Pokój nr 2 - VI klasa

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Marilyn Langdon on Wto 26 Cze - 21:18

Z góry zakładała, że po takiej libacji. Wódka, whisky, fajka wodna, czekolada i szlugi. To nie mogła się skończyć bez wiadra. Chociaż może i mogło, jednak to metalowe cudeńko tu zostanie, tak na wszelki wypadek, bo w końcu nic, nigdy nie wiadomo. A w tej sytuacji lepiej dmuchać na zimne.
Kolejny szlug powędrował do jej ust, co miała innego do roboty. To palenie też się kiedyś źle skończy. Ale nie ma już odwrotu. Weszła w otchłań nałogów, musi teraz przez nią przejść, albo poddać się w połowie, uciekając z opuszczoną głową. Przyjemnie (a przynajmniej na razie) było przez otchłań tą przejść, a poza tym duma nie pozwoliłaby jej się poddać. Na nudności jest sposób. Duży, metalowy i stoi przed nami. Wiadro!
Nie skomentowała. Pokiwała tylko z głową z powątpieniem. Dużo rzeczy rozumiała, wiele widziała, wiele słyszała i wiele przeżyła. Dzielnice Limerick, do których nie zapuszcza się nikt, oprócz narkomanów i paru innych typków. Naprawdę takie widoki dawały do myślenia. Po co ta wdzięczność?
Nie raz, nie dwa, ale tysiąc, a może i więcej. Uzależniający płacz, masochizm. Lubiła, czy dla niego chciała, mogła cierpieć? Ile raz ten ją skrzywdzi ona i tak wróci, nieprawdaż?


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 26 Cze - 23:31

Nagle Cassandra zachłysnęła się dymem, który tak lubieżnie wdychała do swoich płuc przez ostatnie kilka minut. Zaczęła kaszleć, jej policzki spąsowiały. Okropieństwo. Gdy tylko przestała się krztusić, spojrzała z niesmakiem na niedopałki piętrzące się na jej łóżku. Skrzywiła się.
- Confringo - mruknęła, podrzucając niedopałki papierosów do góry i z zaciekawieniem patrząc, jak samoistnie się spalają. Chciałaby, żeby ktoś również zrobił to sam ze sobą. To byłoby o wiele ciekawsze i skuteczniejsze niż taki Cruciatus... na dodatek to zaklęcie nie było niewybaczalne, a problem życia mielibyśmy z głowy. Czyż to nie piękne?
Mary nie protestowała. Zresztą, na jej miejscu też by nie chciała denerwować tej drugiej. Była jej wdzięczna za to, że nie wyraziła swojego zdania na ten temat, które ewidentnie doprowadziłoby do ostrej kłótni. Nie miała siły, aby się teraz kłócić.
Skrzywdzi ją jeszcze nieraz, wiedziała to. Jednak uczucie, jakim go obdarzyła, było silniejsze od jej rozsądku. Znowu stawiała serce przed rozumem, niedobrze. Przez to właśnie zginie w tłumie, bez możliwości poprawy...
Cassandra wstała. Chwiejąc się nieco, podeszła do swojego kufra w nogach łóżka i zaczęła podziwiać kolorowe naklejki i podpisy kolegów z tego samego rocznika. Najlepszy był podpis Mary: "Giń, analfabetko ~ Marylin". Uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Pamiętasz? - spytała, odwracając głowę w jej kierunku.
Tak wyglądało to na zewnątrz. W środku ciągle toczyła ze sobą niewyobrażalną, rozpaczliwą walkę o przetrwanie.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 18:12

Zapaliła kolejnego papierosa. Jak szaleć to szaleć. Wszytko przybrało grobową atmosferę, niech chociaż papierosy trochę ją rozweselą. Od kończącego się już papierosa odpaliła nowego, przez chwilę siedziała z dwoma papierosami w ustach, po czym wywaliła jednego z nich do metalowego wiadra. Wyczarowała je, to musi się do czegoś przydać.
Chciałaby, żeby Gabriel się spalił. Jej zdaniem Cruciatus bardziej boli, a on zasłużył na ból. Jeszcze większy od tego, który zadał pannie Hayes. W sumie może pomoże mu poczuć ból. Ciekawa opcja. Do tego może namówić Josha do pomocy, znając go będzie bardzo skory na tą propozycję. Jednak jakie zaklęcie sprawiłoby niewyobrażalny ból chłopakowi, ale musi być one wybaczalne. Może Tormenta? Podpowiedział cichy głosik w jej głowie. W sumie to był bardzo dobry pomysł. Chłopak może zaznać jasnych tortur. Myślała nad zostaniem aurorem, a ćwiczenie tego zaklęcie będzie bardzo przydatne.
Rzadko się kłóciły. Jeśli mają się ostro pokłócić, to proszę, ale nie z powodu chłopaka. Ich przyjaźń zachwiana przez jakiego osobnika płci męskiej? Niewybaczalne.
Skrzywdzi... Wiele razy ją skrzywdzi. Serce, czy rozum. Odwieczna walka, czego się słuchać? Co nam lepiej doradzi?
Podążała wzrokiem za dziewczyną. Uśmiechnęła się, patrząc na to, co pokazała jej Cassandra. Kiedy to było.
- Tak, pamiętam. - Jak dawno to było. Wtedy Cassandra była jeszcze analfabetką, a Marilyn zwykłym człowiekiem w jej oczach. W sumie panna Hayes nadal była dla niej analfabetką, ale jej kochaną analfabetką, najlepszą przyjaciółką.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 27 Cze - 23:42

Cassandra nie chciała, żeby Mary myślała o Gabrielu w ten sposób. Nie chciała, żeby sprawiała mu ból. Nie chciała, żeby się wzajemnie pozabijali - wiedziała, do czego jest zdolny Gabriel, że nie będzie miał żadnych oporów przed rzuceniem na kogoś Cruciatusa. Bała się o przyjaciółkę. Według panny Hayes, najlepszym wyjściem z tej sytuacji było totalne zignorowanie sprawy. Jednak cichutki głosik gdzieś w głowie podpowiadał jej, że tak szybko się to nie skończy. Sprawa będzie się ciągnęła długo i długo... do żywej śmierci.
Nie kłóciły się zbyt często. Mary nie była osobą, która dawała sobą pomiatać - te kłótnie nigdy nie kończyły się dobrze. Dlatego, co jak co, ale Cassie chciała ją mieć po swojej stronie, kiedy będzie wyjątkowo źle.
Ślizgonka przeglądała przez chwilę zdjęcia, które trzymała na dnie kufra. Mary i Josh - te postacie pojawiały się na nich najczęściej. Uśmiechnęła się, widząc ich zdjęcie w trójkę - uśmiechali się, na tle Zakazanego Lasu, dzierżąc w dłoniach butelki whisky i czerwone marlboro. Nielegalna libacja. Coś, co lubili najbardziej.
- Idę spać - powiedziała w końcu Cassandra, podnosząc się chwiejnie z podłogi i podając przyjaciółce małą, kolorową karteczkę. Uśmiechnęła się do niej, po czym ułożyła wygodnie w łóżeczku. Nakryła się kołdrą i przytuliła się do poduszki, uprzednio gasząc świecę palącą się przy jej łóżku. - Dobranoc, Mary.
Uśmiechnęła się. Wyobrażała sobie teraz pannę Langdon ze zdziwieniem namalowanym na twarzy, gdy trzymała w dłoniach kartkę z napisem "Nie zrób mu nic złego". Zachichotała cicho. Chwilę potem... była w krainie snów i czarów, gdzie wszystkie marzenia się spełniały, a ona nie miała żadnych poważnych problemów.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Marilyn Langdon on Pon 2 Lip - 10:46

Nie chciała, a jednak nic nie mogło zmienić toku myśleniu panny Langdon, nawet to, że jej najlepsza przyjaciółka go kocha, że jednak czuję do niego tak wiele i Marilyn powinna tylko ją wspierać w mówieniu, jaki to Gabriel jest dobry. Przecież się nie pozabijają. Marilyn była groźną przeciwniczką, a starcie z Gabrielem byłoby dla niej bardzo miłym doświadczeniem, aż za miły. Te urocze ciarki, które będzie czuła na plecach, w czasie kiedy skopie mu dupę. Bać się o Langdon? Głupie, bo ona i tak zawsze robi wszystko po swojemu, nie słuchając nikogo. Nie zignoruje tego, nie może. Dokładnie, to wszystko nie skończy się tak łatwo, Marilyn nie da za wygraną.
Nie dawała sobą pomiatać, nie pozwalała, by ktoś jej rozkazywał. A nawet jeśli to robił, to i tak miała to w dupie i robiła wszystko według własnego widzimisię. Kto wiem, może jednak kiedyś zwrócą się przeciwko sobie? Na pewno nie skończy się to dobrze dla żadnej z nich.
Też miała pełno takich zdjęć, jednak takowe fotografie były w większości poprzyklejane na ścianach jej pokoju. Tam wszędzie było porozwalane coś, co miało związek z Kółkiem Wzajemnej Adoracji.
- Dobranoc. -
Ze zdziwieniem patrzyła na karteczkę. "Nie zrób mu nic złego". Chyba śni. Poczekała chwilę, aż oddech przyjaciółki będzie spokojny i równy, co powinno oznaczać, iż ona śpi i na palcach wyszła z pokoju, zabierając ze sobą resztkę wódki.

//w końcu odpisałam

w końcu! :* ~ Cassie


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Vesna de Chaves on Wto 10 Lip - 13:36

Vesna weszła do pokoju rozglądając się i sprawdzając czy wszyscy już śpią. Spali. Tak i ona wygrzebała ze swojego kufra długą szmaragdową pidżamę na ramiączka. Stanęła przed mały lusterkiem. Na czubku głowy związała sobie kok, który nazajutrz miał sprawić, aby włosy panny de Chaves były bardziej kręcone niż zwykle.
Usiadła na swoim jakże to wygodnym łóżku, które już dawno przesiąknęło zapachem perfum jej, a także współlokatorek. Poprawiła dużo puchową poduszkę, aby zdawała się być bardzie wygodna, po czym przewróciła się na bok.
- Dobranoc. - powiedziała, choć nie była pewna czy ktokolwiek to usłyszał.
Nagle pod łóżkiem coś się poruszyło. Nieco zdezorientowana dziewczyna podskoczyła i spadła z łóżka. Tak, jeszcze tego brakuje, abym pobudziła innych...
Ni stąd ni zowąd spod jej materaca wyskoczyła szara sowa, o ciemnych dużych oczach.
- Jak się tu dostałaś? - spytała. Ktoś cię wpuścił?
Sowa jedynie przyglądała się Veśnie raz po raz przekręcając małą główkę. W dziobie trzymała mały list, widać, że długo leciał. Przesyłka zaadresowana była do dziewczyny.
Oto jego trść:
Witaj!
Tu Twoja mama.
Piszę do Ciebie, iż muszę przekazać Ci bardzo smutną wiadomość:
Twój brat ma poważne kłopoty. Ucierpiało jego zdrowie. Prawdopodobnie został potraktowany zaklęciem "Cruciatus" przez jednego z zwolenników Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Biedny, chyba postradał zmysły. Nie wiemy co z nim dalej będzie.
Gdy się spotkamy opowiem Ci wszystko, dokładnie co wiem. Może nawet odwiedzimy Johna, choć nie wiem czy będziesz chciała na to patrzeć.
Mama

Na liście widać było widać było ślady po kroplach łez. Vesna nie mogła uwierzyć, w to, co musiało się wydarzyć. W głowie jej się zakręciło. Opadła na poduszkę i zaczęła płakać i płakać. Co teraz będzie?" Wyczerpana w końcu zasnęła.
avatar
Vesna de Chaves
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 14 Paź - 22:05

Siedziała na swoim łóżku, czytając podręcznik od historii magii. Niespecjalnie interesujące wieczorne zajęcie. Zdarzyło się jej kilka razy ziewnąć lub też czytać te same zdanie kilkakrotnie. Jeszcze kilka dni temu, chwyciłaby już dawno za jeden ze swoich nabytych w zeszłym miesiącu romansideł. Teraz jednak wszystko przypominało złego Spike'a. Nie chciała czytać o romantycznych uniesieniach, kiedy sama czegoś takiego na własnej skórze nie doświadczyła (no i miała jeszcze jedną niedokończoną powieść, niestety zostawiła ją u narzeczonego). Była zła jak diabli na niego. Łupnęłaby odpowiednim zaklęciem, gdyby obrona oraz teoria nie były jej znacznie mocniejszymi stronami. Ale nie oszukując nikogo – to odwetu trwożyła się najbardziej. Żałowała, że nie jest tak jak Edward w stosunku do Lottie. Ach, to musi być miłość! I się pobrali, choć nikt im tego nie narzucił. Właściwie to nawet romantyczna sytuacja – najmłodszy z Hoytenberrych miał poślubić zupełnie kogoś innego. Wykluczając to, że dziewczę przespało się z jej Fitzwilliamem (i nawet z Julesem!), bowiem z relacji jej lubego wynikało coś zupełnie innego – więc wyzbyła się ze swojego zdania o nich romantyczności, i znielubiła Lotkę za tknięcie jej Spike'a! Znaczy się już trochę nie był jej, bo była na niego zła, jak nigdy.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Holly Fitzgerald on Nie 14 Paź - 22:13

Bywają chwile, gdy cieszy się, że jej tatusiowie rozpieszczają ją i traktują jak małą księżniczkę. Żaden z nich nawet nie zasugerował, że miałaby wyjść za kogoś, kogo nie kocha. Z drugiej strony, dlaczego mieliby tak zrobić? Sami kochali się i żyli ze sobą wbrew wszystkim, a nawet wbrew prawu - wszak sytuacja homoseksualistów w Wielkiej Brytanii wciąż jest w stanie opłakanym. Ale zdaniem Holly, taka jest właśnie miłość. I jeśli ma kiedyś pokochać, to właśnie w ten sposób. Chwilowo jednak nie dostrzega jej na horyzoncie, korzysta więc z życia. Bawi się, szaleje - później nie będzie na to czasu.
Niesie pod pachą pakunek od tatusiów - dwie prześliczne bele materiałów, które długo nie poleżą w stanie nienaruszonym. Już wie, jak wykorzystać tą tkaninę, w jej głowie kreuje się wizja kolejnej sukienki, która zachwyci wszystkich. Mierze, myśli, kombinuje - aż wreszcie dociera do swojego dormitorium. Popycha drzwi, wchodzi do środka. Rozkłada bagaże na łóżku, rzuca przelotne spojrzenie przyjaciółce i marszczy nosek.
- Wszystko w porządku, Nelly? - pyta, szybciutko zrywając szary papier z materiału i rozwijając belkę. To gdzie ona położyła maszynę do szycia...?
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 14 Paź - 22:30

Ucieszyła się, że kiedyś zostanie żoną Spike'a, ale była wtedy dzieckiem, któremu spodobało się drugie dziecko. Czekała na coś, o czym nie miała pojęcia. Słowa, jak słowa. Robiła więc maślane oczka do Fitzwilliama, ciesząc się, że pewnego dnia zostanie jej mężem, cokolwiek to oznaczało. Dla małej Cornelii szczęście pod każdą postacią. Nie wiedziała, co dokładnie te szczęście powoduje, ale słysząc, że ludzie w małżeństwie zawsze są szczęśliwi, nie martwiła się specjalnie jakoś. Dorastała, i Spike też, zmieniając się diametralnie, lecz uczucia do niego pozostały te same, nasilając się z wiekiem. Teraz żyła w przekonaniu, że nawet gdyby chciała to błędem by było wyzbycie się ich. Nie chodziło o to, że nie potrafiła, bo może potrafiła, nie wie, nigdy nie próbowała. Ale jaki jest w tym sens? Przez zachowania Hoytenberry'ego cierpiałaby jeszcze bardziej, a tak przynajmniej żywi do niego głębsze uczucie, które jest pomocne w przebrnięciu przez to wszystko, co i tak nieuniknione.
- Tak – odparła bez chwili namysłu. - Masz już jakiś pomysł? – odłożyła podręcznik i posłała przyjaciółce ciekawski uśmiech. Jej zainteresowanie modą ograniczało się do robienia zakupów oraz przeglądania kolorowych magazynów.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Holly Fitzgerald on Nie 14 Paź - 22:40

Miłość pomimo wszystkiego zdaje jej się niebywale romantyczna, a jednak ta, którą Cornelia darzy swojego narzeczonego już dawno przekroczyła granicę szaleństwa. Powinna stanąć na głowie by zerwać zaręczyny, gdy pierwszy raz podniósł na nią rękę, a jednak nieustannie do niego wracała. W przeciwieństwie do niej, Holly doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie nie potrafią się zmieniać, nawet z miłości. Nie pozwala, by romanse mieszały jej w głowie i zaburzały jasność spojrzenia. Nie od dziś wiadomo, że dla Fitzgerald najbardziej liczy się ona sama i korzyści, jakie może odnieść. Pod tym względem, Spike niewiele się od niej różnił. Z tą różnicą, że on używał siły, a ona podstępu.
- Co znowu zrobił? - pyta, odkładając wszystko na chwilę i siadając obok przyjaciółki. Zna ją już zbyt dobrze i sam ton jej głosu zdradza jej więcej, niż Cornelia mogłaby chcieć jej powiedzieć. Wiedziała, że chodzi o Fitzwilliama - zawsze to on jest powodem jej problemów. - Mam, ale zobaczysz dopiero jak skończę. Nie próbuj zmieniać tematu - Brakuje tylko tego, by pogroziła jej palcem. Holly oddycha modą i z nią wiąże swoją przyszłość. Pragnie otworzyć własne czasopismo modowe i własnoręcznie szyć do niego kreacje. Haute couture w wersji magicznej, ot co.
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 14 Paź - 22:53

Ależ Cornelce nie w głowie zerwanie zaręczyn! Nigdy przez myśl jej to nie przeszyło. Taka opcja nie wchodziła w grę. Życie bez Spike'a (choćby nawet z jego strony krótkie) nie wchodziło w grę. Przywykła do tego wszystkiego. Kłócą się, potem godzą, potem znowu kłócą. I wina zawsze leży po stronie Ślizgonki. Ostatnio jednak przegiął. Nie myślała nawet o przeprosinach, bo i niby za co? To on wszedł poturbowany do swojego dormitorium, kiedy ona czekała na niego, gotowana na przeprosiny, o których notabene on nawet nie pamiętał! I jeszcze wspaniałomyślnie oznajmił jej, że w wolnym czasie ugania się za wampirami, bo tak i już, koniec. Właściwie, jeśli chciała się dowiedzieć czegoś, bezpośrednio dotyczącego Spike'a, wyglądało dokładnie tak samo – bo tak i już, koniec. Wyjaśnienia się nie należą, bo jest kobietą i w dodatku jego. I to całe i tak jesteś moja, ale ja twój nie jestem – nerwicy można dostać. Ale Cornelia na początku kłótni zawsze popadała w depresję. Można powiedzieć, że niemal cykliczną. Etap nerwicy nie egzystuje u niej. Może być na niego co najwyżej podirytowana przez moment, albo jak teraz niemiłosiernie wkurzona. Choć minęło już trochę czasu, nadal miała ochotę łupnąć go jakimś zaklęciem. Aż ręka świerzbi.
- Och, nic! – To bo w sumie właśnie nic nie zrobił! - Śliczny kolor! – próbowała mimo wszystko zmienić temat. - Co z tego uszyjesz? – zadała pytanie, co było dopełnieniem próby zmiany tematu, według szkoły Cornelii Golightly.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Holly Fitzgerald on Nie 14 Paź - 23:03

To był cały paradoks tej sytuacji. Holly wciąż wysłuchiwała tego samego - cała relacja Cornelii z narzeczonym opierała się na jednym, najwyraźniej nieskutecznym scenariuszu, powtarzanym w kółko. Zmieniało się jedynie tło i okoliczności, choć odnosiła wrażenie, że z każdą kolejną relacją wydawały się one coraz gorsze. Na jej miejscu już dawno odpuściłaby sobie - ignorowała go aż do ślubu, albo najlepiej z niego zrezygnowała. A jednak dla Golightly takie rozwiązanie nie wchodziło w grę.
- Cornelia - przerywa jej stanowczo. Choć świerzbi ją i korci, żeby zacząć opowiadać o swoim najnowszym pomyśle, już dawno nauczyła się, że dla własnego dobra należy postawić sprawy innych nad własnymi. Zwłaszcza w takich chwilach. Cornelia jest jej przyjaciółką od sześciu lat, ale nie da się ukryć, że Holly nigdy nie podeszłaby do niej, gdyby nie jej nazwisko i pozycja w magicznym świecie. Uwielbia otaczać się wpływowymi osobami, które w niedalekiej przyszłości mogą otworzyć przed nią wiele drzwi. Niektórzy twierdzą, że powinno trzymać się przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Fitzgerald trzymała jednak najbliżej tych, którzy mogli dać jej najwięcej.
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 14 Paź - 23:20

Obecnie w planach miała wyłącznie ignorowanie jego podłej osoby! Najwyżej zapomni z kim tak właściwie ma się ożenić. Szukać jej towarzystwa też zapewne nie będzie, bo cóż by miał od niej chcieć? Po ślubie i owszem, lecz teraz żadna funkcja nie przypadła jej w udziale. Ma sobie żyć, nie romansując z nikim, boć przecież należy do Spike'a.
- Wiesz, jaki on jest – przewróciła beznamiętnie oczami. Wypowiedziała to zdanie niczym wyuczoną regułkę, mającą usprawiedliwić jego zachowania. - Po prostu dowiedziałam się od niego czegoś, czego nie chciałam się dowiedzieć – dodała jeszcze, gdyż wiedziała, że Holly chce jakiś faktów, a nie czegoś, co już wie odkąd po raz pierwszy podniósł na nią rękę . - Martwię się o niego. – Toż to dopiero toksyczna miłość! Mimo to, czuła ogromną chęć napisania listu do Howarda, lecz nazbyt trwożyła się przed konsekwencjami. Wściekłby się jak nigdy, a tego nie pragnęła. Teraz poudaje, że nic ich nie łączy. Za rok w Hogwarcie go nie będzie, więc i może się po jej ostatnim roku się trochę polepszy. Ach, te bytowanie pośród marzeń.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Holly Fitzgerald on Sob 20 Paź - 18:03

Gdyby za każdym razem gdy gorąco zapewniała ją, że od tego konkretnego momentu miała uparcie ignorować jego osobę, chciała postawić jednego sykla, z całą pewnością byłaby już bankrutem. Lata przyjaźni z Cornelią nauczyły ją, by nie brać do siebie każdego jej słowa. Lubiła dramatyzować, taka najwyraźniej była już jej natura. A Holly nie uważała się za osobę, która powinna to zmieniać. Znacznie łatwiej było jej ów fakt zaakceptować.
- Nelly, już ci mówiłam, że im mniej o nim wiesz, tym lepiej dla ciebie. Wątpię, byś kiedykolwiek mogła odkryć w nim coś, co nie okaże się odpychające - Nawet nie łudziła się, że tym razem jej słowa wyjątkowo trafią do jej głowy, zamiast zwyczajnie wpaść i wypaść jednym uchem. - To całkiem naturalna reakcja. Ale nie pozwól, by znowu wszedł ci na głowę - To również należało do próżnych życzeń, a Firzgerald mogłaby w ciemno obstawiać, jak zakończy się ta kłótnia. Znowu pójdzie do niego z podkulonym ogonem i znowu wróci zdenerwowana, albo co gorsza - pobita. - Dlaczego znowu do niego poszłaś? - zapytała wreszcie, starając się zrozumieć motywy jej działania, albo przynajmniej poznać szerszy kontekst całej sytuacji.
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 21 Paź - 13:20

Cornelia lubiła wolność, niestety ograniczaną przez Fitzwilliama. Lubiła też jednak samego Fitzwilliama, więc trudno było jej wytrzymać w jakimkolwiek postanowieniu, które deklarowało ignorowanie narzeczonego. Wytrzymywała raptem kilka tygodni, lecz nigdy nie pełny miesiąc, i to wyłącznie dlatego, iż obmyślanie idealnego pogodzenia się, zastania Spike'a samego, wymagało trochę czasu. Ponadto głowę zaprzątały dziewczynie jeszcze inne sprawunki, jak choćby prace domowe. Golightly należała do person nazbyt ambitnych, tak więc przedmiotów obranych po piątym roku posiadała aż nadto, spędzając codziennie przed kolacją lub po obiedzie czas w bibliotece. Nie było dnia, kiedy to nie wybrałaby się wertować stronic mniej lub bardziej nudnawych, opasłych tomiszczów.
- Kiedyś był inny – mruknęła posępnie jakby na swoje usprawiedliwienie, kiedy słowa Holly przedostawały się tam, gdzie o ich istnieniu nie będzie miała pojęcia.
Mając na myśli magiczne „kiedyś” oczywiście zamknęła w tym słowie dawne dzieje z dzieciństwa, które zaczynały blaknąć z upływu czasu. Sama Cornelia mało pamiętała z tamtego okresu. Zawsze bardziej zajmowała ją teraźniejszość albo ewentualnie przyszłość. Zachowała jednak fakt (a może tylko wyobrażenie?), że kiedyś było łatwiej z Hoytenberry'm, poza nielicznymi wydarzeniami z nim w roli głównej, gdzie ani ona, ani on nie mieli chęci mordu. Choć może bardziej Spike, aniżeli ona. Jej uczucia tylko się nasiliły z biegiem lat, a jeśli mówić o Fitzwilliamie, to chyba i wyłącznie pogarda.
Nie odpowiedziała na pytanie Holly, uciekając wzrokiem, kiedy z pozoru niewinny rumieniec zagościł na jej policzkach. Nie lubiła kłamać. Doprawdy, powinna znaleźć się w Gryffindorze. Ciekawe, co by wtedy począł Spike na tę skazę.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VI klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach