Hangar na łodzie

 :: Jezioro

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 22 Cze - 0:34

Z drugiej strony, z jakiej racji arystokracja miałaby dostrzegać problemy tych, którymi rządzi? Przez wieki udało im się utrzymać swoją pozycję (z kilkoma wyjątkami i utratami głów), dlaczego więc mieliby zmieniać coś, co służyło im? Ludzie nigdy nie troszczą się o dobro ogółu, za to o własne - zawsze. Rządy oligarchiczne niosły za sobą jednak najmniej szkody dla reszty, właśnie dlatego się sprawdzały.
- A czy różdżka, którą co dzień dzierżysz w dłoni służy do czegoś innego? - zapytała dobitnie, zerkając na niego. - Taką bronią ciężko jest kogoś zranić, co dopiero zabić. Jeśli posługujesz się magią, wystarczą zaledwie dwa słowa. To jej powinieneś się obawiać i ją potępiać - zauważyła błyskotliwie, przysiadając na jednym z pudeł, znajdujących się w hangarze. Dopiero teraz zaczynała odczuwać zmęczenie, które powolnie rozchodziło się po jej ciele, wypierając z niego adrenalinę. Na policzkach wciąż jednak kwitły rumieńce. Sophie uwielbiała dźwięk gitary, co poniekąd było zrozumiałe ze względu na jej miłość do Hiszpanii. Uwielbiała przesiadywać wieczorami na ulicach i słuchać przejmującej gry cantaorów, którzy choć nie posługiwali się magię, potrafili wytworzyć ją na strunach instrumentu. - Strach to słabość, a te powinno się przezwyciężać. A na to jest tylko jeden sposób - odparła. Nie musiała jednak mówić tego, co naprawdę chciało. Wystarczyło spojrzeć w jej ciemne oczęta, by zobaczyć tę ukrytą nutę kpiny. Mężczyzna boi się kobiety i nie obawia się otwarcie do tego przyznać? Zaiste śmieszne.
Z pewnością zaręczyny dla niektórych stanowiły esencję romantyzmu. Jeśli jednak były angażowane od samego początku przez rodziny zainteresowanych, sprawy przedstawiały się zupełnie inaczej. Stwierdzenie, iż Sophie nienawidziła swojego przyszłego męża, mogłoby okazać się eufemizmem. Nie potrafiła zdzierżyć jego widoku, cierpiała, gdy musiała przebywać w jego towarzystwie i umierała na myśl, że mogłaby dzielić z nim życie.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Pią 22 Cze - 1:01

Tutaj dochodzimy do sprzeczności w myśleniu, poglądach. Jedni chcą osobistego spełnienia i zgarnięcia wszystkiego dla siebie, drudzy pragną dać szczęście i radość innym, co doprowadzi ich do owego spełnienia.
- Magią nie tylko niszczysz. Zdecydowanie więcej jest zaklęć neutralnych i pożytecznych, a broń biała jest od razu nacechowana negatywnie i jeśli jej używasz, to na myśl natychmiast przychodzi myśl, że chcesz nad kimś lub czymś górować - mruknął, wzruszywszy ramionami.
Jego rodzina nie uważała muzyki za coś magicznego. W ogóle wszyscy starali się jej unikać, pomijać w życiu codziennym, czego Evan nigdy zrozumieć nie potrafił.
- No niby. Jednak mimo wszystko wybacz, ale nie skorzystam - zawyrokował, uśmiechając się promiennie i przysiadł nieopodal Sophie, oczywiście nie narażając się jej swoją bliskością. Zdarzało mu się widzieć Pszczoły w akcji, jak się zachowują i odnoszą do innych, więc wolał oszczędzić Ślizgonce dodatkowych nerwów związanych z jego osobą. Ale że jeszcze go nie wygoniła, to przecież sam wychodzić nie będzie.
Skoro aż tak jej się nie podobało, to zawsze mogła wykorzystać przecież swoje umiejętności szermierskie. Czyż nie od tego były, od obrony jej osoby, jej spokoju? Jak nie chce spędzać reszty życia z wybrankiem swoich rodziców, mogła się zawsze zbuntować i skonfrontować. Jeśli zaś bała się bezpośredniej rozmowy i ewentualnej kłótni, to można jeszcze uciekać i zaszyć się w jakimś bajecznym miejscu na wybrzeżu Kości Słoniowej.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 22 Cze - 23:58

Czy jednak patrzeć na historię nie można dostrzec pewnej prawidłowości? Każda zmiana władzy wiązała się poniekąd z dostarczeniem dobra ogółowi, jednakże kończyła się na zapewnieniu dobra jedynie jednostce. Innymi słowy, można wyprowadzić konkluzję, że znalezienie ludzi dbających o innych, a nie o siebie graniczyło z niemożliwym.
- Tak ci się tylko wydaje, albowiem tylko to znasz. A Czarna Magia? Uczą nas, jak się przed nią bronić, ale nikt nigdy nie pokazał nam jej ogromu. Magia jest bronią, Evanie. Od władającego nią zależy, w jakim celu będzie się nią posługiwał. Tak samo jest też z bronią białą - możesz albo atakować, albo się bronić. Decyzja jest tylko twoja - wyjaśniła mu tonem grzecznym i spokojnym.
Pragnęła uświadomić mu błąd czy stawała w obronie własnych poglądów?
- Nie mnie powinieneś przepraszać - odparła, niemal z namaszczeniem odkładając broń do futerału. Było późno, powinna zakończyć swój trening. Gdyby nie jego obecność, z pewnością jeszcze długo nie zauważyłaby upływu czasu.
Sophie wykazywała skłonność do nadmiernej uprzejmości. Zawsze pozostawała przesadnie wręcz przymilna, a dobre maniery i delikatne słówka stanowiły jej największą broń. Nigdy nikomu nie uchybiła, konflikty rozwiązywała z uśmiechem i pozostawała wierna mantrze: trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. I choć w gruncie duszy była istotą niebywale temperamentną, cała hiszpańska ognistość spoczywała głęboko w niej, ujawniając się jedynie przy osobach bliskich.
Evan nie mógł tego zrozumieć. Wychował się w innych warunkach, niż ona, inaczej rozumiał więc świat. Sophie nie potrafiłaby uciec i zdradzić przekonań rodziny. Była posłusznie zbuntowaną córką.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Sob 23 Cze - 9:41

Dlatego też dążenie do utopijnego stanu było ulubionym zajęciem Sutherlanda. Zainspirowany przez rodziców hipisów, miał hopla na szerzeniu pokoju, równości i tego typu spraw.
- Ale bronią białą nie będziesz sprzątać, gotować, lewitować. Chodzi mi o to, że magię można używać do neutralnych spraw - wzruszył ramionami. Nie lubił się z nikim kłócić, jednak taka luźna konwersacja z panną Dashwood niebywale go bawiła.
Skłonność do uprzejmości była dla nich w pewnym sensie czynnikiem łączącym, tyle że Sophie była miła dlatego, że tak wypada, on zaś był miły, bo lubił takim być i wierzył, że w każdym znajdzie się coś, co można polubić.
- Dobra. Ile już ćwiczysz? - spytał, przenosząc wzrok na chowany właśnie floret. Jakoś nigdy nie widział Królowej Pszczół pomykającej korytarzami z takim właśnie futerałem, bo z całą pewnością by ją zaczepił i prosił o natychmiastowe okazanie zawartości pokrowca. Evan, jako postać bardzo ciekawska, zawsze musiała wszystko wiedzieć, wszędzie być, wszystko zobaczyć.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Sob 23 Cze - 23:06

To czyni go idealistą, a ci nigdy nie kończą dobrze. Tak, jakby chcieli, również.
- Od tego przecież są skrzaty - wzruszyła delikatnie ramionami, a śliski materiał białej koszuli znów zsunął się z jednego z nich. Po raz kolejny poprawiła bluzeczkę, nie chcąc by Evan przypadkiem posądził ją o niedbałość.
Nigdy nie pozwoliłaby mu odczuć, jak bardzo nie chciała być dla niego miła i prowadzić z nim takiej konwersacji. Gardziła osobami pochodzenia mugolskiego i starała delikatnie odsunąć ich od siebie tak mocno, jak tylko było to możliwe. Tytuł Królowej Pszczół zobowiązywał, a ona nie mogła sobie pozwolić na fałszywy krok. Zwłaszcza, kiedy temat czarodziejów mugolskiego pochodzenia był tak drażliwy.
- Odkąd miałam wystarczająco siły, żeby utrzymać floret - odpowiedziała, zamykając futerał srebrnymi zatrzaskami. Zwykle nie obnosiła się ze swoją pasją, starała się również, by jak najmniej osób o niej wiedziało. Bo choć uwielbiała dysponować informacjami na temat innych osób, niestety nie działało to w obie strony. - Jeśli natomiast pytasz, jak długo ćwiczę dzisiaj, to wszystko zależy od tego, która jest godzina - sprecyzowała, mimochodem wytykając mu, iż jego pytanie nie należało do tych najjaśniejszych.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Sob 23 Cze - 23:47

Idealizm często bywał jedynym jasnym aspektem życia. Mógł przyświecać sensowi bycia, którego często ludzie nie potrafili odkryć. A dla kogo lub czego żyć, jak nie dla ideału?
Spokojnie, Evan nie należał do grona osób aż tak wrażliwych na punkcie swojego pochodzenia. Zdecydowanie większa część jego krwi była mugolska i jakoś się z tym nie krył, choć też nie chodził z wielką tabliczką na plecach z napisem "Jestem mugolem".
- Tak, pytałem o to, kiedy zaczęła się twoja przygoda z bronią - odparł zupełnie niezrażony przytykiem panny Dashwood. - Ale to prawie jak ja z grą na gitarze. Tyle że mnie skusiły opowieści o gronie adoratorek, twoja pasja zapewne z innych pobudek. - Perskie oczko i lekki uśmiech. Z jednej strony Evan niezbyt wiedział, jak ma traktować Ślizgonkę. W jego towarzystwie zawsze była miła i uprzejma, lecz wychodził z założenia, że każdy miał tą drugą, dziką stronę, którą często skrywał. Dlatego też bał się nastąpić Sophie na odcisk, z drugiej strony nie zamierzając specjalnie jakoś się ograniczać i udawać kogoś, kim nie był. Hej, to w końcu Sophie, a nie królowa Anglii, przed którą musi skakać i małpować!
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Nie 24 Cze - 23:00

Dla siebie. Własne dobro jest jedyną wartością, którą człowiek może w pełni wykorzystać. Idealiści byli z góry skazani na rozczarowanie, a ich przekonania na porażkę. Jednostka nie mogła zmienić świata, nie mogła nawet na niego wpłynąć w stopniu znaczącym.
- I otrzymałeś swoją odpowiedź - odparła, może ciut zbyt protekcjonalnie. Szybko jednak zreflektowała się i obdarzyła go jednym ze swoich uśmiechów, które pojawiały się na jej różanych wargach na zawołanie. - Grasz na gitarze? - zapytała w pierwszym odruchu, zwracając twarz do niego. Hiszpańska słabość do tego instrumentu? - Jak można się było spodziewać, to tylko plotki. Żadnego grona adoratorek wokół ciebie nie widać - Gdyby nie ton jej głosu i przymilny uśmiech na twarzy, jej słowa można byłoby odebrać jako przytyk. Którym - w gruncie rzeczy - właśnie były. Drugą stronę natury, tę typowo hiszpańską - ognistą, porywczą, wręcz awanturniczą, można było poznać, gdy Dashwood przypadkiem nadużyła alkoholu (co zdarzało się nadzwyczaj rzadko, zwłaszcza teraz) lub też, gdy jakiemuś delikwentowi udało się wyprowadzić ją z równowagi (a to niestety był przywilej, znajdujący się poza zasięgiem większości). Królową Anglii może nie była, jednakże nie zmieniało to faktu, że powinien zwracać się do niej: Jej Eskcelencjo. Z dużych liter, najlepiej.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Wto 26 Cze - 11:37

Łał, nareszcie jakiś mniej wymuszony uśmiech na tych herbacianych ustach. Skąd panicz Sutherland mógł wiedzieć, że nie był wyuczony? Może dlatego, że jakoś tak zrobiło się nagle pozytywniej. Jakoś tak...
- Mnie bardziej niepokoi to, że jako dziewięciolatek poleciałem na wizję grona dziewcząt, niż to, że ich teraz nie ma - zaśmiał się krótko, po raz kolejny nie dostrzegając żadnego przytyku. Evan miał to szczęście, że posiadał spory dystans do swojej osoby. Można było mu wiele rzeczy wypominać i jęczeć, jaki to on jest straszny, lecz on automatycznie potrafi obrócić wszystko w żart bez zbędnego zakłopotania. Nawet wręcz przeciwnie, uwielbiał chłonąć krytykę (tą szczerą, oczywiście), bo wtedy wiedział według jakich wytycznych powinien iść dalej, by dawać ludziom światło, radość, szczęście i takie tam, co uważał za ważne w życiu.
Oj, jakże ciekawe musiałoby być spotkanie z panną Dashwood, gdy na wierzch wychodziła pikantniejsza strona jej natury. Nie, żeby Sutherland postawił sobie za punkt honoru doprowadzić Ślizgonkę do takiego stanu, broń Merlinie! No i przepraszamy bardzo, ale Evan nie miał zamiaru zwracać się do równolatki Jej Ekscelencjo, nawet jeśli byłaby w tym przypadku Królową.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Sro 27 Cze - 22:32

Ponoć droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek. Droga, do serduszka Sophie wiodła przez gitarę. Kochała dźwięk tego instrumentu, który tak silnie kojarzył jej się z ukochaną Hiszpanią, odkąd tylko sięgała pamięcią. Nie wyobrażała sobie, by jej przyszły wybranek nie potrafił wydobywać z niej magii, może dlatego Edward był skreślony na wstępnie. Jednak patrząc na nią teraz, uśmiechającą się do kogoś takiego jak Evan, nie dało się nie dostrzec wpływu gitary na Dashwood. Czyżby magia?
- To sugerowałoby jedynie, że od najmłodszych lat wykazywałeś pociąg we właściwą stronę. Mógłbyś się martwić, gdyby było odwrotnie - zauważyła, zakładając płaszczyk. Adrenalina powoli opadała, a ona zaczynała odczuwać zimno. Dystans do siebie to coś, czego większości współczesnych nastolatków brakowało. Na samym szczycie tej listy znajdowała się właśnie Sophie, która do siebie podchodziła zdecydowanie zbyt poważenie. Nie potrafiła zrozumieć ludzi, którzy tak jak Evan nie przejmowali się właściwie niczym. Przytyk obracali w żart, a krytykę traktowali konstruktywnie.
Była osoba, która za wszelką cenę starała się wydobyć z niej hiszpańską naturę. I jak do tej pory, jego wysiłki schodziły na marne.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Czw 28 Cze - 2:17

Wiecznie głodny Evan uwielbiał tą zasadę. I sam już kilka lat temu przysiągł sobie, że jeśli ma się wiązać z jakąś kobietą, to tylko z taką, która potrafi gotować. Może być ciemięgą w innych aspektach życia - nie ważne. Krukon we wszystkim może pomóc, byleby tylko potrafiła gotować. Taką to by i na rękach nosił, ot!
- Ano, chyba masz rację - podsumował, przesuwając wzrokiem po ubierającej się właśnie Ślizgonce. - Co w dalszym ciągu nie zmienia faktu, żem ubogi w tej kwestii. - Sam zaserwował sobie przytyk z uśmiechem. Może gdyby panna Dashwood więcej czasu zaczęła spędzać z ludźmi, którzy mają do siebie dystans, może przestałaby się aż tak przejmować wszystkim, co dział się wokół? Życie nie było takie piękne, kiedy trzeba było stale się kontrolować, interesować i przejmować. O, na przykład tydzień spędzony z takim Evanem i zmiana nastawienia gwarantowana!
A jeszcze co do rozbudzania hiszpańskiej natury, to jeśli ktoś naskakuje na nią, atakuje i próbuje wyciągnąć żywsze emocje właśnie w ten haniebny i zdecydowanie nieprzyjemny sposób, to nie dziwota, że Królowa Pszczół jeszcze bardziej się w sobie zamyka i ćwiczy cierpliwość. Może trzeba było po prostu podejść ją jakoś od innej, przyjemniejszej strony?
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 29 Cze - 23:49

Sophie za to nie pogardziłaby noszeniem na rękach. Najlepiej w lektyce, kiedy tłumy biją przed nią pokłony na ulicach. Z pewnością potrafiłaby się doskonale odnaleźć w takiej roli. Czy jednak można się temu dziwić? Dashwoodowie należeli do konserwatywnej arystokracji. Nazywano ją Jaśnie Panienką i tak właśnie traktowano. Od najmłodszych lat wszystko robiono za nią - ubierano ją, czesano, podawano posiłki i zabierano talerze. Gdyby nie uparła się i nie tupnęła wystarczającą ilość razy małą nóżką, nigdy nie nauczyłaby się nawet wiązać butów. Nie można niestety powiedzieć, by to jej przeszkadzało, choćby w najmniejszym stopniu. Uwielbiała być rozpieszczoną małą księżniczką.
- Przypuszczam, że problem musi leżeć więc w innym miejscu - odpowiedziała, poprawiając warkocz. Był już wieczór i wszystkie zaklęcia, utrzymujące jej włosy w doskonałym porządku powoli przestawały działać. Sophie nie mogła nabrać dystansu do siebie. Od najmłodszych lat wpajano jej do głowy jak powinna mówić, zachowywać się i poruszać. A ona zbyt mocno związana była z rodzinną tradycją, zbyt wiele miała do stracenia, by w sposób tak lekkomyślny narażać się na dezaprobatę otoczenia.
- Zdajesz sobie sprawę, że powinieneś od dawna przebywać w swoim dormitorium? - zapytała, zerkając na swój magiczny zegarek. Ona, jako prefekt mogła się z łatwością wyłgać. Jemu za to groziły ujemne punkty i szlaban.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Pon 9 Lip - 11:14

Z tym, że dla Evana każdy był każdemu równy. Nie wyznawał żadnego bicia pokłonów, noszenia na rękach i temu podobnych, no chyba że dla frajdy. Bawić się można, ale jeśli już ktoś specjalnie się wywyższa, łącząc to z żywym przekonaniem o swojej wielkości, wtedy panicz Sutherland zawsze się wycofywał.
Panienka Dashwood niesamodzielnym stworzonkiem? Oj, nie możemy się zgodzić, zważywszy na to, co chwilę temu widział Evan - Ślizgonka z zapałem posługująca się floretem musiała być samodzielna, a przynajmniej w pewnym stopniu z pewnością potrafiłaby o siebie zadbać.
- Niekoniecznie problem. Jakoś nie użalam się nad swym losem, bo teraz nie są mi potrzebne żadne fanki - zaśmiał się, siadając wygodniej. Dezaprobata otoczenia i sama postać Krukona miały ze sobą wiele wspólnego. Pacyfistyczny sposób postrzegania świata, wieczny optymizm i propagowanie równości nie przypadał zazwyczaj do gustu wychowanym w konserwatywnym duchu ludziom, co mimo wszystko nie przeszkadzało Sutherlandowi w kontynuowaniu swojej "misji".
- Teoretycznie. Lecz wolałbym złapać szlaban i móc cię poznać, niż tkwić w dormitorium bez towarzystwa. Nie, śpiący Krukoni raczej nie należą do towarzyskich. - Początkowo chciał się udać na samotny spacer, z dala od ludzi, ale jak miał do wyboru tak bystrą i sympatyczną rozmówczynię, to głupotą byłoby zwykłe olanie jej i pójście dalej.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Pon 9 Lip - 16:30

Równość to największe kłamstwo, jakim karmiło się dzieci. Ludzie nie są sobie równi, trzeba się z tym pogodzić. Istnieją ci lepsi, bogatsi, którzy rządzą tymi gorszymi i biedniejszymi. Świat funkcjonował tak od zawsze, a każda próba zmienienia tego porządku i postawienia wszystkich na tym samym poziomie, za każdym razem kończyła się tak samo. Fiaskiem.
Radziła sobie w życie, gdyż tego od niej wymagano. Jeśli jednak chodziło o prozaiczne czynności, takie jak pranie, prasowanie i gotowanie - przypominała bardziej nieporadne dziecko, niźli szesnastoletnią dziewczynę. Zawsze wszystko robiono za nią i podsuwano jej pod nos. Obiady gotowały się same, tak samo jak czyste ubrania magicznie znajdowały się w jej szafie. Dlaczego miałaby to zmieniać?
- Próbujesz zakryć negacją zranione odrzuceniem serduszko? - zapytała, wyginając usteczka w podkówkę i trzepocząc rzęsami.
- Uważaj, marzenia lubią się spełniać - odpowiedziała, zastanawiając się, czy bardziej zniesmaczyły ją jego banały, czy też zaimponowała jej jego odwaga i bezpośredniość. - Bo między tobą i szlabanem znajduje się jedynie moja dobroć. Nie próbuj jej nadużywać - wciąż uśmiechała się do niego. Evan zbyt mocno ufał ludziom, żeby nie powiedzieć - Ślizgonom. Było bardziej, niż oczywiste, że w momencie zagrożenia, Sophie wrzuci całą winę na niego, byleby tylko wyjść z twarzą z niefortunnej sytuacji. Błyszcząca odznaka prefekta na jej piersi stawiała ją na uprzywilejowanej pozycji.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Sro 11 Lip - 1:06

A może choćby dlatego, że jak w końcu przyjdzie rewolucja, a świat, zarówno ten mugolski, jak i magiczny, obróci się o te sto osiemdziesiąt stopni, to nikt nie będzie podsuwać jej pod nos jedzenia, czyścić i składać ubrań. Choć faktycznie, stare, zgrzybiałe już rody magiczne zapewne nigdy nie dadzą się wykorzenić, ani też odrobinę przesunąć, będąc same w sobie już tak zasklepione, że nie pozwolą wedrzeć się nań nawet szczypcie nowości. W końcu zaburzyłoby to ich świat.
- No i bardzo dobrze! Fanek, jak mówiłem, mi nie potrzeba. Wszystkie z chęcią zamieniłbym na jakąś romantyczkę, z którą dałoby się konie kraść - zamyślił się na moment, już kompletnie wychodząc poza swoją standardową strefę komfortu, za której granicę nie przepuszczał zbyt wielu swych rozmówców.
- Nadużywać? Jakże bym śmiał! Jak chcesz, to mogę sobie stąd iść, ale naprawdę wolałbym posiedzieć z tobą - powiedział najzupełniej w świecie szczerze, tym razem już bez tego swojego promiennego uśmieszku. Czasem łapał się na domysłach, że ludzie traktują go pobłażliwie, lub też po prostu ignorują właśnie za ten uśmiech, sądząc, że ze wszystkiego kpi, żartuje. Wychodzenie z twarzą z każdej sytuacji? On wolał znaleźć złoty środek, najlepiej tak, by było wszystko zgodnie z prawem, blablabla, a nie tylko w taki sposób, by wyszło na jego.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Sro 11 Lip - 1:25

Sophie miała jednak ten komfort, że jeśli nie tu, to tam. Niezależnie od tego, gdzie upadłaby władza, ona zawsze miała drogę ucieczki. Z resztą, wiza tego, iż w Hiszpanii miałaby upaść monarchia zdawała się niebywale abstrakcyjna. Wszyscy wiedzą, iż naród ten znany jest ze swej konserwatywności, nie ma szans na rewolucję.
- To się chyba wyklucza - zauważyła, po raz kolejny unosząc do góry brew. Romantyczki miały to do siebie, że od kradzieży koni wolały spacery w świetle księżyca. Z resztą, po co kraść zwierzęta? Żeby potem nie mieć ich gdzie trzymać?
- Dlaczego? - zapytała, zwracając ku niemu lico. Zaczęła mu się przyglądać, to z zaciekawieniem, to z podejrzliwością. Zdawała sobie sprawę, że wielu chłopców byłoby gotowych zapłacić wiele za to, by ją poznać, ale Evan nie wyglądał na ten typ. Szukający sławy i pieniędzy, których Dashwoodówna miała pod dostatkiem. Zdawał się być szczery, otwarty i naturalny, a to cechy, które w jej świecie były spotykane nader rzadko. Przyzwyczaiła się już do wyuczonych gestów i grzeczności, do unikania faux pas za wszelką cenę. On się nie bał. Może nie miał nic do stracenia, ale w ogólnym rozrachunku zyskiwał więcej, niż ci wszyscy arystokraci, skupieni jedynie na sobie.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Sro 11 Lip - 1:43

To, że z katolickiego kraju nagle wszyscy przejdą na anglikanizm, też wydawało się być zupełnie nierealne. A jednak się stało. To, że nagle wszyscy zaczną używać elektryczności, a pojazdy parowe zostaną zamienione na silniki z innym napędem też miało być niebywale odległe. A jednak się stało. Czy i nie tak może być w przypadku konserwatywnej Hiszpanii? Ale może lepiej generalizując, rewolucja może dotknąć cały świat.
- Ale właśnie o to mi chodzi! Żeby nie była to wyłącznie cicha, melancholijna romantyczka, ale taka, z którą można się bawić. No wiesz, do tańca i do różańca, jak to mówią - wyjaśnił pokrótce, uświadamiając sobie, że rzeczywiście często mówił tak wielkimi skrótami, że sam najpierw musiał w głowie rozwinąć swoją myśl, by następnie przekazać ją dalej w sposób zrozumiały dla innych.
- Dlatego, że cię nie znam i bardzo nie lubię opierać swoich opinii na krążących plotkach. Sztywna panienka, która wszędzie biega wyłącznie z gronem równie drętwych dziewcząt to raczej nie Sophie, którą właśnie widziałem w akcji z floretem. - Evan nigdy nie potrzebował pieniędzy i sławy. On chciał wiedzy i pokoju na świecie. Chciał uczynić świat lepszym, piękniejszym, a wszystko wskazywało na to, że z potężną wiedzą magiczną może to osiągnąć. Opinia publiczna? Phi. Duma? Bleh. Nie miał niczego do stracenia, bo tak naprawdę niczego nie posiadał, poza pozytywnym nastawieniem do życia i garścią marzeń.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Sro 11 Lip - 10:59

Przejście na anglikanizm spowodowane było nie rewolucją ludu, a kaprysem króla. Późniejsza władza egzekwowała nową religię, ludzie więc zaczęli ją przejmować. Ciężko jednak porównywać poczynania Henryka VIII i aktualną sytuację w Hiszpanii. Zwłaszcza, że nawet liberaliści półwyspu Iberyjskiego byli zwolennikami monarchii. Świat idzie naprzód pod względem przemysłowym, tego nie da się zaprzeczyć. Jednakże w polityce wciąż pobrzmiewają echa dawnych dziejów.
- Zdajesz sobie sprawę, że równie dobrze możesz prosić o deszcz, stojąc na środku pustyni? - zapytała, może ciut zbyt protekcjonalnym tonem. Evan najwyraźniej musiał być niepoprawnym romantykiem - to zdawało się niebywale urocze, ale również naiwne. Nawet Sophie wiedziała, że książę z bajki.
Słysząc niejako obelgę, wypływającą z jego ust, zacisnęła szczękę i policzyła w myślach do dziesięciu, starając się nie dopuścić swojej awanturniczej strony natury do głosu.
- Wielu ludzi chce mnie poznać - odpowiedziała jedynie, posyłając mu kpiący uśmiech. - Dlaczego więc miałabym pozwolić na to właśnie tobie?
Sophie nie potrafiła zrozumieć, jak można tego nie chcieć. Nawet biedni, którzy nie mieli pod dostatkiem galeonów na kącie, zazdrościli tym pięknym i bogatym. Jak więc Evanowi udało się przed tym uchronić?
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Sob 14 Lip - 10:38

Każdy idzie z duchem czasu. Nawet tak zagorzała w swoim działaniu Hiszpania pójdzie kiedyś do przodu. Może za rok, może za dekadę, ale pójdzie.
- Przesadzasz. Jestem przekonany, że taką znajdę - znów się uśmiechnął, nieco cieplej, jakby ponownie nie zwrócił uwagi na jej ton. - Nikt nie jest przecież tylko szalony albo tylko spokojny. Gdyby tak było, świat byłby nudny - mruknął, wzruszywszy ramionami, uświadamiając sobie gorzką prawdę, że przecież jeszcze takiej nie znalazł. Niby w samym Hogwarcie kilkaset dziewcząt, ale ten jego ideał... Może jednak znajdzie ją gdzieś dalej, za kilka lat, a nie tu, w szkolnych murach?
- By złamać zasadę? - podsunął, odpowiadając uśmieszkiem. - Nie, żebym usilnie chciał coś z ciebie wyciągnąć, ale zastanów się, ilu masz znajomych takich, jak ja?
Krew to może i miał nieczystą, ale akurat na biedę narzekać nie mógł. Zresztą nigdy nie był jakoś wybitnie wymagający pod względem zachcianek. Pieniądze były mu potrzebne wtedy, gdy potrzebował nowej gitary lub książek. Sława też jakoś nie miała dla niego większej wartości. Bo czym miałby się chwalić? Talentem muzycznym? Zamiłowaniem do historii? Czy może promowaniem pokoju na świecie? Nawet jeśli tą sławę już by zdobył, to później czuć na sobie spojrzenia tych wszystkich ludzi, być obserwowanym, a nawet śledzonym... Brr!
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Nie 15 Lip - 21:18

- Pozostaje mi jedynie trzymać kciuki - skwitowała z pobłażliwym uśmiechem. Sophie twardo stąpała po ziemi, uważając, że w jej życiu nie ma miejsca na bujanie w obłokach. Może Evan kiedyś znajdzie tą jedną jedyną, która skradnie mu serce. Może będzie ucieleśnieniem jego marzeń i zestarzeją się u swego boku. Może. A może po ślubie wszystko się zmieni, czułe słówka zamienią się w krzyk, a słodkie dziewczę - w potwora. Nie można brać życia za pewnik, układać własnych scenariuszy.
- Gdyby zasady były po to, żeby je łamać, nie musiałyby istnieć. Ich cel jest odwrotny, Evanie - nachyla się nieznacznie w jego stronę. - Należałoby raczej zapytać, czy chcę mieć znajomych takich, jak ty - Sutherland uderzył w jej słabą strunę. Sophie nigdy nie mogła polegać na swoich znajomych, ufać im. Oni wszyscy otaczali ją, gdyż zależało im na jej pozycji, lecz gdyby ją straciła - szybko wbiliby jej sztylet prosto w plecy. Prawili wymuszone komplementy, śmiali się, gdy żartowała, ale nigdy nie byli jej bliski. Evan zupełnie nie wpisywał się w ten kanon. Wydawał się szczery i zainteresowany nią, ale najwyraźniej bez żadnego namacalnego celu.
Ktoś kiedyś powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają. Sophie wychodziła z założenia, że ten ktoś zwyczajnie nie wiedział gdzie i co kupować. Pieniądze były przepustką do szczęścia, trzeba było tylko umieć umiejętnie ich użyć.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Pią 27 Lip - 1:34

Czułe słówka w krzyk? Oj, bez takich dramatycznych historyj. Zadaniem numer jeden było znalezienie wybranki. Zadaniem numer dwa będzie szczęśliwe dotrwanie w jednym kawałku do końca swoich dni.
- Oczywiście. Bez zasad świat byłby okropny. Jednakże jeśli jakieś zasady zostały wymyślone na potrzebę chwili sto lat temu i nie zostały zweryfikowane do czasów obecnych, to jaki jest sens w to brnąć? - Na szczęście panna Dashwood posługuje się zdecydowanie lepiej bronią, niż jej znajomi (a przynajmniej jest taka nadzieja) i fizycznie Ślizgonka raczej nie ucierpi. Gorzej jednak z bólem wewnętrznym, związanym z przykrością i zawodem na innych. - A jakim znajomym jestem? Przecież mnie nie znasz. Zamierzasz mnie z miejsca ocenić i zapewne na wejściu przekreślić naszą przyszłą wielką przyjaźń? - Tak, teraz się nabijał. Sophie nie wyglądała na kogoś, kto pozwalał ludziom zbliżać się do siebie na tyle, by się zaprzyjaźnić. Jej dwórki były raczej ozdobami, niż powiernicami, ale kto wie. Wszak nie ocenia się książki po okładce.
Pieniądze pomagały w życiu. Można było zapewnić sobie wysokie luksusy, ubrania, biżuterię, jedzenie, podróże, cokolwiek. Z tym, że Evan pieniądze miał, nie poczuwał się jednak do ich ciągłego wydawania, by polepszyć sobie humor, czy też chwalenia się stanem swego konta w tym samym celu.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 9 Sie - 17:36

Pytanie raczej brzmiało, w jakim stopniu uda mu się z tych zadań wywiązać. Całkiem niewykluczone, że dopnie swojego i znajdzie wybrankę swojego serca, z którą się zestarzeje, ale szczerze - jakie miał ku temu szanse? Mógł oczekiwać jednego, ale to, co zaserwuje mu los, może znacząco się od jego wyobrażeń różnić. Nie jesteśmy panami własnego życia, głównie dlatego, że zawsze zamieszani są w nie inni.
- Skoro nie zostały zweryfikowane, może owa weryfikacja wcale nie jest konieczna? Jeśli coś działa dobrze, po cóż wymieniać go na coś nowego, co w każdej chwili może zwieść? - zapytała sucho, lustrując go wzrokiem. Zawsze unikała ludzi takich, jak Evan. Właśnie przypomniała sobie, dlaczego. Bo nawet, jeśli nie może polegać na własnych znajomych, przynajmniej ma pewność, że zawsze jej przytakną. A jeśli Sophie czegoś nie znosiła, to zdecydowanie gdy ktoś ją krytykował. Cóż, uradziła się po to, by jej przyklaskiwano. Zawsze i wszędzie. - Dokładnie to zamierzam - odpowiedziała chłodno, by po chwili dodać: - Powinieneś już iść, jest grubo po ciszy nocnej.
Sophie nigdy nie wierzyła w przyjaźń. Ludzie zawsze byli dla niej jedynie środkiem, nigdy celem. Potrzebowała ich towarzystwa, ale niczego więcej.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Pią 10 Sie - 0:10

Zignorował standardowo mające być kąśliwą uwagą słowa i wzruszył ramionami obojętnie. Unikała ludzi takich, jak Evan? No to chyba niezbyt skutecznie, bo ludzie tacy jak Evan prędko się nie odczepują od swojej "ofiary", tak jak przypadło właśnie pannie Sophie. Albo powie mu się dobitnie, że ma sobie pójść, albo będzie siedzieć i zamęczać innych swoją osobą przez cały czas.
- Dobra. Pójdę, o ile pójdziesz razem ze mną - zawyrokował z zadziwiającą, nawet niepasującą do niego stanowczością. Przecież jej tu samej nie zostawi i nie da się spławić. To zdecydowanie nie ten typ. Evan może i jest ułożonym chłopcem, ale bez przesady. - No, idziemy? - dopytał jeszcze, podnosząc się z miejsca i spojrzał na pannę Dashwood wyczekująco. Zniósł jej pełen konsternacji wzrok, po czym oboje opuścili hangar, kierując się ku szkole.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Nie 30 Wrz - 4:44

Deria raczej niechętnie opowiadała o sobie. Wolała słuchać o Laurie. Właściwie, to dziwiła się sobie, że z zaciekawieniem słucha, jak dziewczyna opowiada jej różne historie i ciekawostki. Zazwyczaj przechodziła obojętnie obok wszelkich faktów z życia innych ludzi. Teraz wysłuchiwała się w melodyjny głos towarzyszki i z uśmiechem pokonywała drogę u jej boku. Kilka razy, przez nieuwagę, zdarzyło jej się potknąć i stracić równowagę. Chwytała się wtedy ramienia Laurie i udawało jej się nie przewrócić.
Do hangaru doszły zaskakująco szybko, dziewczyna czuła się jednak wyczerpana, więc opadła z ulgą na deski. Ceryx podfrunął, ćwierkając radośnie i usadowił się nieopodal nóg swojej pani.
Chciała zagadać, chciała o coś zapytać, ale pytania o pochodzenie, ulubiony kolor, czy życie były zdecydowanie nie w jej stylu. Milczała po prostu, wdychając świerze powietrze, nasiąknięte zapachem jeziora. Bardzo lubiła jezioro. Kolajrzyło jej się ze spokojem i orzeźwieniem. Nigdy nie kąpała się w nim, z oczywistych powodów, ale sam zapach jej wystarczał.
Posłała uśmiech około pół metra obok Laurie.
- Słuchaj... Faktycznie słychać ptaki! - Stwierdziła tylko i spuściła głowę, wciąż miechając się do siebie. - Czy Ty wierzysz w przeznaczenie? W to, że wszystko to już było, a my tylko odgrywamy swoje role? - Zapytała spokojnie, z wręcz radosną nutą w głosie. - A gdyby istniał dowód - uwierzyłabyś? Czy mogłabyś z tym żyć? - Teraz faktycznie dało się wyczuć pewien chłód i smutek, gdzieś pośród słów, które wypowiadała. Nie czekała przecież na odpowiedź. Właściwie - znów to robiła. Szukała ludzi, którzy rozumiejaą. Tylko że nie umiała szukać... Większość ludzi nie potrafi rozmawiać... O tym. A ona przecież musi o tym mówić! Bo To przecież główna część jej życia.
Jak by zareagowała Laurie, na wieść o tym, co ona widzi? Albo o tym jak wywołuje wizje? Byłaby przerażona, zatroskana? A czy rozumiałaby DLACZEGO?
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Nie 30 Wrz - 23:07

Rozumiała, że dziewczyna może być nieco bardziej skryta i zdystansowana niż ona. Laurie zresztą nie zwierzała się jeszcze z bardziej osobistych spraw. Rozumiała, że i tak na wiele sobie pozwala, w dodatku może nie wydaje się zbyt interesująca, ale od czegoś trzeba zacząć. A chyba najlepszy start, to jednak ten neutralny.
Gdy więc widziała, że Deria nie ma ochoty opowiadać o własnym życiu, Gryfonka zaczęła głośno wspominać swoją rodzinną okolicę, perypetie jakie ją tam spotykały i swoją rodzinę, za którą ostatnio coraz bardziej tęskniła. Widziała ich ostatnio kilka miesięcy temu, gdy wyjechała na przerwę świąteczną. I tak, jak zazwyczaj nie przywiązywała do tego wielkiej wagi, tak teraz z utęsknieniem czekała na listy przesyłane raz w tygodniu przez matkę czy siostry. Jej ojciec, choć na co dzień był spokojnym i sumiennym pracownikiem dostarczającym materiały dla różdżkaży, po godzinach aktywnie udzielał się w Zakonie Feniksa. I mimo że walka z Sam Wiesz Kim dawno już się zakończyła, wciąż miał pełne ręce roboty, jako że wielu z śmierciożerców wciąż pozostawało na wolności, szerząc idee swego pana. Przez to Laurie, pozornie beztroska jak dawniej, chwilami zżerana była żywcem przez niepokój (czego oczywiście nie chciała po sobie pokazać), póki nie mogła przeczytać w wiadomości, że wszyscy w rodzinie są cali i zdrowi - łącznie z ojcem.
Gdy dotarły do celu, wzięła głęboki wdech, ciesząc się świeżym zapachem wody i budzącej się do życia roślinności. Usiadła obok Derii, spuszczając nogi nad taflą jeziora i z uśmiechem rozejrzała się dookoła. Oparła się o skraj pomostu, chwytając deski palcami i pokiwała głową, zapominając się na chwilę. Zerknęła na Krukonkę kątem oka, gdy ta spytała o przeznaczenie. Ściągnęła lekko brwi, wciąż zachowując na ustach uśmiech.
- Czasem się nad tym zastanawiałam... Ale nigdy nie dostałam żadnego, wiesz, znaku, że może tak być. A chyba byłby mi potrzebny, żeby uwierzyć - odparła, odwracając twarz całkiem w jej stronę. - Zmierzasz do czegoś konkretnego? - Zapytała z zainteresowaniem.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Czw 4 Paź - 18:20

Deria zapewne zrozumiałaby jej niepokój. Ona martwiła się o matkę z powodu swoich przepowiedni. Karty jednoznacznie zwiastowały rychłe nieszczęście. Zwiastowały... śmierć. Bała się pomyśleć co by było, gdyby przepowiednia się sprawdziła. Jej wiara w prawdziwość wróżb dodatkowo podsycała niepokój. Dlatego od wielu dni chodziła nerwowa i regularnie prosiła Shirę, żeby sprawdziła jej pocztę. Czego się spodziewała? Listów z domu nie dostawała nigdy... A gdyby otrzymała zawiadomienie, o jej śmierci - już nic nie mogłaby zrobić. Nie zmieniało to faktów. Bała się każdego kolejnego poranka. Próbowała przemówić matce do rozsądku. Już dawno próbowała. W cztery oczy, pisała też listy - żadnych rezultatów. Ta kobieta naprawdę prosiła się o nieszczęście. Nie umiała zachować ostrożności, zadbać o własne bezpieczeństwo.
Skinęła tylko sztywno głową. Wahała się. Zdecydowała w końcu, że nic jej nie powie o swoich obawach.
- Zmierzam do tego, że wydaje nam się często, że niczego nie możemy być pewni. Wydaje nam się, że mamy wpływ na swoje decyzje i w końcu, że niektórzy ludzie są potężni, lepsi, bo na to zapracowali. To kłamstwo. - Powiedziała spokojnie. Puściła dłoń koleżanki.
Miała ochotę zrobić coś przyjemnego. Zabawić się. Tylko ten jeden temat zaprzątał jej głowę i psuł całą radość, jaką w sobie nosiła. Chciała zrzucić ten ciężar, ale musiała porozmawiać, tymczasem nie miała za bardzo z kim. Była też wściekła na siebie, za to przygnębienie i ogólnie niewesoły nastrój. Nie żeby była z natury zabawna i wesoła, ale ta niekończąca się depresja ją przytłaczała, dusiła i z pewnością nie napawała optymizmem i chęcią do życia. Miała ochotę położyć się i nic nie robić. Wiedziała jednak, że to byłoby najgorsze wyjście, więc szukała sobie zajęcia. Na szczęście trafiła na Laurie. Powoli czuła się tak, jakby mogła jej zaufać. Faktycznie - Cathcart wywierała pozytywne wrażenie.
Miała ochotę ją przytulić, ale czuła opory. W końcu znały się osobiście ledwie kilka chwil.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach