Hangar na łodzie

 :: Jezioro

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Sro 14 Lis - 19:42

Jakoś nie czuła żadnego napięcia, żadnego stresu, ani nawet odrobinę nie martwiła się tym, co ma nadejść. Spoglądała jak chłopak siada obok niej. Nadal uśmiechała się pod nosem. Może to koniec roku tak na nią wpływał, a może jego obecność. Ale czy to ma teraz jakieś znaczenie? Postanowiła napawać się tym spokojem.
- Nie masz się czym martwić Gabrielu - powiedziała i odchyliła się nieco do tyłu, opierając na rękach. Zamknęła oczy i wyciągnęła twarz do resztek słońca, przebijających się przez dziury między deskami hangaru. - Kiedy nadejdzie czas, będę w pełni gotowa. A teraz korzystajmy z tego spokoju, który jeszcze mamy.
Cóż w końcu mieli do stracenia? Decyzja już zapadła, a jej konsekwencje będą nieodwracalne. Wtedy ich życie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 14 Lis - 20:47

Pomiędzy nimi ciągle istniał pewien dystans, bariera, której nie umiał określić. Ufał jej? Czy nie? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Dopuścił ją do swoich planów, bo wiedział, że jej cele są podobne, mimo tego, gdzieś w głębi nie do końca widział w niej sojusznika. Nie obawiał się też jej. Po prostu ją akceptował. To nie była ta milcząca, silna persona, o jaką mu chodziło. Skała, ludzie, którzy gotowi są w milczeniu przeć przed siebie i niszczyć. Ona nie pasowała do tego wizerunku. Była wygadana, trochę pyskata, trochę dziecinna, trochę dojrzała. Czas miał pokazać, czy będzie też... użyteczna.
- Potrzebujemy jeszcze kogoś... nasza dwójka to za mało. Możemy co najwyżej pobawić się w jakieś represje, możemy zabić jakąś szlamę, ale nie osiągniemy za wiele sami. Musi być jeszcze ktoś. - Położył nacisk na ostatnie zdanie. Spojrzał na dziewczynę. Wiedział kto... znał osobę, która z pewnością by się przyłączyła, o ile jeszcze go nie znienawidziła za to, co jej zrobił. Nie był też jej pewien. Wiedział, że ma równie wiele zapału, co on sam, ale bał się, że nie da rady jej kontrolować. Nie była ani porywcza, ani zła, ale widział... miał nadzieję, że będzie potrafiła zabijać z równie słodkim spojrzeniem, co wtedy, kiedy się spotykali. Jej los sugerował, że niezła z niej psychopatka - mogłaby być bezlitosna, ale... - Znam kogoś... - Powiedział niechętnie, z pewnym oporem... ociąganiem.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Sro 14 Lis - 20:55

Frances spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Kogo masz na myśli?
Wiedziała, że ich dwójka to o wiele za mało. Przez ostatnie lata wiele się zmieniło w Hogwarcie. Ślizgoni stawali się tępi, wystraszeni. Nie chcieli pchać się w znajomości z dziećmi osób choćby podejrzewanych o śmierciożerstwo. Albo to świat powariował, albo tiara.
Na początku przygody z Gabrielem nie była pewna tej drogi. Jednakże w ostatnim czasie coś się zmieniło. Wyglądało na to, że jej natura zaakceptowała plan. Zaakceptowała to, co ją czeka, gdy droga się skończy i dotrze do wymarzonego celu.
Spojrzała na chłopaka, wydawał się być czymś lekko zniesmaczony lub zdegustowany. Skoro takie emocje wyzwalała w nim ta osoba, musiała być idealna do planu, skoro Gabriel się na nią zdecydował.
Zapatrzyła się w usta młodego Smitha i czekała na odpowiedź.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 14 Lis - 21:17

Zauważył jej spojrzenie i odwzajemnił je, ale jego wzrok zdawał się uciekać gdzieś daleko, do chwil, kiedy się z nią poznał. Zacisnął zęby.
- Puchonkę. - Powiedział z chłodnym uśmiechem. - Ale nie byle jaką... - Dodał, odwracając głowę w stronę horyzontu. Słońce już się za nim schowało. Co teraz? Czerwień nieba, jak krew, która miała zostać przelana. - Ona nam pomoże. - Uśmiechnął się z szaleństwem wymalowanym na twarzy. Już miał plan. Nowy. Doskonalszy. - To nie Hannah zginie, ale ktoś, kto naprawdę na to zasługuje. - Pewien swego, stanowczy, chłodny - INNY. Nic nie mogło go zatrzymać. Właściwie zastanawiał się, dlaczego jego relacja z Shirą nie potrafiła złamać w nim tej idei? Przecież pozostawał hipokrytą! Jeśli będzie trzeba, to ja ochroni. Ktokolwiek mu się przeciwstawi - zginie. Nikomu nie pozwoli jej tknąć. Przygryzł wargę. Musi kontrolować gniew tej grupy. Na razie był w stanie kontrolować Frances na tyle, na ile było to konieczne, ale kiedy będzie ich więcej, straci pełne przywództwo. Teraz jedynie wyznaczał drogę, ale kiedy grupa się usamodzielni, może stać się niebezpieczna również dla niego. Nie chciał, żeby broń, którą sam powołuje do życia, obróciła się przeciw niemu.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Czw 15 Lis - 22:04

Spojrzała na niego. Więc zginie ktoś inny. Może to i lepiej skoro ta gryfonka z zakazanego lasu tyle wiedziała. Zapewne domyśli się, że to ona i Gabriel stoją za niewyjaśnioną śmiercią uczennicy, ale zapewne będzie lekko zbita z tropu.
Dobry humor jej nie opuszczał. Miała silne przeczucia dotyczące tego, że wszystko się dobrze skończy. Musiało iść po ich myśli. Niedługo grupa zapewne się powiększy, a to co ich czeka, powiąże ich ze sobą na tyle mocno, by mogli w pewnym stopniu sobie ufać. Nie wolno bowiem zapominać, że wszystko jest możliwe. Każdy może okazać się zdrajcą.
- Myślę, że to dobry pomysł ze zmianą ofiary, ta gryfonka chyba wiedziała za dużo - odezwała się.
Spoglądała na Gabriela. Słońce schowało się za horyzontem, a w hangarze zrobiło się ciemniej, jednak nie na tyle by przestała widzieć jego sylwetkę.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 16 Lis - 18:50

Skupił się na cichym plusku wody i szumie wiatru, który o tej porze roku przywiewał do Hangaru ciepłe i świeże powietrze. Co teraz mogło wskazywać na to, że spotkali się znów po kilku miesiącach po to, żeby móc ponownie podjąć decyzję, o odebraniu komuś życia? Był przecież piękny wieczór, piękne słońce, piękny wiatr i woda, długo niezmącona krwią, która popłynie już wkrótce.
Skinął tylko głową. Nie miał w tej chwili ochoty na płonne dyskusje, tym bardziej, że nie miał zamiaru mówić Frances nic ponadto, co powinna wiedzieć. Nawet nie zapytała kto to, więc uznał to za przyzwolenie, na kogokolwiek. Swoją drogą ciekawiło go, co by zrobiła, gdyby ktoś jej bliski w szkole miał nieczystą krew i to na tą osobę padłby wybór? Czy dałaby ją skrzywdzić? I jak zachowałby się on sam? Zawsze pozostawał egoistą. Decyzja jest decyzją, a wątpił, żeby Frances miała podobne dylematy. Musiał jeszcze wysłać ten list...
- W takim razie czekaj na dokładne informacje. - Podniósł się z desek i otrzepał z kurzu. Uśmiechnął się do niej ostatni raz i ruszył w stronę wyjścia. Oczywiście, że mógł jej powiedzieć więcej, ale to już nie jego problem.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Czw 22 Lis - 22:05

Odpaliłam miętowego papierosa od jednej z zapalniczek, którą w czasie wakacji znalazłam w mugolskim parku. Ostatnie promienie zachodzącego słońca oraz coraz gęstsze kłęby tytoniowego dymu odbijały się w brudnej tafli wody, której powierzchnia rozciągała się pode mną. Ciężko pamiętać o początkach, kiedy już przekroczy się pewną granicę, dlatego nie umiałam opowiedzieć samej sobie, jak poradziłam sobie z tymi szczebelkami, które stawiały mnie pomiędzy niebem, a ziemią. Miałam lęk wysokości, ale tylko wtedy, kiedy stąpałam twardo po solidnym gruncie. Zazwyczaj zapięte pod samą szyją guziki mojej ulubionej, przylegającej do ciała białej koszuli teraz nie stanowiły bariery dla powietrza, tak łagodnie muskającego moje obojczyki. Byłam tu całkowicie sama, przecież dokładnie to sprawdziłam. Gdyby było inaczej nie odważyłabym się na podwinięcie rękawków i odgarnianie co jakiś czas włosów do tyłu w sposób całkowicie pozbawiony sensu. Dbałam o porządek i rzadko kiedy pozwalałam sobie na odbieganie od wyznaczonego rytmu. Pilnowałam się o wiele bardziej niż czas, który pędził tak nieubłaganie. Niekiedy podziwiałam jednak inne dziewczęta, za to że potrafiły tak chaotycznie planować każdy następny dzień, bo u mnie nie było miejsca na tą tak charakterystyczną dla 'mojego wieku' spontaniczność. Czasami czułam się obco pośród tych znanych twarzy, głosów i dłoni. Zaciągnęłam się ponownie, a kiedy dym wypełnił moje płuca paradoksalnie poczułam, że żyje. Najbardziej lubiłam łamać konwenanse, chociaż zupełnie do tego nie pasowałam. Odchyliłam głowę do tyłu, raz jeszcze przytykając papierosa do różowych ust.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Czw 22 Lis - 22:23

Jego celem było przejście na błonia, gdzie widział profesor McGonagall. Musiał się upewnić co do pewnego szczegółu. Szczegółu na temat wyboru zawodu po zakończeniu nauki w Hogwarcie. Nie miał co do tego wątpliwości, że pragnie być Uzdrowicielem, jednak nie był pewien na jaką ocenę musi zdać Transmutację. Te plany zniweczyła mu drobna postać przemierzająca zielone terytorium i zmierzająca dosyć daleko od ludzi. Na jego usta wpełzł od razu szeroki uśmiech, kiedy ruszył stanowczo za nią. Oczywiście ukrywał się i po prostu ją śledził. Na samą myśl o Aileen szczerzył się jak ostatni skończony kretyn. Zatrzymał się wtedy, kiedy Gryfonka zapaliła. Oparł się o budynek, skrzyżował nogi, oparł ręce na przeciwstawnym ramionach i kręcił z niedowierzaniem głową. Zacmokał i odchrząknął.
- Nieładnie, kochanie, nieładnie. Jak ktoś taki ładny jak ty może palić takie mugolskie świństwo? - zapytał i podszedł do niej znienacka. Zatrzymał się parę metrów przed nią i patrzył z góry na tę drobną istotkę. Johny nie miał bliższych przyjaciół. Sami kumple, jednak w jego małym świecie była niegdyś luka i przez nią wcisnęła się drobna Gryfonka. Nic dziwnego, że obaj Huntigtoni ją uwielbiali. Aczkolwiek to Johny jawnie o tym mówił. Nie był nadęty jak reszta jego rodziny.
- Zostaw to, jestem o wiele lepszym towarzystwem. I oświadczam ci, że idziesz ze mną na kremowe piwo z miodem i truskawkami. Oczywiście ja stawiam. - stwierdził głębokim barytonem i nadal się szczerzył jakby właśnie dokopał Drew. Stanął teraz obok Aileen i zaoferował swoje ramię, aby się przespacerowali. Ot tak i może uda się wymyślić sposób, aby dokopać jego brzydszej i starszej kopii nazywanej potocznie Drew. Był pewien, iż Aileen go wesprze.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Czw 22 Lis - 22:46

Następny haust powietrza. Dźwięk nasilających się kroków o wiele za późno dotarł do moich uszu. Czasami wydawało mi się, że żyję z niewidzialnymi słuchawkami wepchniętymi na tyle głęboko, aby można było je wyjąć, dopiero kiedy jakaś łaskawa ręka zgodzi się wyciągnąć do mnie pomocną dłoń. Dreszcze mimowolnie wywołane sprawiły, że delikatnie drgnęłam, kiedy męski głos wyrwał mnie z rozmyślań. Rozmyślań o niczym, bo niby czemu miałabym poświęcać tyle uwagi? Niektórzy uwielbiali samotność, bo tylko wtedy mogli cieszyć się własnym szczęściem, albo rozpaczać nad kolejną porażką. Ja byłam niewolnikiem ciszy, podczas której wsłuchiwałam się jedynie we własny oddech. Wiedziałam, że jestem egoistką. Johny pojawił się niespodziewanie; z dość zabawnym przerażeniem spojrzałam w jego stronę, dłonią machinalnie przykrywając ledwo widoczny dekolt. Guziki od razu wróciły na swoje miejsce, rękawki ponownie przykrywały nadgarstki. Jestem pewna, że zauważył rumieńce na moich policzkach.
Odchrząknęłam, uciekając wzrokiem i szybko kończąc papierosa, aby po chwili wyrzucić jego niedopałek. Mówił coś o piwie. Powiedział, że jestem ładna. To miłe, kiedy mężczyzna zwraca na coś uwagę.
- Każdy ma swoje drobne uzależnienia. - powiedziałam, spoglądając na niego już trochę pewniej. Bardzo sporadycznie udawało mu się mnie gdzieś wyciągnąć, chociaż tak często próbował. Nie czułam skrępowania kiedy płacił za mnie za każdym razem, nie myślałam też o tym, aby oddać mu pieniądze przy najbliższej okazji. Wiedziałam, że może sobie pozwolić na wiele, a zwłaszcza na to, na co ja nie mogłam. Ale zawsze bałam się, że piwo okaże się dla mnie zbyt nijakie i że będę prosiła o silniejszy alkohol, który na pewno nie doprowadzi do niczego dobrego, zwłaszcza że miałam dość słabą głowę. Musiał się przyzwyczaić, że nie od razu odpowiadam na tak zwyczajne propozycje. Pytania, sama nie wiedziałam już.
- Wolę czereśnie. - odparłam, uśmiechając się ostrożnie.
Kiedy do niego mówiłam nie czułam się winna za swoje słabości.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Czw 22 Lis - 23:00

Nawet samotne wilki potrzebują trochę towarzystwa. Johny również zdejmował niewidzialne słuchawki z uszu, ale tylko wtedy, kiedy w pobliżu pojawiała się osoba, która przyprawiała go o uśmiech. Rzadko się tak zdarzało. Nie otwierał się przed każdym. Przy Aileen mógł pozwolić sobie na trochę swobody.
Z zainteresowaniem dostrzegł lekkie zabarwienie na jej policzkach. Onieśmielał ją? Wstydziła się czegoś? Johny był pewien, że czuła się przy nim dobrze, skoro raz na jakiś czas udawało mu się wyciągnąć gdzieś skromną Aileen. Teraz nabierał wątpliwości i już nie naciskał. Była tu luźna propozycja. Kiedy usłyszał, że woli czereśnie, rozluźnił mięśnie. Nie będzie musiał wracać do pustego dormitorium. Nie będzie musiał wracać do tamtego świata, gdzie egzystował jako młodszy i ambitny Huntington. Nawet on chciał się oderwać od czegoś!
- Nie ufałbym na twoim miejscu mugolskim wytworom. Są strasznie niedoskonałe. - stwierdził, bo gardził wszystkim tym, co nie wymagało wyznaczonych przez niego standardów. Dotyczyło się to nie tylko przedmiotów, ale również i ludzi.
Trzymał jej delikatne ramię i uśmiechał się lekko. Coś mu jednak nie pasowało w atmosferze unoszącej się wokół. Czuł jakby ktoś zakłócał płynność ich rozmowy.
- Co się działo, Aileen? Dawno się nie widzieliśmy przez te moje owutemy. - zapytał i szczerze się tym interesował. Mógł finansowo pozwolić sobie na bardzo wiele. Jednak po co mu to, skoro nadal czuje się jak ślepy i głuchy na wszystko wokół? Czuł się, jakby był we mgle. Po co mu mnóstwo galeonów, skoro reszta była w beznadziejnym stanie? Matka czuła się gorzej, Drew coraz bardziej wariował, zaś wymarzony zawód wydawał się tak odległy. Dobrze, że może się od tego na chwilę oderwać.
Widział Aileen. Jej znaczące imię i skromne spojrzenie. Johny teraz rozumiał dlaczego Tiara wpakowała ją do Gryffindoru. Nie sądził, aby poradziła sobie wśród ekscentrycznych Ślizgonów, pławiących się w czyimś bólu. Oczywiście on nie pragnął czyjegoś cierpienia, jednak pogarda do elementów niedoskonałych przeważyła znacznie w jego charakterze.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Czw 22 Lis - 23:33

Być może przypadkowo odnaleźliśmy się gdzieś w tłumie. Początkowo planowałam inaczej sterować sznurkami tej relacji, ale wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Dlaczego? Jak gdyby w odpowiedzi na jego uwagę wyciągam kolejnego papierosa, lecz jeszcze długo obracam go pomiędzy palcami, zanim powietrze w okół ponownie nasiąknie nikotyną. Chyba się polubiliśmy, co nie Johny? Ceniłam sobie jego towarzystwo, bo nawet jeżeli on tego nie widział, to ja miałam świadomość zazdrosnych spojrzeń wielu kobiet. Dziewczynek raczej, bo nie sądzę, aby ich zachowanie świadczyło o potężnej dojrzałości. Umysłowej rzecz jasna. Z podobną łatwością przychodziło mi obejmowanie go w pasie, kiedy mijaliśmy najbardziej rozgadaną część szkolnej braci, jak i odmawianie mu w codziennych sprawach. Czułam się dość swobodnie, kiedy na mnie patrzył, ale wciąż pozostawał mężczyzną, przed którym chciałam się chronić, aby zbyt pochopnie nie oddać jeszcze niedoświadczonego serca. Wstałam, aby rozprostować nogi, albo raczej dlatego, żeby na chwilę wyrwać się od jego dotyku. Był zbyt przyjemny, a ja za bardzo płochliwa.
Uniosłam brew naprawdę rozbawiona. Niedoskonałe? Skracały życie, zamiast je polepszać. Bo przecież poprawiały nastrój, odganiały smutki, dzieliły szczęście. Nie umiałabym tak łatwo popaść w skrajność wyznaczoną przez odbieranie komuś prawa do egzystencji, a pomagania przez przedłużenie czasu jej trwania. Z mojej perspektywy Johny i Drew byli tak niebezpiecznie różni.
Poprawiłam materiał spódnicy, upewniając się, czy zasłania ona każdą część mojego ciała. Wciąż obracając papierosa między palcami, spojrzałam na niego trochę zaskoczona jego pytaniem. Powoli zaczęło się ściemniać.
- Niedługo opuścisz szkołę. Myślałam o tym niedawno. - mówiłam wolno, chcąc chyba przedłużać już każdą kolejną chwilę, bo tak samo było z Drew. Zakończył jeden etap życia, a w drugim nie było już dla mnie miejsca.


Ostatnio zmieniony przez Aileen Marshwall dnia Pią 23 Lis - 0:36, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Czw 22 Lis - 23:56

Ktoś się na nich oglądał? Serio? Johny nie był w ogóle tego świadomy. Owszem, w dormitorium czy w Wielkiej Sali widywał podejrzane spojrzenia niektórych panien, które nie skończyły nawet piętnastu lat. To zazwyczaj Drew był otoczony wianuszkiem dojrzalszych pań.
Jeśli chodzi o jego prywatne życie, nie interesowała go opinia nikogo. Jednak publicznie musiał być doskonały i za takiego uchodził. Z takiej gliny go ulepiono. Czuł się nieco dziwnie czując jej drobną dłoń w swoim pasie. Czuł się jak troglodyta, który może zdeptać niewinną istotę kiedy stał przy Aileen. Mimo wszystko objął ją teraz ramieniem i szli jak zwyczajni przyjaciele przez błonia. Nie uważał, że to może niestosowne gesty. O dziwo, Johny Huntington okazuje komuś uczucie! Darzy kogoś sympatią... dlatego rozbawiony dostrzegł zdziwione spojrzenie piątoklasistek z jego domu. Będą plotki, ale później się nimi zajmie. I dziewczętami i plotkami.
Coraz bardziej wprawiała go w zakłopotanie. Miała spięte mięśnie, jakby się czegoś obawiała. Może rzeczywiście źle się czuła w jego towarzystwie? Co jak co, ale drżał na tę myśl. Jego nie powinno się bać tak, jak brata.
Przymknął oczy słysząc jej wyznanie.
- Nie martw się, Aileen. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Będę cię odwiedzał/nawiedzał nawet po skończeniu szkoły. - powiedział spokojnie i niegłośno, idąc dalej. Dłoń, którą obejmował jej kruche ramię, spoczywała spokojnie na jej skórze. Polubili się. Rzeczywiście było to coś nadzwyczajnego i nieoczekiwanego. Oraz bezcennego. Cieszył się, że poznał ją bardziej.
Johny speszył się widząc jej gest, kiedy poprawiała spódnicę. Oraz nerwowe przewracanie mugolskiego papierosa między palcami.
- Nie gryzę. Nie jestem Drew. - powiedział pół żartem pół serio. Patrzył łagodnie i życzliwie w jej nieśmiałe oczy. Nie miał znaczenia ich różny stan majątkowy. Nadrabiała to wszystko zwykłym uśmiechem.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Pią 23 Lis - 1:12

Kobieta zawsze widzi więcej. Nie przejmowałam się spisem plotek na swój temat lub temat tych, których nazywałam najbliższymi - było ich tak niewielu, że jak najbardziej powinnam dbać o ich dobre imię, a mimo wszystko nie mogłam. Nie obchodziło mnie to, czy cierpią przez własną głupotę. Tak samo jak pozostałe kobiety byłam zazdrosna i dopiero wtedy przypominałam sobie, że niektórzy z ich obiektów westchnień byli wcześniej kimś znaczącym w moim życiu. To bolało, kiedy o nich zapominałam. Widziałam to w ich oczach.
Zerknęłam na tą silną dłoń, która obejmowała moje ramię i chociaż rzadko kiedy pozwalałam męskim palcom na tak bliski kontakt, to nie byłam na tyle silna, aby mu o tym przypomnieć. Dużo o mnie wiedział i chociaż miałam czasami wrażenie, że nie pamiętał o moich dziwnych zwyczajach, to właśnie wtedy czułam, że wiele dla niego znaczą, że stara się mnie oswoić. Że jednak o tym myśli. Dlatego czułam się wyjątkowa, trochę inna niż zazwyczaj. Ważna. Tylko ciężko było mi się w jakiś sposób odwzajemnić.
- To ładnie brzmi, naprawdę ładnie. - powiedziałam, patrząc przed siebie. Lubiłam słuchać o przyszłości, mimo że nie przywiązywałam do niej zbyt wielkiej wagi. Nie umiałam myśleć tak jak gdyby coś było jutro, coś innego niż było dzisiaj. Wolałam przeżywać chwilę, wolałam cieszyć się momentami, niż tworzyć niemożliwe obrazy następnych lat. I nie miałam mu za złe, że tak ładnie brzmią słowa w jego ustach. Zarażał mnie optymizmem. - Chciałabym zamieszkać w Hogsmeade, kiedy też opuszczę te mury. A ty? Myślałeś już o tym, co będzie później? - łatwo popadałam w fantazje nawet jeżeli nie brałam pod uwagę ich realizacji.
Odgarnęłam włosy, które przysłoniły pół mojej twarzy. Nie chciałam, żeby widział jak odwracam wzrok, kiedy imię jego brata zabrzmiało mi w uszach.

avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Pią 23 Lis - 10:31

Johny zaś niewiele miał do powiedzenia, kiedy padał temat przyszłości. Niestety musiał wysłuchać na ten temat zdania swego brata i matki. Miał tu wąski wybór. Mimo wszystko odkąd dostał różdżkę do ręki sześć lat temu było pewne, że jego miejsce jest w św. Mungu. Nie jako pacjent, a jako wybitny Uzdrowiciel. Rodzice uznali ten pomysł za zadowalający - skoro nie polityka, niechaj będzie więc magia lecznicza.
Zamyślił się na chwilę o tym. Jego uwagę z powrotem przykuła towarzyszka. Swoim pytaniem. On też chciałby zamieszkać w Hogsmade, w miasteczku czarodziei. Pragnąłby tego, aby żyć jako tako normalnie. Owszem, był przyzwyczajony do dostatku i nie zamierzał z niego rezygnować, jednak ileż można znosić humory Drew, ileż można patrzeć na chorującą już matkę... Chciałby uciec od nich i żyć tak, jak pragnie. Ma jednak znaczące nazwisko.
- Póki nie znajdę małżonki, nie wyprowadzę się z Bartfold. - stwierdził trochę przygnębionym tonem. On ma znaleźć sobie małżonkę? Najbardziej się obawiał, że jego ekscentryczny brat wpadnie na "cudowny" pomysł znalezienia takowej kandydatki dla młodszego brata. Wtedy byłaby wojna.
- Po szkole idę na staż do św. Munga. A ty, Aileen? - zapytał i skierował ich lekkim krokiem na drugą stronę hangaru na małe drewniane molo. Wolał rozmawiać o niej. Zatrzymał się po chwili i stanął naprzeciw niej. Schylił głowę, ale nie do pocałunku. Chciał spojrzeć jej w oczy.
- Czy na pewno tylko to cię martwi? - zapytał łagodnie. Znał ją już trochę. Johny planował poważną rozmowę z bratem. Miał bowiem liczne kontakty w Ministerstwie Magii. Muszą wspomóc Aileen w rozwinięciu kariery. Egoistycznie Johny chciał mieć ją gdzieś w pobliżu nie pytając jej nawet o zdanie. Musi mieć jakiś sposób na oderwanie się od codzienności. Skoro nie mogą to być narkotyki, za którymi nadal tęsknił, niech będzie Aileen. Nawet nie wiedziała ile znaczy dla niego! Najlepsza i jedyna przyjaciółka. Jak siostra... albo i nie.
Chociaż widział jak stara się nie wzdrygać przy dotyku, odruchowo odgarnął jej włosy z twarzy. Nadal miała czerwone policzki, jakby właśnie zrobiła coś wstydliwego. Cofnął obydwie ręce i schował do swoich kieszeni. Oswoi się kiedyś z nim. Co prawda będzie to długotrwały proces, ale w końcu uzna, że nie przekroczy żadnych granic.
Johny nie wiedział, że coś łączyło Aileen z jego bratem. Nie widział tego, bo miał wówczas żałobę po Ojcu. Nadal ją miał, jednak na mniejszym stopniu. Nie rozumiał, że tęskne spojrzenie Gryfonki tyczy się jego brata. Na pewno nie byłby z tego faktu zadowolony, gdyby mu o tym powiedziano. Zaś jego trudność z opanowaniem emocji... mówiła sama za siebie.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Pią 23 Lis - 13:28

Podziwiałam cudzą stabilność. To wiele mówiło o człowieku, jeżeli pomimo wszystko dążył do realizacji swoich drobnych i tych większych marzeń. Kiedy dążył do nich od samego początku. Ja chyba potrzebowałam jeszcze czasu, aby móc dokładniej sprecyzować swoje dalekosiężne cele. Wiedziałam, że chcę coś osiągnąć, ale wciąż ciężko mi było nadać temu konkretną nazwę. Z tego co wiem, mój ojciec od samego początku miał określoną przyszłość. Wiem też, że bywały dni kiedy siadał samotnie w gabinecie i szybkimi haustami wypijał zawartość kolejnej butelki ognistej. Chodził wtedy po mieszkaniu i mruczał coś do siebie w tym języku węży, którego wcale nie musiał się uczyć. Mogłabym mu zazdrościć, ale tylko tego, że wiedział, że się do czegoś nadawał - a ja? Odpaliłam papierosa raz jeszcze przy pomocy tej mugolskiej zapalniczki. Lubiłam ją, pomimo tego, kto wcześniej trzymał ją w rękach.
Skinęłam głową, abyśmy usiedli. Już dawno podjęłam decyzję i wiedziałam, że niedługo przypomnę o tym Johnowi i razem raz jeszcze spędzimy wieczór w naszej ukochanej wiosce. Miała swój urok, a ja doceniałam wszystko, co po takim czasie wciąż pozostawało niecodzienne.
- Masz dopiero siedemnaście lat i wciąż sporo czasu na znalezienie żony. - przypomniałam, w razie gdyby zapomniał, że nadal ma poniekąd prawo do popełniania błędów, do wywyższania zabawy ponad obowiązki, do bycia sobą. Kiedyś mu to zabiorą, kiedy dopiero zacznie się tym cieszyć. Nie wiedziałam jeszcze, czy i jak ważne jest dla niego szybkie ożenienie się, ale w moim małym świecie jeszcze nie było miejsca dla poważniejszego związku. Nigdy też w takim nie byłam, chociaż wspomnienia czasami wracają i przypominam sobie wtedy o wyznaniu małego mugolskiego chłopca na placu zabaw, zanim jeszcze wiedziałam, że jestem czarownicą. Czasami zastanawiało mnie, jak teraz wygląda i jak się zachowuje mężczyzna, który wtedy pośród piachu i zabawek z plastiku oświadczył, że jestem jego do wszelkiego końca. Nadal mam pierścionek z gumy do żucia, który od niego dostałam. Kochałam pamiątki.
- Nie boisz się, że od twojej wiedzy będzie zależało czyjeś życie? To spora odpowiedzialność. - zaciągnęłam się i spojrzałam na niego czule. Był odważny, a ja coraz mniej. Nie rozumiałam, dlaczego Drew tak łatwo podchodził do śmierci, kiedy Johny będzie musiał ratować nawet tych, którzy tylko przez łut szczęścia znaleźli się w naszym świecie. Znowu zapytał o mnie. Musiałam kiedyś mu podziękować za to jak bardzo interesuje się tym, czego pragnę i o czym myślę.
- Sama nie wiem...może zacznę sprzedawać własną biżuterię o magicznych właściwościach, gdzieś w Hogsmeade. - odgarnęłam raz jeszcze włosy za ucho, aby pokazać mu wystający półksiężyc z mojego ucha, który kiedy tylko kogoś widział od razu mrugał jednym okiem. Byłam dumna z tej pary kolczyków. - Albo wyjadę i będę opiekować się smokami. - zaśmiałam się, ale poniekąd było to jedno z moich marzeń. Gdybym tylko wiedziała, że tak często pojawiam się w jego myślach i że tak chce o mnie dbać, to wiedziałabym, że trzeba go zapewnić, że Drew nie wzbudza już we mnie tak silnych emocji, jak kiedyś.
Już nie.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Pią 23 Lis - 17:47

Usiedli wygodnie z boku molo. Johny oparł nogi o dno łodzi, która lekko poruszała się przycumowana do małego portu. Siedział bokiem do Aileen i słuchał jej z uwagą.
W jego rodzinie każdy był kimś. Nigdy nie było żadnej przeciętnej jednostki, która miała mało znaczącą posadę. Zawsze każdy członek rodziny wspinał się po szczeblach. Potomstwo zaś wydawano za równie zamożnych i znaczących ludzi.
Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy uznała, że jest wystarczająco młody, aby móc dalej się bawić. Nie wiedziała chyba, że słowo "zabawa" straciło na znaczeniu w dniu śmierci ojca. Johny nie chodził na imprezy, nie wrzeszczał jak oszalały na meczach, tylko stał z boku i kibicował po cichu. Nie wygłupiał się z chłopakami, nie nadeptywał na odcisk woźnego... po prostu egzystował sobie z boku. W dodatku jeśli jest się już pełnoletnim, czas dorosnąć i podejmować poważne decyzje. Za parę lat zapewne brat zapyta go o potencjalną kandydatkę na żonę. Niechcący nadeszło go wspomnienie z poprzednich dwóch lat. Była wymiana uczniów Hogwartu z Dumstrangiem i B(nie wiem jak to się pisało:P). Spotkał wówczas dziewczę o niesamowitej urodzie i wdzięku. To była jego pierwsza i ostatnia miłość. Ulotna, trwająca niecały miesiąc. Rzucił ową miłość, kiedy dowiedział się, że w jej rodzinie parę pokoleń wcześniej był mugol. Johny nie chciał się brudzić i był w stanie wyrzec się szczęścia. Wtedy dziękował Drew za odradzanie tejże dziewczyny. Od tamtej pory nikogo nie spotkał i z nikim się nie związał. Po prostu nie było takiej dziewczyny.
- Aileen. Od drugiej klasy nauki szlifuję zaklęcia lecznicze. Profesor Dumbledore z przyjemnością pomógł mi załatwić korki z tej dziedziny. O wiedzę się nie martwię, znam mnóstwo zaklęć. Zresztą, nawet po ukończeniu Hogwartu moja nauka o magii leczniczej się nie zakończy. Człowiek uczy się całe życie. - powiedział łagodnie. Słońce powoli zachodziło i akurat znalazło się za głową Gryfonki. Wyglądała teraz jak anioł, z ognistą aureolą wokół pięknych włosów.
- Co do żony... jeśli jej nie znajdę za parę lat, oświadczę się tobie. - stwierdził niby to mimochodem, chociaż uśmiech od razu rozjaśnił jego twarz. Mówił to całkowicie poważnie i było widać, że ten pomysł bardzo mu się podoba.
- Skoro będziesz mieć sklep z biżuterią, zamawiam kartę stałego klienta. - dodał po chwili i otworzył szerzej oczy kiedy wspomniała o smokach. Taka drobna dziewuszka jak ona z takimi bestiami? Tam zatrudniają głównie pokaźnych mężczyzn, zaś Aileen... nie podobał mu się ten pomysł, jednak zmusił się, aby jej tego jednak nie mówić. Kimże on jest, aby jej zabraniać takiej pracy? Pozostała mu nadzieja, że wybierze mądrze. Nie chciał, aby wyjechała. Nie mieściło mu się to w głowie i postanowił w duchu, że uniemożliwi jej takowy wyjazd. Był teraz samolubny i przemawiał przez niego egoizm. Chciał Aileen tylko dla siebie.
Nie warto porównywać Johnyego i Drew. Nie znajdzie się w nich nic wspólnego poza genami i nazwiskiem. Kiedy Drew mógł zabić z zimną krwią, Johny przeżywał kryzys. Był łagodniejszą i niestety, wrażliwszą odmianą Huntingtonów. Dlatego czasem miał zagubione spojrzenie.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Sob 24 Lis - 21:34

Często zastanawiała się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby wciąż miała ojca. Czy byłaby rozpieszczoną księżniczką, czy raczej nienawidzącą własnego domu zdrajczynią, dla której wszystkie rodzinne osiągnięcia nie miałyby żadnego znaczenia? A może mój ojciec rzuciłby matkę i wydał mnie za mąż za jakiegoś arystokratę? W wieku szesnastu lat miałabym dziecko i wypalony znak śmierciożerców na nadgarstku. Gdyby. Nie znosiłam tego wyrazu, bo dawało tyle możliwości, mogło spełniać marzenia, albo od razu je niszczyć. Wszystko mogłoby wyglądać inaczej, jeżeli coś innego nie miałoby miejsca. Mogłabym wtedy nie siedzieć z zamkniętymi oczami obok Johnnego i rozmawiać o planach na przyszłość. Ocknęłam się na dźwięk jego głosu. Spokojnego głosu, którego chyba mogłabym słuchać trochę dłużej. Trochę częściej. Potrafił mnie rozbawić.
- Wolę niespodzianki. - powiedziałam szybko. Nie wiedziałam, czy żartował, czy mówił poważnie. Skąd mógł wiedzieć, co za parę lat będzie dla niego istotne i czy rzeczywiście wtedy będę w ogóle obecna w jego życiu? Nie chciałam być też traktowana, jako ostatnia deska ratunku, a słowo ' gdyby' znowu stanęło mi przed oczami. Nie umiałabym czekać na kogoś kilka lat i zrezygnować z poszukiwań. Na tą chwilę, tak myślałam, a ta chwila była dla mnie najważniejsza. Odetchnęłam głębiej, zastanawiając się coraz intensywniej nad sensem poszukiwania drobnych radości. Miłość. Tak wiele dawała, a tak dużo odbierała - i chyba trochę się jej bałam. - Poza tym długo się nie uchowasz. Niedługo jakaś odpowiednia dla ciebie kandydatka zawróci ci w głowie. - mrugnęłam do niego, aby dodać mu mimo wszystko trochę otuchy. Bo faktycznie tak uważałam. Niestety czasami trzeba było zmierzyć się z prawdą.
Znowu wpatrywałam się przed siebie. Był taki zdeterminowany i naprawdę wiedział, co jest dla niego ważne. Podejmował się ciężkiego zadania, ale zauważyłam, że było to charakterystyczne dla jego rodziny. Czyżby dla mojej było chodzenie po najlżejszej linii oporu?
Rzuciłam mu czułe spojrzenie, którym często go obdarzałam, kiedy mówił coś rozbrajającego. Umiałabym godzinami opowiadać mu o moich dziwacznych planach i pasjach, naprawdę z chęcią bym to robiła.
Rażące w oczy słońce sprawiło, że położyłam się na rozgrzanych deskach, aby móc jak najbardziej korzystać z padających na nas promieni.
- Będziesz mógł mnie leczyć, jak coś znowu mi się stanie. - zauważyłam nagle z uśmiechem.
Znał moją tendencje do znajdywania się w niebezpiecznych sytuacjach.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Nie 25 Lis - 14:50

Johny nienawidził przez to wróżbiarstwa. Zmuszony uczęszczać na te lekcje w poprzednich klasach dosyć solidnie znienawidził ten przedmiot. A warto zaznaczyć, iż jest ambitnym Ślizgonem. Chociaż zewsząd otaczała go magia, w jasnowidzów nie wierzył. Nie chciał znać przyszłości. Był jej ciekaw, ale wolał przeżyć to powoli niż podejmować próby nastawienia się na to, co się wydarzy. Johny nie potrafił wyobrazić sobie w przyszłości miłości. Pod jakąkolwiek postacią. Jego rodzice wprawdzie nigdy nie okazywali sobie publicznie uczuć- o ile w ogóle. Wiadomo przecież, iż spłodzenie potomków nie wymaga cieplejszych emocji. Nie miał żadnego wzoru do naśladowania oprócz babki. Nauczyła go, że jest to coś pięknego i każdy człowiek musi ją przeżyć chociaż raz. Inaczej nie da się żyć. Mimo tego... jego przyszłość w myślach to jedna wielka dziura.
Uśmiechnął się niczym Irytek nadlatujący z korytarza naprzeciwko, kiedy Gryfonka stwierdziła, iż ten długo się nie uchowa. Może i miała rację, ale tylko w pierwszej części wypowiedzianego zdania. Czy ktoś mu zawróci w głowie? Nie sądził, aby to było możliwe. Zbyt twardo stąpał po ziemi i zbyt trzeźwo myślał.
- Czyli mam uznać to już za zgodę, Aileen? - zapytał i ją lekko dźgnął łokciem w ramię. Niby to żartem, a mówił całkowicie poważnie. - Najpierw muszę na zapas wyperswadować mej rodzinie wybieranie takowej kandydatki. Potem się oświadczę... pewnej osobie. - stwierdził i zaraz znowu otworzył szerzej oczy. Spojrzała na niego tak czule, że aż poczuł ciepło rozlewające się po jego sercu. Był zdziwiony, bo to uczucie pierwszy raz zagościło w jego wnętrzu. Przez chwilę znowu miał zagubiony wyraz twarzy. Była to jednak chwila tak ulotna, że trudno było ją dostrzec. Jej miejsce zajęło lekkie zirytowanie. Poczekał aż ułoży się wygodnie na molo i starał się za bardzo jej nie przyglądać. Nie była jego ostatnią deską ratunku. Była pierwsza na liście, czego oczywiście nie wiedziała. Sam Johny nie był pewien co ich łączy. Owszem, przyjaźń, ale czy coś poza tym? Nigdy nie przekroczyli stosownych granic, nigdy nie pokazywali sobie jak wiele dla siebie znaczą. Tylko Johnyemu coś ostatnio szwankowało, bo niewerbalnie pragnął mieć Aileen zawsze u boku. Mógł wówczas wszystko posłać do diabła, a było to bardzo miłe uczucie, za którym tęsknił. Zostawić wszystko i odwrócić się do tego plecami! Tak, był egoistą.
- Będę twoim osobistym lekarzem. - stwierdził i uśmiechnął się szeroko, gdyż jej spojrzenie od razu załagodziło stan irytacji wypowiedzianymi przez zeń słowami o leczeniu jej złamań.
- I wiesz, jak bardzo cię cenię, Aileen, ale nie chciałbym cię widzieć w szpitalu. - położył się na boku obok Gryfonki. Głowę oparł o dłoń, a łokieć o molo. Mógł na nią swobodnie patrzeć. Kochał takie chwile. Nikt nie mógł im przerwać luźnej i niezobowiązującej rozmowy. Nikt go nie gonił, nie kazał się spieszyć, nie przywoływał go do porządku. Nie kazał ponownie "być ideałem", bo ludzie patrzą. Mógł być leniem, egoistą, samolubnym dupkiem i Aileen chyba nie miała nic przeciwko temu. Ba, bo nie widziała co się dzieje w jego mądrej głowie!
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Pon 26 Lis - 2:24

Nie zastanawiałam się nad wyrokami nieba. Jeżeli coś czuwało nad nami, to mnie z pewnością odepchnęło. Przepowiednie skrywane w najbardziej niedostępnym departamencie gmachu Ministerstwa były dla mnie jedyną zagadką. Nie umiałam sprecyzować, czy wierzyłam w powtarzane w kółko słowa nauczycielki wróżbiarstwa i chyba dlatego wybrałam numerologię. Pomimo tak wielu wątpliwości napływających z wielu stron, nadal nie sądziłam, że odpowiedzi jasnowidzów jakoś by mnie uspokoiły. Wolałam odkrywać wszystko sama.
- Wszystko zależy od tego, jak bardzo będziesz się starał. - odparłam, niby to obojętne. Lubiłam być w centrum zainteresowania, chociaż nie robiłam nic, aby się faktycznie w nim znaleźć. Zazdrość zawsze trzymałam w sobie, dlatego nie pozwoliłam sobie na większe rozmyślania nad jego ewentualnymi dziewczynami. Sama już nie wiedziałam, czy chciałabym aby nasza relacja się zmieniła, ale gotowa byłam zaakceptować to, co przyniesie los. Johny wcale nie był taki zły, a przede wszystkim bardzo mi się podobał. Potrząsnęłam głową. Na takie fantazje mogłam sobie pozwalać, tylko kiedy był daleko.
Przeciągnęłam się kilka razy. Dzień tak szybko umykał. Jego kolejne słowa sprawiały, że uśmiech nie schodził z moich ust. Doceniałam to.
- Tak pomyślałam, kiedy zabierzesz mnie wreszcie na to piwo. - otworzyłam jedno oko, aby móc się mu przyjrzeć. Moje idealne wyczucie czasu.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Pon 26 Lis - 13:16

Pokręcił z niedowierzaniem głową, odsłaniając równe i białe zęby w rozbrajającym uśmiechu. Był świadom swej urody i nie zamierzał udawać skromnisia. Aileen obezwładniła go swoją odpowiedzią. Czyli musi się bardzo postarać o jej rękę? Czyżby to było wyzwanie? Zaprawdę, Johny mógł przenieść swe hamulce moralne o wiele dalej. Wtedy biada jemu, gdy napotka gniew rodziny. Huntington byłby w stanie wejść w konszachty z Irytkiem, aby śpiewał na przerwach piosenki typu : "Aileen, wyjdź za Johna" plus sprośne dodatki autorstwa poltergeista. Był zdolny wykupić połowę sklepu, aby osiągnąć to, czego pragnął. Byłby w stanie znieść towarzystwo mugoli, jeśli tylko dałoby mu to gwarancję, iż Aileen w końcu powie "tak".
Nagle Johny wybuchnął śmiechem. Śmiał się sam z siebie i ze swoich myśli.
- Na brodę Merlina, Aileen. Prowokujesz mnie, abym już zaczął się starać. - powiedział i znowu kręcił z niedowierzaniem głową. Podjudzał go nawet fakt, że Drew byłby za tym związkiem! Nie mając więc żadnych hamulców, Johny mógłby solidnie zaszaleć.
- Byłabyś wspaniałą panią Huntington. - dodał. Był zaiste bardzo zdziwiony, kiedy jego wolna dłoń wbrew woli ujęła rękę dziewczyny. Delikatnie splótł ich palce i na wszystkie smoki węgierskie, nie wiedział jak ma cofnąć rękę. Wydawało mu się, że właśnie stracił nad nią kontrolę. Zaczął nawet wertować w myślach wszystkie stronice ksiąg, które przeczytał, a które dotyczyły nagłych utrat kontroli kończyn. Może to da się wyleczyć magicznie?
Przeniósł w końcu spojrzenie na różowe policzki Aileen.
- Facetom nie przypomina się o piwach, które obiecali. Jak tylko uda mi się podnieść, idziemy do Hogsmade. Tylko najpierw muszę jakoś wstać. - powiedział poważnym tonem, chociaż dało się wyczuć nutki rozbawienia w jego gardle. Jej dłoń była jak kotwica. W jaki sposób on ma wstać i cokolwiek uczynić, aby zachować dystans? Wmawiał sobie, że ten gest, który uczynił był na stopniu czysto przyjacielskim. Serdecznym, życzliwym i po prostu miłym.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Pon 26 Lis - 19:50

Granice moralne były u mnie tak samo ważne, jak granice estetyczne, chociaż tymi drugimi manewrowałam do woli. Nie szukałam w drugiej osobie czarującego spojrzenia i idealnej sylwetki, aby dopiero wtedy móc się zainteresować. Piękno widziałam najczęściej w zupełnie odbiegających od siebie przypadkach i chyba miałam skłonności do skrajności. Piegowaty rudzielec w paskowanej koszuli i w spodniach w kratkę wydawał mi się równie pociągający, co wysoki brunet o błękitnych oczach i gładkiej cerze. Ludzie podobali mi się z natury i niemal u każdego mogłam znaleźć coś niezwykłego. Johny urzekł mnie zadbanymi dłońmi i pięknym kształtem oczu. I sama nie wiem, czym jeszcze i jak często zdarzało mi się o nim myśleć, bo mimo, że myślałam o wielu mężczyznach na raz, to zawsze przed snem wspominałam właśnie jego twarz, jak gdyby tylko ta mogła mnie uspokoić. Dopiero, kiedy był blisko zdawałam sobie z tego sprawę.
- Czas ucieka... - powiedziałam, kończąc długim westchnięciem. Czułam, jak zmienia się jego głos, jak pomimo ciągłego śmiechu staje się bardziej spięty. Nie wszystko kręciło się na płaszczyźnie żartu, ale nie wiedziałam już, co brać poważnie. On powoli chyba już też nie.
Spojrzałam na niego zdziwiona, kiedy nasze dłonie splotły się ze sobą. Zadrżałam. Gubiłam się trochę w tym wszystkim, ale nie chciałam robić mu przykrości. Niestety, faktycznie będzie musiał się postarać. - Tak, pierścionek faktycznie ładnie by wyglądał na moim palcu. - odparłam, żeby nie poczuł się skrępowany, a raczej żebym i ja trochę się rozluźniła. Przez ułamek sekundy gładziłam palcem jego skórę, chyba po to, żeby samej sobie udowodnić, że to nic wielkiego. A jeżeli to faktycznie było coś wielkiego? Może powinnam jednak zwrócić mu na to uwagę. Czasami byłam zbyt pruderyjna, aby po chwili zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Na szczęście Johny szybko odpowiedział.
- Mogę ci pomóc. - zaproponowałam przekornie i podniosłam się, ciągnąc go za rękę. Dzięki temu, że oboje byliśmy dość szczupli wcale nie poszło mi tak źle! No może trochę będę musiała poćwiczyć, ale przynajmniej teraz oboje już siedzieliśmy.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Johny Huntington on Pon 26 Lis - 21:19

Może Aileen nie była wybredna; akceptowała każdego pod każdą postacią, jednak u Johny'ego sprawa przedstawiała się zupełnie inaczej. Odwrotnie. On nie potrafił zaakceptować kogoś z wadą fizyczną czy psychiczną. Nie potrafił uszanować człowieczeństwo osoby pokrzywdzonej przez naturę czy przeciwnika. Jego świat był wręcz pedantyczny, ani jednej niedoskonałości. Więc dlaczego nie miałoby to się i na nim nie odbić? Była to jedna z denerwujących cech u Johnatana. Kiedy widział osobę brzydką, zdeformowaną, niezdrową psychicznie - na miejscu ją skreślał i szufladkował. Musiał mieć idealne towarzystwo i Aileen jak najbardziej się do niego zaliczała. Co prawda jej stan społeczny pozostawiał wiele do życzenia, jednak czystość krwi, uroda i charakter uzupełniał wszystek straty.
Nie zaprzeczyła ani też nie potwierdziła. Więc Johny będzie mógł swobodnie rozpocząć próby oświadczenia się Gryfonce. I zamierzał te plany wprowadzić niedługo w życie. Nie przyznawał się sam przed sobą ile dla niego znaczył ten gest. Zwykłe pogłaskanie po skórze, a serce drżało wtedy w nierównym rytmie. Udało się im usiąść. Na szczęście Aileen nie widziała w jego zachowaniu niczego niestosownego. Zwykły przyjacielski dotyk. Był z tego zadowolony i równocześnie zawiedziony. Oparł się wolną ręką o molo i podniósł. Pociągnął za sobą Gryfonkę i posłał jej szeroki i rozbrajający uśmiech, kiedy przez chwilę znaleźli się dosyć blisko.
- Brakuje mi tylko pierścionka. A zobacz, idealny moment na oświadczyny. - wskazał na zachodzące słońce. Nieumyślnie zatrzymał spojrzenie na jej różowych i delikatnych ustach. Niechcący patrzył na nie i gdyby nie zmuszenie się do puszczenia jej dłoni i cofnięcia o jeden krok, mógłby popsuć to piękno, które się wywiązało między nimi.
- Pub po Trzema Miotłami czy Świński Łeb? A może herbaciarnia pani Puddifoot? - zapytał i zaoferował jej swoje ramię. Owutemy mogły zaczekać. Nic się nie stanie, jeśli spędzi wieczór z piękną Gryfonką na piwie kremowym z czereśniami.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Aileen Marshwall on Pon 26 Lis - 21:36

Kiedy tylko wstaliśmy, wsunęłam dłonie do kieszeni spódnicy. Ceniłam sobie prywatność i jak na razie nie czułam się jeszcze gotowa do zmniejszenia tej dotychczasowej odległości między nami. Nie byłabym dobrą dziewczyną, przynajmniej na razie. Gdybym tylko miała pewność, że pomimo trudności Johny nadal będzie się tak zachowywał, jak teraz, to byłoby mi o wiele łatwiej - a niestety w same słowa nie wierzyłam. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do składania tak poważnych deklaracji w tym wieku, aczkolwiek przeszedł mnie ten pozytywny dreszcz, kiedy wyobraziłam sobie siebie w białej sukni.
- Dobrze wiesz, że nie jestem aż taką romantyczką. - mrugnęłam do niego przepraszająco. Oczywiście, że chwytały mnie za serce czułe gesty i magiczna atmosfera, ale nie mogłam zdobyć się na odwagę, aby uwierzyć w taką chwilę na dłużej, niż trwałaby w rzeczywistości. Tworzyła piękne wspomnienia, ale nie chciałam żeby zapał z czasem opadł i żeby później było nijak. Wolałam od początku żyć w szarości przeplatanej raz po raz kolorami. Patrzył na moje usta, ja patrzyłam na jego powieki. Nie rób tego, Johny, myślałam gorączkowo. Na szczęście nie zrobił.
- Dzisiaj Świński Łeb. - kiwnęłam głową, ciesząc się, że perspektywa egzaminów nie widnieje nade mną niczym cień.
Ruszyliśmy przed siebie.

zt.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach