojnie, a potem w jej główce zaświtał zupełnie nowy pomysł - Bez ryzyka nie ma zabawy - Amelkowe oczy zabłyszczały. O tak, ona wprost uwielbiała takie gierki.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 24 Sty - 19:50

Może lepiej nie gadajmy już o moim ojcu, co? Zaczynam czuć się dziwnie a nie chciałabym czuć się dziwniej i podlej niż czuję się aktualnie.
- A Ty mi nie kracz, że tak się może stać, bo Cię w łeb strzelę. - zagroziła, mimo ostrego tonu uśmiechając się z rozbawieniem. Niemożliwe było żeby wpadła. Nie i już. W końcu od długiego czasu nie było nikogo i jak na razie nikogo też w planach nie miała. Oprócz Joela, ale Joel przecież miał być zabawką która ma poczuć smak różyczkowej zemsty i niczym więcej. Tutaj nie było mowy o aż takim zbliżeniu i Rosie nawet to przez myśl nie przeszło.
- Zasypują Cię listami, to normalne, ale przecież nie musisz się zgadzać, siłą Cię nie wezmą. Może w ogóle nie odpowiadaj na ich listy tylko odsyłaj je z powrotem i tyle.
Dalszej części jej wypowiedzi nie skomentowała a jedynie uśmiechnęła się subtelnie, w duchu ciesząc się, że w istocie byłoby tak, jak myślała. Nie dziwne zresztą, ulżyło jej i tyle.
- A ja musiałabym go uważnie prześwietlić i przetestować sprawdzając, czy jest odpowiedni na Pana Właściwego mojej najlepszej przyjaciółki. - mruknęła, uśmiechając się nieco szerzej. A o cnotce nie tak cnotliwej jak Rose myślała wolimy nie słuchać. Niech Hepburn żyje w nieświadomości, tak będzie o wiele lepiej.
- Jest zdecydowanie za późno, już go uwiodłam. - sprostowała, wzruszając niedbale ramionami. - Jasne, macie aż za dużo idealnych ku temu okazji żeby z tego nie skorzystać. - Rosie uważnie przyjrzała się Amelii, marszcząc brwi w skupieniu. Jej mina wyrażała zagładę świata, ludzkości i Hewsona. Wolała nie zadawać pytania na głos, choć przyjaciółka owo pytanie mogła wyczytać z jej wzroku.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 24 Sty - 20:04

Mówiąc szczerze, to moja powyższa wypowiedź nie dotyczyła twojego ojca, tylko kogoś zupełnie innego, ale również uważam, że powinnyśmy odłożyć ten temat gdzieś zdecydowanie daleko i zająć się czymś, hm... przyjemniejszym do konwersacji?
W odpowiedzi jedynie zachichotała, zupełnie nie przejmując się słowami przyjaciółki. Cóż, nie będzie jej dane dowiedzieć się, co też Rose planuje zrobić z Joelem, czy czego nie planuje, w każdym razie jeśli nie zostanie ciocią przez najbliższe pięć lat i nie dowie się, że Roselyn splamiła swoją krew, jak to Amy nazywała, wszystko było w jak najlepszym porządku.
- Właśnie tak robię. Odsyłam ich list, albo nie odpowiadam wcale, zależy czy aktualnie mi się nudzi - mruknęła, owijając wokół palca kosmyk złocistych włosów - Dokładnie. Moi informatorzy, jakkolwiek robią się coraz lepsi w tym przypadku nie wystarczą. Po za tym, musi przejść test Róży, inaczej może tylko o mnie pomarzyć - Tak jak większość panów w szkole, co tu ukrywać. Dlatego też o cnotliwości Amelii opowiadać nie będziemy, Hepburn lepiej się żyje w swojej nieświadomości i tak zostawmy ów temat - a przynajmniej na jakiś czas, bo takich sekretów nie można utrzymać wiecznie. Tak sądzę.
- Śmiem stwierdzić, że nie trudno go uwieść. On przeleciałby nawet zbroję, gdyby nosiła spódniczkę - przewróciła lekceważąco - Cóż, do tej pory z tego nie skorzystałam - I trzymajmy się tej wersji. Dopóki dziewictwo Amy znajduje się na swoim miejscu, dopóki to stanowi temat nie warty rozmowy - Zobaczysz - mruknęła tylko tajemniczo, w odpowiedzi na jej pytający wzrok. Nie, ona nie planowała zgładzić świata, ludzkości, czy nawet Hewsona. Nie zapominajmy, że marzy jej się władza, kto wie - może nad wszystkimi trzema naraz?


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 24 Sty - 23:45

Zabawne, ale tamtą rozmowę można przypisać do wielu osób. I koniec, bo strach się bać do jakich zaraz wniosków dojdziemy. Si, si.
Rose właściwie sama jeszcze nie wiedziała co planuje wobec Joela, pewne było, że ma zdobyć jego zaufanie, sympatię, może nawet miłość i wtedy, kiedy najmniej się tego będzie spodziewał, zniszczyć od wewnątrz. Ale planu szczegółowego jeszcze nie posiadała i trapił ją fakt, iż nic genialnego jej do łepetyny nie przychodziło.
A splamienie arystokratycznej, czyściutkiej krwi lepiej przemilczmy...
- Test róży? - powtórzyła, nie mogąc powstrzymać śmiechu. - Nie przesadzajmy, to raczej nie byłby test a szkoła przetrwania. - si, si. I jeśli któremukolwiek udałoby przejść (a wierzcie mi, że Rosie miała bogatą wyobraźnię i mogła wymyślić naprawdę ciężki tor przeszkód do serca Amelki) to byłby już for ever z jej przyjaciółką.
- Nie trudno go zaciągnąć do łóżka, rozkochać w sobie Hewsona to już nie lada wyzwanie. - zauważyła z uśmiechem, spoglądając na przyjaciółkę. Bo przecież przez cały czas mówimy tu o rozkochaniu a nie zaciągnięciu Hewsona do łóżka. To mogła zrobić każda ładna lub przeciętna dziewczyna w szkole. Ale chyba jeszcze żadnej nie udało się rozkochać i zranić chłopaka. A to była zaiste sztuka.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 25 Sty - 0:58

Dlaczego od razu bać się? Takie niespodziewane wnioski bywają czasem bardzo zabawne, szczególnie jeśli każdy dojdzie do innych... choć zdarzają się i takie bardzo niezręczne, ale na to chyba już nic nie poradzimy.
Brak szczegółowego planu to nic miłego, już Amelia o tym wiedziała. Dla niej dobry plan działania to podstawa, jeśli nie chciała przez przypadek ubrudzić sobie rąk. Całe szczęście, w swoim podboju świata była wręcz doskonała i całkiem dyskretna - jak do tej pory nie udało jej się wpaść, a jej opinia była czyściuteńka, nie skalana nawet najmniejszą rysą. I tak miało pozostać jeszcze na długo.
- Szkoła przetrwania? - uśmiechnęła się szeroko - Chyba musimy takową zastosować, bo naprawdę chciałabym już Pana Właściwego - westchnęła ciężko. Właśnie o to chodzi, żeby byli razem do końca życia; kupią sobie śliczną willę nad morzem, wezmą ślub i dorobią się ślicznej córeczki, która obejmie władzę nad światem po mamusi. Amelka nie odda swojego serduszka i cnoty byle komu, kto potem ją porzuci, była na to zbyt dobra.
- Rozkochać go? - zaśmiała się - Rose, to jest nie-mo-żli-we. Nie można tego nazwać nawet lada wyczynem, to nie typ faceta, który potrafi kochać.
To była sztuka, ale Amelka nawet się nie łudziła, że może jej się to udać. Takim zachowaniem mogła wzbudzić w nim przeogromne pożądanie, chęć dostania jej za wszelką cenę, może i jakiś afekt, ale to wszystko minęłoby, gdyby tylko dostał to, czego chciał. Przy kimś takim jak Hewson, miłość nie wchodziła w grę.

Pogadały chwilę, a potem poszły spać jak na grzeczne Ślizgonki przystało. I to już koniec bajki, dzieci!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 28 Sty - 0:26

Victor był zmęczony, a co za tym idzie miał cichą nadzieję, że uda mu się znaleźć coś, lub kogoś kto pomoże mu przetrwać tę noc. Bo spanie to idiotyzm - marnotrawstwo czasu.
I kiedy tak rozmyślał nad tym, co by tu zrobić, żeby nie zasnąć, wpadł na kogoś. Ten ktoś okazał się mieć biust, długie włosy, a także (i tu jego oczy zrobiły się wielkie niczym dwa galeony) - butelkę whisky!
- Pani prefekt, czyżby pani zrobiła obchód? - zapytał, wyciągając rękę w stronę butelczyny i głaszcząc ją z lubością po szyjce. - Mam nadzieję, że pani prefekt nie zamierza wypić tego sama, bo chybabym się obraził - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i, całkiem delikatnie, wyjął butelkę z jej rąk, przyjrzał jej się uważnie, a potem wepchnął dziewczynę bezceremonialnie do jej własnego dormitorium i rzucił się na pierwsze lepsze łóżku, odkorkowując whisky i upijając sporego łyka.
Tak swoją drogą - ciekawe czyje to wyrko...?
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 28 Sty - 0:40

Amelia wyszła z dormitorium siódmoklasistów i już miała udać się do swojego dormitorium z zamiarem opróżnienia zdobyczy wojennych, gdy coś (albo ktoś) perfidnie na nią wpadło. Uniosła głowę do góry i jej oczom ukazał się powód, dla którego zdecydowała się zapuścić w okolicę męskich dormitoriów - Victor Hewson, we własnej osobie. Mając na uwadze swoją niedawną rozmowę z Roselyn i fakt, że alkoholu w jej kieszeni nie wystarczy na zorganizowanie imprezy, uśmiechnęła się do niego czarująco.
- Obchodu zdążyć nie zrobiła, panie prefekt, gdyż jak pan wie, potrzebuję do tego pana osoby, gdyż tak niewinnej damie, jak ja nie wypada samej patrolować korytarzy o tej porze - całkowicie nieświadomie przygryzła dolną wargę i zupełnie świadomie zatrzepotała rzęsami - Jednakże udało mi się skonfiskować dwóm siódmoklasistom trochę trawy i więcej whisky i moje plany na wieczór zmieniły się diametralnie.
Teoretycznie powinna się obrazić za tak bezceremonialne wepchnięcie jej do własnego dormitorium, jednakże mając na uwadze przyszłą imprezę, postanowiła zrobić dobra minę do złej gry.
- Gdzież bym śmiała - żachnęła, zamykając za sobą drzwi i wyjmując resztę skonfiskowanych butelek oraz trawy z kieszeni i przywracając im prawdziwy rozmiar. Hewson zdążył się położyć na łóżku Roselyn, toteż w kilku zwinnych susach Amelia znalazła się przy nim i usiadła okrakiem na nogach ślizgona zabierając mu butelkę i upijając spory łyk.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 28 Sty - 0:51

Chłopak zmrużył oczy, przypatrując się panience prefekt. Całkiem ładne z niej dziewczę było i to w dodatku jedno z nielicznych, które jeszcze nie miały okazji zwiedzić jego łóżka. Ale miała jeszcze na to ponad rok i Vicuś był pewien, że prędzej, czy później, ona także znajdzie drogę do jego wygodnego łóżeczka.
- Ach, niemalże zapomniałem, że z panienki jest tak delikatna dama - powiedział melodramatycznym tonem, wnosząc oczy ku sufitowi i cmokając cicho. - Niewybaczalny błąd popełniłem i powinienem zostać za niego ukarany - dodał tym samym tonem. - Dobre zaklęcie unieruchamiające i witki Wierzby Bijącej chyba by się sprawdziły... - pochylił się w jej stronę i powiedział wprost do jej ucha, uśmiechając się przy tym złośliwe.
- Trawa - oblizał wargi z lubością i spojrzał na nią z niemą prośbą. - Moooogęęęę - mruknął, robiąc wielkie oczy.
A potem wyciągnął z kieszeni spodni różdżkę i machnął nią w stronę drzwi. Nikt niepożądany już tu nie wlezie i możemy zająć się tym, co lubimy najbardziej...
- Grzeczna dziewczynka - mruknął i poczochrał jej lekko włosy.
A kiedy siadła na mu nogach to jeszcze, jakoś tak całkiem przypadkiem, pociągnął ją w swoją stronę tak, iż na niego upadła. I od razu weselej!
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 28 Sty - 1:05

Co do zwiedzania łóżka pana Hewsona, wcale jej się do tego nie śpieszyło, a można by wręcz rzec, że miała nadzieję nigdy tam nie trafić. W końcu, ze swoimi romantycznymi poglądami na temat miłości, stanowiło to dla niej coś zupełnie niepojętego, co miało nigdy nie miało prawa zdarzyć się w jej życia. Ale kolegi o tym nie poinformuje, niech się łudzi, że może ją zdobyć, tak będzie lepiej dla nich obojga.
- Och, da się o tym zapomnieć? - zapytała smutnym głosikiem, czekając na oczywiste zaprzeczenie - Oddajesz się dobrowolnie w moje ręce? I sam sugerujesz karę? No, no... może nawet skorzystam - Pal licho złośliwy uśmiech na jego twarzy, jak mogłaby sobie odpuścić?
- Oczywiście, ale tylko ze mną - uśmiechnęła się zalotnie i odgarnęła z czoła złocisto blond włosy. Hm, może należałoby je odrobinę skrócić, aby nie przeszkadzały w dalszych czynnościach z alkoholem powiązanych?
- Szkoda, że nie można powiedzieć tego o tobie - odparła, gdy pociągnął ją na siebie. Och, zupełnie jej to nie przeszkadzało, za to momentalnie zrobiło się jej wygodniej. Całe szczęście, że miała na sobie jedną z rozkloszowanych, a nie ołówkowych spódnic, gdyż nawet nie mówiła jej podwijać.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 28 Sty - 1:14

Bo Vicuś po prostu wolał czerpać z życia maksymalnie dużo, a nie żyć w celibacie. Co w tym było fajnego? No, on w każdym razie nie wie. Panicz Hewson wolał zaliczać coraz to nowe panienki niż szukać tej jedynej. Bo nie lubił monotonii. Monogamia też był głupia i nudna. A nuda nie była obiektem pożądanym w jego życiu.
- Nie da się, ale zawsze można próbować, nie? - zaprzeczył dla zasady. - Bo ja właśnie liczę na to, że wreszcie skorzystasz - dodał, mrugnąwszy do niej porozumiewawczo okiem.
Cóż, takie podchody to w przypadku tej dwójki całkiem normalna sprawa. To już trwa od dłuższego czasu i zapewne potrwa jeszcze dłużej, biorąc pod uwagę fakt, że Amelka zamierza oddać się dopiero temu Jedynemu...
- Wspaniale! - ucieszył się szczerze.
Jemu tam jej włosy wcale nie przeszkadzały. A nawet mogłyby przyjemnie łaskotać, gdyby... Ale skoro łaskotać go nie będą (nadziei sobie nie robił, bo po co marnować na nie czas?) to może i je sobie skrócić. Jemu to obojętne.
- Szkoda? - zdziwił się na poważnie. - Ja bym tego tak nie ujął. I sądzę, że przynajmniej połowa hogwarckich dziewcząt także - mruknął, a potem zachichotał cicho.
A on za to znowu dobrał się do butelki, bo wątpił, by udało mu się dobrać do czegoś innego...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 28 Sty - 1:58

Natomiast Amelia chciała zdobyć władzę nad światem, a dziewictwo wcale jej w tym nie przeszkadzało - ot, było nie wartym uwagi szczegółem, co wcale nie znaczyło, że miała zamiar je stracić z byle kim. Dla niej, to nie była monogamia, tylko... no właśnie tylko co. Miłość? Coś wyjątkowego, pięknego, a za razem ulotnego, czego nie będzie mogła już nigdy powtórzyć. Nie dzieliła się swoimi spostrzeżeniami z nikim, po za swoją przyjaciółką, panowie (w tym i Victor) słyszeli jedynie nie, bez żadnej argumentacji.
- Gdybym zostawiła cię na pastwę wierzby bijącej, to kto patrolowałby ze mną korytarze, hm? Samej byłoby mi tak smutno - zacmokała teatralnie, po czym najzwyczajniej w świecie zachichotała - Kobiety bywają zmienne, nigdy nie wiadomo, co nagle narodzi się w ich główkach. - Oczywiście, że złapała sugestię, jak mogłoby być inaczej? Podchody bardzo lubiła - stanowiły one miłą alternatywę dla jej dążenia do władzy i opanowania świata, przez co automatycznie ją odprężały. Właśnie tak zamierza zrobić - czekać na tego jedynego, choć nie zamierza zmieniać zdania i dołączyć do sporej kolekcji Victora. Żelazną dziewicą pozostanie pewnie jeszcze przez dość długi okres czasu.
- Ano szkoda. Gdybyś był grzecznym chłopcem, miałabym całą whisky dla siebie, a przynajmniej połowa hogwarckich dziewcząt musiałaby się obejść smakiem. - zachichotała, po czym, jakżeby inaczej zabrała mu po raz kolejny butelkę, upiła z niej trochę trunku, by na powrót włożyć ją w jego dłoń. - Nie upij się za szybko, bo nie dam rady odtransportować cię do dormitorium - mruknęła cichutko i korzystając z faktu, że prawie na nim leżała, oparła głowę na jego obojczyku.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Pią 29 Sty - 0:55

Władza była przereklamowana. Prowadziła do śmierci, a to akurat Victorkowi nie bardzo się uśmiechało. Cóż, gdyby urodził się tak kilka lat wcześniej to całkiem prawdopodobne, że w tej chwili wraz z mamuśką siedziałby w Azkabanie, albo połową Śmierciożerców w piachu, ale, na całe szczęście, wcześniej był zbyt młody, by móc nosić Mroczny Znak na ramieniu, co, bez wątpienia, uchroniło go od śmierci. Wystarczyłoby, żeby urodził się rok wcześniej, a wszystko potoczyłoby się inaczej, ale to już w tej chwili nieistotne. W każdym razie, jemu wystarczało to minimum władzy, jakie miał dzięki prefekturze.
Co do miłości, to panicz Hewson nie wierzył w nią z prostego powodu - i tak nie miał wyboru w dziedzinie przyszłej żony. Ona została dla niego wybrana jeszcze przed jego (i jej) narodzinami, a co za tym idzie nie miało znaczenia, czy będzie ją kochał, czy też nie. A kochać nie będzie ją bez wątpienia. Zresztą, już w tej chwili planuje jakieś sprytne zabójstwo, co by pozbyć jej się jak najprędzej, by nie zostać, nie daj Merlinie, zaobrączkowanym. Życie wiecznego singla jest ciekawsze i o wiele zabawniejsze!
- Och, doprawdy? - zdziwił się, uśmiechając się kpiąco. - Kto by pomyślał, że jesteś szczęśliwa, gdy jestem w pobliżu! - dodał, śmiejąc się już całkiem głośno.
Zabrał jej trawę, którą skonfiskowała i po krótkiej chwili już raczył się byle jakim skrętem, na zmianę z whisky.
- Co do twojej główki to, niestety, nie sądzę, by coś ci się poprzestawiało - powiedział, cmokając z niezadowoleniem.
Bo nie mógł sobie odpuścić, żeby nie zaliczyć wszystkich czystokrwistych panienek! To wstyd i hańba dla kogoś takiego, jak on. Niby zawsze można spróbować Amelkę upić i wtedy się za nią zabrać, ale to już nie to samo. Zdecydowanie nie brzmiało by to tak dobrze, jak "udało mi się ją uwieść tak, iż z własnej woli poszła ze mną do łóżka", do którego właśnie dążymy.
A kolekcja Victora nie powiększyła się zbytnio od zeszłego miesiąca (zaledwie jedna nowa dziewczyna na liście!!!), co wyraźnie go niepokoiło. Były dwa wyjścia - albo czystokrwiste panienki się już skończyły (w końcu ten gatunek był na wymarciu, więc całkiem możliwe), albo jego urok osobisty szlag trafił, co było NIE DO POMYŚLENIA!
- One to nic, ale co ze mną? Gdybym był grzecznym chłopcem wiódłbym nudne życie prawiczka, czytał książki, oddawał wypracowania na czas i z całą pewnością skończył jak ten Krukon, jak mu tam było...? Tedwards, Dedwards? Edwards? Hipogryf go trącał! W każdym razie - byłoby by ze mną naprawdę kiepsko i mógłbym równie dobrze w ogóle nie istnieć - podsumował grobowym tonem, patrząc na nią z wyraźnym przerażeniem. Udawanym, ale to już szczegół. - Tak więc, chyba lepiej, że nie jestem grzeczny. Myślę, że poświęcenie połowy whisky i zielska nie jest aż tak tragiczne, nie? Przynajmniej jest ze mną ciekawie! No i masz z kim patrolować szkołę po ciszy nocnej. A tak, to robiłabyś to sama, albo z jakimś gburem, który udawałby, że wcale nie ma ochoty przelecieć cię w pierwszym lepszym składziku na miotły - zakończył z wyraźnym samouwielbieniem.
No bo jak tu siebie nie lubić skoro jest się najprawdziwszym i jedynym żyjącym ideałem?
- Zawsze możesz mnie tu zostawić. Jak wytrzeźwieję to urządzimy sobie małą orgietkę z twoją przyjaciółeczką i będzie jeszcze weselej - mruknął, przymykając powieki i upijając kolejny łyk alkoholu, a potem zaciągając się mocno zielskiem.
Pogładził ją machinalnie po włosach, uśmiechając się do siebie lekko i począł snuć plany na najbliższe godziny. Jeden: wypalić skręta. Dwa: dopić whisky. Trzy: odpalić nowego skręta. Cztery: wytoczyć się z damskiego dormitorium na patrol. Pięć: nie zgwałcić Golightly, po to by było zbyt uwłaczające. Sześć: wrócić cało z patrolu. Siedem: podpieprzyć Amelce drugą butelkę whisky. Osiem: uwalić się we własnym wyrku ze zgrabną butelczyną i jeszcze zgrabniejszą blondyną. Niezły plan, nie?
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 29 Sty - 19:57

Minimum władzy, zapewnione przez prefekturę wystarczyło, by obudzić w Amelii chęć posiadania więcej i więcej. Nie wystarczyło jej już rozstawianie innych po kątach, odejmowanie punktów, czy możliwość dłuższego przebywania poza dormitorium - te kilka przywilejów tylko zaostrzało jej apetyt, a wizja subtelnego przejęcia kontroli nad światem coraz wyraźniej rysowała się w jej główce. Wcale nie chciała umierać i nie dążyła do otwartej dyktatury i potęgi, jak to czynił Voldemort - zamierzała tak manipulować ludźmi, by jedli jej z ręki i spełniali każdą nawet najmniejszą jej zachciankę, ale z własnej woli, bez cienia strachu czy przerażenia.
Całe szczęście, rodzice Amelii byli na tyle zajęci swoimi sprawami, że całkowicie nie zwracali uwagi na swoją jedyną córkę, tym samym nie narzucając jej później wyboru przyszłego męża. O czystość jego krwi zadbała babcia, która od najmłodszych lat wtłaczała jej do głowy różnorakie zasady i pogardę w stosunku do zdrajców krwi, jak ich nazywała. Dlatego też, panna Golightly mogła do woli wierzyć w miłość i bezskutecznie szukać jej na świecie, szczerze przekonana o jej istnieniu. Na razie nie musiała myśleć jeszcze o ślubie, całą jej uwagę poświęcał dobór odpowiedniego kandydata, by móc stracić z nim dziewictwo - patrząc na rezultaty, chyba nie trudno się domyślić, iż na razie żaden pan nie okazał się być go wystarczająco godny?
- Tego nie powiedziałam, panie Hewson. Byłoby mi smutno włóczyć się samotnie po korytarzach, bez twojego towarzystwa, jednakże nie byłbyś w stanie mnie uszczęśliwić - zaśmiała się lekceważąco, wyjmując skręta z jego dłoni i zaciągając się - Fe, słabe. Co oni palą? - prychnęła z obrzydzeniem - Dlaczego niestety? To chyba dobrze, że wszystko we mnie znajduje się na dobrym miejscu, nieprawdaż?
Przejechała palcem po jego policzku, uśmiechając się mściwie. Niedostanie jej, cokolwiek by nie zrobił i to doprowadzało go do szewskiej pasji; Amy doskonale widziała, iż Hewsonowi nie zależy, by zaliczyć konkretnie ją, tylko wszystkie czarownice czystej krwi, zamieszkujące teren Wielkiej Brytanii i kiedy któraś stawiała mu opór... nie mógł odpuścić. A panna Golightly opór stawiała od dłuższego czasu i nic nie wskazywało na to, by miało się to kiedykolwiek zmienić. Znała go zbyt dobrze, by obawiać się tego, że spróbuje dobrać się do niej, gdy będzie pijana - to godziłoby w jego dumę, on chciał ją świadomie uwieść. Marne szanse.
- Znasz Edwardsa? - zapytała, wychwytując z jego słów tylko to, co najważniejsze. Nieważne, co mówiła Rose, Amelia i tak miała zamiar wmieszać się w tą sprawę, a całkiem możliwe, że obecny tu panicz Hewson mógłby jej pomóc - Fuj - jak jedno słowo może dosadnie streścić całą dalszą część jego wypowiedzi - Uznam, że nie złapałam sugestii - Uniosła wzrok ku niebu, tudzież sufitowi, by po chwili westchnąć z dezaprobatą - I bynajmniej nie jestem samowystarczalna - Nie byłaby sobą, gdyby na koniec nie dorzuciła takiej dwuznaczności.
Bo Amelia naprawdę lubiła wykorzystywać innych do swoich niecnych pobudek, nie ważne, jakie one by nie były.
- Nie sądzę, aby Rosie była zadowolona twoją obecnością w jej łóżku. Ma teraz nowy... cel - ostatnie słowo wypluła, wręcz z obrzydzeniem. Fakt, Hepburn nie powiedziała tego wprost, ale całkiem dobitnie zasugerowała - Ja natomiast nie zamierzam pozwolić ci spać u siebie, a tym bardziej nie piszę się na żadne orgietki - odparła spokojnie i na potwierdzenie swoich słów musnęła całkowicie niewinnie jego wargi. Przecież musi pozostać chodzącym paradoksem, prawda?
Plan całkiem niezły, jednakże należałoby dodać: pieprzyć patrol. Aby na niego pójść, panicz Hewson powinien zabrać ze sobą Amelkę, a ta bynajmniej nie ma zamiaru opuszczać swojego dormitorium tej nocy. Ją chroni wuj, jego Snape i oboje są bezkarni, cóż na koincydencja losu!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VII klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach