Hangar na łodzie

 :: Jezioro

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Nie 7 Paź - 23:00

Laurie nie lubiła zbyt szybko oceniać ludzi, bo nieraz już się przekonała, że zbyt często się co do nich myliła. Nie myślała więc o humorze koleżanki jako czymś stałym i niezmiennym - wydawało jej się czymś naturalnym, że nie musi nieprzerwanie być roześmiana i rozgadana, jak często bywała sama Cathcart.
Jednak bądź co bądź, ona także miała ochotę na chwilę zapomnienia. Chciała choć na moment zapomnieć o natrętnych myślach wyganiających ją do sowiarni i skorzystać z nowego, przyjemnego towarzystwa, na jakie natrafiła. Uśmiechnęła się więc na nowo, gdy tylko uprzytomniła sobie, jak bardzo znów się zamyśliła i spojrzała w niebo, na nadlatujące nad wodę rybitwy.
- Ja tam jestem pewna tego, że nie ma ludzi lepszych czy gorszych - odezwała się, czubkiem buta muskając ciemną taflę jeziora. - Może to dziecinne, ale w sumie... Tak, tak uważam. A że mamy wpływ na to, co robimy...? Kto wie? - Wzruszyła lekko ramionami, machając spuszczoną z pomostu nogą. - Lubię myśleć, że tak. To chyba lepsze niż poddanie się całkiem temu, co ma być. Nie lubię trwać bezczynnie - znów uniosła kąciki ust, oglądając się na Derię.
Jak dotąd nie była pewna, jak ma z nią rozmawiać. Jakie tematy poruszać. Lecz teraz, gdy dziewczyna sama zaczęła więcej mówić, Laurie przestała się zamartwiać. Przeszły jej przez myśl słowa, które wypowiedziała Krukonka: "wszystko już było, a my tylko odgrywamy swoje role"... Skoro tak, to niech czas pokaże, kim miały dla siebie być. Czy miały być bliżej? Znów poczuła ciepło rozchodzące się w podbrzuszu. Zobaczymy.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Pon 8 Paź - 4:16

Nie wyczuwała żadnego napięcia, co bardzo ją cieszyło. Wreszcie mogła z kimś posiedzieć i choćby pomilczeć. Tego właśnie jej brakowało - towarzystwa. Z każdą minutą, którą spędzała w towarzystwie gryfonki, nabierała pewności, że to właśnie brak towarzystwa był głównym powodem jej ostatnio pogarszającego się samopoczucia. Siedziała sama ze sobą w dość fatalnej kondycji psychicznej i zadręczała się głupimi myślami. Nie mogła nawet ponarzekać, nie wspominając o luźniej rozmowie, czy drobnych czułościach... cokolwiek, byle wyrwać się z sideł własnych myśli i przytłumionych wizji, które sama wywoływała. Prawdę mówiąc - nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie PO CO robiła to wszystko. Przecież mogła nie śledzić kolei losu dotyczących jej domu i matki, a jednak martwiła się coraz bardziej i coraz częściej sprawdzała kolejne wróżby - wszystkie były jednogłośne i dawały coraz jaśniejszy obraz tragedii, która zdawała się być nieuchronna. W jaki sposób można przestać o tym myśleć? A może inaczej: jak temu zaradzić? Co powinna zrobić? Rzucić szkołę i wrócić do domu? Często o tym myślała, ale postanowiła już dawno, że jest odpowiedzialna za swoje życie i nie może go zmarnować... Dlatego starała się ze wszystkich sił i... i... łzy same spłynęły z jej oczu. Nie zaniosła się szlochem. Siedziała sztywno, wyprostowana. Opuściła tylko bezradnie ręce. Starała się powstrzymać płacz, ale organizm nie chciał jej słuchać. Czuła ciepło i wilgoć łez, które były ostatecznym odzwierciedleniem jej stanu. Rzadko płakała. Poza tym pozwoliła sobie na to w towarzystwie obcej osoby. Czyżby aż tak zdążyła jej zaufać. Miała tylko nadzieję, że jej głos zabrzmi pewnie. Nie zawiodła się.
- Wiesz... czasem też bym chciała tak myśleć... - Mówiła spokojnie, ale nie dało się nie wyczuć lekkiego drżenia. Byłaby z resztą głupia, gdyby myślała, że Laurie nie zauważy, że płacze. Nie chciała grać, bała się tylko powiedzieć to, o czym od dawna powinna komuś powiedzieć. Oczywiście - zwierzyła się Shirze jakiś czas temu, ale nie w pełni i... teraz nie miała jej pod ręką. Nie może przecież wygadać się komuś, kogo ledwie zna z widzenia i z krótkiej rozmowy na błoniach! Nie może! Nigdy nie była ufna i nic tego nie zmieni.
Mogłaby objąć ją ramieniem i wtulić się w jej włosy, oddać się płaczowi. Mogła też załamać się i szlochać skulona, aż koleżanka zaczęłaby ją pocieszać. Nie. Siedziała twardo i starała się nie pokazywać tego co czuje, chociaż wiedziała już, że się zdradziła. To przecież tylko parę łez... Nic więcej. Może... jak się wypłacze, to wreszcie będzie miała to za sobą? Powinna odpocząć, powinna się oderwać, bo inaczej zwariuje!
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Pon 8 Paź - 18:56

Łzy na twarzy koleżanki wywołały u niej dziwne poczucie winy. Jej żołądek znów zaczął swój nerwowy taniec, przyprawiając dziewczynę o mdłości. Co się stało? Zrobiła coś nie tak...? Zdziwiona i przejęta, uchyliła nieznacznie usta, próbując wykrztusić cokolwiek sensownego, co pomogłoby jej wyjaśnić sytuację, jednak nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Z powrotem więc zacisnęła wargi i odczekała chwilę, aż odzyska głos.
- Hej, co się dzieje? - Spytała, niepewnie przesuwając się w jej stronę. - Dlaczego płaczesz? - Nie była pewna, jak ma się zachować. Bardzo chciała ją objąć, mocno przytulić do siebie i ochronić przed czymkolwiek, co teraz zburzyło jej spokój. Chciała, jednak bała się to zrobić. Wyciągała już nawet rękę za plecy Derii, jednak zrezygnowała i nim ją dotknęła, zdążyła ją cofnąć. Musiała jednak coś zrobić. Uniosła znów dłoń i delikatnie przesunęła palcami po jej policzku, ścierając z niego łzy.
Wydawała jej się teraz tak bezbronna, tak krucha... Laurie czuła się w obowiązku osłonić ją przed całym światem. Powinna ją stąd zabrać, zaszyć się w jakimś cichym, ciepłym miejscu, sprawić, że mogłaby zapomnieć o wszystkim, co ją dręczy. Powinna jakoś jej pomóc. Mimo to coś w jej głowie szeptało, że może dziewczyna tego nie chce. Że może się przeciwstawi. Zresztą... Były w miejscu, w którym zawsze ona się chowała. Najbezpieczniejszym miejscu w całym zamku. W miejscu, w które - przynajmniej dla Laurie - smutek i zmartwienie nie miały wstępu. A jednak Derię dopadły nawet tutaj. Sama poczuła się bezsilna i zdezorientowana swoją niewiedzą. Zagryzła więc usta i czekała, ścierając kolejne krople spływające z granatowych oczu Krukonki.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Wto 9 Paź - 3:57

Drgnęła, gdy Laurie dotknęła jej policzka, drgnęła też na jej słowa. Oczywiście - wiedziała, że zwróci uwagę, ale po cichu liczyła, że... że właściwie co? Początkowo zacisnęła więc usta. Podbródek drgał jej lekko. Odpuściła i pozwoliła łzom płynąć, a Laurie ocierała je z jej twarzy.
- Daj spokój... - Powiedziała cicho. Nie chciała czuć się słaba. Całe życie uczyła się, że musi być silna, żeby przebrnąć przez to życie. Co miała jej powiedzieć? Miała zacząć tłumaczyć wszystkie swoje problemy z matką? Jak? "Moja matka umrze". Przecież to brzmi fatalnie... tak jakby była śmiertelnie chora! Co, jeśli Laurie zacznie dalej pytać? Powie jej, że to wszystko wróżba? Przecież wyśmieje ją - sama mówiła wcześniej, że w nie nie wierzy. Zacisnęła piąstki i odetchnęła głęboko. - Wiesz... W moim domu dzieje się... coś niedobrego. Może stać się coś niedobrego. Właściwie, to stanie się... - Zdobyła się na dość kulawe wyznanie i nie była z siebie zadowolona. Powinna była milczeć. Bała się późniejszych reakcji koleżanki.
Deria podkuliła nogi, usiadła po turecku i położyła ręce na kolanach Cathcart. Miała nadzieję, że ona zrozumie tą subtelną aluzję, że powiąże to wszystko co powiedziała wcześniej z tymi słowami i nie będzie musiała jej tego tłumaczyć. - Po prostu... nie mogę sobie z tym poradzić. - Dodała spokojnie i sama otarła swoje łzy. Pociągnęła nosem i uniosła głowę.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Sro 10 Paź - 0:50

Laurie, wyraźnie przejęta, przyglądała się dziewczynie smutno. Przesunęła dłoń wzdłuż jej twarzy i w końcu delikatnie oparła palce o szyję Krukonki. Przechyliła głowę, patrząc na jej łzy, aż w końcu spuściła wzrok, zastanawiając się, co może powiedzieć. Że będzie dobrze? Żeby się nie martwiła? Wiedziała, że takie słowa niewiele dają, gdy nie ma się dostatecznie dużo sił, by w nie wierzyć. A Deria nie wyglądała w tej chwili na kogoś, kto by je miał.
- Nie musisz radzić sobie z tym sama - odezwała się w końcu, w przypływie odwagi, empatii i potrzeby zarówno dania jak i otrzymania czułości. - Wiem, że jestem dla Ciebie całkiem obca, ale nie muszę być, jeśli tylko tego zechcesz. - Mówiła, czując ciągle niepokojący skręt żołądka, który nie dawał o sobie zapomnieć. Przerwała tylko na chwilę, by złapać głęboki oddech i odgarnąć potargane włosy z czoła. - Zresztą... czy możesz być pewna tego, co ma się stać? Może faktycznie nie da się niczego przewidzieć - dodała pokrzepiającym głosem, starając się zrozumieć obawy dziewczyny.
Dla niej wizja śmierci ojca była faktycznie tylko wymysłem, czymś, co mogło kiedyś nastąpić i czego panicznie się bała, jednak póki otrzymywała listy z domu, wiedziała, że wszystko toczy się pomyślnie. Starała się odrywać od tych ponurych myśli gdy tylko mogła, więc najczęściej dopadały ją późnym wieczorem, gdy była już sama i w dodatku zbyt zmęczona, by się przed nimi bronić. Jednak nawet wtedy wrodzony chart ducha nie pozwalał jej się całkowicie załamać i dalej cieszyła się życiem jak tylko mogła. A że momentami nie była w stanie... Cóż, nikt nie musiał wiedzieć. Zresztą, przecież mimo wszystko była tylko szesnastoletnią dziewczyną - nie można było oczekiwać, że w tym wieku stanie się głazem. Nosiła w sobie burzę uczuć, a każda chmura musi kiedyś przynieść deszcz.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Czw 11 Paź - 3:34

Zamknęła oczy, gdy poczuła kojący dotyk dziewczyny. Trwała we śnie i teraz nic nie mogło jej z niego wybudzić. Jak bardzo żałośnie musiała teraz wyglądać? Jak słabo? I na jak bardzo złamaną przez los? Czuła się jak ofiara. Jak osoba, która psuje innym humor swoim złym samopoczuciem. Czuła się winna.
Skinęła tylko lekko głową. - Laurie... - Co jej miała powiedzieć? Cholera... to wszystko było takie dziwne... znały się osobiście zaledwie od kilku chwil, a czuła, jakby dziewczyna była jej bardzo bliska. A może po prostu tego chciała? Może po prostu był to wymysł jej fascynacji urodą i bliskością innej kobiety? Od zawsze wiedziała, że tak na nią wpływają, więc... boże, ona naprawdę jej się spodobała! Co teraz? Czy to wszystko... czy to jest bezpieczne? Teraz, tutaj? Co zrobić? Jak?
Faktycznie - ciężko oczekiwać, by szesnastolatka poradziła sobie z takimi problemami. Oczywiście Deria nie miała pojęcia o obawach nowej koleżanki, ale podbudowałoby ją to. Nie dlatego, że cierpienie drugiej osoby dałoby jej świadomość, że nie ona jedna ma problemy - nie była w końcu idiotką i zdawała sobie z tego sprawę - chodziło raczej o to, że wiedziałaby, że dziewczyna faktycznie ją rozumie, ponieważ jej zmartwienia mają podobne podłoże.
Dziwne uczucie przybierało na sile. Deria nieśmiało wyciągnęła drżącą dłoń, by dotknąć twarzy Laurie. Ujęła jej szyję w podobnym geście, który wykonała gryfonka.
- Rozumiesz mnie, prawda? - Nie prosiła o potwierdzenie. Bo i po co? Bardziej liczyła... właściwie sama nie wiedziała na co. Coraz bardziej budziła się w niej potrzeba bliskości i coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Laurie nie jest tylko przypadkową dziewczyną, którą spotkała na błoniach. - Laurie - czy Ty chciałaś mnie kiedyś spotkać? - Zadała dość dziwne pytanie, fakt. Pod nim kryło się jednak to prawdziwe pytanie, na które musiała znać odpowiedź. Czy ona faktycznie się nią interesowała? W ogóle... dlaczego nie znały się wcześniej? Dlaczego jej unikała? Sześć lat! Deria nigdy nie odrzucała ludzi. Fakt, że żyła własnym życiem i nie okazywała chęci zawierania związków, czy nowych znajomości, ale też nigdy nie zamykała się w sobie tak bardzo, by nie dopuścić do siebie nikogo. To ludzie ją odrzucali, mając za dziwaczkę. Oczywiście - miała wąskie grono znajomych, którzy akceptowali jej dar i jej kalectwo, którzy byli na tyle wyrozumiali i inteligentni, by nie uznawać jej za słabą wariatkę. Tych ludzi było jednak mało, za mało. Chciała wyrzucić to gryfonce... jeśli tylko okaże się, że faktycznie ich spotkanie nie było do końca przypadkowe, a może przynajmniej, że Laurie chciała kiedyś się z nią poznać.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Pią 12 Paź - 1:21

Serce Laurie zabiło znów mocniej, gdy ujrzała dłoń Krukonki zbliżającą się ku jej szyi, po czym zamarło, kiedy poczuła jej dotyk. Nie rozumiała, czemu dziewczyna wywiera na niej takie wrażenie, nawet w momencie, gdy widzi ją przygnębioną, ze łzami w oczach. Czuła się źle; powinna skupić się na tym, jak jej pomóc, a nie zaprzątać sobie głowę własnymi uczuciami., których nawet nie była w stanie pojąć. Tylko co powinna zrobić, żeby było jej lepiej...?
Pytanie Derii może nie tyle ją zawstydziło, co wywołało kolejny natłok myśli. Czy chciała? Uciekając w las chciała być sama. Ale niekoniecznie chciała tego na co dzień. Jak każdy potrzebowała bliskich osób. Kogoś, kto ją obejmie i w samotności wysłucha nie tylko tych przepełnionych radością, codziennych opowieści z jej życia, ale także trosk o wydatki, z którymi zmaga się jej rodzina, problemy ojca i jej własne niespełnione marzenia. Kogoś, kogo sama mogłaby utulić do snu, kogo mogłaby wysłuchać i z kim... po prostu mogłaby być. W dzień, w nocy, z rana. Szczęśliwa czy nie, ale ciągle być. Jasne, że nie od razu na całe życie - nie była już tak dziecinna, by wierzyć, że pierwsza lepsza poznana osoba zostanie z nią na zawsze. Ale żeby ją poznać, musiała próbować.
Moment - czy uważała, żeby Malsive była kimś, z kim chciała próbować stworzyć cokolwiek? Najwyraźniej... Jej serce biło mocno, krew wciąż nie chciała odpłynąć z gorących policzków, a nogi były jak z waty i cieszyła się, że obie siedziały. Ale siedziały na tyle blisko, żeby wszystko jeszcze bardziej się nasilało. Aż za bardzo.
- Chyba... chyba chciałam spotkać kogoś takiego, jak Ty - odpowiedziała w końcu, nieco drżącym głosem. Starała się opanować, jednak coś jej nie pozwalało. I chyba było to towarzystwo Krukonki. - I, nie wiem co, czy szczęście, czy los, czy po prostu przypadek sprawił, że spotkałam Ciebie. Sama oceń, czy to dobrze - ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej, jakby w obawie, że może zapędza się zbyt daleko. Nie wiedziała, gdzie znajduje się granica, którą w każdej chwili mogła przekroczyć.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Pią 12 Paź - 7:44

Deria wyczuła reakcję dziewczyny. Czyżby czuła się spięta? A może to coś innego? Właściwie to ona sama drżała cała na myśl o tym wszystkim co się wydarzyło. Bała się tego co się z nią działo i nie podobało jej się to, że Laurie chyba... znów o tym myśli! Musi przestać, bo przecież... kto by pomyślał, że... ale przecież ona naprawdę! Cholera...
Wyczekiwała w napięciu na odpowiedź. Chciała przygryźć dolną wargę, ale w porę się powstrzymała. Dziecinny gest, który tylko zdradziłby... właściwie - ta sytuacja była tak głupia, że aż nie chciało jej się wierzyć w jej rzeczywistość. Wyszła na spacer, nagle spotkała obcą dziewczynę, poznały się, a teraz siedzą niemalże przytulone w odludnym miejscu. Kto w ogóle pisze scenariusz dla takich wydarzeń? Tak bardzo pochłonięta była ostatnio sprawą matki, że przestała sprawdzać swoją przyszłość. Może gdyby to zrobiła, wiedziałaby, że spotka ją na swojej drodze i to wszystko stałoby się bardziej realne, bardziej bliskie, mniej obce. Tymczasem czuła mieszaninę podniecenia i przerażenia. Nie do końca wiedziała, czy może pozwolić sobie na gesty, które chciała wykonać. Nie znały swoich granic - to fakt. Krótka konfrontacja i już mogła powiedzieć, że zależy jej na tej dziewczynie! Ba! Mogła powiedzieć, że Laurie będzie jej bliska. Niezależnie od tego w jakim senie. Po prostu.
Słowa uderzyły w nią, jak fala gorącego powietrza. Czuła napięcie, zdenerwowanie i jeszcze coś, czego nie potrafiła określić. Unosiły się w powietrzu, zagęszczając nieco atmosferę, ale jednocześnie mogła powiedzieć, że czuła jakiś dziwny ucisk w brzuchu, który mówił "jezu... to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe!". Deria nie mogła wyjść z szoku. Natychmiast poczuła fale gorąca, ogarniające jej ciało. Starała się nie spłonąć rumieńcem.
Przeszedł ją dreszcz. Nie zastanawiała się zbyt wiele, po prostu się wychyliła. Dobry boże... co też ona najlepszego robi? Wychyla się, tylko się wychyla! Blisko, jeszcze bliżej. Objęła szyję towarzyszki swoimi dłońmi i zbliżyła się tak bardzo, że czuła już jej nerwowy oddech i ciepło bijące od jej skóry. No i piękny kobiecy zapach. Oddychała szybko i płytko. Po prostu to zrób!
Delikatnie musnęła ustami jej usta. Zamknęła oczy, choć sama nie wiedziała dlaczego. Zatonęła na chwilę w pocałunku. Krótką ulotną chwilę, która była jednocześnie piękna i straszna. A co, jeśli to wszystko było tylko złudzeniem. Zakręciło jej się w głowie. Osunęła się na kilka centymetrów od twarzy Laurie.
- Czy... taka ocena Cię satysfakcjonuje? - Zapytała bardzo nieśmiało.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Nie 14 Paź - 14:28

Widziała, jak Krukonka pochyla się w jej stronę. Widziała, jak obejmuje jej szyję i jak przymyka powieki. Widziała to. To się naprawdę działo.
Jej pocałunek, choć delikatny, uderzył ją jak powiew wiatru na skraju klifu. Z tą różnicą, że zamiast lodowatego podmuchu, poczuła gorący przypływ ekscytacji. Jej miękkie usta, czuły uścisk palców na karku, zapach jej włosów... Coś w Laurie zbudziło się i zapragnęło wyrwać się na wolność. Wszystkie uczucia i emocje, z jakimi jeszcze nigdy dotąd nie miała styczności, o których istnieniu nawet nie zdawała sobie sprawy. Coś, co niemal krzyczało w jej wnętrzu, by nie przerywały tej chwili, by trawy tak dłużej, i dłużej...
Ale co właściwie się działo? Do czego doszło? Nie znały się, nie miały o sobie pojęcia! A siedziały same, w jej cichym schronieniu, tak blisko siebie, jak tylko się dało. Gryfonkę przeszła dziwna myśl, że być może Deria, z nieznanych jej powodów, wie o Laurie więcej, niż mogła się tego spodziewać. Fakt, że rzeczywiście dziewczyna opowiedziała jej co nieco o sobie podczas ich przechadzki, ale... to jakby nie chodziło o to. Tyle że sama nie wiedziała, o co w takim razie. Powątpiewając w swoją intuicję, zwaliła to raczej na kolejne wymysły swojego burzliwego umysłu i czym prędzej skupiła się na innych, znacznie przyjemniejszych myślach.
Otworzyła oczy, które także mimowolnie przysłoniła powiekami i spojrzała roztrzęsiona na bladą twarz Derii. Zacisnęła wargi, jakby chcąc sprawdzić, czy zachował się na nich smak ust dziewczyny, po czym lekko je uchyliła, chcąc odpowiedzieć. Jednak nie mogła.
Zamiast słów, wydobyła z siebie kilka niepodobnych do niczego, cichych głosek, oddających wszystko to, co toczyło się teraz w jej głowie. Niepewność, namiętność, troska i wiele innych, których nie potrafiła nazwać, walczyły teraz o prawo do głosu. I odebrały głos właścicielce ciała.
- Dlaczego tego chcesz? - Wykrztusiła w końcu, nieświadomie wciąż gładząc palcami smukłą szyję koleżanki. Trącała nimi to gładką skórę, to miękkie pasma włosów, błądząc zaintrygowanym spojrzeniem po twarzy tej prawie że nieznajomej istoty, siedzącej na odległość zaledwie oddechu. - Jak to... Jak to możliwe? Dlaczego? - Powtórzyła, nie panując nad własnym przejęciem i ciekawością.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Pon 15 Paź - 4:07

Dziewczyna bała się. Bała się dotyku Laurie, jakby mógł ją oparzyć. W istocie bała się tego, że może coś wyczytać z jej aury... że może okazać się, że zobaczy strzępy obrazów z jej przyszłości. Tak bardzo ją to przerażało, że zaczęła skupiać wszystkie swoje myśli na czymś innym, byle tylko podświadomie nie PRÓBOWAĆ tego zrobić.
Sama czuła jeszcze podniecenie, a jej serce uderzało szybkim, mocnym rytmem. Oszalała. Kompletnie oszalała. Dawno już jednak nie czuła takiego ukojenia, jakby spełniła się w tej jednej chwili, jakby wyrzuciła z siebie coś wstrętnego, jakąś chorobę, toczącą ją od dawna; wiedziała bowiem, że Laurie jej nie zdradzi. Nawet teraz to wiedziała, kiedy czuła jej zszokowanie, kiedy nerwowo i chyba nieświadomie gładziła jej szyję, a ten dotyk... był przecież tak przyjemny.
Wsłuchała się w jej głos. Dziewczyna mówiła nieskładnie, jakby nie potrafiła zrozumieć tego, co się przed chwilą stało. Czy przecież już od jakiejś chwili nie wyczuwała, że ona... cały czas wmawia sobie... myśli za dużo. Kombinuje. Po co? Jak? Dlaczego? Teraz... wyszła na jakąś idiotkę. Na pewno wyszła na idiotkę. I tyle.
Ceryx przysiadł na jej ramieniu i dodał jej trochę siły. Nie wiedziała, jak ma odpowiedzieć, bo już dawno wiedziała, CO chce powiedzieć.
- Bo... bo czuję, że mogę Ci zaufać. - Powiedziała i odwróciła głowę. Nie wiedziała właściwie dlaczego, ale spłonęła rumieńcem i zaczęła żałować każdej sekundy z poprzednich paru minut. To było tak przyjemne, a z drugiej strony głupie, że nie mogła sobie teraz tego wybaczyć. Nie chciała od razu wychodzić na desperatkę. Czy była zdesperowana? Pewnie trochę tak, ale z drugiej strony wyczuwała w Laurie coś, czego już dawno nie czuła. Sam fakt, że rozmawiały już tak długo, a Cathcart wciąż jej nie opuściła. Sam fakt, że... dała się pocałować i wcale nie oponowała za wiele. No i że nie uciekła. Sam fakt, że zadała pytanie, oznacza, że po prostu się boi jej intencji. W końcu się nie znają, prawda?
- Wybacz... ja po prostu... - Zgubiła się w słowach, które miały ją usprawiedliwić. Czuła się winna. Tylko winny się tłumaczy, prawda?
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Wto 16 Paź - 22:59

Niewiele myśląc, uniosła dłoń do policzka dziewczyny i ostrożnie odwróciła znów jej twarz w swoją stronę. Wiedziała, że dziewczyna nie może jej ujrzeć, ale mimo to chciała, by zwrócona była do niej. Ona chciała na nią patrzeć.
Gdy tylko Deria zaczęła się tłumaczyć, Laurie poczuła silne uderzenie wstydu. Oczywiście, miała prawo ją o to spytać, ale... ale jakiej odpowiedzi mogła oczekiwać? Co chciała usłyszeć? Sama nie wiedziała. Nie wiedziała też, dlaczego czuła w tamtej chwili mieszaninę smutku, strachu i podniecenia. Nie wiedziała, co powinna zrobić, skoro już musiała zadać to nieszczęsne pytanie. Jak to naprawić?
- Deria... - zacisnęła usta, jednocześnie ściągając brwi. Co dalej? - Nie zrozum mnie źle - mówiła cicho, ze spuszczonym wzrokiem, chociaż bardzo chciała patrzeć w jej niewidzące oczy. - Ja... chciałam tego. Po prostu nie rozumiem jak to się stało, że Ty też - wyjaśniła, odważając się wreszcie spojrzeć jej w twarz.
Faktycznie tak było. Od początku czuła dziwne napięcie w obecności Krukonki, które teraz mogła pojąć. Jednak to nie rozwiązywało wszystkich dylematów, jakie powoli zaczęły narastać w jej głowie. Dylematów, jak chociażby to, co będzie działo się dalej, jak ciągnąć całą tą rozmowę i jak zachować się następnego dnia. Bo przecież taki nastąpi. Tłumaczyła sobie, że nie powinna się tym przejmować, bo to nie tylko jej sprawa, ale mimo to jej umysł wytwarzał kolejne niepokojące obrazy, przyprawiając Gryfonkę o następne skręty żołądka.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Sro 17 Paź - 19:20

Milczała. Po prostu milczała i czuła się tak, jakby popełniła błąd. W istocie tak było. Nawet nie chodzi o to, że się... pospieszyła. Po prostu nie powinna była dopuścić, żeby uwalniać swoje tłumione emocje w obecności kogoś zupełnie obcego. Przecież mogła w ten sposób zostać zraniona. Ktoś mógłby tą wiedzę wykorzystać. Nie chodziło jej o ludzi - ludzie od dawna nie akceptowali jej taką, jaką była, więc ignorowała ich zdanie i wcale nie czuła się z tego powodu źle.
Wstała spokojnie i otrzepała spodnie. Zacisnęła zęby. Smak winy na ustach. Ciemność. I nie przenikniona ciemność, której nigdy nie przegoni. Gdziekolwiek nie spojrzy - to samo. Całe życie. Nie użalała się nad sobą, było jej po prostu przykro, że kiedy wreszcie znajduje kogoś, kto być może ją akceptuje, to musi czuć, jakby robiła coś złego. Nigdy nie sądziła, że będzie czuła wyrzuty sumienia. Właściwie to było głupie, bo niby dlaczego?
- Nie Laurie... masz rację. - Powiedziała smutno. Odetchnęła głęboko. - Zachowuję się jak dziecko. Czasami pozwalam sobie na zbyt wiele. Przeszłość miesza mi się z przyszłością i teraźniejszością. Tooo może brzmieć trochę głupio - ja wiem, ale po prostu przez to wszystko czasem wydaje mi się, że znam kogoś dłużej niż jest naprawdę. - Przygryzła wargę. Cholera! Miała tego nie robić. Natychmiast opanowała odruch. Wahała się - nie wiedziała, czy odejść, czy zostać. Zamarła w pół ruchu. Ceryx sfrunął z jej ramienia i usadowił się gdzieś na ziemi, w okolicach nóg gryfonki. Smak winy... i silny zapach jeziora, który wdzierał się w płuca, otrzeźwiając ją coraz bardziej. Rozluźniła mięśnie, które napięła chwilę wcześniej, jak do skoku.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Czw 18 Paź - 23:10

Podwinęła nogi pod siebie i ze zmarszczonymi w zastanowieniu brwiami odwróciła się za dziewczyną. Podparta na ramieniu, spoglądała na nią z dołu, słuchając smutnego tonu jej głosu. Tonu, który ją samą pchnął ku większej odwadze.
- Nie - stwierdziła krótko, patrząc na nią z powagą. - Nie. Nie mam racji. A z resztą... Przecież to nic takiego, prawda? - Na moment zacisnęła usta i zwilżyła koniuszkiem języka spierzchnięte z nerwów wargi. Odgarnęła włosy w tył, siadając przodem do niej na ugiętych nogach i oparła ręce na kolanach. - To nie zbrodnia, żadne wykroczenie - ciągnęła, kręcąc lekko głową. Mówiła z pełnym przekonaniem, choć jej serce nadal biło jak oszalałe. - Może się nie znamy, to racja, ale... jeśli obie nie miałyśmy nic przeciwko, jeśli obie chciałyśmy... I jeśli Ty masz jakieś, nie wiem, przeczucie... Deria - uniosła głowę i złapała dziewczynę za rękę - to nic złego. Cokolwiek o mnie wiesz, czegokolwiek o mnie nie wiesz - to nie ma znaczenia. Przynajmniej nie teraz. I przynajmniej nie dla mnie.
Przyglądała jej się z uwagą, z napięciem. Wstąpił w nią jej normalny, silny duch, który na co dzień pozwalał jej trzymać się przy wierze w cały ten świat i w samą siebie. A teraz kazał jej zawalczyć o coś, co najwyraźniej nabierało dla niej sensu.
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Sob 20 Paź - 0:12

Zastygła. Czuła się rozdarta, bo przecież miała właśnie szansę na zdobycie czegoś, o czym... marzyła od dawna. Dostała od życia szansę. Bała się tylko, czy to wszystko nie jest jak sen, czy nie obudzi się i nie będzie musiała cierpieć i żałować, że to było tylko złudzenie. Bała się rozczarowania. Bała się, bo nigdy nie dostała szansy na coś podobnego, więc nie wiedziała jak się zachować, czy może liczyć na szczerość ze strony Laurie?
Wzdrygnęła się, gdy złapała ją za rękę. Nie mogła nic powiedzieć, ani się poruszyć. Po prostu słuchała słów, które dziewczyna wypowiadał z zapałem. Słychać było szczerość w jej głosie. Tak jej się przynajmniej wydawało. Nie mogła wyczuć choćby najmniejszego śladu jej aury. Nie potrafiła nic wyczytać. Chociaż próbowała... Z czego to wynikało? Bała się tego również. Mało kto potrafił być tak skryty. Albo to ona sama blokuje sobie do niej dostęp - podświadomie, albo sytuacja tak bardzo zaprząta jej umysł, że nie jest w stanie wykorzystać swoich zdolności w choćby najmniejszym stopniu. Stawiała na to drugie, tym bardziej, że wciąż czuła paraliż i lekkie drżenie.
Wysłuchała jej słów do końca. Zaczęła kręcić głową. Na początku nieśmiało, ale potem coraz mocniej. Odsunęła się o krok, poza zasięg dotyku gryfonki.
- Dziękuję, że mnie tutaj przyprowadziłaś. - Powiedziała cicho. - Ale powinnam już iść. - Dodała, znów cofając się o krok. - Spotkajmy się jutro przy Tablicy Ogłoszeń, po ostatnich zajęciach. - Odwróciła się i szybko ruszyła w stronę zamku. Uszła kilkadziesiąt metrów. W jej głowie buzowała krew. Zorientowała się, że nie wie w którym kierunku musi podążać. Przystanęła, spanikowała. Przeszła jeszcze kilka metrów i potknęła się, ledwie utrzymała się na nogach. - Ceryx? - Zawołała cicho, ale jej mały towarzysz zagubił się gdzieś na chwilę. Może wciąż siedział obok Laurie. - Ceryx? Musisz mi pomóc... Zaprowadź mnie... - Powiedziała trochę głośniej. Cholera - to by było głupie, zgubić się na otwartej przestrzeni. Mogła jednak krążyć tak godzinami - nigdy nie była w tym Hangarze i nie miała bladego pojęcia jak wrócić do zamku.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Laurie Cathcart on Wto 30 Paź - 0:47

Zrezygnowana opuściła rękę. Zmarszczyła brwi, czując narastające znów bicie serca, gdy Krukonka zaczęła się od niej odsuwać. Uciekać. Nie rozumiała tego. Zwyczajnie nie rozumiała. Może i faktycznie to wszystko potoczyło się trochę inaczej niż mogły zakładać, i może trochę inaczej niż powinno, ale... przecież sama wyszła z inicjatywą. Musiała tego chcieć. Musiała. A teraz...?
Opuściła głowę i wzrok na deski pomostu. Dobrze, skoro chce odejść... Raptem uderzyły ją wyrzuty sumienia. Gdy tylko zrozumiała, że Deria znacznie się oddaliła, szybko podniosła się z ziemi, gotowa za nią pobiec. Wiedziała, co powinna zrobić. Nawet jeśli druga dziewczyna tego nie chciała. Przyprowadziła ją tu, więc powinna ją też odprowadzić. To nie był przejaw litości - wiedziała, że tak czy inaczej Deria by sobie poradziła. Zwyczajnie wypadało jej się tak zachować i nie pozwoliłaby jej zostać tu samej.
- Deria - zawołała, gdy uszła już kawałek dalej. Specjalnie przyspieszyła kroku, by nie odeszła zbyt głęboko w las. - Poczekaj!
Odgarniała gałęzie wchodzące na wąską ścieżkę, próbując dostrzec gdzieś dziewczynę między zaroślami. Cholera, mogła od razu ją powstrzymać. Teraz to wszystko będzie nie tak jak powinno...

{Wybacz, że musiałaś tyle czekać na odpowiedź. Zabiegana ostatnio jestem...}
avatar
Laurie Cathcart
Uczeń

Liczba postów : 66
Czystość krwi : czysta
Skąd : Scarfskerry, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Deria Malsive on Czw 1 Lis - 2:25

Zamarła na chwilę. Serce biło jej szybciej niż zwykle, bo bała się, że nie znajdzie teraz drogi do zamku. Głos Laurie wyznaczał jej w pewnym stopniu kierunek z którego przyszła. Ruszyła niepewnie w tamtą stronę. Czuła się upokorzona... W końcu trafiła na gryfonkę, która pobiegła za nią. Złapała ją za ramiona, po czym przytuliła.
- Już w porządku... przecież nic się nie stało. - Uśmiechnęła się, gładząc jej włosy. Musnęła delikatnie ustami jej kark. - Chodźmy już do zamku. - Zaproponowała krukonka. - Przepraszam... ja po prostu sama nie wiem... no rozumiesz... - Postanowiła, że nie będzie tłumaczyć. Przecież ona wie, że... sama wie, że ta sytuacja była taka dziwna. Wszystko to oczywiście wynikło z jej powodu. To Deria zainicjowała wszystkie wydarzenia, do których doszło. To wszystko jakby narosło od wielu dni, tygodni, miesięcy, a Laurie okazała się być chyba przypadkową ofiarą. O dziwo okazało się, że trafiła na inną osobę niż myślała, że trafiła. Z pojedynczego głupiego gestu... Z całej serii gestów, których normalnie nie powinna była uczynić, które każda inna osoba uznałaby za zbyt daleko posuniętą śmiałość, wynikło coś zupełnie niespodziewanego.
Po raz pierwszy od dawna postanowiła, że zatańczy z losem, że sprawdzi czy można jakoś go zmienić, czy można ingerować w swoje życie. W końcu wiedziała co nieco na temat swojej przyszłości, prawda?

//W porządku, nic nie szkodzi ;). Może zaczniemy gdzieś w zamku? Albo zakończymy tak to spotkanie i zaczniemy jakąś drugą sesję? Fajnie się z Tobą pisze, ale bez sensu ciągnąć ciągle jedno spotkanie :).
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 12 Lis - 16:20

Czekał tam, gdzie obiecał. Odpalił w międzyczasie papierosa. To dodawało mu pewności siebie i uspokajało. Mógł skupić się na truciźnie, która przez ustnik dostawała się wraz z powietrzem do jego płuc i zaczynała krążyć wraz z krwią. Niedotlenienie mózgu. Poczuł lekkie zawroty głowy po tym, jak spalił całego papierosa, bez jednego oddechu przerwy. No cóż... Następnym razem będzie miał nauczkę. Wyciągnął kolejnego czerwonego Lucky Strike'a. Ostatni w paczce...
Włożył ręce w kieszenie. Choć na chwilę. Nie było zimno. Wręcz przeciwnie - było bardzo ciepło, ale jednak odczuwał pewien chłód w powietrzu i już marzył o tym, żeby za chwilę zaszło słońce. Wraz z jego promieniami, przeminie upał dnia i przemieni się w letni chłód wieczoru. Wolał go zdecydowanie od tego upału. Skrzywił się na myśl o zadaniach, które czekały na niego w dormitorium. Cóż za bezsensowne bzdury... Nic pożytecznego - czyste pierdolenie bez krzty praktyki. Teoria nie zaspokajała jego zmysłów i chęci poznawania świata. Był dobry. Był cholernie dobry. Był też cholernie ambitny, ale jego ambicje nie obejmowały niestety nauki choćby Historii Magii. Dlaczego? Bo był cholernie leniwy. Większość jego cech można było opisać tym przymiotnikiem - "cholernie".
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 12 Lis - 16:46

Frances weszła do hangaru lekko zdyszana. Omal się nie spóźniła przez głupiego Filcha. Mogła rzucić na niego jakiś urok. Wredny charłak.
Gdy tylko otworzyła drewniane drzwi, które ledwo trzymały się na zawiasach, poczuła dym. Szybko wpadł jej do płuc i sprawił, że zaczęła kaszleć. Wtedy zobaczyła Gabriela. Stał w rogu. Trzymał papierosa w ustach i patrzył na nią z lekkim triumfem. Dawno się nie widzieli. Od ich spotkania w lesie minęło wiele czasu. Sama nie była pewna dlaczego. Może to wszystko przez tą dziewczynę, która ich podsłuchała. Może Gabriel zrezygnował z planu i nie była już mu potrzebna? Miała nadzieję, że za chwilę się wszystkiego dowie.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 12 Lis - 17:25

- Hej. - Rzucił, widząc, jak staje w drzwiach. - Wiem, że zmieniłem plany w ostatniej chwili, ale... - Nie będzie jej przecież tłumaczył, że dopiero po czasie uświadomił sobie, że Tartak, to jego święte miejsce. Mekka. - Nie trzeba było tak biec. Poczekałbym. - Dodał, widząc, że jest zdyszana. Zgasił dopalonego do połowy papierosa, o drewnianą ścianę i wrzucił niedopałek do wody. Wyzwoliła go z konieczności dopalenia go. Kolejnego nie miał, więc tym bardziej się cieszył.
Ostatecznie ostatnim razem potraktował ją trochę za ostro - w końcu nie była jego wrogiem, a zdawała się być bardzo zaangażowana. Znosiła jego złośliwości i chyba musiał jej przyznać, że imponowała mu tym uporem.
- Chociaż muszę przyznać, że szczerze się obawiałem, że nie przyjdziesz. - Dodał, patrząc na deski pod jej nogami. Podniósł powoli wzrok, lustrując przy okazji jej osobę. Zatrzymał się na chwilę na szyi, żeby po chwili dojść do oczu. Jego pozostawały chłodne, ciekawe czy uda mu się coś wyczytać z jej?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 12 Lis - 17:39

Dziewczyna ucieszyła się, że nie dokończył papierosa. Nie miała zamiaru się udusić. Już prawie zapomniała jak to było z Gabrielem. Teraz, gdy spojrzała w jego lśniące brązowe oczy, przypomniała sobie. Były chłodne. Ba. Wręcz przeszywały chłodem. Mimo wszystko, uśmiechnęła się do niego ciepło. W końcu nie licząc tych wszystkich złośliwości, nie byli wrogami. Kilka razy miała nawet nieco intymne myśli z nim związane.
- Domyślam się, że byś poczekał - zdjęła wierzchnią szatę i przewiesiła ją przez rękę. Pod spodem miała czarną koronkową sukienkę, która doskonale pozwalała oddychać jej skórze w ten gorący dzień. - Zastanawia mnie, w sumie, dlaczego uważasz, że ja mogłam zrezygnować?
Spojrzała na niego ponownie. Na próżno szukała jakichś emocji. Cień lekko padał na jego twarz, mimo że w samym pomieszczeniu było dość jasno. Bała się jednak zbyt blisko do niego podchodzić. Może jeszcze miał zamiar ukarać ją za zdarzenia w Zakazanym Lesie.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 12 Lis - 18:04

Karać? Był wtedy zły. Fakt. Miał też nadzieję, że już nigdy go nie zawiedzie, ale jak mógłby ją karać? Nie był jej panem.
Wzruszył ramionami. - Długo się nie widzieliśmy... - Powiedział tylko. - Nadal jesteś zdecydowana? - Zapytał spokojnie. Wiedział, że tak. Nie przyszłaby tutaj, gdyby było inaczej. - Jest pewien problem... - Nie dał jej odpowiedzieć. Przecież znał odpowiedź. Gdzieś w tylnej kieszeni jego spodni spoczywał list. Złożony pięknie na cztery, pięknie podpisany. Wyśle go, jak tylko skończą tą rozmowę. Ten list jest świadectwem tego, że to on jest mniej zdecydowany od niej. A może jest jeszcze dla nich ratunek?
Ojciec chciał się spotkać i Gabriel zupełnie nie wiedział w jakim celu. Może to będzie okazja, żeby wspomnieć słowem o swoich planach, poprosić o jakiś kontakt, wsparcie. Wzniecić w nim ogień. Jeszcze może naprawić to, co zepsuł tej pamiętnej nocy, kiedy wybrał się na bankiet razem z Hayes. Teraz ważyły się jego losy. Do tego stopnia, że prawie zawalił kilka przedmiotów - nieistotne. Odejdzie stąd, jak tylko będzie pełnoletni.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 12 Lis - 18:13

- Nie mów tylko, że chcesz zrezygnować! - oprzytomniała Frances. Otworzyła szeroko oczy. Czyżby zauważyła na twarzy Gabriela niezdecydowanie? Nie. Nie mogło być. Przez głowę przepłynęło jej milion myśli. Była jego pewna. Pewna, że ma silnego sojusznika. Sojusznika gotowego poświęcić swoje człowieczeństwo na rzecz władzy i mocy. Tymczasem dostrzegała, że robi się coraz słabszy, że ulega. Ale komu? Kobiecie? Nie mogła na to pozwolić. Jeśli miało to oznaczać uwiedzenie go, była na to gotowa. Ale czy to, co widziała, było prawdziwe?
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 12 Lis - 22:14

Wydawała się zszokowana. Ale co ona zrobiła, żeby ten plan zrealizować?! Sam by sobie wspaniale poradził. Dopuścił ją do tej wiedzy, a ona nawet o nim śmiała zapomnieć! Śmiała uciec, ukryć się! Fakt, że się nie odzywał, świadczy tylko o tym, że oczekiwał zaangażowania od niej. Jakim ona więc była sojusznikiem? Wszystko na barkach Gabriela - jak zwykle. Zaplanuj, zrealizuj, a mi tylko powiedz, co mam zrobić, ja się postaram, ale jak spierdolę - tak, jak wtedy w lesie - to wtedy napraw i nie krzycz, bo przecież każdemu się zdarza. Zdenerwował się, ale nie pokazał tego po sobie. Jedynie przelotny błysk w oku zdradził rozdrażnienie.
- Sądzisz, że JA poddałbym się?! Zrezygnował z planu, który jest moim pomysłem?! - Zgromił ją. Odwrócił na chwilę wzrok i odetchnął. Był gotowy. - Mam problem ze złapaniem Hanny, jakkolwiek by to brzmiało. Ciągle się mijamy, nie mogę się z nią w żaden sposób umówić. Pisałem do niej sowy, zagadywałem w pokoju wspólnym, ale nie jestem w stanie wyciągnąć jej SAMEJ z zamku. I to tak, żeby niczego nie podejrzewała, żeby nikt o tym nie wiedział. - Powiedział spokojnym, opanowanym tonem. - Jeśli szybko czegoś nie wymyślę, to nie uda nam się przed końcem roku szkolnego. - Dodał, celem wyjaśnienia. Wiedział, że omawia oczywistość, ale wolał, żeby nie było nieścisłości. - Zauważ, że mówię w liczbie mnogiej - jeszcze Cię nie skreśliłem Frances. I nie myśl, że będę traktował Cię lepiej, bo jesteś kobietą. Traktuję Cię tak, jak każdą inną osobę, która do nas przystanie. Wszyscy będziemy braćmi, a pozyskamy ich poprzez rozlanie krwi tej suki. Wtedy okaże się, kto jest z nami, a kto przeciw nam. Wtedy znajdziemy ludzi gotowych pójść z nami. - Był tego pewien. To również było oczywiste. - Nie myśl też, że nie doceniam tego, że już jesteś po mojej stronie. Z pewnością los Cię za to wynagrodzi. Z pewnością nie zapomnę Ci tego i z pewnością nasza więź, jako braci będzie silniejsza, przynajmniej początkowo.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Frances Blackwood on Sro 14 Lis - 0:35

Frances z wyjątkowym spokojem przyglądała się chłopakowi. Podniecały ją jego huśtawki nastrojów i ta wewnętrzna walka, którą czasem było widać. Jednak dostrzegał to tylko tak baczny obserwator jak ona.
Dziewczyna podeszła do brzegu mostka, położyła szatę, zdjęła czarne lakierowane pantofle na niewielkim obcasie, usiadła na krawędzi pomostu i zanurzyła bose stopy w wodzie.
- Och, daj spokój. Nie unoś się tak. Wydaję mi się, że po zdarzeniach w Lesie, oboje trochę odpuściliśmy - rzuciła.
Cały czas spoglądała na wodę, która delikatnie chlupała, kiedy poruszała nogami. Była przyjemnie chłodna.
- Domyślam się, że wyciągnięcie Hanny może być trudne. Trzeba zastosować niecodzienne sztuczki. Uwiedź ją, zaszantażuj, ze swoim sprytem na pewno coś wymyślisz - ciągnęła dalej. Spojrzała na Gabriela, ale jego twarz wciąż kryła się w cieniu.
- Cieszę się jednakże, że doceniasz fakt, że jestem z Tobą. Jakkolwiek to brzmi - dodała po chwili i rzuciła jeden ze swoich zalotnych, aczkolwiek tajemniczych uśmiechów.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 14 Lis - 2:09

Nie rozumiał jej spojrzenia. Wędrował za nią wzrokiem. Usiadła na deskach, zanurzyła nogi w wodzie. Gabriel podszedł do niej i usiadł po turecku obok. Oparł ręce na kolanach. Ściemniało się. W wodzie odbijało się niknące światło dnia.
Nie skomentował jej pierwszego zdania, tylko wpatrywał się w nią swoimi ciemnymi, jak para błyszczących żuków oczyma.
Skinął głową. - Wymyślę. Będę Cię informował. - Odwrócił od niej wzrok i skupił się teraz na ścianie hangaru. Otrząsnął się na jej ostatnie słowa. Zmarszczył brwi i spojrzał na nią podejrzliwie. - O co Ci chodzi? - Zapytał, wciąż wpatrując się w nią zdziwiony. - Ty wiesz, że to dość... delikatna sprawa. I że będzie wymagała pełnego skupienia? - Upewnił się, czy rozumie powagę tego planu. Zdawała się błądzić gdzieś myślami.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Hangar na łodzie

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach