Hangar na łodzie

 :: Jezioro

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 17 Maj - 18:14

Melka nawet zastanawiała się, jak mogła tak mówić, choć od czwartku zastanawiała się nad tym o wiele mniej. Unikanie seksu to również unikanie niechcianej ciąży. A tak nabijała się z Roselyn, że jeśli dalej nie będzie uważać, to ona, Amelia, zostanie ciocią. Teraz sytuacja odwróciła się i nie wiadomo, komu będzie do śmiechu.
Myślę, że pozostaje nam poczekać i zobaczyć jak Victor, nasz czarny charakter, sprawdzi się w roli męża. I ojca również, bo za osiem miesięcy będzie mógł trzymać w ramionach swoje pierworodne dziecko - czy syna, nie wiadomo.
- Nie mogę się doczekać - zachichotała, bawiąc się dekoltem jego koszulki i zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś może ich tu nakryć. W końcu są zaręczeni, a Victor ma prawo trzymać łapki pod jej sukienką, prawda?
- Szósty czerwca - przytaknęła - O Merlinie, muszę do tej pory znaleźć sukienkę! - no tak, bo czym innym, jeśli nie sukienką Amelia miałaby się przejmować? Ale kto by jej się dziwił? Ślub bierze się raz w życiu (teoretycznie) i wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. A jeśli nie wszystko, to z pewnością panna młoda.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Pon 17 Maj - 18:20

Raczej nikomu, ale ćśśś. Bo Roselyn i tak na razie się nie dowie, chyba, że Melka postanowi się jej przyznać. Ale fakt, faktem - kobiety miały pod tym względem naprawdę przesrane. Faceci mogli korzystać do woli z życia, a one musiały martwić się niechcianą ciążą. I gdzie tu sprawiedliwość?
Tak, tylko to nam pozostaje. Aczkolwiek ja sądzę, że nie będzie taki najgorszy. Niby to wciąż będzie Vicuś, ale mimo wszystko... Co do tatusiowania - na pewno wiele będzie się musiał nauczyć, bo nie zamierza pytać o zdanie choćby swego ojca na przykład, bo ten to się akurat nie nadaje na wzór do naśladowania...
Dokładnie - ma pełne prawo.
- Ja też - wymruczał i zaczął całować ją niezwykle namiętnie.
Zaśmiał się wesoło. No tak, sukienka - najważniejsza rzecz związana ze ślubem. Nie podejrzewał nawet, że fakt zaręczenia się z kimkolwiek będzie sprawiał mu tak wielką przyjemność i radość. Był... szczęśliwy. Chyba po raz pierwszy w życiu prawdziwie szczęśliwy i postanowił podzielić się tą informacją z Melką.
- To śmieszne, ale jestem szczęśliwy, wiesz? - powiedział, uśmiechając się szeroko.
Bo dla niego to było dziwne, ale niezwykle fajne!
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 17 Maj - 18:37

Golightly uważała, że mniejszym złem będzie przyznanie się i jej i Marley, gdyż ani jedna, ani druga nie uwierzą w tak nagły ślub z miłości, czy czego tam innego.
Nie tylko on będzie musiał sporo się nauczyć, aby sprawdzić się w przyszłej roli rodzica. Amelia chyba zamieni kilka słów z babką, gdyż jej własna matka wymigała się od odpowiedzialności, a ona sama nie miała zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci. Do tej pory uważała je tylko za krzyczące i nie potrafiące wyartykułować swoich potrzeb małe odmiany ludzi, a wizja, że będzie musiała wstawać w nocy, by nakarmić, przewinąć czy ponownie ułożyć do snu swojego synka lub córeczkę, wcale nie była obiecująca.
Uradowana jak nigdy dotąd odwzajemniała pocałunki z niezwykłą, nawet jak na nią, zachłannością. Popchnęła go do tyłu, tak aby położył się na drewnianej posadzce górnej kondygnacji hangaru i pochyliła się nad nim, wciąż nie przerywając pocałunków.
- Ja też - Ona również uśmiechnęła się do niego. Prawdę powiedziawszy, miała powody do radości: nie musiała już dłużej zawracać sobie główki, czy wybrać Neila czy Yaxley'a, a w dodatku naprawdę chciała poślubić Victora. To naprawdę idealne rozwiązanie sytuacji, w jakiej się znaleźli. Przynajmniej z jej punktu widzenia - Amelia Hewson, jak to dziwnie brzmi - nawet nie zdawała sobie sprawy, że wypowiedziała te słowa na głos. Niby były inne możliwości - zachowywanie panieńskiego nazwiska, łączenie ich i inne cuda niewidy, ale w świecie magicznym było to uznawane z kiczowate. Żona miała nosić nazwisko męża i tyle.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Pon 17 Maj - 23:42

Cóż, co racja, to racja. Victor jednak nie zamierzał rozmawiać z żadną z nich, a jeśli go napadną w jakimś ciemnym zaułku lochów i zaczną wypytywać to je zaknebluje i podrzuci Severusowi pod drzwi z czerwoną kokardą na głowach...
Ja osobiście uważam się, że początki ojcostwa Hewsona mogą być naprawdę ciekawym i śmiesznym etapem w ich życiu. Już wyobrażam sobie jak łapie małe bobo za nóżki i przygląda mu się z miną trolla górskiego, mówiąc "z której strony wkłada się butelkę?" To by było dla niego typowe, doprawdy...
Zaśmiał się, gdy potraktowała go w ten, jakże brutalny, sposób i rozłożył ręce na boki, podpierając się na łokciach. Po chwili jednak położył się, wsuwając znów dłonie pod jej sukienkę, podciągając ją wysoko na biodra i ściskając lekko jej pośladki.
Zmarszczył brwi, uśmiechając się jednak.
- A mnie się podoba - powiedział szczerze, pokazując jej język.
Co dziwniejsze, on także chciał wziąć z nią ślub.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 17 Maj - 23:59

No tak - wszystkie rozmowy spadły na głowę Golightly. Powoli zaczynała rozważać zebranie wszystkich, których należałoby poinformować w jednym miejscu i wygłoszenie orędzia jedynie raz. A tak? Roselyn, Marley, Neil, Leah, wuj Tertius i rodzina w liczbie sporej. Victorowi było łatwiej - ojciec już wiedział i pozostało jedynie powiadomić go o ślubie, a matula siedziała w Azkabanie. I gdzie tu człowieku sprawiedliwość? Ona musi przestać pić i palić, jemu nikt nie każe. Jej urośnie brzuch, jemu tylko na starość jeśli będzie pił zbyt wiele piwa. Brak moi mili, kobiety mają gorzej!
Zaiste ich rodzicielstwo będzie czymś godnym zapamiętania - Amelia będzie biegała obłożona książkami macierzyństwie i nawet nie pozwoli Victorowi chwycić bobo za nogi bo jeszcze uszkodzi. W efekcie, bobo będzie leżało w łóżeczku i wszyscy będą bali się go dotknąć. A co będzie, gdy dzidzia w nocy zacznie się drzeć, kto będzie wstawać?
Zaśmiała się, zupełnie nie przejęta tym, że leży z dolną częścią pleców na wierzchu, jak damie z pewnością nie przystoi. Wsunęła dłonie pod koszulę Victora i ponownie zajęła się jego ustami; zdejmować, czy nie zdejmować oto jest pytanie!
- Victor Golightly brzmiało by ładniej - mruknęła, zdając sobie sprawę, że i tak stanie na wersji poprzedniej. Jeśli oczywiście nie podzieli losu Agnet, bo zawsze istniało takie niebezpieczeństwo - Amelia Hewson, o Merlinie! Jakby ktoś powiedział mi o tym pół roku wcześniej chyba zabiłabym śmiechem - Melka wcale nie wyglądała na niezadowolona tą wizją, jedynie trudno było jej się do tego przyzwyczaić. I przypuszczalnie przez najbliższy rok po ślubie wciąż będzie podpisywać się Amelia Golightly.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Wto 18 Maj - 0:07

Zawsze to powtarzałam. Dlatego osobiście chciałabym być facetem. Oni mają przez całe życie z górki, a my wciąż pod górkę. W każdym razie - Vic byłby w stanie nawet z nimi porozmawiać, ale nigdy w życiu sam, na sam, bo by mu jeszcze oczy paznokciami wydłubały, a wtedy to już na pewno byłby kiepskim materiałem na męża i ojca...
Gdy dzidzia zacznie się w nocy drzeć? Victor poderwie się do pozycji siedzącej, chwyci różdżkę i w ostatniej chwili powstrzyma się przed rzuceniem zaklęcia? Ostatecznie zachowa się jak stuprocentowy facet i tatuś w jednym, a co za tym idzie - wyciszy zaklęciem dzieciaka. Jest jeszcze opcja z korkami do uszu i przykrywaniem głowy poduszką - tak robił mój tatuś z tego, co opowiadała mi mamusia...
Wciąż się śmiejąc i całując ją na przemian, zmienił ich pozycję tak, że już nie świeciła gołymi plecami, za to on przykrywał ją swoim cielskiem.
- Jednak pozostałbym przy poprzedniej wersji.
Nie podzieli z całą pewnością losu Agnet. Nawet nie dlatego, że poprzysiągł nigdy już nikogo nie zabić. Ale po prostu za bardzo podobał mu się pomysł tego małżeństwa.
- Cóż, ja z całą pewnością zareagowałbym tak samo - odpowiedział.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 18 Maj - 0:19

Z koleżankami i kuzynką mogła pogadać, to nie było dla niej większym problemem. Owszem, zapewne usłyszy niekończące się kazanie od Roselyn, zaczynające się na tym, że nie powinna pozwolić Victorowi zbliżyć się do siebie, a kończące się na tym, że nie powinna pozwolić mu zrobić sobie dziecka, a już w szczególności nie powinna wychodzić za niego. Gorzej natomiast z rodziną: matka i ojciec prawdę powiedziawszy jej nie obchodzili, ale co powie babcia, dziadek? Zszargała honor rodziny i tyle. Poza tym, Melka miała dziwne przeczucie, że niechęć, jaką żywi do niego Tertius znacznie wzrośnie.
Po drodze dostanie mu się jeszcze od Amelii, która chcąc nie chcąc będzie musiała wstać i uspokoić dzidzię. Taka niewdzięczna rola matki. Tu niestety pojawia się kolejny problem - jak rozwiązać problem z dzieckiem, bo przecież wykluczone by spało w wspólnym dormitorium. Tym bardziej będzie musiała porozmawiać z wujkiem.
Niech się nacieszy taką pozycją, bo nie długo, ze względu na dobro ich maleństwa będą musieli pożegnać się z nią na czas nieokreślony. Co wcale nie oznacza, że Melka miała zamiar zrezygnować z seksu podczas ciąży, broń Merlinie!
- Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję! Amelia Hewson, za co? - mruknęła, przyciągając go do siebie i zamykając mu usta pocałunkiem.
Victorowi podoba się pomysł ślubu? Świat się już skończył!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Wto 18 Maj - 0:26

Pieprzyć Rose - ona by tylko wszystkich pouczała, a w rzeczywistości sama popełnia takie same, jeśli nie gorsze błędy, więc jest kiepskim głosem sumienia. Ale rzeczywiście gorzej miała się sprawa z rodziną Melki. Victor byłby w stanie nawet sam z nimi porozmawiać, ale nie sądził, żeby to w czymś pomogło. Raczej chyba by tylko pogorszyło całą sprawę, dlatego też wolał zostawić tę rozmowę Melce.
Zapewne mu się dostanie, ale to już i tak nie będzie miało większego znaczenia, jeżeli się obudzi - tak, czy siak będzie wkurzony i niewyspany następnego dnia. Victor póki co nie myślał jeszcze gdzie będzie spało ich dziecko, ani gdzie oni sami będą spać, bo do tego momentu było jeszcze tak wiele czasu, że naprawdę nie widział potrzeby rozważania tegoż faktu.
Zdawał sobie z tego, wbrew pozorom, sprawę, choć póki co mieli jeszcze troszeczkę czasu na różne eksperymenty. A seks podczas ciąży podobno jest jeszcze lepszy niż zwykle...
- Pomogę ci, moja droga - odparł cicho i oddał z przyjemnością pocałunek.
A niech się kończy - ważne, że oni byli szczęśliwi!
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 18 Maj - 0:40

Ośmielę się stwierdzić, że rodzina Amelii nie będzie przepadać za jej przyszłym mężem z kilku powodów. Głównym jest zapewne dziecko w jej łonie, które przed ślubem nie powinno się tam znaleźć. Do tego dochodzi jeszcze kwestia jego matki - nie zapominajmy, że to Fitzwilliam skazał ją na więzienie - oraz osobista niechęć Tertiusa. Czy będzie łatwo? Z całą pewnością nie, ale teraz nie można było uciec już od odpowiedzialności.
Mnie się wydaje, że oboje będą wkurzeni i niewyspani od lutego przyszłego roku i pozostanie tylko zgadywać, które bardziej. Meli już dzidzia nie dawała spać, gdyż zdarzało się, że poranne mdłości przypadały na środek nocy - ale co się dziwić, skoro ma takich rodziców? Aż strach pomyśleć, co będzie jak zacznie kopać!
O tym jeszcze będą mogli przekonać się w najbliższym czasie jeszcze nie raz, nie dwa i pewnie nikomu nie chce się liczyć ile właściwie. Na razie jeszcze nie próbowali gdyż nie było ku temu sposobnej okazji. Planowanie morderstwa nie sprzyja łóżkowym przygodom.
- Jak, panie Hewson? - zapytała pomiędzy kolejnymi pocałunkami.
Teraz szczęśliwi są, ważne żeby im to zostało po ślubie.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Wto 18 Maj - 12:22

Victor naprawdę miał głęboko gdzieś rodzinę i jej zdanie. Już wystarczająco namieszali w ich życiu. Amelia właściwie nie miała rodziców, Victor miał szaloną matkę w więzieniu i oziębłego ojca, który nie zamierzał zainteresować się losem swojego syna. On osobiście miałby ochotę po prostu się od nich wszystkich odciąć. Jak najszybciej. Bo z rodziną na karku nigdy nie będą szczęśliwi.
Niewyspana pewnie bardziej będzie Mela, ale wkurzony z całą pewnością Vicuś - przecież to on w tej parze szybciej tracił cierpliwość. Chociaż, właściwie źle się wyraziłam - on tej cierpliwości zwyczajnie nie miał.
Z całą pewnością nie sprzyja. Również dowiadywanie się o dziecku nie sprzyja, jeżeli jest się w ich butach. Bo ci, którzy na to dziecko czekają z niecierpliwością z całą pewnością nie mili by problemów z łóżkowymi przygodami.
- Pytanie powinno brzmieć nie "jak", ale "gdzie" - mruknął - bo tutaj jest dość niewygodnie, nie sądzi pani, pani Hewson? - zapytał, uśmiechając się znacząco.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 18 Maj - 16:32

Odcięcie się wcale nie będzie takie łatwe, gdyż Amelia naprawdę ceniła swoją rodzinę i bynajmniej nie zamierzała tego czynić. Oj, nie.
Cierpliwość jeszcze będzie musiał wyćwiczyć - w końcu lada moment (no dobrze, za kilka miesięcy) może być budzony w środku nocy i to nie przez dzidzię, ale jego mamusie, która będzie głodna i zażyczy sobie czegoś zaiste dziwnego. Oczywiście nie wspominając już, co będzie, gdy odkryje, że nie mieści się w sukienki. W szkole zapanuje armagedon.
A ja myślę, że należy odczekać, aż początkowe przerażenie ciążą opadnie i zupełnie nie będą mieli problemów z łóżkowymi przygodami. Jednakże w chwili obecnej, Amelia myślała jedynie o tym, czego w życiu nie zrobi i że zostanie matką w wieku lat siedemnastu, a mężatką w swoje urodziny. Przecież ona nawet nie była jeszcze pełnoletnia!
- Och Merlinie! Vic, pozwól, że jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie pozostanę panną Golightly - mruknęła, wciąż nieprzyzwyczajona do wizji bycia panią Hewson. Nie chodzi o to, że nie chciała - bo chciała - tylko wszystko działo się tak nagle, zupełnie ją przerażało i potrzebowała czasu, by do tego przywyknąć - W każdym razie, panie Hewson, mnie to zupełnie nie przeszkadza, jednakże jeśli pan nalega, zapytam: gdzie? - powróciła do poprzedniego tonu, delikatnie przeczesując jego włosy palcami.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Wto 18 Maj - 17:49

Jestem pewna, że dojdą do jakiegoś porozumienia, ale nie zmienia to faktu, że rodzina to będzie najtrudniejszy orzech do zgryzienia...
Mimo wszystko uważam, że Vic podoła zadaniu. W końcu on nie był niedorobionym Krukonem, czy ciamajdowatym Puchonem. Był Ślizgonem z krwi i kości, i nie z takimi rzeczami sobie radził! Jeśli się zaprze, a każdy wie, że potrafi, to uda mu się być dobrym mężem. W końcu już teraz troszczy się o Melkę, więc potem będzie już tylko lepiej!
To właściwie nie jest głupi pomysł, bo choć Victorkowi ten fakt wcale już nie przeszkadza, to mimo wszystko chłopczyna zdaje sobie sprawę z tego, że Amelka może mieć z tym wciąż niejakie problemy. W końcu on od wczoraj powinien być już żonaty, więc dla niego nie było nic dziwnego w ślubie.
- No niech ci będzie - zachichotał.
Zamyślił się przez chwilę i podrapał po brodzie.
- A gdzie byś chciała?
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 18 Maj - 20:39

Sprostujmy - ślub nie był dla Amelii problemem. Właściwie, planowała go odkąd skończyła pięć lat i nie pozwoli, by cokolwiek poszło nie tak, a Victor, chcąc nie chcąc, będzie musiał się do tego dostosować, bo Melka jak się zaprze, to umarł w butach. Naprawdę cieszyła się na myśl o białej sukni i welonie, nawet jeśli przy ołtarzu nie będzie czekał na nią całkowicie właściwy mężczyzna. Nie, problemem było to coś w jej brzuchu, co niedługo wyskoczy z niego z wrzaskiem i wrzeszczeć długo nie przestanie. Bała się jedynie macierzyństwa. I tego, że przez dziecko nie uda jej się opanować świata, oczywiście.
A jak Hewson sprawdzi się w roli męża - zobaczymy. Jeśli nawet utrzyma ten poziom czułości i troskliwości, co teraz (jak na to nie patrzeć, biegł za nią do toalety, gdy wymiotowała, to prawie heroizm!), to z całą pewnością będzie dobrze. A jeśli jeszcze się poprawi... Melka pewnie zapomni o księciu z bajki.
- Hmmm... - udała zamyślenie - Jeśli chodzi o mnie, to może być nawet tutaj. Jednakże dzisiaj drogą wyjątku, pozwolę ci zadecydować.
Bo jeśli myślał, że Amelia zawsze pozwoli mu podejmować decyzje, to był w głębokim błędzie. W końcu to najbardziej apodyktyczna osóbka w tym zamku, nawet męża będzie rozstawiać po kątach, a co!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Victor Hewson on Sro 19 Maj - 17:15

Zawsze może wychować dziecko tak, by to ono opanowało świat. Co prawda to już nie będzie to samo, ale jeśli by nie było innego wyjścia. Ostatecznie, kto zrobi to lepiej, niźli potomek Amelii Golightly i Victora Hewsona? Przecież nie istnieje druga osoba odpowiedniejsza do opanowania świata.
On odkąd się jej oświadczył, starał sobie wyobrazić ją w tej białej sukni, ale doszedł do wniosku, że choćby nie wiadomo jak bardzo się starał i tak kiedy ją zobaczy uzna, że jest o wiele piękniejsza, niż w jego wyobrażeniach.
Więc w takim razie dopilnuję, by poprawił się choćby o stopień. Sądzę, że i on nie będzie miał nic przeciwko temu i z chęcią popracuje nieco nad sobą, żeby ułatwić jej życie i sprawić, by mogła choć po części być szczęśliwa.
Podniósł się, zabierając dłonie z jej pośladków i pociągnął ją za sobą.
- Może odwiedzimy Pokój Życzeń, by zobaczyć, czy nadal znajduje się w nim to wygodne łóżko, o którym kiedyś pomyślałaś - uśmiechnął się szeroko i poprowadził ją do wyżej wspomnianego miejsca.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Étaín Seward on Wto 11 Paź - 23:00

Właściwie, skoro już kazali opuścić jej bezpieczne zacisze własnej pierzyny i spędzić niewątpliwie dłużący się dzień w szkolnych klasach, zupełnie nie powinni nalegać, by do niego wracała. Nie chciała być znaleziona, nie chciała, aby ktokolwiek o niej pamiętał... właściwie, chciała jedynie zniknąć. Dlatego właśnie późnym wieczorem, ocierającym się prawie o ciszę nocną, zaszyła w najciemniejszym kącie hangaru na łodzie, podciągnęła kolana pod brodę i skupiła się, by stać się jeszcze mniejszą. Jesienny wiatr, dobiegający znad jeziora smagał ją po pozbawionej wyrazu twarzyczce małej dziewczynki, a nieuczesane, długie włosy smętnie pałętały się wokół niej. Choć nie odczuwała chłodu, jej ciało drżało z zimna, odziane jedynie w szary sweter (czyżby tym razem wykradziony z rajlejowej szafy, skoro inne stały się dlań zupełnie niedostępne) i parę melanżowych getrów. Październik od wielu lat stanowił dla Sewardówny najcięższy okres w całym roku, a każdy kolejny coraz trudniej było jej przetrwać. Z resztą, ten wydawał się bym apogeum całej tej apokalipsy - do tej pory przy czynnościach życiowych utrzymywali ją bracia i przyjaciele. To oni w tym czasie myśleli za nią, pomagając jej wrócić do normy. Teraz jednak została całkiem sama. I co będzie dalej?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Riley Hawthorne on Sro 12 Paź - 21:34

Riley powinien się śmiertelnie obrazić, usłyszawszy, że jego mała, słodka Etka nie ma nikogo, w kim mogłaby pokładać ufność i zaufanie. Okej – był facetem, a facetom z reguły nie powinno się ufać, ponieważ prawie w ogóle obietnic nie dotrzymują, jednakże był jedyną osobą, którą jako tako Etka znała, z którą spędziła niemal całe wakacje i... To wystarczy. Po prostu był pod ręką i powinno się ten fakt wykorzystać, a nie zaszywać się w jakiś ciemnych, odludnych miejscach i poddawać się niekoniecznie chlubnym zajęciom.
Co jednak kierowało Hawthorne'em, że postanowił odnaleźć Puchonkę i nie poprzestał, gdy dowiedział się, że nie okupuje swojego dormitorium? Na dobrą sprawę nie wiedział nawet on sam. Na wszystko to bowiem składało się kilka czynników – tęsknota, strach, chęć spędzenia czasu z kimś, kogo się kocha, ochota na podokuczanie Sewardównie. Nie ustępował więc, nie zrażał się, że było zimno, że Etka jest o wiele lepsza w chowanego, niż on. Miał swój cel, który musiał osiągnąć, a jeżeli towarzyszyła mu do połowy już opróżniona flaszka (cholera, cudem udało mu się przemycić dwie butelki wódki w tajemnicy przed wszystkimi, a z nałogu ciężko mu jest zrezygnować), nie miał na co narzekać – z takim ekwipunkiem nic mu straszne nie było.
- Chochliku kornwalijski, może tu się schowałeś?! – wychrypiał, podpierając się o niezidentyfikowany obiekt, który skrzypnął głośno i zwalił się na ziemię, sprawiając, że Riley jeszcze bardziej zaczął współpracować z przyciąganiem ziemskim. – O kurwa – stęknął, spoglądając na wirującą butelkę, z której nieubłaganie wyciekał alkohol.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Étaín Seward on Sro 12 Paź - 22:21

Étaín nie mogła odpowiadać za siebie, albowiem w tej chwili nie była sobą. Prawie, jak Alicja czuła się zagubiona w otaczającej ją Krainie Czarów, uparcie błądziła wśród ciemności opieszale starając się odnaleźć drogę ucieczki z króliczej nory swej depresji. A Riley... cóż, nie wydawał się być jej personą odpowiednią, by móc wyznać mu swe obawy i wypłakać się w jego ramię. Od tego miała braci i przyjaciół, on nie powinien oglądać jej w chwili słabości. Bo nie mógł jej zrozumieć. Bo mógł nie potraktować jej słabości poważnie. Bo śmierdział wódką. Bo wolała się z nim całować, niż mówić mu o swoich problemach. Był dla niej ważny, nawet bardzo, tego nie negowała. Ale w chwili obecnej, jej umysł starał się odnaleźć każdy powód, nieważne jak głupi, byleby tylko wyprzeć jego obecność ze swej świadomości. Łatwiej było jej się nad sobą użalać, niż choćby spróbować przyczołgać się do niego i cicho połkać w jego ramionach, jak zwykła to czynić z braćmi.
Już dawno popadła w stan stagnacji i kiedy narobił rabanu w hangarze, nawet nie drgnęła. Wzrok wciąż miała wbity w bliżej niezidentyfikowany punkt w przestrzeni, ręce zaciśnięte na kolanach. Poznała go po głosie i zamiast, tak jak zamierzała, odsunąć się w cień, odezwała się cicho, nieznacznie obracając w jego stronę główkę. Na tyle, by mógł zobaczyć jej zmizerniałą buzię, fioletowe sińce pod oczami, powstałe w wyniku braku snu i rozczochrane włosy. Wystarczająco, by go wystraszyć, jeśli nie chciał sobie z tym radzić.
- Nawet ty masz mnie w głębokim poważaniu i szczasz na to, o co cię proszę? - cień wyrzutu, zabarwiony sporą dawką smutku. - Wszystkim byłoby lepiej, gdyby mnie nie było - dodała o wiele ciszej, odwracając od niego wzrok.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Riley Hawthorne on Wto 8 Lis - 0:18

Nie mógł jej zastąpić rodziny, nie mógł jej nawet zastąpić Claytona, jednak nie chciał, by miała go całkiem w dupie i pozwoliła mu wodzić się za nos. Nie był tylko chłopakiem od całowania, mógł spełniać też wiele innych funkcji, lecz Étaín najpierw powinna je w nim odkryć. Bo skąd mogła wiedzieć, że nie spełniłby się w roli pocieszyciela, skoro nawet nie próbowała mu się żalić? A przecież od zeszłego roku sporo się zmienił i nawet trochę wydoroślał, stawiając na pierwszym miejscu nie napoje wyskokowe, a Étaín właśnie.
- Zapewne gdyby twoje prośby do mnie dotarły, nie zostałyby, jak to raczyłaś nazwać, oszczane, ale... Sorry złociutka, o niczym mi nie wiadomo – warknął, rozeźlony tym, że jego wysiłki nie zostały należycie nagrodzone, a jedynie został zbesztany za naruszenie jej obecnego sanktuarium czarnej rozpaczy. – Może więc oświecisz mnie i wyartykułujesz jasno i wyraźnie, jakie są twoje żądania? Byłbym rad. I poza tym... – dodał po chwili wahania. – Kto ci powiedział, że wszystkim byłoby lepiej, gdyby cię nie było? Pozjadałaś wszystkie rozumy świata i doszłaś do tak idiotycznych wniosków, czy może jest inny powód twojego kretyńskiego zachowania i sposobu myślenia?
Cóż, Riley wyszedł z założenia, że nie będzie jej słodził, nie będzie jej pocieszał, nie będzie mówił, że to jej wina, ale zjedzie ją z góry do dołu, nie napominając o śmierci jej matki, o etkowych urodzinach, o niczym, co wiązałoby się z tym, co jest dla niej najboleśniejsze. Czy postępował słusznie, to już nie mi, ani nie jemu oceniać, a na pewno nie w tej chwili. W każdym bądź razie nie chciał, żeby myślała, że tak łatwo da sobie z nią spokój i opuści ją po pierwszym podejściu do ponownego dotarcia do niej. Chociaż nie był wytrwały w dążeniu do celu, chociaż miał sporo różnych wad, nie zwykł zostawiać przyjaciół w potrzebie, nawet jeżeli oni mu nie ufali i nie uważali za swoich przyjaciół.
avatar
Riley Hawthorne
Dorosły

Liczba postów : 102
Czystość krwi : ¼
Skąd : Greenock, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Étaín Seward on Wto 8 Lis - 0:56

Étaín nigdy nie chciała, by Riley zastępował jej kogokolwiek, co więcej, nie potrzebowała tego - bracia to bracia, Clay to Clay, przyjaciele to przyjaciele, Riley to Riley. Każdy z mężczyzn w jej życiu pełnił inną, równie ważną rolę. W chwili obecnej Hawthorne znajdował się na bliżej niesprecyzowanej pozycji, gdzieś pomiędzy chłopakiem i przyjacielem, nic więc dziwnego, że nie wiedziała, jak powinna zachowywać się w stosunku do niego w takiej sytuacji i czy powinna traktować jego rękaw jako chusteczkę. Wbrew pozorom śmiałości, w takich sytuacjach Etka była zupełnie zielona i nieświadomość onieśmielała ją.
- Jeszcze mnie nie słuchach, cudownie. Mogłam się tego spodziewać, że nigdy nie będziesz mnie traktować poważnie, że zawsze wódka będzie ważniejsza ode mnie. - Nie była zła. Nie potrafiła wykrzesać z siebie złości. Z jej głosu biła jedynie rozpacz, podszyta pewnym zawodem. - Chcesz wiedzieć, czego chcę? Proszę bardzo. Chcę do Belfastu, do mamy. Chcę, żeby żyła. Chcę, żeby tu byli Cal, Seoś, Aideen, Kot i tata. Chcę, żebyś przestał śmierdzieć wódką, upijać się pomiędzy kolejnymi kacami i wreszcie zaczął żyć. Chcę, żeby to wszystko się skończyło. Chcę upić się do nieprzytomności, zapomnieć o wszystkim i więcej się nie obudzić - wyartykułowała wszystko na jego prośbę, już przy pierwszym zdaniu chowając twarz w ramionach, aby przypadkiem nie zobaczył, że w jej oczach zaczynają zbierać się łzy. - Bo wszystkim byłoby lepiej, Riley. Gdybym nigdy się nie urodziła, mama ciągle by żyła, tata nie wpadłby w depresję, ci degeneraci mieliby matkę. Skoro nawet tobie nie potrafię pomóc, to naprawdę moja egzystencja nic nie wnosi do świata, tylko zabiera. Szkodzi.
To nie tak, że Étaín nie uważała go za swojego przyjaciela. Był nim, na swój sposób. Nie mógł się spodziewać, że będzie w stosunku do niego równie otwarta co do Claytona, którego znała przez całe życie czy też Adriena i Holdena, z którymi przyjaźniła się od przeszło sześciu lat. Ich relacja była inna, co wcale nie oznacza, że gorsza. Bo gdyby spojrzeć na to z innej strony, do żadnego nie czuła tego, co do Rileya. W chwili obecnej, to akurat się nie liczyło, bo Seward naprawdę nie chciała, żeby był na nią zły za to, że jest smutna. Potrzebowała po prostu spokoju, samotności i wsparcia.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 21 Cze - 0:09

Uciekała przed spojrzeniami. Coraz częściej szukała samotności, jednakże tylko tam, gdzie mogła ją znaleźć. Męczyła ją uprzejmość, wszystkie mięśnie twarzy nieustannie bolały od wymuszonego uśmiechu. Ciężar, spoczywający na jej ramionach powoli zaczął ją przytłaczać, a odkąd intencje Liama okazały się dokładnie takie, jak przypuszczała i Hamilton raz na zawsze zniknął z jej życia, w nikim nie miała już oparcia. Nie potrafiła jednak tego żałować. Samotność była jej lepszą przyjaciółką, niż rzeczywiste koleżanki.
Tego dnia znowu postanowiła uciec w jej ramiona, zamykając się w hangarze na łodzie z zaczarowanym manekinem ćwiczebnym i ukochanym floretem. Już dawno zatraciła poczucie czasu, nie przerywając potyczki nawet na chwilę. Jej policzki były zaróżowione zarówno ze zmęczenia, jak i z zimna, którego w przeciwieństwie do swojego ciała nie odczuwała tak mocno. Ruch stanowił jej źródło ciepła, którego nie zapewniało jej odzienie. Wszak dopasowane, czarne spodnie i luźna biała koszula, niedbale spadająca z jednego ramienia nie były strojem właściwym jak na początek lutego. Gustownie skrojony czarny płaszczyk, spoczywający w rogu hangaru musiał wystarczyć.
W chwili przerwy odgarnęła z oczu kilka niesfornych kosmyków kasztanowych włosów, które wymknęły się z luźno związanego warkocza, by powrócić do ćwiczeń. Nie miała już sił na myślenie, oddawała się więc szermierce, która skutecznie je od niej odganiała.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Czw 21 Cze - 0:29

Swoje kasztanowe włosy z czoła odgarniał również Sutherland, kiedy to udało mu się niepostrzeżenie przemknąć trasę Hogwart - jezioro. Ostatnimi czasy nabrał ochoty na tajemne wycieczki i spacery. Najpierw namówił Lily, by zabrała go do Hogsmeade jakimiś ukrytymi przejściami, teraz już sam wędrował po szkole bez konkretnego celu. Zaczynało mu się z wolna nudzić w Hogwarcie. Wszystkie egzaminy zdawał zawsze na najwyższych notach, wiedza wchodziła mu do głowy zadziwiająco łatwo. Teraz ludzie wokół niego chodzili dziwnie przygnębieni, pozbawieni promiennego słońca, a on sam chyba już nie potrafił siać optymizmu. Albo robił to zbyt słabo, by wszyscy zaczęli czerpać radość właśnie z tego pięknego, zimowego czasu.
Jego kroki naznaczone na białym puchu były niemal niewidoczne pod osłoną nocy, więc Evan nie musiał się martwić, że ktoś będzie go śledzić. Ubrany prosto, w ciemne dżinsy, grubszy, czarny sweter oraz ciężki płaszcz, doskonale chroniący go przed chłodem, pchnął lekko drzwi prowadzące do hangaru na łodzie. Z zaskoczeniem dostrzegł zapalone światło i ciemnowłosą postać w centrum hali.
- Eem... Przeszkadzam? - spytał niepewnie, i tak wchodząc do środka, zamykając za sobą od razu drzwi. Jeszcze ktoś z zamku zauważyłby światło i natychmiast poinformował kadrę, a wtedy koniec wycieczek!
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 21 Cze - 0:41

Usłyszała jedynie skrzypnięcie mosiężnych drzwi, jednakże nie pozwoliła, by to ją rozproszyło. Chwila nieuwagi mogła zakończyć się trafieniem, będącym jednoznacznym z ośmieszeniem w oczach osoby, która postanowiła o tak późnej porze również zawitać w hangarze. Niezależnie, kim była. Sophie zwykła przywyknąć do czynników, usilnie starającym się zakłócić jej uwagę. Wyspecjalizował się w tym jej młodszy brat, James, który wciąż nie potrafił pogodzić się z myślą, ich starsza siostra nieustannie pokonuje go w szermierce, co ponoć uchybiało jego męskiej dumie.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziała ze spokojem, uchylając się przed ciosem ze strony manekina, by wreszcie wydobyć różdżkę z tylnej kieszeni spodni i wstrzymać zaklęcie. Nie wypadało przecież zignorować jego obecności, maniery ponad wszystkim. Opuściła floret, poprawiła koszulę i wygładziła fryzurę, by wreszcie odwrócić się do niego. - Witaj, Evanie - rzekła z uśmiechem. Taka już była Dashwood - zawsze znalazła dla każdego uśmiech. Niekoniecznie szczery, ale zawsze uśmiech.
Nie potrafiłaby uchybić zasadom, które ją tworzyły.
- Dołączysz do mnie? - zapytała z uprzejmości. W gruncie rzeczy nie miała ochoty wręczać swojego drugiego florecie osobie pochodzenia prawie, że mugolskiego, a tym bardziej, nie wytrącania mu jej z dłoni jednym ruchem, jak wymagałaby tego grzeczność.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Czw 21 Cze - 1:16

Sutherland nie chciał się skradać, nie tym razem. Sophie poznał dopiero wtedy, kiedy odwróciła wzrok w jego stronę. Oczywiście poprawienie fryzury, wygładzenie koszulki. Brunet zaśmiał się w duchu, od zawsze będąc rozbawianym przez tego typu grzeczne dziewczęta. Sam nie rozumiał na co komu te wszystkie dziwne zasady, regułki, etykiety. Kilka z nich oczywiście sam stosował, jakieś ukłony, puszczanie kobiet w drzwiach, no ale bez przesady, jak to ktoś powiedział, era dżentelmenów minęła wraz z początkiem wieku dwudziestego, a obecnie znaleźć można jedynie niedobitki.
- Raczej nie - pokręcił głową, uśmiechając się z grzeczności. - Nie lubię broni. Nie niesie pokoju - wytłumaczył niejako swoje stanowisko, podchodząc bliżej Ślizgonki. - A ty? Dlaczego szermierka? - zainteresował się, stając w niewielkiej odległości od Sophie. Mimo iż sam uznawał walkę za coś złego, to jednak wiedział, że dla kogoś może to być wielka pasja. On kochał muzykę a ktoś inny bijatykę, ciekawe.
Swe niemal mugolskie pochodzenie Evan również niegdyś przeklinał wielokrotnie, lecz z czasem przeszła mu niechęć do swojej krwi. Wtedy też doszedł do wniosku, że gdzieś w korzeniach ma magów czystej krwi, a za kilka pokoleń również i jego wnuki może się nieco wyklarują.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 21 Cze - 1:45

Nie wychowywał się w takiej rodzinie jak Sophie, nie mógł więc tego zrozumieć. Jak twierdziła Dashwood, to dobrze, że świat dzieli się na tych lepszych i tych gorszych. Gdyby wszyscy byli sobie równi, ilość konfliktów wzrosłaby znacząco. Bo przecież ktoś musi sprawować pieczę nad masami, a kto nadaje się do tego lepiej, niż arystokracja, która od pokoleń kultywuje skuteczne tradycje?
- Lub wręcz przeciwnie - pozwala go osiągnąć i utrzymać - zauważyła, powstrzymując się przed kpiną względem jego stwierdzenia. - Nie zrozumiesz, jeśli nie spróbujesz - odpowiedziała, zakładając włosy za ucho. Fechtunek dawał jej poczucie władzy i kontroli, ale również dostarczał nutę adrenaliny, która pomagała rozładować jej napięcie. Ze wszystkich tych czynności, które jako dobrze wychowana panienka nabyć musiała, zaczynających się na wyszywaniu, poprzez grę na fortepianie i na nauce języków skończywszy, szermierka zawsze dostarczała jej najwięcej przyjemności. Może dlatego, iż rodzina nigdy nie wykazywała pozytywnego nastawienia do jej pasji, nieustannie powtarzając, iż damie nie wypada posługiwać się bronią.
Jedynym mugolem, którego Sophie podziwiała i szanowała był jej dziadek Basillo, będący jednocześnie jedynym mugolem w całej jej rodzinie. Odkąd tylko sięgała pamięcią, to właśnie on wcielał się w rolę jej autorytetu. W gruncie rzeczy, byli do siebie niebywale podobni - zbieżność charakterów i miłość do Hiszpanii sprawiła, że od najmłodszych lat Sophie tworzyli wspólny front przeciwko reszcie rodu. Nie mogła również zapomnieć tego, że dziadek jako jedyny stanął po jej stronie w sprawie zaręczyn z Edwardem i przy każdej okazji starał się wytłumaczyć jej matce, a swojej córce, jak okropną głupotą jest aranżowanie tego małżeństwa.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Evan Sutherland on Pią 22 Cze - 0:10

Tak, tak, arystokracja rządzi według starych, przekazywanych z pokolenia na pokolenia wskazówek. Tyle że szkoda, iż ta cała arystokracja nie dostrzega rzeczywistych problemów tych, którymi rządzą, w końcu sami nigdy nie byli na ich miejscu. Także powielanie błędów swoich poprzedników powinno być największą hańbą dla każdego arystokraty, a jego głównym celem poprawienie życia mas. Przecież po to się urodzili, by rządzić. Dlaczego więc nie zacząć robić tego dobrze?
- Ale poprzez zastraszanie, grożenie, śmierć? - spytał z lekkim niedowierzaniem, wsuwając dłonie w kieszenie swojego płaszcza. Adrenalina była w porządku, o ile nie cierpiał na tym żaden inny człowiek, zwierzę, w ogóle istota żywa (ducha wszakże fizycznie zranić się nie dało). Swoją drogą fortepian to piękny instrument, lecz Evanowi nigdy nie było dane nauczyć się na nim grać. Może właśnie dlatego, że nie był arystokratą? Niemniej podczas wypadu do lasu, pod namioty, byłoby trudno śpiewać, grając na jakichkolwiek klawiszach, czy tak? On właśnie dla takich momentów zdecydował się na gitarę. - Boję się - powiedział otwarcie, niepewnie rzucając wzrokiem na floret, którym zapewne Sophie posługiwała się rewelacyjnie.
Zaręczyny to chyba pozytywny aspekt życia, więc dlaczego się mu sprzeciwiać? Małżeństwa w końcu tworzą się z miłości, tak przynajmniej od zawsze uważał Evan i również miał nadzieję, że w przyszłości znajdzie kobietę, którą pokocha tak mocno, że zapragnie się z nią związać na zawsze.
avatar
Evan Sutherland
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Dornoch, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach