Brzeg jeziora

 :: Jezioro

Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Tony Rutherford on Czw 5 Lip - 1:48

Mówiono, że północ to godzina duchów.
Nad brzegiem jeziora, gdzie w oddali lśniły ostatnie światła poszczególnych sal w zamku, daleko było do nieżywych stworzeń, niejasnych dźwięków i niepotrzebnych mu rozmów. Zimny wiatr co rusz targał jego włosy, chusta zawinięta wokół szyi chroniła przed chłodem mroźnej jeszcze nocy. Szkockie powietrze było suche, spierzchnięte usta Tony'ego co rusz dotykały filtrów nowych papierosów.
Czas leciał gdzieś obok niego, w świetle księżyca i mugolskiej zapalniczki siedział oparty o jedyne drzewo przy brzegu jeziora, bezemocjonalnie obserwując taflę wody. Wielka kałamarnica raz na jakiś czas wysuwała jedną ze swych macek, leniwie sięgając po gałęzie pobliskich krzaków. Rutherford patrzył na to wszystko i na nic zarazem, wzrokiem nie obejmował bowiem żadnej konkretnej rzeczy, ogrom zaś nie był możliwy do zobaczenia, zarejestrowania w jednej chwili. Myśli krążyły wokół tematów błahych i zupełnie nieistotnych, papierosowy dym był jedynym zapachem, który docierał do jego nozdrzy; okraszony drobną ilością alkoholu, który ukrył w niewielkiej piersiówce.
Odznaka prefekta leżała na szafce w jego dormitorium.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak długo już tu siedział, czas mógł mierzyć tylko na podstawie zgaszonych już papierosów u jego boku. Przymknął oczy, zapadła przyjemna ciemność, swoich rozważań zaś nie musiał kierować na tematy poważne i jakkolwiek ciężkie. Skupiać się na tym, co pojawiało się w jego myślach zbyt często.
Alkohol potrafił go skutecznie odprężyć.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Deria Malsive on Czw 5 Lip - 1:58

Czasem lubiła przechadzać się nocą w dziwne miejsca. Noc czy dzień - cóż to za różnica, kiedy jest się niewidomym? Ano jest... Noc jest spokojna, cicha, chłodna, świeża i pełna pięknych odgłosów. Jedyną wadę jaką w niej odkryła, to brak ptaków, które kochała. Jej ukochany lelek spał teraz w klatce w jej dormitorium, wtulając mały łepek pomiędzy ciepłe piórka. Musiała sobie poradzić bez niego, który skakał po jej ramionach i wplątywał się we włosy, by przytulić się do jej szyi.
Macała drogę kijkiem. Dotarła tam, gdzie chciała - nad brzeg jeziora. Właściwie nie wiedziała po co... Może dlatego, że zapach niesiony przez wodę był tak upojny? A może dlatego, że marzyła już o lecie, kiedy będzie mogła zdjąć buty i przejść brzegiem? Było jednak zimno. Strasznie zimno. Dziewczyna nie pomyślała... Ubrała na siebie jedynie czarne jeansy, "elfie" buty w ciemnozielonym kolorze, brązową, zwiewną tunikę i cieplejszą, materiałową, brązową kurteczkę na wierzch. Marzła. Przeliczyła się. Sądziła, że noc jest cieplejsza. Nie było jednak odwrotu.
Nagle... Wyczuła czyjąś obecność. Zapach papierosów niesiony przez wiatr. I męskie perfum. Przestraszyła się. Szczelniej owinęła się kurtką.
- Kto tam? - Zapytała cichutko, marszcząc nosek. Dym papierosów działał drażniąco.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Tony Rutherford on Czw 5 Lip - 2:09

Noc zawsze była inna.
Cicha. Wolna od zgiełku i towarzystwa ludzi, którzy otaczali go z każdej strony. Cenił więc towarzystwo tych, którzy mogli siedzieć obok, i których mógł ignorować na każdym kroku, którzy tworzyli sztuczny tłum i powalali na milczenie pośród gwaru. Była jedna osoba, której mógł powiedzieć wiele, Moe jednak znajdował się setki kilometrów świetlnych z jego ślizgońskiego dormitorium, gdzieś na drugim krańcu zamku. Tony'emu nie potrzebna była obecność nikogo innego, jedynie niezobowiązujące rozmowy i wspólny papieros w przerwie pomiędzy zajęciami.
Nigdy nie ukrywał, że był samotnikiem, czas wolał pożytkować w samotności, nie spać nocami. Całe dnie, jak i wieczory, mógł otaczać się nieistotnymi ludźmi, który przebrzmiewali gdzieś obok, rozkosz zimnego wiatru niosła jednak więcej, niż dreszcze na ciele.
Ciemność, niepewność tego, gdzie można postawić kolejny krok.
Papieros żarzył się w jego dłoni, którą oparł o wyciągnięte kolano. Trwał w tej pozycji dłuższą chwilę, prędzej usłyszał nieporadny krok, niż w jakikolwiek inny sposób wyczuł obecność dziewczęcia. Nie poruszył się jednak, nim odpowiedział zaciągnął papierosem, dopiero po chwili otwierając oczy.
- Jest tak ciemno, że nie widzę twojej twarzy – odparł, odsuwając dłoń od ust i przenosząc spojrzenie na Derię. Nie kłamał; wzrok, choć przyzwyczaił się do panującej wokół ciemności, nie potrafił dostrzec żadnych charakterystycznych rysów twarzy dziewczęcia. Jedynie patyk w dłoni oraz głos naprowadziły go na to, kim jest nowoprzybyła istota.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Deria Malsive on Czw 5 Lip - 2:20

Deria nie lubiła tłumu. Tłum ją rozpraszał. Tłum ją przytłaczał. Zarówno sztuczny, złożony ze zwykłych, szarych ludzi, jak i prawdziwy - składający się z tych, którzy do niej mówili i próbowali coś z niej wyciągnąć lub szydzić z jej ślepoty. Nie lubiła więc kontaktów z ludźmi. Przerażali ją. Głównie dlatego, że wielu z nich... wiedziała dużo na temat ich przyszłości. Chcąc nie chcąc - to wychodziło samo. Nie wiedzieć czemu - oni nie chcieli słuchać jej ostrzeżeń i przepowiedni.
Przyjaciele? Nie miała przyjaciół. Może Shirę. Może... Nie wiedziała jak określić tą relację. Jeśli chodzi o chłopaków, to było gorzej. Byli zdecydowanie bardziej dominujący i przytłaczali ją. Wolała delikatne, wrażliwe towarzystwo kobiet. Czuła się z nimi równie bezpieczna. W końcu to nie jest zwykły świat... Tutaj każdy może wygrać z każdym, liczą się zaklęcia, nie siła mięśni.
Czy... czy ona znała skądś jego głos? Zamarła. Jej na wpół otwarte usta zadrgały. Przekręciła głowę w stronę, z której dochodził do niej głos nieznanego chłopaka. Potrafiła go namierzyć tylko po głosie. Nie chciała podchodzić - bała się. Nie ufała komuś, kto włóczy się nocą po błoniach. Widzę... Ukłucie bólu. Ja Twojej nie zobaczę pewnie nigdy... Skąd jednak Ty możesz o tym wiedzieć? Chyba skojarzyła ten głos... Tom? Jakoś tak. Tak czy inaczej - prefekt, a to mogło wróżyć kłopoty i wcale nie musiała używać w tym celu swoich umiejętności. Wystarczyła odrobina rozsądku.
- Ja... ja... - Zaczęła nieśmiało, opuściła głowę. Jejku - wpadła? - Musiałam się przewietrzyć. - Dokończyła cichutko.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Tony Rutherford on Pon 9 Lip - 22:40

Tylko w tłumie czuł się bezpieczny.
Nic nie mogło równać się z tym uczuciem, gdy nad ranem powieki nie przymykały się jeszcze ze zmęczenia, papierosy nie kończyły, a alkohol wciąż stał w butelkach obok. Mogło już świtać, mgła zachodziła nad horyzontem, przeraźliwe zimno wywoływało gęsią skórkę. Próżne rozmowy, żadne wydumane słowa, wielkie obietnice czy niesione rady - mogli dyskutować o wszystkim i o niczym, nie zdradzać żadnych sekretów, zadowalać się półprawdami i rysować jakiekolwiek, nawet najbardziej błędne wyobrażenie o prawdzie. Tworzyć wszystko to, w co nigdy nawzajem nie uwierzą, ale nie sięgną po więcej.
Tak było najprzyjemniej.
Najłatwiej, wcale nie zaprzeczał, że często szukał wyjść prostych i prędkich, nie potrzebował krążyć jedną ścieżką przez cały czas. Nie lubił stać w miejscu, wszelkie dobra i korzyści raczej czerpał - nie był żadnym źródłem, materiałem na podobne relacje. Może zieleń na jego mundurku wcale nie była tak przypadkowa, jak wydawało się jeszcze kilka lat temu.
Deria - laska była nad wyraz charakterystyczna - nie była mu nieznana, podobnie jak on sam; chodzili wszak razem na zajęcia, nie sposób było jej nie zauważyć. W przypadku Krukonki - poznać głos czy zapach.
Skoro on nie widział jej twarzy, mogli udawać sobie równych.
- Zachodnia wieża widocznie nie spełniała się w tej roli.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Deria Malsive on Wto 10 Lip - 2:13

Deria słuchała w skupieniu. Nasłuchiwała każdego dźwięku, który mógł przerwać ciszę dookoła. Nie bała się nocy. Noc była przecież dla niej tym samym, co dzień. Wolała ją, bo była wtedy samotna. Teraz jej myśli mogłyby uciec do astralnych przestrzeni, zatracić się w mglistych, wątpliwych kształtach przyszłości, która wyłaniała się dla niej w niejasnych układach kart. Gdyby ktoś był jeszcze tak miły i został jej asystentem. Najlepiej... asystentką.
Nabrała pewności siebie. Chłopak jej nic nie zrobi. Sam z resztą przebywał tu poniekąd bezkarnie. - Ano, nie nadawała się. - Odparła spokojnie. - Jakie jest dzisiaj niebo? - Spytała tak, jakby właśnie poprosiła sprzedawczynię w centrum Eeylopa o karmę dla sów. No ale sama nie mogła zobaczyć tych wszystkich gwiazd, których istnienia mogła się tylko domyślać. Czy dziś chmury przesłaniają niebo? Zbliżyła się w stronę chłopaka. Powolutku, potykając się o korzenie wystające z ziemi. Przywykła jednak do chodzenia po omacku, więc nie traciła równowagi. W końcu jej dłoń trafiła na coś miękkiego i wyraźnie ciepłego. Musiało to być ciało chłopaka.
Odetchnęła. Chuchnęła w zmarznięte dłonie. Wszędzie wokół zima. Ogarnia, wypala mrozem, chrzci nas. Z wody też można wróżyć. Ze śniegu. Z jego lepkości. Idzie odwilż? Czy może mróz? Suchy puch złożony z ostrych igiełek, które kuły w palce sugerował nierychłą odwilż, a raczej silne mrozy, natomiast lepka, ciężka, zbita masa mówi o zbliżającym się cieple. Woda. Wilgotne, ciężkie powietrze sprowadza burzę, suche, lekkie - suszę. Woda. Nawet woda, ta która jest w jeziorze, może przepowiadać najbliższą przyszłość. Nawet ciało. Mogłaby ująć dłoń chłopaka, przejechać po niej palcami, sprawdzić linię Wenus, linię Plutona i Mądrości, mogłaby wiedzieć o jego sukcesach, porażkach, wiedziałaby więcej niżby chciał i mógł jej powiedzieć. Wiedziałaby. Już wie. Po zapachu, sposobie mówienia i... Tony. Przypomniała sobie. Miał na imię Tony. Cofnęła się o krok. Nie była przestraszona, ale jakoś... przeczuwała coś niemiłego.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Tony Rutherford on Czw 12 Lip - 3:26

Nie był nonkonformistą, anarchię uważał za idiotyczną, wciąż jednak nie czuł się objęty jakimikolwiek regułami. Przebywanie w wyznaczonych miejscach do konkretnych godzin, czarno na białym pisane zasady zachowania - to wszystko przejadło się mu już kilka lat temu. Czasu nie spędzał przecież na całonocnych libacjach, obcując z innymi istotami płci przeciwnej gdzie się tylko dało, nie czuł się jednak w obowiązku do podjęcia się wykonywania podobnych czynności. Podobnie jak - znikania w lochach każdego dnia wraz ze zmierzchem.
Mógłby nie istnieć w ogóle, bądź być jak wiatr - niewiele by to zmieniło.
Wciąż przenikał, przebywając w jednym miejscu jedynie chwilę. Wymieniając nic nie znaczące uwagi, przesuwając figury szachowe lub przerzucając strony książki, nigdy jednak nie z tymi samymi ludźmi, nie w tym samym otoczeniu. Stagnacja go męczyła, te same widoki każdego dnia wprowadzały w niejaki marazm, z którego - to wiedział - nie było ucieczki.
Mądrzej było więc zapobiegać, niż leczyć.
Pytanie Derii spowodowało, że podniósł głowę i spojrzał nad siebie, pomiędzy konarami drzewa. Nie odzywał się przez chwilę, obserwując chmury, które zasłaniały dużą część gwiazd. Mógłby opisać jej to, co sam widział, jak jednak miało się to do jej wyobrażeń? Czy mógł słowami, których nie znała, przedstawić widok, którego nigdy nie zobaczy?
- Zawsze zastanawiałem się, co może znaczyć dla ciebie kolor - powiedział więc, powoli opuszczając głowę i przenosząc wzrok na Krukonkę. Dla niego czarny niósł pejoratywne skojarzenie, ale ona... mogła kojarzyć go jedynie ze słowami innych. Czarny kawior mógł więc być dobry, jeśli go posmakowała, żadnych innych wyobrażeń.
W ciszy obserwował jej pokraczną wędrówkę, nie reagując jednak śmiechem czy innym rozbawieniem. Nie drgnął, gdy oparła się o jego ramię, wciąż tkwił w tej samej pozycji i nie wydawało się mu, by miało się to zmienić - do czasu. Gdy cofnęła się o krok, odskoczyła jak oparzona, spojrzał na nią z rozbawieniem i pokręcił głową, nieco zażenowany.
- Jeśli jestem trędowaty, to już nic nie da - powiedział, w tonie jego głosu pobrzmiewało zaś rozbawienie podobną sytuacją.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Deria Malsive on Czw 12 Lip - 16:14

Anarchia, nonkonformizm, reguły... To wszystko nie miało żadnego znaczenia. Nie martwił jej szlaban, czy odjęte punkty. Najbardziej przejmowała ją perspektywa tych wszystkich słów, które musiałaby usłyszeć. Tych wszystkich godzin pod kontrolą. Listów do domu? Matka miała swoje problemy. Dezyderia nigdy nie chciała być dla niej dodatkowym obciążeniem. Poza tym żyła sobie w swoim świecie i zakłócanie jego spokoju było dla niej tyle irytujące, co burzące jej egzystencję.
Lubił więc zmiany. Powinna to dostrzec. Z pewnością by to dostrzegła, gdyby podał jej swoją dłoń, albo gdyby miała przy sobie tarota. Specjalnego. Zrobionego dla niej przez matkę. Lubił zmiany... tylko czy to właśnie jest droga właściwa? Czy warto ciągle zmieniać towarzystwo, zawsze być nikim? Mało jest przecież ludzi, którzy potrafią skupiać na sobie aż taką uwagę, by przelotne znajomości od razu przeradzały się w dobre kontakty. Obce środowisko zawsze jest obce. Obca paczka znajomych, do której się wkrada, pozostaje obca. Przynajmniej początkowo. Na wkupienie się pośród nich potrzeba czasu. Czasami mało, czasem nawet kilka miesięcy, albo lat. Deria nie szukała znajomych. To oni ją znajdowali. Tak było najlepiej.
Może mówić tak, jak mu się podoba. Ona żyje już sporo lat na tym świecie i ma swoje wyobrażenia. Kiedy ktoś mówi o kształtach - ona je w większości zna z dotyku. Kiedy mówi o kolorach... ona je rozumie. Na swój sposób. Tyle lat życia nauczyło ją jak interpretować opisy i wyciągać z nich wnioski. Z drugiej strony... to cholernie dziwne. Nigdy nie widziała żadnej gwiazdy. Nie wie nawet co to jest... Co to jest kulka? To to, co nie ma kantów, kiedy się gładzi po tym ręką. Więc to jest takie coś na niebie. Czyli gdzie? Wysoko. Jasne. Czyli jakie? JAKIE? JAKIE? Miała swoje wyobrażenie...
- Nic. - Powiedziała szczerze. Uśmiechnęła się w przestrzeń. - To tylko słowo, którego nie rozumiem. Tak jak dla Ciebie ślepota.
Jej ciało przeszedł dreszcz. Z zimna i strachu. Spokojnie. Stał tam, gdzie przed chwilą.
- Znam Cię. - Była opanowana. Już. Przecież nie powie mu teraz, że coś poczuła. Intuicyjnie. On tego nie zrozumie, a ona nie lubi rzucać słów na wiatr.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Tony Rutherford on Nie 15 Lip - 18:19

Nie przejmował się konsekwencjami.
Puste słowa na pergaminach mogły znaczyć więcej, niż jakiekolwiek gesty i czyny, ostrożnie kaligrafowane słowa chłonęły wzrok, przykuwały spojrzenie. Przed wszystkim tym chroniła go noszona na piersi odznaka, która przylgnąwszy do niego ponad rok temu, skutecznie odprawiała wszelkie brudne czyny. Nie szukał ich, w przypadku gdy nań wpadały - znikał bez słowa. Statystyki nie były ważne, ilość małych kamieni w klepsydrze obchodziła go równie mocno co wczorajszy obiad - nigdy nie pragnął zwycięstwa. Nie takiego, na które pracowali wszyscy, gdy jego plusy mogły być równoważone minusami innych. To niesprawiedliwy wyścig szczurów.
Nie potrafił działać w grupie.
Nie był jednostką specjalnie społeczną, nigdy jednak nie uciekał od towarzystwa ludzi. W Pokoju Wspólnym Slytherinu mógł spędzać chwile zupełnie bezwartościowe, otworzyć usta do znajomych, o których nie wiedział właściwie nic. Nie przeszkadzał mu podobny stan rzeczy, wystarczyła jedna osoba, która znała wszystkie jego myśli - Moe.
Żadnych substytutów.
Nie zastanawiał się nad przyszłością, nie potrzebował jej znać, wróżbiarstwo było dla niego czystą rozrywką, z której jednak nie korzystał. Nie potrzebował marnowania swego czasu w sposób mu wyznaczony, szczerze wątpił w to, by szklana kula mogła pokazać mu prawdę absolutną.
Sam jej nie znał, nie mógł więc znać nikt inny.
Odpowiedź Derii nie przybliżyła mu niczego, nie rzekł więc nic na jej słowa - nie potrzebował prowadzenia jałowych dyskusji, już dawno z tego zrezygnował. Niemniej jednak ponownie zareagował uśmiechem na jej kolejną wypowiedź - może tego mu było trzeba.
- Skoro jesteś tego pewna - odparł, zaś w tonie jego głosu pobrzmiewało rozbawienie.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Deria Malsive on Pon 20 Sie - 21:43

Deria natomiast często stawała w obliczu sytuacji, gdzie musiała rozważać konsekwencje swojej bezczynności. Gdyby czasem nie interweniowała, to czułaby wyrzuty sumienia, że wiedziała o czymś, co się wydarzy, a mimo tego - nic nie zrobiła. Z drugiej strony, ludzie najczęściej mieli gdzieś jej rady i jeszcze wyśmiewali ją, uważając za wariatkę. Dawno już przestała więc ludziom ufać i pomagać z dobroci serca. Nawet jeśli sądziła, że tak trzeba.
Jeśli chodzi natomiast o jakiekolwiek życie społeczne i rywalizacje... Chyba oczywiste jakie miała do tego podejście.
Więc miał swój świat. Pytanie: czy tak naprawdę to mu odpowiadało? Zawsze można osiągnąć więcej, trzeba tylko wiedzieć kiedy i jak po to sięgnąć, trzeba mieć odwagę, by wyciągnąć dłoń. Deria wiedziała o tym aż za wiele, ale swojej okazji nie mogła dostrzec, widziała zbyt wiele cudzych myśli, zbyt wiele obrazów, które nie należały do niej. Nieuchwytnych chwil z czasów o których nikt nie miał pojęcia - nawet ona nie umiała ich zinterpretować.
Szklana kula nie pokazuje prawdy absolutnej. Poza tym Deria nie może rozwinąć w pewnym stopniu swoich zdolności wróżbiarskich - nie widzi gwiazd, czy wnętrza kuli. Umie wróżyć z kart - ze swoich kart. Umie wróżyć z aury. To z resztą robi całkowicie nieświadomie i nader często. Szczególnie ostatnio, gdy znów zeszła do ludzi i coraz częściej zbliża się do ludzi na niebezpieczną odległość.
Nie ma z resztą prawdy absolutnej. W ogóle. Są tylko mgliste wizje, obrazy, które nie znaczą nic dla osób, które nie umieją ich interpretować, które się z nimi nie obyły. Jak można zrozumieć coś, co jeszcze nie nastąpiło? Ale przecież większość ludzi sądziła to samo co Tony - wróżbiarstwo, to bujda, bajdurzenie wariatów. Szczególnie, kiedy ma się taką nauczycielkę...
Była pewna. Kilka obrazów, przeszłość, teraźniejszość. Poznała nawet parę osób z jego życia. Nie umiała oczywiście powiedzieć o czym rozmawiali, ale potrafiła wyczuwać emocje podczas tych spotkań. Złość, zmieszanie, zauroczenie, jakiś rodzaj nienawiści, wściekłości, zazdrości. Poczuła tego tak wiele, poczuła mocno. Z jej ust wyrywał się jęk, jak ekstaza, wypełniał ją, niczym ciecz puste naczynie, nieznany kolaż uczuć. Wyciągnęła ręce, by się czegoś złapać, ale trafiła na niego. Odwróciła głowę, zacisnęła zęby. Chaos w jej głowie przybrał na sile. Łzy popłynęły z jej niewidzących oczu. Powoli uciekało to, co dookoła, a na sile przybrał świat po drugiej stronie. Upominał się o nią, wydzierał powietrze z płuc, wydzierał świadomość istnienia i czucie w palcach. Jeszcze przez ulotną chwilę czuła drętwienie, potem już tylko zimną, wilgotną glebę. Upadła. Nie krzyknęła - nie zdążyła. Po prostu zemdlała.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Blaze Yeats on Wto 4 Wrz - 23:44

Stanąłem nad brzegiem jeziora z Mary u boku. Zdjąłem rękawice i rzuciłem je na ziemię. Potem to samo zrobiłem z podkoszulkiem. Złapałem dziewczynę i wbiegłem do cudownie lodowatej wody.
- Na brodę Merlina! Ughhhhhhh - Wytrzeźwiałem natychmiast. Puściłem dziewczynę do wody. Byliśmy na głębokości pasa, więc był pewien, że Mary się nie utopi. Zacząłem się śmiać. Głośno i wesoło. Zanurkowałem i przepłynąłem parę metrów w miejsce, gdzie już nie było gruntu. - No to co ślizgonko? Popływamy? - Zawołałem wesoło, odpływając na plecach jeszcze kawałek. Mróz wiercił każdy cal mojego ciała. Czułem nie tylko dyskomfort, ale i wzmagające się drgawki i parę zalążków skurczy. Musiałem uważać. Podobno nie wolno pływać po pijanemu. No trudno...
Podpłynąłem nieco w stronę brzegu. W razie czego, lepiej chociaż czubkami palców poczuć muliste dno jeziora. Zastanawiałem się co też teraz robi olbrzymia kałamarnica? Miałem tylko nadzieję, że nie jest w bojowym nastroju.
Z jednego szaleństwa w kolejne. Najpierw dałem się namówić na spontaniczną imprezę w Wieży Zegarowej, a teraz, zanim jeszcze wiosna zaczęła się w pełni, pływam w lodowatej wodzie jeziora z ledwie poznaną dziewczyną ze Slytherinu. Zadziwiające pomysły wypełniały moją głowę. Zaśmiałem się ponownie. Czułem się szczęśliwy!
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 5 Wrz - 18:34

Gdy tylko przekroczyła próg zamku, chłodne powietrze dało o sobie znać. Jednak nie mogła wyrazić swojego niezadowolenia tym faktem, ponieważ chłopak szybko pociągnął ją w stronę jeziora. Patrząc w jego czarną tafle Mary poczuła na plecach dreszcz. Jest zimno, a on ma zamiar pływać?! Przynajmniej jej było zimno, wewnętrzne przerażenie spowodowane wizją kąpieli w na pewno lodowatej wodzie, wzmocniło się, kiedy Blaze pociągnął ją do wody, zdążyła tylko ściągnąć spodnie i sweter, a czarną bluzkę na ramiączkach, którą miała pod spodem, związać, tak że widać było jej płaski brzuch.
Kiedy jej ciało dotknęło tafli, wzdrygnęła się, zimno. Jednak po chwili siedzenia w wodzie nie było już tak źle, organizm dziewczyny zaczął się przyzwyczajać do temperatury. Zanurzyła się całkowicie i podpłynęła pod wodą do chłopaka. - Czemu nie. - powiedziała, wynurzając się, by zaczerpnąć powietrza. W sumie to po pijaku nie powinno się pływać, ale jakby coś się miało stać to panna Langdon łaskawie uratuje tego Gryfona. Popływała chwilę i położyła się na plecach, unosząc się na wodzie. Teraz była łatwym celem dla potwora z mackami, który czaił się tam gdzieś na dnie.
Czymże było życie, jeśli nie pasmem szaleństw?


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Blaze Yeats on Czw 6 Wrz - 1:19

Przepłynąłem kilkanaście metrów i zawróciłem. Uczucie chłodu wciąż nie przemijało. Poza tym alkoholu z krwi się nie pozbyłem, więc moje ruchy nadal pozostawały trochę niezgrabne, żeby nie rzec - pijackie. Złapał mnie skurcz w łydce, ale bez problemu sobie z nim poradziłem. Tylko napiłem się trochę wody. Parskając, zauważyłem, że dziewczyna położyła się na wodzie. Najwidoczniej spodobał się jej pomysł. Dobrze. Chyba zaczyna mi się podobać... Pomimo pierwszego, dość negatywnego wrażenia, teraz wyglądała na wyluzowaną i całkiem spoko. Może kiedyś zaproszę ją na imprezę? Nadal nie widziałem w niej nic wyjątkowego. W końcu takich ludzi jak ona, znałem na pęczki. Niemniej fajnie było się dowiedzieć, że w Hogwarcie jeszcze kogoś ciekawego można spotkać.
- Pościgałbym się, ale zaczynają mnie łapać skurcze. - Powiedziałem, podpływając do niej powoli. Dryfowała na plecach na głębokości... kolan. Niezła asekuracja muszę przyznać.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 6 Wrz - 17:27

Jak była mała, tata często zabierał ją nad jezioro, by łowić ryby, jednak zawsze do domu wracali z pustymi rękoma, bo Marilyn jak to bardzo żywiołowe dziecko wolała wskakiwać do wody i płoszyć wszystkie ryby, ahh co to były za czasy, czasami żałowała, ze nie ma już tych kilku lat, że czasy tej dziecinnej beztroski minęły, jednak czasu nie da się cofnąć, co najwyżej niektóre rzeczy powtórzyć.
Poleżała na wodzie jeszcze przez chwilę, jednak stało to się nużące, a przynajmniej zaczynało takie być, poleżała jeszcze chwilę i zaśmiała się na słowa chłopaka. - I tak byś przegrał, to pewne. - zażartowała, ale w sumie możliwe było, że to ona wygrałaby w takowej pływackiej potyczce.
Upewniła się, że chłopak na nią nie patrzy i zanurkowała. Podpłynęła do niego pod wodą i przejechała mu po plecach jakimś wodorostem, znalezionym na dnie, z nadzieją, że go przestraszy. Wynurzyła się i obserwowała jego reakcje.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Blaze Yeats on Pią 7 Wrz - 20:08

A czy ona kiedykolwiek była duża? Nawet teraz zdawała mi się być dzieckiem. Co prawda była tylko o rok młodsza, ale zdawało mu się, jakby między nami istniała przepaść, która determinowała z góry naszą znajomość w sposób: młodsza siostra - starszy brat. Co prawda nie znałem jej w ogóle, ale właśnie tak ją widziałem. Można powiedzieć, że prawie widziałem, bo alkohol ciągle działał na moją niekorzyść.
W pewnej chwili coś obślizgłego dotknęło moich pleców. Odruchowo sięgnąłem do kieszeni moich jeansów (ciągle miałem je na sobie), żeby wydobyć z nich różdżkę. Obróciłem się w półpiruecie. Żałowałem, że w mojej dłoni spoczywa teraz różdżka, a nie szabla, do której przywykłem. Już podczas obrotu, z mojej różdżki wystrzeliły iskry,. - DRĘTWOTA! kiedy jednak zorientowałem się, że to robota Mary, szybko szarpnąłem różdżką w bok, dzięki czemu zaklęcie trafiło kilkanaście centymetrów obok celu, rozbryzgując wodę na wszystkie strony.
- Jezu, Marilyn... - Wyjąkałem. - Mogłem Cię trafić... - Załamałem ręce.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Marilyn Langdon on Sob 8 Wrz - 11:23

Teraz tupnęłaby nogą i skrzyżowała ręce na piersi. Tak była duża! To znaczy może i była niska, ale nie mała, nie byłą dzieckiem! Miała kompleks na punkcie swojego wzrostu. Nie lubiłą, kiedy ktoś mówił, żę jest mała. Ona już miała rodzeństwo i na pewno więcej nie potrzebuje.
Zaśmiałą się, widząc reakcję chłopaka, jednak uśmiech zniknął z jej twarzy, kiedy zobaczyła różdżkę wycelowaną w swoją stronę, normalnie obroniłaby się jednym machnięciem, tylko że różdżka został w jej spodniach, które leżały na brzegu. Na szczęścię chłopak w ostatniej chwili zmienił swój cel. Odetchnęła z ulgą.
- Daj spokój. - zaśmiała się. - Nie pierwszy, no w sumie pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz. - Chociaż już nie musi w nią celować.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Blaze Yeats on Nie 9 Wrz - 22:06

Stałem w wodzie, marznąc jak cholera. Wciąż byłem trochę zakłopotany moją nagłą reakcją. Wiedziałem, że tylko dzięki szczęściu i refleksowi nabytemu dzięki ćwiczeniu szermierki udało mi się uniknąć trafienia jej z zaklęcia. Nie wiedziałem natomiast jak czuje się Mary. Przerażona? Zła? Byłem zły na siebie. Mogłem ją zranić, a nawet utopić. Poza tym byłem pijany, więc to się mogło naprawdę źle skończyć. Ostatecznie winiłem też trochę ją... sprowokowała mnie do obrony. Tak naprawdę - nie było dla mnie usprawiedliwienia. Wszystko co zrobiłem, uczyniłem pochopnie i stwarzało to zagrożenie dla czyjegoś zdrowia. Schowałem różdżkę do kieszeni i podszedłem do dziewczyny. Przytuliłem ją delikatnie.
- Przepraszam... - Puściłem ją. - Myślisz, że dasz mi powód do prawdziwego ataku? - Zdumiałem się. Ona? Uśmiechnąłem się niepewnie. - Może to wygląda inaczej, ale normalnie - rzadko sięgam po różdżkę, żeby rozwiązywać problemy i spory. - No niby wyglądało to inaczej, ale zareagowałem w obronie własnej i jej także. Byłem przekonany, że to coś innego... Że jakieś stworzenie z jeziora przypłynęło i może stanowić zagrożenie. Nie spodziewałem się, że to Marilyn się wygłupia. Może to z powodu alkoholu? Pewnie tak.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Velia Frai on Sob 6 Paź - 17:39

Przeszła obok innych uczniów siedzących na brzegu jeziora. Usiadła i wyciągnęła książki z torby. Zaczęła przeglądać podręczniki w poszukiwaniu informacji do wypracowań...
Nagle coś błysnęło niedaleko jej i huknęło. Oderwała szybko wzrok od lektury i spojrzała w prawą stronę. Jacyś uczniowie ćwiczyli zaklęcia, popisywali się w pobliżu brzegu. Lepiej się uczyć niż potem dostawać kary za brak umiejętności, nie? Najwyraźniej też tak uważali.
Minęło czterdzieści pięć minut. Velia wstała, spakowała książki i zaczęła się rozglądać poza horyzont. Nie ma ona przyjaciół, jest cicha i tajemnicza. Czasem tylko mówi 'cześć' do innych Puchonów, ale na ogół się nie odzywa. Do nikogo.
Jeszcze raz przeleciała wzrokiem wodę i odeszła szybkim krokiem do zamku. Nikt nawet na nią nie spojrzał.
avatar
Velia Frai
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

http://naialaj.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Teodor Briefs on Czw 11 Paź - 22:25

Koniec dnia nadchodził nieuchronnie, a zmęczone słońce chowało się za horyzont. Zbliżał się czas księżyca i wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Mimo tego, sporo uczniów odpoczywało w ostatnich promieniach majowego dnia nad brzegiem jeziora, nie przejmując się wzmagającym się chłodem. Wśród nich była też grupka chłopaków, gryfonów z piątego roku. Śmiali się i przepychali. Na chwilę się uspokoili się, kiedy dołączyła do nich blondynka i zajęła miejsce na kolanach jednego z nich, jednak pozostali zaczęli zaraz znów buczeć i hałasować, kiedy para zajęła się namiętnym pocałunkiem jakby zapominając o całym świecie. Kiedy skończyli - dołączyli się do dalszej ożywionej dyskusji na temat ostatniego meczu - w którym jeden z nich, grający na pozycji obrońcy, co tu ukrywać, nie dał z siebie wszystkiego, o czym wiedział nawet on sam. Ted przyznawał, że zawiódł kumpli, a najbardziej siebie, ale powoli miał już dość skupionej na nim uwagi. Chcąc znaleźć temat na dalszą rozmowę, rozejrzał się w poszukiwaniu innego, równie ciekawego tematu.
avatar
Teodor Briefs
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Nate Monteith on Czw 11 Paź - 22:44

Test z transmutacji zbliżał się nieubłaganie, więc Nate postanowił wieczorem się trochę pouczyć. Uwielbiał robić to na zewnątrz, więc z radością wyszedł nad jezioro. Pod pachą miał podręcznik, w ręce trzymał różdżkę, a w kieszeniach brzęczały mu przedmioty, które miał zamiar wykorzystać do celów naukowych.
Niedaleko brzegu zauważył grupkę Gryfonów, która zachowywała się dosyć głośno. Przewrócił oczami przechodząc obok nich i niechcący szturchnął jednego ze starszych uczniów.
- Przepraszam - mruknął i przyspieszył kroku.
avatar
Nate Monteith
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Teodor Briefs on Czw 11 Paź - 22:55

-Hej! - zawołał za nim chłopak i oburzony spojrzał na niego, wstając zaraz. Nate nie trafił dobrze - Henry był najbardziej porywczy z nich wszystkich.
Ted zauważył Nate'a już wcześniej, ale miał nadzieję, że kumple go nie zauważą. Nie miał ochoty patrzeć ani brać udziału w obrażaniu kogokolwiek dzisiaj, tym bardziej tego puchona. Odwrócił się w jego stronę jak tylko usłyszał jego pomrukiwanie i reakcję Henry'ego. Na razie jednak nie chciał wchodzić między nich.
-Jak chodzisz, durniu?!
avatar
Teodor Briefs
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Nate Monteith on Czw 11 Paź - 23:02

Gdy tylko usłyszał głos jednego z Gryfonów przewrócił oczami, odetchnął, odwrócił się w jego stronę i powiedział:
- Przecież powiedziałem przepraszam.
Cory zawsze mówił, że to Ślizgoni są okropni, ale zdaniem Nate'a - Gryfoni bywają gorsi. Zwłaszcza ci, którzy grali w quidditcha.
Ścisnął mocniej różdżkę, przygotowując się na możliwą walkę. Uczniowie Gryffindoru byli bardzo porywczy.

~Leah: przestrzegajcie tych regulaminowych dziesięciu zdań.
avatar
Nate Monteith
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Teodor Briefs on Czw 11 Paź - 23:11

-I myślisz, że to wystarczy? - spojrzał na niego z góry i zaraz zaczął się z niego śmiać. -Ej, chłopaki, spójrzcie - Henry sięgnął do kieszeni Nate'a i wyciągnął mały przedmiot, który mu z niej wystawał. -Ciekawe co zamierza z tym zrobić? - rzucił przedmiot do jednego z kumpli, który już wstał razem z Jasonem i podszedł bliżej. Przyglądał się uważnie rzeczy. Toby razem z dziewczyną siedzieli jeszcze chwilę, ale też zaraz podeszli bliżej. Queen schowała się za swoim chłopakiem, który razem z pozostałymi otoczył puchona. Jedynie Teodor siedział dalej na swoim miejscu i marszcząc brwi przyglądał się sytuacji. Obawiał się, że coś pójdzie nie tak, a on chcąc, nie chcąc, będzie musiał dołączyć do gnębienia młodszego kolegi. Gorzej, jeśli gnębienie posunie się za daleko. Na razie jeszcze mógł wyczuć granicę, ale kiedy jego i kumpli poniesie, może być gorzej.
avatar
Teodor Briefs
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Nate Monteith on Czw 11 Paź - 23:24

- Jak na Gryfonów, to nie jesteście zbyt szlachetni. Tylu na jednego? - mruknął bardziej do siebie niż do nich. Nie lubił takich sytuacji i starał się takowych unikać, ale czas na zmiany. Nate nie będzie odgrywał roli grzecznego chłopca.
- Słuchajcie, przeprosiłem i nie zamierzam tego robić kolejny raz. Oddajcie mi moje rzeczy i rozstańmy się jak prawie dorośli ludzie. Co wy na to? - zapytał, chociaż z góry wiedział, że nie zakończy się to tak, jakby chciał.
Kiedy próbował każdemu ze swoich oprawców spojrzeć w oczy, zauważył, że jeden z Gryfonów wciąż siedzi niewzruszony całą sytuacja.
"Dzięki Bogu" pomyślał.
avatar
Nate Monteith
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Teodor Briefs on Czw 11 Paź - 23:37

Queen szepnęła coś Toby'emu na ucho i oboje się zaśmiali. Chłopak szturchnął Henry'ego -Hej, wiesz, że tam, zaraz przy brzegu jest całkiem przyjemny kawałek mułu? Fajnie się trzyma tam głowę pod wodą - wszyscy chłopcy od razu zrozumieli o co mu chodzi i roześmiali się głośno. Toby choćby nie chciał tego proponować, to przecież nie mógł wyjść na mięczaka przy ukochanej, która swoją drogą była ślizgonką. Jak to było możliwe, że byli razem? Nikt właściwie nie był pewien.
-Nasz kolega na pewno chce poznać nowe miejsca. - Henry spojrzał na puchona z wyższością, a Jason razem z Dellem przygotowali się już, żeby złapać piątoklasistę i zaciągnąć do wody.
Teodor wstał w końcu i podszedł do chłopaków. Na razie nie interweniował, przecież nie mógł się zbłaźnić.
avatar
Teodor Briefs
Uczeń

Liczba postów : 20
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach